"Doktor no englisz”, czyli lekarze nie gęsi, swój język znają

W renomowanej białostockiej spółdzielni lekarskiej, w której przyjmują specjaliści z tytułami profesorskimi, młoda kobieta mówiąca tylko po angielsku, nie mogła porozumieć się z personelem. Pani z rejestracji dzwoniła do pracujących tego dnia lekarzy i przekazywała chorej to, co od nich usłyszała - „doktor no englisz!”.

Kurier Poranny, który opisał tę historię, skomentował ją opinią, że to nieprawdopodobne, by absolwenci studiów medycznych nie znali angielskiego. Przecież lekarze, przynajmniej ci z tzw. wyższej półki, muszą śledzić publikacje naukowe w światowej prasie, żeby być na bieżąco i rozwijać swój warsztat zawodowy.

”Nie chciało im się odrywać od gabinetowej rutyny i poświęcić kilku minut na zajęcie, którego nie ma w cenniku spółdzielni. Bo to ani pierwsza wizyta, ani konsultacja, ani badanie kontrolne. W cenniku nie ma pozycji: bezinteresowna pomoc” - podejrzewa gazeta.

Ani jedno, ani drugie wyjaśnienie nie jest miłe dla personelu nie wymienionej z nazwy spółdzielni lekarskiej. O ile jednak uprzejmości i spolegliwości w szkołach nie uczą, o tyle angielskiego - i owszem.

Z tym że znajomość tego języka w różnych grupach wiekowych jest zróżnicowana.

Starsi gorzej mówią, lepiej czytają
- Z moich obserwacji wynika, że pokolenie lekarzy, którzy kończyli studia co najmniej 10 lat temu, zna angielski - przynajmniej na poziomie średniozaawansowanym. Natomiast starsi lekarze mają problemy z mówieniem. Są świetni w czytaniu, w rozumieniu tekstu, ale nie za bardzo potrafią się komunikować - wyjaśnia nam Iwona Misztal, prezes Centrum Językowego Medilingua w Krakowie.

Krakowskie Centrum Językowe to jedna z niewielu szkół w kraju specjalizujących się wyłącznie w nauczaniu medycznego języka angielskiego. Z reguły absolwenci kierunków medycznych i lekarze, którzy wyjeżdżają z Polski, korzystają z kursów języka branżowego na miejscu - w szkołach w Wielkiej Brytanii lub Kanadzie. Ośrodki kształcące lekarzy działają w Toronto, Bournemouth i Londynie.

Natomiast Medilingua prowadzi zajęcia w Krakowie. Są to półroczne i roczne specjalistyczne kursy dla lekarzy, pielęgniarek, fizjoterapeutów, farmaceutów, stomatologów, ratowników medycznych, recepcjonistów medycznych, a także dla studentów wymienionych kierunków.

- Największy problem mamy ze zorganizowaniem grup, gdyż branża medyczna charakteryzuje się pracą na zmiany, więc trudno ustalić terminy - opowiada Iwona Misztal i dodaje, że grupy składają się z 4-5 osób.

- Zgłaszają się do nas dwie kategorie wiekowe. Pierwsza to osoby starsze, w wieku około 50 lat, które muszą na przykład przedstawić swój dorobek na międzynarodowej konferencji. Druga to ludzie, którzy niedawno ukończyli studia i planują wyjazd z Polski, więc muszą podszlifować język - kontynuuje prezes Misztal.

W jej ocenie, żeby porozumieć się bez problemu z pacjentem, nie wystarczy znajomość angielskiego na poziomie średniozaawansowanym, trzeba opanować poziom zaawansowany.

Nie będą mogli praktykować w Wlk. Brytanii
Zresztą Anglicy zamierzają podwyższyć kryteria językowe dla lekarzy z Unii Europejskiej. Słabo mówiący po angielsku nie będą mogli praktykować w Wielkiej Brytanii. Minister zdrowia Andrew Lansley zapowiedział, że szpitale i przychodnie będą miały prawny obowiązek sprawdzania kompetencji lekarzy z UE, w tym poziomu znajomości języka angielskiego.

Bowiem według Lansley’a obecne prawo w niewystarczającym stopniu chroni interes pacjenta.

- Jeżeli lekarz nie potrafi mówić poprawnie w języku angielskim, nie będzie w stanie skutecznie komunikować się ze swoimi pacjentami. Może to doprowadzić do sytuacji, gdy tacy lekarze narażą bezpieczeństwo pacjentów - oświadczył minister zdrowia.

- Musimy z powrotem przywrócić zasady zgodne ze zdrowym rozsądkiem i zapewnić, że jeśli lekarz nie posiada potrzebnych umiejętności językowych, by bezpiecznie i prawidłowo funkcjonować w ramach NHS, to może zostać zawieszony lub wykreślony z rejestru General Medical Council (GMC) - podkreślił.

Powodem jego wystąpienia był raport Commons Health Select Committee, w którym stwierdzono, że w zeszłym roku brak na zmianie lekarza znającego język angielski doprowadził do śmierci pacjenta.

Polonijny "Goniec Polski” słowa ministra Lansley’a opatrzył komentarzem, że Bruksela krytycznie ocenia pomysł wprowadzenia testów językowych przez Wielką Brytanię. Dlatego rząd musi umiejętnie obejść unijne przepisy i planuje w związku z tym wprowadzenie wymogu zdawania testów językowych na poziomie lokalnym w każdej placówce zarządzanej przez NHS.

Dodajmy, że - jak donosi z kolei Sunday Telegraph - w Wielkiej Brytanii pracuje dziś prawie 2 tys. polskich lekarzy. W sumie na Wyspach pracuje ponad 23 tys. obcokrajowców zatrudnionych w służbie zdrowia, z czego 10 proc. zarejestrowanych jest w NHS i działa w sektorze publicznym.

Nauka angielskiego poza Polską
- Tydzień zajęć składa się z 20 godzin języka podstawowego i 10 godzin języka medycznego. Podczas tych drugich zajęć lekarze uczą się prowadzić rozmowę z pacjentem, wypełniać karty, formułują diagnozy i przeprowadzają badania. Często lektorami kursów są koledzy po fachu, na co dzień pracujący w szpitalach - informuje nas Halina Juszczyk, dyrektor agencji edukacyjnej Language Abroad, organizującej kursy językowe na całym świecie.

Jest ona przekonana, że lekarze z takim przygotowaniem językowym nie powinni obawiać się testów wewnętrznych, których wprowadzenie zapowiada rząd.

Wyjaśnia, że zajęcia odbywają się w minigrupach, składających się wyłącznie z lekarzy obcokrajowców.

- Prowadzone są przez lekarzy i cały czas kursu wypełniają tematy medyczne - od leków, przez diagnozy, po tak skrajne sytuacje jak informowanie bliskich o śmierci pacjenta. Dzięki temu lekarze uczą się języka, który faktycznie funkcjonuje w służbie zdrowia. Przy okazji poznają także brytyjski system zdrowia od środka - tłumaczy Halina Juszczyk.

Pielęgniarki też chcą wyjechać
O pielęgniarkach w kontekście zaostrzania wymogów językowych na razie się nie mówi. A stanowią one coraz większą grupę wyjeżdżających za pracą.

- Myślą o wyjeździe z Polski, jednak mają mniejsze możliwości finansowe niż lekarze, którzy pozostają najliczniejszą grupą. Oni z kolei niekoniecznie uczą się języka, żeby pracować za granicą. Bywa, że w Polsce mają pacjentów anglojęzycznych, z którymi muszą swobodnie rozmawiać albo też angielski potrzebny jest im w pracy naukowej, na przykład w uzyskaniu doktoratu - przekonuje Iwona Misztal.

Większość klientów Centrum Językowego Medilingua opłaca kursy z własnej kieszeni. Ale prywatne firmy z branży okołomedycznej i firmy farmaceutyczne także sponsorują językowe szkolenie swoim pracownikom. Nie zdarzyło się jednak, żeby robiły to szpitale.

Medilingua korzysta z lektorów zatrudnionych w Jagiellońskim Centrum Językowym Collegium Medicum, które oprócz angielskiego, prowadzi zajęcia dla studentów także z języka łacińskiego (lektorat w wymiarze 60 godz.), francuskiego, niemieckiego, rosyjskiego. To bardzo szeroki zakres; do prywatnych firm tylko sporadycznie trafiają zapytania dotyczące innego niż angielski języka.

Na obowiązkowe lektoraty przychodzą studenci z wydziału lekarskiego, stomatologii, farmacji, pielęgniarstwa, położnictwa, dietetyki, ratownictwa medycznego, zdrowia publicznego, fizjoterapii, analityki medycznej.

Warunkiem uzyskania zaliczenia w Jagiellońskim Centrum Językowym jest obecność na wszystkich zajęciach oraz pozytywne oceny z odpowiedzi ustnych oraz sprawdzianów pisemnych.

Podobał się artykuł? Podziel się!
comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH