PW/Rynek Zdrowia | 10-04-2017 05:49

Młodzi lekarze prowokują: może w ogóle zlikwidujmy rezydentury?

Podczas wiosennej rundy rozdań rezydentur znowu padły krytyczne głosy dotyczące systemu kształcenia podyplomowego. - Skoro prawie nic nie zmienia się w zarobkach młodych lekarzy, jakości szkoleń i dostępności do miejsc rezydenckich, to zlikwidujmy ten system - proponuje Porozumienie Rezydentów.

Aż 45 proc. pytanych rezydentów, czy chcą wyjechać za granicę po ukończeniu specjalizacji, odpowiedziało "tak". Fot. Fotolia

Jak przyznaje Łukasz Jankowski z Porozumienia Rezydentów, propozycja jest w oczywisty sposób prowokacyjna, ale Porozumienie rzeczywiście nad nią pracuje. Pytany przez nas o dobrze znane już postulaty młodych lekarzy, zauważa, że "jest gorzej niż rok temu, bo pensje rezydentów nie wzrosły i wciąż największym obok płac problemem pozostaje niska jakość szkoleń” w niektórych ośrodkach.

- W gronie Porozumienia Rezydentów, trochę samobójczo, rozważamy czy nie zaapelować o zlikwidowanie systemu rezydenckiego. Nie jest to nasz oficjalny postulat, ale mówimy o tym, bo uważamy, że obecnie mamy protezę systemu szkoleniowego - powiedział Łukasz Jankowski podczas niedawnego Kongresu Wyzwań Zdrowotnych.

Co boli rezydentów
To, co dzisiaj boli rezydentów znajduje swoje potwierdzenie w wynikach ankiet. Najnowsza, na którą powołuje się Porozumienie (ukończona 15 lutego, rozsyłana przez konsultanta krajowego) tym razem została przeprowadzona wśród prawie 300 lekarzy robiących specjalizację z okulistyki.

37 proc. ankietowanych przyznało, że bardziej czuje się pracownikami administracyjno-biurowymi niż lekarzami. Aż 45 proc. pytanych czy chcą wyjechać za granicę po ukończeniu specjalizacji, odpowiedziało "tak". 21 proc. respondentów zmieniło miejsce specjalizacji ze względu na to, że w poprzednim - ich zdaniem - byli niewystarczająco szkoleni.

Przypomnijmy, że pewne ustalenia co do postulowanych korekt w systemie szkoleń rezydenckich przedstawił w końcowym raporcie ministerialny Zespół do spraw opracowania zmiany systemu kształcenia podyplomowego lekarzy i lekarzy dentystów. Wśród ustaleń kierunkowych zawarto m.in. takie, jak wprowadzenie ogólnopolskiego naboru na miejsca specjalizacyjne, ustawowe zapisanie obowiązku przeglądu programów specjalizacyjnych co 5 lat, wprowadzenie wynagrodzenia dla kierowników specjalizacji.

Pierwsze z tych rozwiązań miałoby wpłynąć na łatwiejsze znalezienie miejsca rezydenckiego w wybranej specjalizacji, dwa kolejne - poprawiłyby jakość szkoleń. Jak dotąd jednak wnioski ze wspomnianego raportu pozostają tylko postulatami środowiska rezydentów, podobnie jak żądania ustalenia minimalnego etatowego wynagrodzenia dla tej grupy lekarzy na poziomie dwóch średnich krajowych.

Znowu kontrowersje - jak to na wiosnę
Także podczas tegorocznego wiosennego rozdania rezydentur nie uniknięto kontrowersji. W stanowisku z 10 marca w sprawie naboru na rezydentury w sesji wiosennej 2017 r. prezydium NRL wyraziło sprzeciw wobec sposobu rozdziału rezydentur. Tym razem poszło o ograniczenie liczby dziedzin, w których dostępne są rezydentury.

Minister zdrowia Konstanty Radziwiłł tłumaczył, że "nie ma mowy o żadnych ograniczeniach w tym zakresie, natomiast niektórzy lekarze kończący staż podyplomowy po prostu niestety nie znajdują rezydentur w dziedzinach, które sobie wymarzyli”. Wskazał, że nakłady na wynagrodzenia rezydentów to środek prowadzenia polityki państwa w zakresie zachęcenia do wyboru określonych specjalności.

- Zgadzamy się, że w żadnym systemie nie jest możliwe, żeby każdy lekarz dostał się na wybraną przez siebie rezydenturę - mówi Łukasz Jankowski.

Przekonuje jednak, że w sąsiednich Niemczech specjalizację można otworzyć każdego dnia: - Znajduję sobie pracodawcę, idę do niego i rozpoczynam specjalizację. Dlaczego nie mogłoby być tak w Polsce? - pytał w imieniu Porozumienia Rezydentów, zaznaczając, że oczywiście musiałby i przy takim rozwiązaniu pozostać państwowy "fundusz celowy" finansujący etaty rezydenckie.

Według Porozumienia, system przydziału rezydentur doprowadził w przypadku szerszych specjalizacji do nadmiernego zagęszczenia specjalizujących się lekarzy w ośrodkach akademickich, podczas gdy brakuje ich, jak i samych specjalistów, w innych szpitalach.

 Dodatek do etatu
- Jeśli rezydentom dano by większą inicjatywę w zakresie poszukiwania rezydentur, to wybieraliby te szpitale, które proponują zatrudnienie po specjalizacji. Wtedy też i placówkom bardziej zależałoby na szkoleniu rezydentów, skoro mieliby tam pozostać i pracować - argumentował Jankowski, przypominając, że dla młodego lekarza uzyskanie pracy jest bardzo ważne.

Dr Jacek Kozakiewicz, przewodniczący Okręgowej Rady Lekarskiej w Katowicach, przyznaje, iż niepowiązanie kształcenie specjalizacyjnego z przyszłym miejscem pracy jest jednym z poważniejszych niedomagań systemu rezydenckiego: - Szpitale zabiegają o liczbę rezydentów, bo mają przez kilka lat darmowego pracownika, którego potem zastępuje inny.

Rezydenci twierdzą, że są już w kraju szpitale, w których dyrekcje przyjęły model odbywania szkolenia specjalizacyjnego bliski propozycjom Porozumienia. Młodzi lekarze otrzymują tam na etacie dodatki ponad rezydencką pensję płacone z budżetu placówki, dobre warunki do odbywania szkoleń.

W zamian szpital oczekuje, że zostaną tam po ukończeniu specjalizacji, co z kolei wychodzi naprzeciw oczekiwaniom samych rezydentów. Wymieniają miasta: Słupsk, Kętrzyn, Dąbrowa Górnicza, Wadowice... - Lista jest spora - mówi Łukasz Jankowski i zaznacza, że chodzi o miesięczne dodatki do pensji od 1000 zł wzwyż.

Z rezydenckiej giełdy
1000 zł brutto co miesiąc do pensji proponowane przez Zespół Zakładów Opieki Zdrowotnej w Wadowicach nie wystarczyło, by zachęcić młodych lekarzy do robienia specjalizacji w geriatrii.

- Podnieśliśmy ofertę do 2000 zł brutto comiesięcznego dodatku na zagospodarowanie. Za te pieniądze można np. wynająć mieszkanie. Zyskaliśmy trójkę specjalizujących się lekarzy - mówi z nadzieją, że zostaną, Józef Budka, dyrektor wadowickiego szpitala.

W Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym w Słupsku sp. z o.o. w ciągu około 2 lat, po objęciu kierownictwa przez nowy zarząd, liczba specjalizujących się lekarzy wzrosła z kilku do 52. - Traktujemy rezydentów jako pełnoprawnych naszych pracowników - mówi Anetta Barna-Feszak, wiceprezes zarządu.

Dzisiaj słupski szpital wojewódzki - co potwierdza Łukasz Jankowski z Porozumienia Rezydentów OZZL - jest wymieniany na giełdzie pracy jako ten, w którym warto starać się o rezydenturę, a potem pozostać.

Podobnie jak w wielu innych szpitalach podpisywane są tam z lekarzami rezydentami umowy na dodatkową pracę poza etatem - w ramach dyżurów. - Ale na oddziałach, gdzie mamy małą obsadę lekarską i w związku z tym rezydenci wykonują dużo pracy, podpisujemy też umowy przewidujące dodatkowe gratyfikacje - zaznacza wiceprezes.

W słupskim szpitalu, tak jak wszędzie, kierownikami specjalizacji są zazwyczaj ordynatorzy. Tam jednak rezydenci mają często też przydzielanych opiekunów z grona lekarzy specjalistów. W wielu wypadkach okazali się świetnymi nauczycielami. Taka organizacja szkoleń jest możliwa, o ile na oddziałach panuje nowoczesny styl zarządzania. - Dbamy o to - mówią krótko w zarządzie szpitala.

Tak buduje się zespół
Jak przyznaje wiceprezes Anetta Barna-Feszak, propozycja Porozumienia Rezydentów, by rezydentura była związana z obietnicą zatrudnienia przez ośrodek szkolący i by to sam lekarz mógł szukać takiego ośrodka, może stać się pewną podpowiedzią w dyskusji, jak zmieniać system szkolenia specjalizacyjnego.

- Oczywiście można pozyskać specjalistów nieznajdujących pracy po ukończeniu szkolenia w ośrodkach akademickich. Jednak wolelibyśmy, żeby ci rezydenci od początku byli u nas. Po pierwsze - środki na rezydentury trafiałyby do szpitala, który chce ich zatrudnić. Po drugie - ci młodzi ludzie wrośliby w nasz zespół - rozważa wiceprezes, dodając, że jest to bardzo ważne dla utrzymania ciągłości pokoleniowej wśród kadry lekarskiej szpitala.

Jak uważa prof. Grzegorz Wallner, konsultant krajowy w dz. chirurgii ogólnej, przy dzisiejszym kształcie rezydentur szkolący się lekarz w wielu przypadkach nie może liczyć na zatrudnienie i dlatego zbudowanie dobrego zespołu jest bardzo trudne.

Przyznaje, że próbuje w pewnym sensie zrozumieć intencje młodych lekarzy z Porozumienia Rezydentów, gdy nieco prowokacyjnie zaproponowali rezygnację z istniejącego systemu rezydentur.

- Szpitale, które mają akredytacje do prowadzenia specjalizacji powinny uzyskiwać odpowiednią gratyfikację finansową. Dzisiaj mamy taką sytuację, że rzeczywiście część szpitali wydaje się być mniej zainteresowana należycie realizowanym szkoleniem podyplomowym młodych lekarzy, a bardziej tym, by przez kilka lat mieć na etacie rezydenta, za którego płaci państwo - konkluduje profesor.