Kiepskie wyniki wiosennej sesji PES są dziełem egzaminacyjnych weteranów

Dla 31 proc. osób zdających w sesji wiosennej Państwowy Egzamin Specjalizacyjny (PES) z chorób wewnętrznych próba ta zakończyła się niepowodzeniem. Czy to wynik, który można uznać za niepokojący? Spośród 348 uczestników testu, nie zaliczyło go aż 108. Tak duża liczba ocen niedostatecznych może dziwić, tym bardziej, że w kilku poprzednich sesjach odsetek ten wynosił 15-18 proc..

Co ciekawe, pół roku temu do egzaminu podeszło o 115 lekarzy więcej, a mimo to odsetek ocen niedostatecznych wyniósł 18 proc. Porównanie dwóch ostatnich sesji jeszcze słabiej wypada pod względem liczby najwyższych ocen: 32 uzyskano jesienią, a zaledwie 10 obecnie.

Lepsi za pierwszym podejściem

- Wyniki egzaminu z interny są pewnym zaskoczeniem, ponieważ pytania testowe zostały ułożone podobnie, jak w poprzednich sesjach, m.in. skala trudności była bardzo zbliżona. Sądzę, że problem tak wielu ocen niedostatecznych dotyczy przede wszystkim osób podchodzących do egzaminu po raz kolejny - stwierdza prof. Jacek Imiela, konsultant krajowy w dziedzinie chorób wewnętrznych.  

Potwierdza to Mariusz Klencki, dyrektor Centrum Egzaminów Medycznych (CEM) w Łodzi, według którego brak zaliczenia w przypadku 108 osób nie oznacza słabego wyniku:

- Wielu lekarzy zdawało nie po raz pierwszy i zapewne stąd tyle ocen niedostatecznych. Dla odmiany, dużo osób zdających po raz pierwszy uzyskało dobry wynik. W tej chwili nie ma jeszcze gotowych analiz, na podstawie których moglibyśmy powiedzieć, jak dokładnie rozkładają się oceny w obu tych kategoriach - zaznacza dyrektor Klencki.

NRL: na razie nie ma powodów do niepokoju
Jeśli wynik tegorocznego egzaminu to problem zbyt słabej dyscypliny osób zdających wielokrotnie, być może coś zmieni się pod tym względem od przyszłego roku, kiedy za czwarte i kolejne podejście do PES zacznie obowiązywać opłata w wysokości 700 zł.

Na rozwiązaniu tym CEM skorzysta również dlatego, że wielu z lekarzy składających wniosek o dopuszczenie do PES w ogóle do niego nie przystępuje. Tymczasem organizator ponosi koszty przygotowania egzaminu: skompletowania składów komisji, opracowania pytań, wynajmu sal i innych.

Na razie powodów do niepokoju nie widzi Naczelna Rada Lekarska.

- Cieszy mnie, że najtrudniejszy medyczny egzamin z chorób wewnętrznych zdało blisko aż 70 proc. tych, którzy do niego przystąpili - przyznaje prezes NRL, dr Maciej Hamankiewicz. - W kwestii pytań z interny jesteśmy w stałym kontakcie z prof. Jackiem Imielą, który podkreśla, iż gwarantuje podobny stopień trudności, jak w poprzednich edycjach.

Skala trudności

Jak zapewnia prof. Jacek Imiela, komisja egzaminacyjna upewniła się, że pytania nie były zbyt trudne czy podchwytliwe. Egzaminowanych obowiązywał materiał z jednego podręcznika: "Chorób wewnętrznych" prof. Szczeklika.

- Lekarze muszą być dobrze przygotowani do wykonywania zawodu, dlatego nie możemy drastycznie zaniżać poziomu trudności pytań. Moim zdaniem wszystko było jasne i czytelne, zresztą z egzaminu uczestnicy wychodzili raczej zadowoleni - twierdzi prof. Imiela.

Nieco inaczej ocenia to lekarz Wojciech Buczyński, twórca Stowarzyszenia Inicjatywa Protest PES, które od 2008 r. monitoruje działanie CEM.

- Po egzaminie niektórzy uczestnicy narzekali, że część pytań sformułowano w sposób niejasny, bez określenia jednoznacznej odpowiedzi. Zdaniem wielu tych osób tegoroczny test "nie pasuje" do stylu poprzednich, także przygotowanych przez prof. Imielę. Jakby został opracowany przez innego autora - powtarza zasłyszane opinie.

Według Wojciecha Buczyńskiego, pojawiają się nawet obawy, że wspomniana sytuacja to zapowiedź powrotu do krytykowanych rozwiązań przyjętych przez prof. Zbigniewa Gacionga, którego na stanowisku krajowego konsultanta zastąpił w 2009 r. prof. Jacek Imiela.

Wiedza medyczna nie stoi w miejscu
- W tej chwili jeszcze trudno ocenić, czy nie jest to zbyt daleko idący wniosek. Pięć lat temu testy były pisane zupełnie niezrozumiałym językiem: trzeba było najpierw kilka minut czytać pytanie, żeby zrozumieć jego sens. W tej chwili raczej nie ma z tym problemu - zaznacza Buczyński.

Powodem odwołania poprzednika Jacka Imieli były właśnie kontrowersje wokół egzaminów z interny. M.in. w 2008 r. doszło do unieważnienia kilku pytań z powodu zbyt wysokiego stopnia ich trudności.  

Wojciech Buczyński zwraca przy okazji uwagę na inny problem, wynikający z aktualizacji stanu wiedzy medycznej, a szczególnie widoczny na przykładzie farmakologii: w chwili zdawania testu - gdy dany lek, którego dotyczy pytanie, uznawany jest za bezpieczny – można się pomylić i zaznaczyć odpowiedź przeciwną.

Rozważa: - Jeśli jednak z czasem badania naukowe wykażą, że wspomniany środek ma np. działanie rakotwórcze, czy w takim przypadku uczestnik egzaminu powinien mieć prawo do weryfikacji uzyskanej oceny? To sytuacja zupełnie inna niż np. w przypadku egzaminowanych prawników, których ocenia się zawsze według przepisów prawa obowiązujących "tu i teraz".

W radiologii jeszcze gorzej
Wiosenna sesja trwa, ale już teraz wiadomo, że nie najlepszy wynik PES z chorób wewnętrznych nie jest wyjątkiem. Kolejny przykład może stanowić test z radiologii i diagnostyki obrazowej, który „oblało” 31 osób, czyli aż 46 proc. piszących.

- Tym razem zdawało wielu lekarzy, którzy do egzaminu przystępowali po 15-20 latach, by przejść z pierwszego na drugi stopień specjalizacji. Jeszcze do niedawna nie mieliśmy tego problemu, ponieważ NFZ nie wymagał drugiego stopnia specjalizacji do prowadzenia działalności - zaznacza prof. Jerzy Walecki, krajowy konsultant w dziedzinie radiologii i diagnostyki obrazowej.

Według profesora, w odróżnieniu od poprzedniego testu, najnowszy był bardziej "kliniczny": opierał się na przykładach konkretnych schorzeń czy dolegliwości, co mogło sprawić, że sprawiał więcej trudności niż w latach ubiegłych. Wiele pytań opracowano na zasadzie: "wskaż cechę, która nie jest typowa dla...", co, jak się okazało, przekroczyło możliwości sporej liczby zdających. Ponadto dużo osób nie poradziło sobie z pytaniami dotyczącymi mammografii i kości.

Prof. Jerzy Walecki przypuszcza, że dodatkowo stopień trudności najnowszego testu mogło podnieść odniesienie do wielu nowoczesnych technik, jak tomografia komputerowa, USG dopplerowskie czy rezonans magnetyczny. Jego zdaniem lekarze, którzy na co dzień zajmują się głównie rentgenami klatki piersiowej, już na starcie mają trudniejsze warunki egzaminu.

Profesor zauważa, że w poprzedniej sesji, gdy większość zdających stanowiły osoby po 5-letnim stażu ze średnią wieku nieco ponad 30 lat, odsetek ocen niedostatecznych był ponad dwukrotnie mniejszy niż obecnie.

Opanować strategię zdawania testów

- Z moich wstępnych obserwacji wynika, że większość osób z ocenami niedostatecznymi to lekarze, którzy pierwszy stopień specjalizacji uzyskali wiele lat temu, nierzadko przez kilkanaście lat nie mając bliższej styczności z najnowszymi rozwiązaniami technicznymi - zaznacza konsultant krajowy.

Dodaje: - Sądzę, że ok. 40 proc. egzaminowanych pochodziło z ośrodków, o których z uwagi na brak dostępności sprzętu nie można mówić, że uprawiają nowoczesną radiologię.  

Wspólnie z autorami pytań konsultant krajowy zadeklarował przeprowadzenie dokładnej analizy i podjęcie próby opracowania kolejnego zestawu pytań w prostszym ujęciu, choć z tym samym co obecnie stopniem trudności.  

- Ponadto wraz z członkami komisji i Polskim Lekarskim Towarzystwem Radiologicznym zamierzamy, mniej więcej na miesiąc przed kolejną sesją, zorganizować krótkie seminarium poświęcone "strategii zdawania testów". Może to w znacznym stopniu ułatwić zdającym czytanie pytań testowych podczas egzaminu - podsumowuje prof. Jerzy Walecki. 
comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH