Cykl pięciu regionalnych konferencji Rynku Zdrowia zakończyliśmy 10 marca w Katowicach

Multimedia

Podczas kilkugodzinnej dyskusji próbowano znaleźć odpowiedzi na wiele pytań, m.in.: jaki jest stan opieki zdrowotnej w woj. śląskim, w jaki sposób menedżerowie placówek medycznych i politycy postrzegają reformowanie systemu? Jakie obawy żywią lekarze, szefowie szpitali, wreszcie pacjenci?

Uczestnicy debaty, mimo wyrażanych różnic w poglądach na niektóre z wymienionych kwestii, zgodni byli co jednego: rządzący nie ujawnili wizji zasadniczych zmian w systemie. Co gorsza, nie ma pewności, czy taka wizja w ogóle powstała w gabinetach zdrowotnych polityków...

Bomba tyka
Szpitale marszałkowskie, powiatowe, resortowe... Czy czeka je restrukturyzacja własnościowa? Mariusz Kleszczewski, członek zarządu województwa śląskiego, ocenił syntetycznie lecznictwo szpitalnego w województwie:

– Mnogość organów założycielskich, to specyfika naszego województwa. Nie wykluczamy przekształceń w spółki prawa handlowego. Czy dojdzie do nich razem z procesem oddłużania? To zależy od ustawodawcy. Na początek przymierzamy się, by racjonalizację świadczeń zdrowotnych przeprowadzić w regionie częstochowskim. Likwidacja oddziałów i całych szpitali, to temat nam dziś jeszcze odległy – zaznaczył marszałek Kleszczewski.

Anna Janik, odpowiedzialna w Śląskim Urzędzie Marszałkowskim za problemy ochrony zdrowia na bieżąco analizuje sytuację kadrową w opiece zdrowotnej regionu: – Dysponujemy analizą... braku pielęgniarek. Jest ich tyle, że mniej być ich nie może. Dalszy odpływ tych kadr zagrozi bezpieczeństwu pacjentów.

Bombą z opóźnionym zapłonem jest zadłużenie śląskich szpitali. Samorząd wojewódzki jest organem założycielskim dla 46 szpitali (w sumie dla 56 placówek). To ponad jedna czwarta bazy w województwie. W 2007 r. zobowiązania długoterminowe wszystkich marszałkowskich placówek wyniosły 81 mln zł. Prawie 140 mln zł, to zobowiązania wymagalne. Dziesięć największych wojewódzkich szpitali (6 tys. łóżek – 42% ogółu, a w nich 10,4 tys. etatów – ponad 50 % zatrudnienia w marszałkowskich placówkach) wygenerowało w 2007 r. ponad 50% zobowiązań długoterminowych i 84% zobowiązań wymagalnych...

– Do restrukturyzacji finansowej przystąpiło 28 jednostek, korzystając z pomocy państwa i województwa śląskiego. Samorząd województwa dołożył do restrukturyzacji ok. 26 mln zł – podkreślali przedstawiciele Urzędu Marszałkowskiego. – Ponadto udzieliliśmy wydatnej pomocy swoim jednostkom. W 2007 roku była to kwota 30 mln zł dotacji. W latach 2005 -2007 dotacje wyniosły prawie 230 mln zł. W tym roku dotacja sięgnie ok. 59 mln zł.

W 2005 zobowiązania polskiej służby zdrowia wynosiły ok. 9,4 mld zł. Śląskie miało w tym 947 mln zł udziału. W końcu III kwartału 2007 r. te liczby odpowiednio wynosiły: 9,78 mld zł i 1,031 mld zł.

Grupy poczekają?
Bolesław Piecha, były wiceminister zdrowia, a obecnie przewodniczący sejmowej komisji zdrowia mówił: – Jaki koń jest, każdy widzi. Zdaniem posła Piechy, trzeba jak najszybciej trzeba odpowiedzieć na kilka istotnych pytań: – Skąd wziąć brakujące pieniądze? Jak mają być zorganizowane szpitale. Czy SPZOZ wyczerpał swoją formułę? A gdy już przekształcimy szpitale, to co zrobić z ich długami? Pewne jest, że zwiększą się, bo zwiększyły się koszty wynagrodzeń. Czy demonopolizacja płatnika uzdrowi sytuację, czy też wprowadzi element chaosu? Wreszcie kwestia ubezpieczeń dodatkowych... – wyliczał problemy do rozwiązania Bolesław Piecha.

Skrytykował też przedstawiane przez rząd projekty ustaw dotyczące reformowania systemu opieki zdrowotnej, uznając je za niedopracowane.
Do aktualnej sytuacji i „przerwanej misji rządu PiS” odniósł się były prezes NFZ, a dziś poseł, Andrzej Sośnierz.
– Nie ma możliwości wprowadzenia dziś systemu jednorodnych grup pacjentów, dlatego, że nie ma na to pieniędzy. Rezerwa finansowa została pochłonięta przez podwyżki płac – podkreślał Sośnierz.

Jego zdaniem to, że w szpitalnictwie źle się dzieje, jest problemem wewnętrznym tych szpitali i jakości zarządzania nimi.
– Lecznictwo w Polsce, to nie tylko szpitale. One są tylko jego najbardziej „wyrafinowaną”€ formą. Politycy nie boją się strajków w szpitalach, ale w POZ-ach. Jeśli dyrektorzy źle zarządzają, to nie jest oczywiście tylko ich winą, ale także całego systemu opieki zdrowotnej...

Niepubliczny i nieprywatny
Publiczne, czy niepubliczne, a jeszcze dokładniej: niepubliczne samorządowe?

Renata Jażdż-Zaleska, prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Niepublicznych Szpitali Samorządowych tłumaczyła, że takie placówek nie należy utożsamiać z prywatnymi: – Naszą działalność finansujemy w 90% z przychodów z NFZ. Nie jest prostą czynnością sprywatyzować taki szpital, jak niepubliczny samorządowy. Inwestorzy prywatni mają niespełna 7% udziału w takich jednostkach, a ponad 70% – samorządy.
Placówek o takim statusie własnościowym najwięcej jest w Polsce północnej. Możliwe, że jest to wzór do naśladowania również i w województwie śląskim, choć niektórzy wątpią w sprawność niepublicznych jednostek: – Pacjent prywatnego podmiotu najczęściej, w przypadku poważnych schorzeń, obsługiwany jest w szpitalu publicznym. Przynajmniej takie zjawisko zachodzi w województwie śląskim – uważa Maciej Hamankiewicz, przewodniczący Okręgowej Rady Lekarskiej w Katowicach.

Jest jeszcze jeden problem: kadry. W Śląskiem jest ok. 8,5 tys. czynnych zawodowo lekarzy (prawie 80% wśród nich, to specjaliści). Co prawda maleje emigracja, ale również nie przybywa młodych kadr. I to jest, zdaniem przewodniczącego Hamankiewicza, wielce niepokojące: – Trzeba wreszcie określić zapotrzebowanie na specjalistów w danej dziedzinie – apelował szef ORL.

Zbigniew Swoboda, dyrektor Centralnego Szpitala Klinicznego w Katowicach zwrócił uwagę, że szpitale mają podpisane aneksy na cztery miesiące. – Trudno w takiej sytuacji konstruować plan wydatków. Teraz NFZ deklaruje, że dyrektorzy szpitali będą partnerami, a nie jak kiedyś – petentami. To cieszy – zaznaczył Swoboda.

Henryk Kawalski, dyrektor chorzowskiej Lecznicy Dzieci i Dorosłych postulował o równość praw dla szpital publicznych i niepublicznych.
– Nie sądzę, by nasza Lecznica zajmowała jakąś niszę na rynku, skoro 75% jej przychodów pochodzi z kontraktów z NFZ – przypomniał dyrektor Kawalski. – Problemem szpitali prywatnych są oczekiwania płacowe ich pracowników. Istnieje takie niepisane prawo, w myśl którego lekarz pracujący „w prywatnym” musi zarabiać więcej od pracującego w publicznym szpitalu... Czy medycyna jest biznesem? Jestem przeciwny takiemu postrzeganiu medycyny w naszym biednym kraju.

Więcej, ale za mało
– Kobiety w Polsce umierają przede wszystkim na raka piersi i szyjki macicy. Tym schorzeniom można zapobiegać, jeśli m.in. będzie realizować się programy terapeutyczne – podkreślał doc. Tadeusz Pieńkowski, kierownik Kliniki Nowotworów Piersi warszawskiego Centrum Onkologii. – Trzeba zmian organizacyjnych, a nie tylko pieniędzy. Kobiety muszą być leczone, a nie ustawiane w kolejkach. Jeśli dojdzie do takich zmian, to poprawy można oczekiwać za dziesięć lat. Dziś publiczna służba zdrowia nie jest w stanie sprostać onkologicznej epidemii.
Onkolodzy podkreślali potrzebę optymalnego wykorzystania leków w terapiach onkologicznych, które prowadzą do wydłużenia okresu leczenia, a tym samym życia pacjenta. To dla jego dobra powinien być on leczony także ambulatoryjnie, a nie w szpitalu...

– Co roku w świecie pojawia się, statystycznie rzecz biorąc, 2,5 nowego leku onkologicznego – przypominał dr Aleksander Zajusz, zastępca dyrektora gliwickiego Instytutu Onkologii. – Od momentu promocji do wejścia leku na rynek w USA upływa około 250 dni, w Unii Europejskiej – 550, a w Polsce ponad 700 dni! Poza tym nakłady na onkologię w Polsce są jednymi z najmniejszych w Europie. W Czechach przeznacza się na ten cel prawie trzy razy więcej pieniędzy niż u nas.

A jak wygląda realizacja programów terapeutycznych w reumatologii? Tu także jesteśmy za europejskimi państwami, nawet za Rumunią. – Tymczasem choroby reumatologiczne nie dotykają tylko ludzi w podeszłym wieku, ale także młodzież, a nawet... dzieci, o czym często zapomina się – stwierdził prof. Prof. Eugeniusz Kucharz, kierownik Katedry i Kliniki Chorób Wewnętrznych i Reumatologii ŚlUM.

Prof. Marian Zembala, dyrektor Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu nie chciał „lamentowa攀 nad kondycją systemu ochrony zdrowia: – Na Śląsku mieliśmy w 2007 r. dziesięć złotych za punkt, od tego roku mamy dwanaście. I to powinno cieszyć.

Smutna wyliczanka
– Chciałbym usłyszeć od decydentów konkrety. Trwa biały szczyt, nie wiem, czym się on zakończy, ale my, dyrektorzy szpitali, nadal czekamy na owe konkrety... Uważam, że w województwie śląskim nie ma strategii działania na najbliższe lata – przekonywał Zbigniew Swoboda, dyrektor Centralnego Szpitala Klinicznego w Katowicach.

Dyrektor Swoboda stwierdził, że w systemie nie ma także równości podmiotów, gdyż szpitale publiczne w stosunku do niepublicznych są upośledzone. Swoją tezę argumentował kilkoma przykładami: szpitale niepubliczne nie przyjmują pacjentów nieubezpieczonych i odsyłają ich do placówek publicznych...

– Jeśli podmiot niepubliczny, po wyczerpaniu kontraktu z NFZ, może pobierać opłaty, a niepubliczny tego nie może zrobić, bo dyrektorowi grozi więzienie, to nie ma równości podmiotów! Niepubliczny szpital nie musi organizować przetargów na zakup sprzętu! Publiczny musi, choć jeden i drugi realizują kontrakty NFZ, ale tylko publiczny szpital podlega ustawie o dyscyplinie finansów publicznych... – wyliczał dyrektor Swoboda.

Pytania o system
Dyskusja o tym, co jest nadrzędne: „prywatne”, czy „nieprywatne”, wywiązała się między Krzysztofem Lehnortem – dyrektorem Przedsiębiorstwa Świadczeń Zdrowotnych i Promocji Zdrowia Elvita – Jaworzno III – a prof. Zembalą.

– Zaczęliśmy w Jaworznie. Teraz działamy także w Katowicach i Libiążu. Nie narzekamy. Gdyby rentowność firmy spadła poniżej czterech procent,udziałowcy spółki mieliby zastrzeżenia do mojej pracy. Znaleźliśmy miejsce w niszy. Naszym największym kapitałem są ludzie, dlatego inwestujemy w ich kształcenie – mówił dyrektor Lehnort.

Zdaniem prof. Zembali takie firmy, jak Elvita, mogą sobie pozwolić na to, na co nie mogą sobie pozwolić placówki publicznej ochrony zdrowia, bo niepubliczne zajmują się stosunkowo młodymi pacjentami. – Ludzie starsi, schorowani, wymagający specjalistycznych zabiegów nie są dziś pacjentami prywatnych przychodni, czy szpitali. Choćby dlatego dziś medycyny, opieki zdrowotnej nie można w Polsce traktować jako biznesu – przekonywał prof. Zembala.

Wcześniej czy później na pytania o model polskiego systemu opieki zdrowotnej, w tym o zakres przekształceń własnościowych, będzie musiało odpowiedzieć Ministerstwo Zdrowia. Konkretnie.

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH