GRUPA PTWP

Konsultanci apelują do MZ ws. SOR-ów: nie uwsteczniajmy medycyny ratunkowej

  • Marzena Sygut/Rynek Zdrowia
  • 24-10-2011 06:20

Ze względu na fakt, że jedynie około 26 proc. SOR-ów spełnia wymagane standardy, resort zdrowia zaproponował nowelę rozporządzenia ministra zdrowia z 15 marca 2007 r. ws. szpitalnego oddziału ratunkowego, która znacznie łagodzi wymagania. Konsultant krajowy w dziedzinie medycyny ratunkowej, prof. Juliusz Jakubaszko, ostrzega jednak: propozycja MZ jest krokiem wstecz. Wymagania wobec SOR-ów muszą pozostać, inaczej degraduje się je do roli izby przyjęć - alarmuje specjalista.

Przesunięcia terminu dostosowania SOR-ów do wymagań dla szpitalnych oddziałów ratunkowych (31 grudnia 2011 r.) domagali się dyrektorzy placówek twierdząc, że nie ma szans na "zmieszczenie się" w ustawowym terminie. Ich obawy potęgował fakt, że w większości województw z końcem roku wygasają kontrakty SOR-ów. W tej sytuacji pojawiły się obawy, że NFZ odrzuci oferty placówek, które nie spełniają wymagań architektoniczno-budowlanych oraz dotyczących wyposażenia, podanych w rozporządzeniu.

W jego noweli, którą 13 października br. opublikowało Ministerstwo Zdrowia, szpitale otrzymały kolejne dwa lata na dostosowanie SOR-ów, jednak wyłącznie w zakresie dysponowania lądowiskiem dla śmigłowców ratunkowych (w związku z wejściem w życie z dniem 18 września 2011 r. nowelizacji ustawy Prawo Lotnicze.) Pozostałe wymagania, zdaniem resortu, nie podlegają karencji. Za to ulegają znacznej liberalizacji.

Ile to kosztuje?
Dostosowanie SOR-ów do obowiązujących wymogów to inwestycje wymagające ogromnych środków. Jednak - zdaniem specjalistów - niezbędne, aby oddziały ratunkowe spełniały swoją rolę.

Dyrektor Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Zgierzu, Marek Jędrzejczak, szacuje, że w przypadku zgierskiej lecznicy dostosowanie SOR-u do wymagań resortowych, łącznie z lądowiskiem i sprzętem, będzie kosztowało około 6 mln zł.

- Na lądowisko, na które mamy środki z UE, potrzebowaliśmy blisko 2 mln zł. Resztę powinniśmy otrzymać z Urzędu Marszałkowskiego Województwa Łódzkiego w przyszłym roku - wyjaśnia dyrektor Jędrzejczak. - Najdroższe będą zmiany budowlano-architektoniczne. Zakup sprzętu to z kolei 10-15 proc. kwoty przeznaczonej na całość - dodaje.

Wicedyrektor ds. opieki zdrowotnej Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Skierniewicach, Mariusz Diks, którego szpital ma już przygotowane plany inwestycyjne i kosztorysy, szacuje, że placówka musi zdobyć kwotę blisko 8 mln zł.

- W tym roku nie damy rady, mamy rozpoczęte inne inwestycje. Nie możemy też sięgnąć po kredyt, a na wsparcie samorządu wojewódzkiego na razie nie ma co liczyć - mówi Mariusz Diks.

- NFZ pokrywa ryczałtem dwie trzecie naszych wydatków na oddziale ratunkowym. Pozostałą kwotę musimy dołożyć sami. W tej sytuacji trudno się dziwić, że nie ma pieniędzy na prace budowlane i sprzęt - wyjaśnia dyrektor Diks.

Walka o standardy
- Dlatego mamy sytuację, w której w październiku 2011 r. jedynie co czwarty SOR spełnia ministerialne wymagania - mówi prof. Jakubaszko. Za chwilę rozpocznie się kontraktowanie oddziałów ratunkowych i stąd pośpiesznie tworzone nowe rozporządzenie, które nie rozwiązuje problemu, ale za to uwstecznia nasz system ratownictwa - dodaje.

Prof. Jerzy Robert Ładny, podlaski konsultant wojewódzki w dziedzinie medycyny ratunkowej przyznaje, że rozwiązania proponowane obecnie przez resort zdrowia umożliwią SOR-om na Podlasiu spełnienie wymagań.
 
- Ale cóż to za wymagania? Te, o których informuje MZ, degradują ratownictwo medyczne jako dziedzinę kliniczną - ocenia prof. Ładny. -  Nie może być tak, że ministerstwo rezygnuje np. z powierzchni wymaganej w SOR. Minimum, bardzo dla nas istotne, musi zostać określone. Kolejną sprawą jest kwestia łóżek intensywnej terapii. Nowe rozporządzenie wskazuje, że SOR może mieć jedno takie łóżko, w dodatku zlokalizowane na odziale intensywnej terapii, a jedynie dedykowane szpitalnemu oddziałowi ratunkowemu. To jest absurd. Żaden szef OIT nie pozwoli, aby tak drogie łóżko stało wolne. Co zatem zrobimy w sytuacji, kiedy będzie potrzebował go SOR? - pyta konsultant.

Konieczność posiadania przez SOR (na własnym oddziale) dwóch łóżek intensywnej terapii potwierdza prof. Jakubaszko.

- Ten standard musi zostać utrzymany. Pamiętajmy, że blisko 30 proc. pacjentów szpitalnych oddziałów ratunkowych to chorzy wymagający takiego leczenia - stwierdza prof. Jakubaszko. - Poszkodowany trafia natychmiast na odpowiednie łóżko, a personel szuka dla niego miejsca w specjalistycznej klinice. To może jednak potrwać. Zwykle mówimy o czasie od kilku do kilkunastu godzin, ale zdarzają się szpitale, gdzie dochodzi on nawet do kilku dni. Dlatego to takie ważne: jeśli pacjent już w SOR jest poddawany intensywnej terapii, jego szanse na powrót do zdrowia są zdecydowanie większe - dodaje profesor Jakubaszko.

Konsultanci są także przeciwni redukcji łóżek w obszarze resuscytacyjno- zabiegowym oraz minimalizacji wymagań dotyczących oddziałów specjalistycznych w szpitalu posiadającym SOR.

- Bezwzględne minimum, aby SOR mógł dobrze funkcjonować, to umieszczenie go w szpitalu, który ma do dyspozycji siedem oddziałów: chirurgię, ortopedię z urazówką, internę, intensywną terapię, ginekologię z położnictwem, pediatrię z chirurgią dziecięcą oraz pododdział opieki długoterminowej - podkreśla prof. Ładny.

Prosimy o czas
- W tej sytuacji rozwiązanie jest jedno: zamiast tworzyć "na kolanie" nowe rozporządzenie, dajmy więcej czasu na spełnienie wymagań. Tak brzmi nasza propozycja dla Ministerstwa Zdrowia. Przypominamy również, że wiele kwestii uprościłoby wprowadzenie referencyjności SOR-ów, o co apelujemy od dawna - mówi Juliusz Jakubaszko. - Proponujemy zatem, aby okres dostosowawczy wydłużyć o kolejny rok i przeprowadzić tzw. dużą nowelizację ustawy o Państwowym Ratownictwie Medycznym. Dopiero potem przyjdzie pora na nowe rozporządzenie różnicujące wymagania wobec SOR-ów, w zależności od stopnia referencyjności - dodaje.

- SOR SOR-owi nierówny. Są oddziały działające przy centrach urazowych i te powinny być uznane za jednostki pierwszej kategorii, o najwyższym poziomie referencyjności. Do SOR-ów drugiej kategorii powinny należeć oddziały w szpitalach klinicznych i dużych szpitalach wojewódzkich. Mniejsze szpitale powiatowe i miejskie powinny prowadzić SOR-y najniższej kategorii - wyjaśnia prof. Ładny.

- Wraz z kategoryzacją oddziałów ratunkowych można złagodzić pewne wymogi, zwłaszcza te dotyczące lądowiska dla helikopterów. Wymóg jego posiadania przez każdy szpital świadczący usługi w zakresie ratownictwa medycznego jest w naszych warunkach nierealny i generuje tylko zbędne koszty. W przypadku wprowadzenia referencyjności, lądowiska mogłyby być zarezerwowane dla SOR-ów o jej najwyższym poziomie. Z kategoryzacją oddziałów ratunkowych wiązałoby się także ich finansowanie - podkreśla prof. Jakubaszko.

Konsultanci liczą na szybkie spotkanie w Ministerstwie Zdrowia i spokojną, merytoryczną rozmowę.

  • Strona:
  • 1
  • 2
  • »

Czytaj więcej:    medycyna ratunkowa |  szpitalny oddział ratunkowy |  Juliusz Jakubaszko |  dostosowanie do standardów |  Jerzy Robert Ładny

jak nie wiadomo, o co chodzi...
  • 2011-10-25
  • 12:55:24
  • ~gf
...to chodzi o pieniądze. w obecnym systemie jest spory odsetek chorych, których nie opłaca się leczyć. I jak bardzo byśmy nie byli przesiąknięci ideami humanizmu i dobra chorego itp. to rzeczywistość skrzeczy.
1. POZ od lat miga się od diagnostyki, nie dlatego, że siedzą tam sami debile i nieuki, jak niektórzy próbują nam wmówić, tylko dlatego, że jeżeli zaczną diagnozować to wydają kasę.... Właściciel NZOZu nie pozwoli na to bo te pieniądze już poczuł w swojej kieszeni!!! Skutek - zalanie SOR-ów chorymi ambulatoryjnymi. Podpisanie się pod stwierdzeniem, że chory nie jest w stanie nagłego zagrożenia zdrowotnego tylko na podstawie wywiadu i badania fizykalnego - to czasem odwaga, czasem doświadczenie, ale czasem głupota! I nie wiemy które z powyższych, dopóki czas tego nie zweryfikuje ;-)
2. SOR jest niedofinansowany, bo gdyby opłacało się chorego diagnozować i leczyć na SOR to Polak potrafi - z punktu widzenia NFZ byłoby to jak wybicie olbrzymiej dziury w beczce, którą chcą za wszelka cenę uszczelnić
3. Kategoryzacja i wymogi są kwestią wtórną, bo jeżeli chorzy w stanie nagłego zagrożenia życia stanowiliby większość, a nie ułamek chorych w SOR to szybko można by to opanować
Czyli Ad.1 POZ nie może się opłacać pomijanie diagnostyki i "przerzucanie" problemu (np.nie mniej niż dany % na diagnostykę bo stracą pieniądze, zwrot rzeczywistych kosztów poniesionych na diagnostykę chorego w SOR jeżeli chory mógł otrzymać pomoc w POZ, itp. - pole do olbrzymich konfliktów ;-) Ad.2 Cholernie trudna do zrobienia konkretyzacja "nagłego zagrożenia zdrowotnego" do określonych rozpoznań i odpowiednie finansowanie tych, które w koszyku sie znajdą.
Przepływ pieniędzy zdecyduje, czy Medycyna Ratunkowa będzie w praktyce specjalizacją konkretną i zajmującą się tym do czego została powołana, czy rozmytym w systemie zwyrodniałym tworem
PARTNER PORTALU
partner portalu rynekzdrowia.pl
reklama
Przetargi
Wyszukiwarka ofert przetargów UZP
Praca
Wyszukiwarka ofert pracy
Copyright by Rynek Zdrowia