Kobiety coraz częściej chcą rodzić w domu. Szpitale, by nie tracić takich pacjentek, proponują im porody quasi-domowe - informuje Gazeta Wyborcza.
Kobiety, które decydują się na poród w domu, są w 100 proc. pewne swojej decyzji. Są u siebie, mniej się stresują i poród trwa krócej - mówi Elżbieta Capierzyńska, położna od kilku lat przyjmująca porody w domu.
Brakuje położnych, które zdecydowałyby się odbierać porody w domu. Z drugiej strony ginekolodzy będą odradzać kobietom takie rozwiązania, bo porody to dobry interes dla szpitala.
Węgierka Anna Ternovszky chciała urodzić dziecko w domu, a nie w szpitalu. W skardze do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu zarzuciła, że niejasne przepisy regulujące porody domowe skutecznie odstręczały personel medyczny od udzielania pomocy takim osobom.
W kwietniu przyszłego roku wejdzie w życie rozporządzenie ministra zdrowia, które daje kobietom prawo wyboru miejsca porodu.
Kobieta będzie mogła wybrać, czy chce rodzić w szpitalu, czy w domu. Niezależnie od wyboru - na koszt płatnika.
Projekt rozporządzenia o standardach okołoporodowych, który jest obecnie w toku konsultacji społecznych, ma przynieść istotne zmiany, które przewrócą (być może) do góry nogami polski "rynek porodów".
Z wypowiedzi minister zdrowia Ewy Kopacz wynika, że chciałaby, aby porody domowe były finansowe przez NFZ. Ani w ministerstwie, ani w NFZ nikt na razie nie wie, kiedy to może nastąpić.
zobacz inne>
zobacz inne >