RELACJA

Czy dyrektorzy publicznych szpitali zarządzają czy już tylko administrują lecznicami? - to jedno z pytań, które padły podczas XIII Forum Rynku Zdrowia na sesji zatytułowanej "Od izby przyjęć do wypisu, część II".

- Jeżeli ktoś chce zarządzać, w każdych okolicznościach może to robić. To zależy tylko od umiejętności i wiedzy zarządzających - opowiedział Marcin Kuta, dyrektor Specjalistycznego Szpitala w Tarnowie nie podzielił poglądu, że w związku z wprowadzeniem przed rokiem Instrumentu Oceny Wniosków Inwestycyjnych w Sektorze Zdrowia (IOWISZ), menedżerowie mają związane ręce - nie mogą samodzielnie planować, organizować, motywować i kontrolować zasobów organizacji w określonym celu.

Marcin Kuta zaznaczył, że IOWISZ porządkuje sprawy związane z inwestowaniem środków publicznych i kieruje je tam, gdzie jest to potrzebne. - W mojej ocenie to jednak słaby instrument do uzyskania tego celu, gdyż poprzeczka została bardzo nisko zawieszona. Skoro 10-15 proc. punktów pozwala mieć pozytywnie zaopiniowany wniosek, to nie jest to żadna bariera. IOWISZ nie okazał się skutecznym narzędziem kształtowania procesów inwestycyjnych i kierunków rozwoju medycyny.

- W pierwszym roku funkcjonowania IOWISZ-a złożono wnioski na kwotę 19 mld zł, z czego tyko 8 mld zł pochodziło z środków europejskich - uzupełnił Marek Wójcik, ekspert Związku Powiatów Polskich.

40 mld zł dla szpitali
Podstawowym źródłem finansowania szpitali pozostaje budżet NFZ. - Plan finansowy NFZ na 2018 r. przewiduje na leczenie szpitalne 40 mld zł, to jest 5% więcej niż w roku bieżącym - poinformował Maciej Miłkowski, zastępca prezesa NFZ ds. finansowych.

Zaznaczył, że wraz z wprowadzeniem systemu podstawowego zabezpieczenia szpitalnego (sieci szpitali) do leczenia szpitalnego zostały przesunięte środki z lecznictwa ambulatoryjnego. - Czyli wszystkie poradnie przyszpitalne w sieci szpitali, jeśli chodzi o finansowanie, przeszły z lecznictwa ambulatoryjnego do budżetów szpitali. Szacujemy, że będzie to w przyszłym roku ok. 1 mld zł - powiedział Miłkowski.

Jak stwierdził, ostateczna kwota zależy od tego, jakie świadczenia będą wykonywały podmioty lecznicze. - Świadczeniodawcom opłaca się wykonywać więcej świadczeń w trybie ambulatoryjnym, gdyż system promuje przesuwanie świadczeń z trybu szpitalnego do ambulatoryjnego - zaznaczył.

- Teraz nie wiemy, jakie będzie wykonanie. Znamy plan ogólny leczenia szpitalnego, ale nie znamy planów poszczególnych szpitali. Trzeba poczekać na zamknięcie okresu rozliczeniowego. W każdym razie budżet na leczenie szpitalne jest znacząco wyższy, ale jak wiadomo, oczekiwania są jeszcze wyższe - podsumował.

Prezes Miłkowski odniósł się też do kwestii finansowania podwyżek dla pielęgniarek i położnych. Stwierdził, że świadczenia dla pielęgniarek i położnych są wypłacane jako dodatkowe, wyodrębnione środki finansowe . - W tym roku jest to ok. 2,6 mld zł, w przyszłym roku - ponad 3,7 mld zł. Te pieniądze są znaczone w tym sensie, że powiązane z ilością pielęgniarek i położnych zgłoszoną przez poszczególne podmioty - sprecyzował.

Powiatowe mają najtrudniej
Dodatkowe pieniądze łagodzą problemy kadrowe w szpitalach, ale ich nie rozwiązują. Brakuje nie tylko pielęgniarek i lekarzy. Zaczyna brakować także personelu pomocniczego i technicznego - hydraulików, elektryków, konserwatorów. Mówiła o tym Sabina Bigos-Jaworowska, dyrektor Zespołu Opieki Zdrowotnej w Oświęcimiu.

- Tego typu pracownicy mają najniższe wynagrodzenie. Nie wybierają szpitala jako miejsce zatrudnienia, idą do branży budowlanej, która jest w stanie zaoferować im więcej. Sytuację komplikuje to, że zatrudnieni w naszym szpitalu pracownicy przechodzą na emerytury. Ratujemy się firmami zewnętrznymi, outsourcingiem, ale i one zapowiadają, że chcą dostawać więcej, o ile w ogóle będą startować w konkursach, bo skarżą się, że też nie mają ludzi. Gdyby nie napływ pracowników z Ukrainy, nie miałby kto pracować - oceniła.

Odniosła się też do kwestii zatrudniania lekarzy i pielęgniarek z zagranicy. Powiedziała, że dostęp obcokrajowców do zawodu lekarza, pielęgniarki i położnej powinien być ułatwiony. - Decyzje w tej sprawie powinny być podjęte jak najszybciej, bo problem narasta z miesiąca na miesiąc. Jest jednak opór ze strony samorządów zawodowych - podkreśliła dyrektor Szpitala Powiatowego w Oświęcimiu.

- Szpitale powiatowe pod pewnymi względami mają najtrudniej - zauważył Krzysztof Żochowski, wiceprezes Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych, dyrektor SP ZOZ w Garwolinie. Z historycznej perspektywy charakteryzował rozwój szpitalnictwa w Polsce i stwierdził, że Polska jest krajem niejednorodnym pod względem rozwoju infrastruktury szpitalnej.

- Szpitalowi powiatowemu trudno liczyć na wsparcie organu prowadzącego, gdyż samorządy nie mają pieniędzy, a środki z NFZ nie wystarczają na inwestycje. Jedyną skuteczną metodą odbudowywania infrastruktury i zakupu sprzętu jest sięganie po środki zewnętrzne: unijne, norweskie, z funduszy ekologicznych - wyliczył dyrektor Żochowski.

Modelowe rozwiązania
Marek Wójcik, ekspert Związku Powiatów Polskich, skoncentrował się na potencjale i kategoriach szpitali, które weszły do sieci. W oparciu o dane statystyczne potwierdził obserwację przedmówcy o znacznym zróżnicowaniu polskich szpitali.

- Moim zdaniem mamy do czynienia z dwoma modelami. Jeden reprezentowany przez województwo podlaskie i zachodniopomorskie, gdzie przeważają mniejsze ośrodki szpitalne. Drugi - reprezentowany przez woj. małopolskie - gdzie przeważają szpitale subregionalne, kilkunastooddziałowe, dobrze wyposażone - przekonywał analizując kryteria kwalifikowania podmiotów do sieci szpitali i ich kategorie.

- Na poziomie lokalnym będziemy mieli do czynienia z dużymi, niemal subregionalnymi szpitalami powiatowymi i miejskimi, a także z mniejszymi lokalnymi szpitalami, które będą miały oddział wewnętrzny, być może pediatrię. Ich sposobem na życie będzie to, co wiąże się z szeroko rozumianą opieką długoterminową. Trzeba im stwarzać szanse funkcjonowania w tym obszarze - omawiał szanse rozwojowe szpitali powiatowych i miejskich.

Wskazał, że dziś najsilniejsze w systemie są szpitale wojewódzkie - są dobrze wyposażone, mają dobrą kadrę, będą dążyły do uzyskania III kategorii, do której zaliczył lecznice wielooddziałowe i specjalistyczne. Zaapelował do władz samorządowych województw, żeby zajęły się tworzeniem strategii rozwoju szpitali, bo jak stwierdził, krajowej strategii działania szpitali nie ma, więc trzeba opracować regionalne.

Jakość świadczeń
Kolejnym problemem poruszonym przez ekspertów była jakość świadczeń szpitalnych i jej premiowanie. Halina Kutaj-Wąsikowska, dyrektor Centrum Monitorowania Jakości w Ochronie Zdrowia (CMJ), poinformowała, że obecnie ponad 200 szpitali posiada status jednostek akredytowanych.

- Od 2010 r. do połowy roku 2017 CMJ przeprowadziło ok. 500 wizyt, w wyniku czego ok. 14% szpitali nie uzyskało statusu jednostek akredytowanych, czyli ok. 70 szpitali nie przeszło procesu akredytacji - zaznaczyła.

W swoim wystąpieniu skupiła się na najważniejszych problemach, jakie mają szpitale ubiegające się o akredytację MZ. - Przede wszystkim są to sprawy kadrowe. Od szpitali akredytowanych wymagamy, aby prowadziły własne analizy działalności klinicznej, żeby szpital wiedział, jak leczy pacjentów, jaki ma procent zakażeń i analizował jakość zabiegów - podkreśliła Halina Kutaj-Wąsikowska.

- Monitorowanie działalności klinicznej, nadzór nad infrastrukturą szpitalną i deficyt kadry medycznej - to główne bariery, które muszą pokonać szpitale ubiegające się w CMJ o certyfikat akredytacyjny - podsumowała.

Bakterie sprawdzą jakość
- Bakterie nie uznają certyfikatów, mają w nosie kategorie szpitali, poziomy referencyjności i zadłużenie szpitala. Jakakolwiek improwizacja w najlepszym nawet szpitalu zostanie obnażona przez bakterie - powiedział dr Paweł Grzesiowski, przewodniczący Stowarzyszenia Higieny Lecznictwa, które w tym roku obchodzi jubileusz 20-lecie działalności.

- Bakterie przechodzą przez granice, ochronę szpitalną i z pacjenta na pacjenta - dodał. - Kiedy zaczynaliśmy, zakażenia Clostridium difficile były pojedynczymi zakażeniami, przypisanymi do pojedynczych grup pacjentów.

- Dzisiaj nie ma w Polsce szpitala, który nie miałby do czynienia z Clostridium difficile. Sytuacja się zmieniła - podkreślał ekspert.

- W latach 90. gros zakażeń to były zakażenia HBV związane ze złą sterylizacją i niskim poziomem dostępności do jednorazowego sprzętu. Dzisiaj patogenów jest o wiele więcej, szczególnie bakterii wieloopornych - alarmował dr Grzesiowski.

- Wtedy udawało się, bo większość bakterii była wrażliwa na antybiotyki, dzisiaj zwykła antybiotykoterapia nie pomaga - stwierdził. Jak zauważył, bakterie boją się tylko tego, co je zabija, a zabija je dyscyplina.

- Musi ją stosować salowa, pielęgniarka, lekarz, dyrektor - każdy. Tymczasem zachowujemy się totalnie nieostrożnie - zaznaczył specjalista. Jak przekonywał, w prawie każdym z 500 zgłoszonych oficjalnie ognisk epidemicznych wystąpił problem z zachwianiem dyscypliny pracy - albo z powodu braku personelu, albo braku świadomości.

- Mamy coraz większą ilość zakażeń wśród personelu medycznego - dodał. Powiedział, że każdy szpital powinien zrobić u siebie audyt epidemiologiczny i sprawdzić, jaka jest realna możliwość nieprzenoszenia bakterii - podsumował dr Grzesiowski.

Remedium to także nowoczesne technologie
Michał Kępowicz, dyrektor ds. relacji zewnętrznych w Philips Polska, nawiązał do problemu braku kadry medycznej i zwrócił uwagę, że krytyczna sytuacja nie dotyczy tylko Polski.

- Są opracowania Baku Światowego i WHO, które mówią, że do 2030 roku będziemy potrzebowali przynajmniej 60 proc. więcej osób, które będą w systemie realizowały świadczenia opieki zdrowotnej - informował dyr. Kępowicz.

Jego zdaniem bolączki związane z brakami kadrowymi może w pewnym zakresie eliminować wprowadzanie nowoczesnych systemów technologicznych. Odwołał się do przykładu.

- W Centrum Zdrowia Dziecka realizujemy projekt dotyczący diagnostyki obrazowej, dzięki czemu zmniejszono dawkę promieniowania o 83 proc. Personel medyczny nie jest narażony na ryzyko związane z promieniowaniem, ma możliwość dłuższego funkcjonowania przy pacjencie, bez obaw, że musi zakończyć pracę z powodu wysokiej dawki promieniowania - tłumaczył.

- Technologie medyczne i nowoczesne zintegrowane rozwiązania to jedna z odpowiedzi na wyzwania, o których dzisiaj mówimy - podkreślił.

- Często mówi się o technologiach jako o pojedynczym urządzeniu czy grupie urządzeń. Moim zdaniem trzeba myśleć o informatycznym zintegrowaniu tych rozwiązań i ich długoterminowym wykorzystaniu - podsumował Michał Kępowicz.

 

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH