RELACJA

W znowelizowanej ustawie o systemie informacji w ochronie zdrowia nie ma, pierwotnie planowanych zapisów o wprowadzeniu karty ubezpieczenia zdrowotnego (KUZ). Ostatecznie resort zdrowia zdecydował, że funkcję tych kart będą w przyszłości pełnić nowe, elektroniczne dowody osobiste.

Dylemat - karta czy dowód - ostatecznie rozstrzygnie już nowy rząd. Nie będzie to zresztą jedyne wyzwanie w zakresie informatyzacji ochrony zdrowia, z jakim przyjdzie się zmierzyć w najbliższym czasie decydentom z kilku ministerstw, pracownikom NFZ oraz Centrum Systemów Informacyjnych Ochrony Zdrowia.

O tych wyzwaniach rozmawiali uczestnicy sesji "Technologie teleinformacyjne w ochronie zdrowia" podczas XI Forum Rynku Zdrowia.

Urealnianie harmonogramu
CSIOZ pracuje obecnie nad zmianą systemu finansowania całego projektu P1 (Elektroniczna Platforma Gromadzenia, Analizy i Udostępniania zasobów cyfrowych o Zdarzeniach Medycznych), który miał być finansowany ze środków unijnych. Jednak ze względu na opóźnienia w realizacji tego przedsięwzięcia, zwanego też systemem e-Zdrowie, jego koszty w znacznej mierze zostaną pokryte ze środków krajowych.

- Na realizację projektu P1 jesteśmy gotowi wydatkować 600 mln zł, jako kwotę zakwalifikowaną po stronie budżetu państwa - mówił Damian Marciniak, dyrektor CSIOZ.

P1 jest największym tego typu projektem wdrażanym obecnie w Europie. Jego elementami są m.in.: Internetowe Konto Pacjenta (IKP), e-recepta, e-zwolnienie, e-skierowanie. Damian Marciniak, który kieruje Centrum od połowy września br., zadeklarował, że Internetowe Konto Pacjenta zostanie uruchomione do końca 2015 roku. Zapewniał też, że nie ma mowy o zwrocie dotacji europejskiej.

- Działania CSIOZ i kontrola MZ w tym zakresie miały na celu urealnienie harmonogramu uzgodnionego z Komisją Europejską. Najistotniejsze, że pracujemy nad zmianą systemu finansowania - dodał szef CSIOZ. - Chodzi m.in. o zabezpieczanie interesu zamawiającego oraz o to, by system od początku był w pełni funkcjonalny i kompletny.

Agnieszka Kister, dyrektor Departamentu Infrastruktury i e-Zdrowia w Ministerstwie Zdrowia wyjaśniła, że kierownictwo resortu widzi olbrzymi potencjał w systemie e-Zdrowia: - Chcemy być w pełni regulatorem tego obszaru i wspierać rozwój e-Zdrowia w Polsce - zaznaczyła.

Przypomniała, że nowelizacja ustawy o systemie informacji w ochronie zdrowia porusza szerokie spektrum zagadnień (liczy 300 stron), w tym z zakresu telemedycyny. Stworzy też prawne ramy dla funkcjonowania Projektu P1 i elektronicznej dokumentacji medycznej (EDM).

Dyrektor Kister zaznaczyła także, że nowelizacja wprowadza od dawna oczekiwane regulacje pozwalające na outsourcing gromadzenia, przechowywania i udostępniania przez podmioty lecznicze informacji w zewnętrznych bazach danych.

Trudne zarządzanie zmianą
Na pytanie - jakie, w opinii jednego z dostawców rozwiązań informacyjnych i obserwatora rynku IT - są główne przyczyny opóźnienia we wdrażaniu systemu e-Zdrowie, odpowiadał Krzysztof Groyecki, dyrektor pionu opieki zdrowotnej w Asseco Poland SA.

- Wydaje się, że wszystkim zaangażowanym w budowę systemu e-Zdrowie zabrakło zarówno doświadczenia w realizacji tak dużych oraz złożonych projektów, jaki i, niestety, wyobraźni - przyznał dyr. Groyecki.

Przypomniał, że zmiany niektórych założeń projektu nie można było uniknąć. - Najpierw planowano, że projekt będzie wszechogarniający i obejmie niemal wszystkie aspekty funkcjonowania opieki zdrowotnej. To bardzo ambitne założenie. Następnie uznano, że nie będzie generalnego wykonawcy. Do pracy przystąpiło więc kilka podmiotów oraz wyłoniony spośród tych firm integrator działań. Niestety, nie zadbano o to, aby zawarta została umowa wiążąca tegoż integratora z pozostałymi realizatorami - mówił Krzysztof Groyecki.

- Mimo trudności, jako wykonawcy jesteśmy przekonani, że ten projekt zostanie zakończony. Bez tego nie będzie możliwe m.in. wprowadzenie elektronicznej dokumentacji medycznej - podsumował.

Andrzej Kuś, pełnomocnik zarządu ds. rozwoju biznesu w Simple SA przypomniał, że większość danych, które ma gromadzić platforma P1, od dawna zbierana jest przez NFZ. - System rozliczania świadczeń naprawdę gromadzi ogromną ilość informacji. Istnieje też system przekazywania tych danych przez placówki - mówił.

- Być może znacznie mniej pracy i pieniędzy wymagałoby zmodyfikowanie istniejących rozwiązań niż budowanie od początku nowego systemu - zastanawiał się Andrzej Kuś. - Obawiam się też, że znowu dochodzi do pewnego dublowania działań NFZ i CSIOZ - dodał.

Jego zdaniem platforma P1 nie uwzględnia wielu poszerzonych danych, które są gromadzone w placówkach medycznych. - Ponadto nie ma chyba w Polsce szpitala, który byłby już dziś gotowy do włączenia się do P1 - stwierdził dodając, że lecznicom brakuje pieniędzy na wdrożenie wszystkich niezbędnych rozwiązań.

Nad czym pracuje NFZ
Marcin Grabowski, p.o. dyrektora Departamentu Informatyki NFZ przedstawił najważniejsze projekty informatyczne, nad którymi pracuje obecnie Fundusz. Przypomniał m.in., że nadal udoskonalany jest Zintegrowany Informator Pacjenta (ZIP). Wprowadzono w nim m.in. bezpieczny podpis elektroniczny.

- Przygotowaliśmy także nowe rozwiązania usługowe, takie jak obsługa karty DiLO (diagnostyki i leczenia onkologicznego) oraz kolejek oczekujących - poinformował Marcin Grabowski. - Pracujemy też nad platformą ubezpieczeń zdrowotnych, wykorzystującą m.in. hurtownię danych, która służyć ma zarówno placówkom medycznym, jak i pacjentom.

Czy przepisy nadążają
Czy znowelizowana ustawa o systemie informacji w ochronie zdrowia spełnia oczekiwania branży informatycznej?

- Ta nowelizacja była bardzo potrzebna z kilku powodów. Pierwszy to umożliwienie produkcyjnego etapu działania platformy P1. Po drugie, ustawa wskazuje okres, w jakim ma być wprowadzona elektroniczna dokumentacja medyczna (EDM). Po trzecie, zmiana przepisów pozwala nam przejść z fazy planowania do prac programistycznych - wyliczał Rafał Włach, dyrektor ds. strategii i rozwoju CompuGroup Medical Polska Sp. z o.o.

Zaznaczył, że dzięki nowelizacji przepisów dostawcy wreszcie mogą rozpocząć rozmowy z placówkami medycznymi, dotyczące konkretnych działań pozwalających wdrożyć EDM.

Dr Piotr Bednarski, dyrektor Narodowego Instytutu Geriatrii, Reumatologii i Rehabilitacji zwrócił uwagę, że wprowadzenie EDM dla jednostki badawczo-rozwojowej, jaką jest jego Instytut, ma wyjątkowe znaczenie. - Wynika ono wprost z naszych zadań, obejmujących badania naukowe oraz prace nad rozwojem nowych terapii. Opracowujemy też standardy i wytyczne dla całego systemu opieki zdrowotnej w Polsce w dziedzinach, którymi się zajmujemy - podkreślał.

- Stąd tak ważne w naszym przypadku jest m.in. gromadzenie oraz analizowanie danych epidemiologicznych. Powszechne wdrożenie elektronicznej dokumentacji jest niezbędne nie tylko w celu gromadzenia, ale i efektywnego wykorzystywania tego rodzaju danych - tłumaczył dr Bednarski.

Na bloku operacyjnym - informacja ratuje życie
Jeszcze inny aspekt informatyzacji szpitali omówił Tomasz Stryczyński, specjalista ds. rozwoju systemu ALVO Integra w firmie ALVO Sp. z o.o. Sp.k. Podkreślał, jak ważny dla podejmowania właściwych decyzji diagnostycznych i terapeutycznych jest dostęp specjalistów do - odpowiednio gromadzonych i przekazywanych na bloku operacyjnym - danych.

- W tym kontekście nie jest tak bardzo istotne, czy są to informacje gromadzone na platformie P1 oraz w szpitalnym systemie informacyjnym w ramach elektronicznej dokumentacji medycznej, rozumianej w sposób ustawowy. Chodzi natomiast o dane, które najbardziej są potrzebne lekarzowi - tłumaczył Tomasz Stryczyński.

Jego zdaniem na narzędzia informatyczne należy patrzeć nie tylko przez pryzmat wielkich systemów rozliczeniowych, ale także jak na rozwiązania m.in. pozwalające optymalizować przestrzeń, w której pracują lekarze ratujący zdrowie i życie pacjentów.

- Dla zespołu na bloku informacyjnym niezbędny jest szybki i sprawny dostęp do informacji, nawet, jeśli ich gromadzenia nie wymaga żadna ustawa, ale które są konieczne dla podjęcia trafnych decyzji diagnostycznych i terapeutycznych - wyjaśniał przedstawiciel spółki ALVO.

„Zdrowotny” dowód - powrót do pomysłu
Wróćmy jednak do koncepcji: elektroniczny dowód osobisty zamiast karty ubezpieczenia zdrowotnego (KUZ).

- To dobry kierunek. Współpracujemy w tym zakresie z resortami zdrowia oraz spraw wewnętrznych - poinformował Marcin Grabowski. Zaznaczył, że Fundusz zrealizował już część tego projektu w ramach prac nad... kartą ubezpieczenia zdrowotnego, jednak to dowód osobisty jest teraz rozwiązaniem docelowym.

- Karta w tej, czy innej formie, jest potrzebna. Mamy już gotową infrastrukturę, jesteśmy przygotowani do tego wdrożenia. Trzeba jednak mieć na uwadze, że dowód osobisty nie obejmuje np. osób niepełnoletnich, a cykl wejścia w życie nowego dowodu dla całej dorosłej populacji to 10 lat. Te kwestie będziemy rozstrzygać w rozmowach z odpowiednimi resortami - zapowiedział dyrektor Grabowski.

Agnieszka Kister wyjaśniła, że jej resort rozmawia już z MSW o powiązaniu numeru PESEL rodzica z numerem dziecka, aby także w przypadku małoletnich pacjentów możliwe było m.in. autoryzowanie udzielanych świadczeń.

- Przypomnę, że w założeniach do ustawy także okres wprowadzania kart był dość długi, bo planowany na 3 lata. To czas niezbędny, m.in. do wyboru wykonawcy, produkcji oraz personalizacji kart. KUZ nie jest więc rozwiązaniem, podobnie jak nowe dowody osobiste, które można wdrożyć bardzo szybko - zaznaczyła.

Prace nad e-dowodem przyspieszyły
Dyrektor Kister podkreślała, że rozszerzenie funkcji dowodu osobistego to nie tyle zmiana koncepcji, co powrót do wcześniejszego zamysłu, aby funkcjonalności karty ubezpieczenia zdrowotnego znalazły się w dowodzie. - Prace w zakresie elektronicznego dowodu osobistego bardzo w ostatnim czasie przyspieszyły. MSW przygotowuje już szczegółowe rozwiązania techniczne - mówiła dyrektor Kister.

Przypomniała, że nowy dowód będzie miał funkcjonalności typowe dla KUZ, związane np. z potwierdzaniem uprawnień do świadczeń i faktu ich udzielenia, co służyć ma, między innymi, ujawnianiu ewentualnych nadużyć. - Doświadczenia innych krajów wskazują, że takie rozwiązanie pozwala nawet na 2-procentowe oszczędności po stronie płatnika. Dowód osobisty będzie miał jeszcze jedną istotną zaletę - podpis elektroniczny. To rozwiązanie tańsze niż cała procedura wprowadzania osobnych KUZ - przekonywała Agnieszka Kister.

Bądźmy konsekwentni
- Trudno mi powiedzieć, czy źle, czy dobrze się stało, że karta wypadła z ustawy, gdyż ta decyzja nie została poprzedzona merytoryczną dyskusją - stwierdził Krzysztof Groyecki. Zwracał uwagę, że jeszcze w wrześniu br. mówiło się, że jest to świetne rozwiązanie, pomagające we wdrożeniu całego systemu P1.

- Do dzisiaj nie znam uzasadnienia autopoprawki rządowej, która KUZ usunęła z ustawy. Szkoda także pracy włożonej przez NFZ w przygotowania do wdrożenia karty. Może jednak jestem tylko niedoinformowany... Zapewne były jakieś istotne powody, dla których ta praca została wstrzymana - mówi Krzysztof Groyecki.

Zaznacza, że pomysł rozszerzenia funkcji dowodu osobistego promował w latach 2004-2006 Jerzy Miller, kiedy był prezesem NFZ.

- Wtedy ten projekt nie został zrealizowany. Natomiast 7-8 lat temu zapadła decyzja, że jednak będzie osobna karta. Przez ostatnie dwa lata zespoły, m.in. w MSW i NFZ, wypracowały wspólny projekt w tym zakresie. Ta praca została zmarnowana, bo tuż po przekazaniu ustawy do Sejmu okazało się, że nie ma w niej mowy o karcie - dodał.

- Brakuje w tym wszystkim konsekwencji. Gdyby ok. 10 lat temu projekt z nowymi dowodami doprowadzono do końca, nie byłoby dziś problemu - stwierdził dyrektor Groyecki.

Ani karty, ani nowych dowodów
Zdaniem Andrzeja Kusia problem tkwi w tym, że karty ubezpieczenia zdrowotnego, w tej czy innej formie, mimo wielu lat dyskusji - jak nie było, tak nie ma.

- Nieważne, czy będzie to dowód osobisty, czy osobna KUZ. To tylko jeszcze jedna karta w portfelu. Gorzej, że nie wiemy, na jakie rozwiązanie ostatecznie zdecyduje się nowy rząd. Nie można wykluczyć, że znowu wróci pomysł z osobnymi kartami... - mówi Andrzej Kuś.

Dodaje: - W przypadku dowodów osobistych pozostaje pytanie - co z osobami, które dowodu nie mają: obcokrajowcami i rezydentami, którzy nie muszą mieć polskiego dokumentu tożsamości, ale korzystają z naszej ochrony zdrowia?

- Warto też powiedzieć, jakie byłyby oszczędności, gdybyśmy już wprowadzili KUZ, a nie co jakiś czas zmieniali koncepcję. Obawiam się, że po wyborach minimum przez rok wciąż będziemy świadkami kolejnych dyskusji nad różnymi rozwiązaniami - podsumowuje Andrzej Kuś.

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH