Pomysł połączenia Akademii Medycznej w Bydgoszczy z UMK powstał na fali obaw, że istnienie mniejszych uczelni jest zagrożone.
Od połączenia się Akademii Medycznej w Bydgoszczy z Uniwersytetem Mikołaja Kopernika w Toruniu minęło 5 lat. Czy fuzja przyniosła wiele dobrego?
Jak podaje Gazeta Wyborcza, pięć lat temu na jej łamach rektor bydgoskiej Akademii Medycznej, prof. Danuta Miścicka-Śliwka, główna pomysłodawczyni utworzenia Collegium Medicum UMK, przekonywała, że nowy partner, czyli UMK, pomoże AM "rozwijać się, tworzyć nowe kierunki i studia podyplomowe" a „studenci będą mieć dyplom, który liczy się w Europie".
Już wtedy nie zgadzano się z poglądami pani rektor. Prof. Arkadiusz Jawień w liście przesłanym do GW w 2004 r. pisał, że wejście AM w struktury UMK nie zapewni automatycznego włączenia się w „wysoki obieg współczesnej, światowej myśli naukowej”.
Dziś potwierdza ten pogląd.
– Mamy za sobą 5 lat pod wspólnym szyldem. Czy z tego powodu uczelnia jest bardziej rozpoznawalna, czy dlatego dostaje granty? Nie. – mówi prof. Jawień wypowiadając się dla portalu rynekzdrowia.pl
Jak wspomina pomysł połączenia Akademii Medycznej w Bydgoszczy z UMK powstał na fali obaw, że istnienie mniejszych uczelni jest zagrożone.
– Teraz specjaliści z zarządzania podkreślają, że im większa organizacja, tym łatwiej o rozmytą odpowiedzialność i administracyjny chaos – dodaje prof. Jawień. – Wystraczy wziąć pod uwagę posiedzenia Senatu naszej uczelni. Miasta są oddalone o 48 km, autobus z członkami Senatu jedzie półtorej godziny w jedną stronę. Ta odległość jest uciążliwa i dla pracowników, i dla studentów – dodaje.
Profesora dziwi też fakt, że najpierw przez 20 lat walczono w Bydgoszczy o uczelnię medyczną, a potem – łatwo ją oddano.
– Mniejsze ośrodki jak Szczecin czy Białystok, nie wybrały połączenia a walkę o siebie, i na tym wygrały. Mniejsza uczelnia musi więcej się napracować na swoją reputację, ale łatwiej jej to zrobić, gdy jest samodzielna, a nie pod szyldem innej – uważa prof. Jawień.
Tym bardziej, że jak pokazują różne sytuacje uczelnie działają tym samym szyldem, ale nie wspólnie. Miały m.in. modelowo łączyć siły w projektach badawczych. Tak się jednak nie dzieje.
Przykładem, który podaje Wyborcza ma być przypadek prof. Michała Komoszyńskiego, kierownika Zakładu Biochemii Instytutu Biologii Ogólnej i Molekularnej UMK, wspólnie ze swoim zespołem odkrył właściwości enzymu, który może ratować życie pacjentom z zawałami serca.
Czytaj więcej: Szpital Uniwersytecki im. Jurasza w Bydgoszczy | fuzja uczelni | Collegium Medicum UMK | uczelnie medyczne | połączenie placówek | Jacek Kubica | infrastruktura uczelni | Arkadiusz Jawień
Olsztyn: dzień otwarty poradni rehabilitacyjnej dla dzieci i młodzieży