RELACJA

Polska znajduje się w niechlubnej europejskiej czołówce pod względem śmiertelność z powodu chorób płuc. Według standaryzowanych danych WHO liczba zgonów spowodowanych tymi schorzeniami sięga u nas 89 przypadków na 100 tys. mieszkańców.

Eksperci uczestnicy w XI Forum Rynku Zdrowia podczas sesji "Choroby płuc w Polsce - aby oddychać pełną piersią...", rozmawiali o tym, jak wielu Polaków cierpi na choroby płuc, jakie efekty terapeutyczne udaje się osiągnąć w najgorzej rokujących i najczęstszych schorzeniach tego narządu, a także co sprawia, że zapadamy na te schorzenia.

Sesja była też okazją do dyskusji nad możliwościami, jakie stwarza pacjentom chorym na astmę, POChP, samoistne włóknienie płuc oraz tętnicze nadciśnienie płucne system ochrony zdrowia oraz jak wygląda dostęp polskich pacjentów do najnowszych terapii w wymienionych chorobach.

Przyczyna 14% zgonów
Prof. Paweł Śliwiński, wiceprezes Polskiego Towarzystwa Chorób Płuc, kierownik IV Kliniki Chorób Płuc Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc w Warszawie podkreślał, że w naszym regionie Europy śmierć z powodu chorób układu oddechowego stanowi przyczynę 14% zgonów. Z tej ogólnej liczby blisko 6% zgonów powodują nowotwory płuca, a 3,5% POChP. Nadal poważnym problemem jest zapalenie płuc.

Śródmiąższowe samoistne włóknienie płuc ma stosunkowo niewielki, jednak istotny wpływ na liczbę zgonów. 

- Kolejnym wskaźnikiem, który obrazuje sytuację epidemiologiczną jest odsetek hospitalizacji z powodu chorób układu oddechowego w naszym regionie Europy. Tutaj przyjęcia do szpitala z powodu chorób układu oddechowego stanowią 7% wszystkich hospitalizacji. Zdecydowanym liderem jest przewlekła obturacyjna choroba płuc (POChP), która stanowi 1-3% przyjęć, zapalenie płuc sięgające 2% przyjęć, a także samoistne włóknienie płuc stanowiące 0,2% hospitalizacji - wymieniał prof. Śliwiński.

Wiceprezes PTCHP mówił również, że najczęstszą przewlekłą niezakaźną choroba układu oddechowego jest POChP.

- Cząstkowe dane epidemiologiczne wskazują, że 8,9% populacji powyżej 40. roku życia ma rozpoznane POChP potwierdzone badaniem spirometrycznym. Ekstrapolując te dane na całą populację można przyjąć, że w Polsce cierpi na POChP ok. 2 mln. osób. Zapadalność to 15 na 100 tys. rocznie. Na tle Europy jesteśmy w dolnej stawce wyższych stanów. Wg danych WHO w 2004 roku POChP była wśród wszystkich zgonów na 4. miejscu. Niestety, z powodów demograficznych i epidemiologicznych przewiduje się, że w 2030 roku POChP stanie się trzecią przyczyną zgonów na świecie - podkreślał prof. Śliwiński.

Dodał również, że na POChP na świecie choruje ok. 23 mln osób, podczas gdy częstość występowania innej choroby, która mocno już wryła się w naszą świadomość - astmy wynosi 16 mln. - Nie tylko więcej osób choruje na POChP niż na astmę. Choroba ta jest też znacznie droższa dla systemu. Z danych wynika, że w przypadku astmatyków notuje się 82 tys. hospitalizacji rocznie, a chorych na POChP - 1 mln 100 tys. hospitalizacji - tłumaczył prof. Śliwiński.

Winne palenie i zanieczyszczona atmosfera
Dr Piotr Dąbrowiecki, przewodniczący Polskiej Federacji Stowarzyszeń Chorych na Astmę, Choroby Alergiczne i Przewlekłe Obturacyjne Choroby Płuc podkreślał z kolei, że wciąż głównym czynnikiem rozwoju raka płuca i POChP jest palenie tytoniu. W przypadku tej ostatniej choroby jej rozwój aż w 80% uwarunkowany jest nałogiem tytoniowym.

Nie jest to jednak jedyna przyczyna. Jak wyjaśniał dr Dąbrowiecki coraz częściej mówi się o zanieczyszczeniach atmosfery jako czynnikach wywołujących choroby płuc. - Z ostatnich badań wynika, że w grupie osób, które zapadły na POChP, a nie paliły tytoniu, aż ponad 30% stanowią osoby, które żyły w zanieczyszczonej atmosferze, czyli przez wiele lat wdychały cząstki stałe: tlenku azotu, tlenku siarki, benzopiren - wyliczał dr Dąbrowiecki.

Dodał, że niezmiernie ważne jest to, jakie powietrze filtrują nasze płuca. - Niestety, Polska jest na trzecim miejscu pod względem poziomu zanieczyszczeń, a w niektórych czynnikach, takich jak benzoalfapiren jesteśmy numerem jeden. Tymczasem benzoalfapiren jest kancerogenem, który ewidentnie służy nowotworzeniu w tej tkance, do której dociera, czyli w tym wypadku w płucach. Tak samo pro-zapalne i pro-nowotworowe są inne zanieczyszczenia powietrza, dlatego WHO w ubiegłym roku uznało zanieczyszczenie powietrza za kancerogen - przypomniał dr Dąbrowiecki.

Potrzeba wyspecjalizowanych ośrodków
Prof. Jan Kuś, kierownik I Kliniki Chorób Płuc Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc w Warszawie zwrócił uwagę na samoistne włóknienie płuc. Podkreślał, że schorzenie to należy do grupy chorób rzadkich.

- Samoistne włóknienie płuc przez całe lata było traktowane po macoszemu. Wszystko dlatego, że nie było dobrych metod diagnostycznych dla tej choroby, ani też żadnych leków, które mogłyby chociaż zahamować postęp choroby. Obecnie sytuacja uległa zmianie. Dzieje się to za sprawą nowych leków, które, niestety, w Polsce jeszcze nie są dostępne. Trzeba też pamiętać, że chorzy na samoistne włóknienie płuc nie potrafią działać jako grupa nacisku. Są to ludzie starsi, bardzo szybko ulegający inwalidztwu z powodu choroby, nie organizują się w grupy i dlatego też nie ma kto się o nich upomnieć - wyjaśniał prof. Kuś.

Zaznaczał, że pewnymi czynnikami, które mogą warunkować wystąpienie zachorowania jest podeszły wiek, palenie tytoniu (80-90 %), a także płeć męska (stanowi 70% chorych) oraz refluks. Niestety, z powodu braku rejestrów tej choroby trudno dziś jednoznacznie określić ile osób cierpi na to schorzenie.

- Jest bardzo duże zróżnicowanie co do szacunkowych danych dotyczących częstości zachorowania. Dane greckie i duńskie mówią o jednym przypadku na 100 tys. mieszkańców, a Wielka Brytania nawet o 8 na 100 tys. W mojej ocenie bliższa prawdzie jest raczej ta ostatnia wielkość - podkreślał prof. Kuś.

Wskazał, że chociaż kryteria rozpoznania tej choroby są bardzo proste, to jednak trudno im sprostać, gdyż w tym przypadku obowiązuje diagnostyka różnicowa i obecność cech włóknienia w tomografii komputerowej.

- Aby dobrze diagnozować tę chorobą potrzebne są centra eksperckie złożone z grupy specjalistów: pneumonologa - klinicysty, doświadczonego radiologa i patomorfologa. Warunek jest jeden: eksperci ci muszą pracować w dużych ośrodkach, aby mogli stosunkowo często widzieć obraz choroby czy wycinek odpowiadający temu schorzeniu. Doświadczenie jest tu najważniejsze dla postawienia rozpoznania - wyjaśniał prof. Kuś.

Z kolei prof. Jerzy Kozielski, śląski konsultant wojewódzki w dziedzinie pneumonologii, kierownik Katedry i Kliniki Chorób Płuc Szpitala Klinicznego nr 3 Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Zabrzu, podkreślał, że takie wyspecjalizowane ośrodki potrzebne są też do diagnozowania i leczenia tętniczego nadciśnienia płucnego.

- Na szczęście w odniesieniu do nadciśnienia płucnego takie ośrodki już od wielu lat istnieją. Jeden z nich znajduje się w Warszawie i prowadzi go prof. Adam Torbicki. Trzy inne są na Śląsku - informował prof. Kozielski.

Możliwość powstrzymania przebiegu choroby
Prof. Kuś tłumaczył, że samoistne włóknienie płuc jest chorobą o bardzo złym rokowaniu. Mediana przeżycia wynosi trzy lata. Stąd ważną rolę dla pacjenta odgrywa dostęp do leków, które nie leczą, jednak zmniejszają tempo rozwój choroby. Takie leki na szczęście już istnieją. Pierwszym z nich był zarejestrowany w 2011 roku w UE - pirfenidon.

- Wszystko, co możemy zrobić dla chorych na samoistne włóknienie płuc, to zapewnić im dostępność do rehabilitacji i tlenoterapii domowej oraz do nowych leków o potwierdzonej skuteczności - apelował prof. Kuś.

Z kolei prof. Śliwiński zwracał uwagę na konieczność zapewnienia pacjentom chorym na POChP dostępu do wspomagania wentylacji chorych.

- Od połowy lat 90. w Europie prowadzony jest system wentylacji nieinwazyjnej. W Polsce ta metoda leczenia wszystkich chorych z przewlekłą niewydolnością oddychania ciągle nie może znaleźć kuratora, który by pozwolił na powszechne udostępnienie. We Francji z takiej metody leczenia korzysta ponad 60 tys. chorych, a w Polsce jedynie ok. 4 tys. Tymczasem u nas z takiego leczenia powinno korzystać ok. 25-30 tys. pacjentów - powiedział profesor.

- Ponadto od wielu lat staramy się zaimplementować w systemie ochrony zdrowia w Polsce stosowanie wentylacji inwazyjnej w leczeniu zaostrzeń POChP, leczonych w warunkach szpitalnych. Od czterech lat leży w ministerstwie zdrowia projekt programu, poświęcony stworzeniu takiego systemu w warunkach szpitalnych. Niestety, nie doczekał się realizacji - podsumował prof. Śliwiński.

Prof. Ryszarda Chazan, kierownik Katedry i Kliniki Chorób Wewnętrznych, Pneumonologii i Alergologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego zwracała uwagę na farmakologiczne możliwości powstrzymania rozwoju POChP. Jak tłumaczyła, POChP jest chorobą, która prowadzi do trwałego inwalidztwa i w końcowych etapach wymaga tlenoterapii bądź nieinwazyjnej wentylacji. Jednak zanim do tego dojdzie pacjenci powinni mieć zapewniony pełny dostęp do całego wachlarza farmaceutyków.

- Obecnie mamy możliwość powstrzymania przebiegu tej choroby. Zarówno cholinolityki, jak i beta-mimetyki, zastosowane wcześnie potrafią zapobiec naturalnemu spadkowi wydolności płuc. Niestety, nie jest różowo z refundacją tych leków w Polsce. O ile kilkanaście lat temu zostały wprowadzone do refundacji leki na to schorzenie, to dzisiaj np. nowy lek z grupy beta-mimetyków, Indakaterol, jest refundowany, ale tylko na poziomie 30%. Inny lek, który został zarejestrowany w ubiegłym roku - Formoterol wciąż czeka na refundację. Polscy pacjenci nie mają też dostępu do terapii skojarzonych mimo pozytywnej opinii AOTMiT - tłumaczyła prof. Chazan.

Dodała, że w leczeniu schorzeń płuc zdecydowanie najlepsza sytuacja jest w astmie.

Dzięki wczesnemu rozpoznawaniu i leczeniu
znacznie mniej ludzi korzysta ze zwolnień, rent, lepsza jest jakość ich życia. Oczywiście nie jest doskonale i jesteśmy opóźnieni w refundacji nowoczesnych terapii - podkreślała prof. Chazan. - Są też problemy z wchodzeniem nowych pacjentów do istniejących programów lekowych.

- Omalizumab to terapia biologiczna, którą stosujemy w ciężkich postaciach astmy oskrzelowej. W Polsce oparty o ten preparat program lekowy funkcjonuje od dwóch lat. Niestety, NFZ wciąż nie udoskonalił programów informatycznych o możliwość wprowadzania nowych pacjentów do systemu. W związku z tym zespół kwalifikacyjny przyjmuje wnioski papierowe do tego programu, jednak pacjenci w ten sposób zakwalifikowani do leczenia nie są objęci refundacją. Wszystko dlatego, że płatnik refunduje tylko to, co jest w systemie - wyjaśniała prof. Chazan.

Z kolei prof. Kozielski podkreślał, że w nadciśnieniu płucnym jedną z metod leczenia jest przeszczep. Zaznaczył też, że w tej chorobie dostępne są również programy lekowe.

- Jest kilka grup leków, które są stosowane w pierwotnym nadciśnieniu płucnym. Wyjściowo chorzy podlegają leczeniu kardiologicznemu, a w miarę postępu choroby otrzymują leki z innych grup, które są objęte programami. W tej chwili w programie pojawił się nowy lek o innym mechanizmie wpływu na rozszerzenie światła tętnicy płucnej, i on będzie dostępny dla polskich chorych - poinformował prof. Kozielski.

Dodał: - Biorąc pod uwagę fakt, że rokowanie chorych na nadciśnienie płucne jest bardzo niekorzystne, dobre rozpoznanie i właściwe leczenie gwarantują łagodniejszy przebieg choroby.

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH