RELACJA

8 maja, podczas VI Europejskiego Kongresu Gospodarczego, odbyły się cztery sesje dotyczące różnych aspektów funkcjonowania systemów ochrony zdrowia.

• W trakcie debaty "Finansowanie systemów ochrony zdrowia - wyzwania dla Polski i Europy" poruszone zostały takie zagadnienia, jak m.in. główne czynniki warunkujące zwiększanie wydatków na ochronę zdrowia - starzejąca się populacja i wzrost zachorowalności na choroby przewlekłe.

• Panel "Choroby cywilizacyjne - jak można z nimi wygrać" dotyczył m.in. znaczenia systemów zdrowia publicznego oraz profilaktyki i edukacji zdrowotnej.

• Obecnej sytuacji i przyszłości prywatnego sektora medycznego poświęcona była sesja pt. "Mapa zdrowia prywatnego".

• O wyzwaniach stojących przed polską onkologią rozmawiali uczestnicy panelu pt. "Mapa wyzwań, nowe możliwości - czy pieniądze to jedyne, czego potrzeba polskiej onkologii?".

 ***

Finansowe wyzwania
Co to tego, że trzeba zwiększyć finansowanie sektora ochrony zdrowia zgadzają się wszyscy. Wątpliwości pojawiają się wtedy, gdy padają pytania o ile i z jakich źródeł? Na to pytanie próbowali odpowiedzieć uczestnicy panelu "Finansowanie systemów ochrony zdrowia - wyzwania dla Polski i Europy".

Zadania tego podjęli się profesorowie medycyny, politycy, lekarze, eksperci. Byli zgodni, że na zwiększenie wydatków wpływają takie czynniki, jak starzenie się populacji, wzrost zachorowalności na choroby przewlekłe, rosnące koszty związane z wprowadzaniem nowych technologii medycznych itd.

Żeby zobrazować skalę problemu, prof. Jan Duława, prorektor ds. nauki Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach, przywołał przykład Stanów Zjednoczonych. Jak obliczono, jeśli wydatki na ochronę zdrowia będą tam rosły w takim tempie, jak obecnie, to w 2082 r. trzeba będzie przeznaczać na tę sferę 100 proc. PKB (w ostatnich latach jest to w granicach 14-17 proc.).

- Trzeba sięgać po nowe technologie. Medycyna jest droga - stwierdził z kolei prof. Marian Zembala, dyrektor Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu i wskazał, nawiązując do wydatków związanych z nowymi technologiami, że np. jeszcze niedawno nie operowano niektórych guzów, podczas gdy obecnie te kosztowne operacje są wykonywane.

Nie tylko NFZ, jest też budżet

Senator PiS i były wiceminister zdrowia Bolesław Piecha podzielił pogląd przedmówców, że należy zwiększyć finansowanie. Zwrócił jednak uwagę, że co do tego zgadzają się wszyscy, ale na dobrą sprawę nie wiadomo, o ile powinny wzrosnąć wydatki na ochronę zdrowia. Teraz przeznacza się w Polsce na zdrowie 7,2 proc. PKB (w tym ze źródeł prywatnych).

Piecha zauważył, że finansowanie kosztownych procedur medycznych przerzucono z budżetu państwa na NFZ, licząc na to, że składki zdrowotne będą rosły. Tymczasem nastąpiło spowolnienie gospodarki (nazywane przez opozycję kryzysem) i wpływy ze składek zmalały.

- Rynek zareagował w ten sposób, że głównym regulatorem między podażą a popytem stała się kolejka i odsyłanie pacjentów na bliżej nieokreślony termin wykonania usługi - powiedział senator i dowodził, że w tej sytuacji są dwie możliwości: podwyższenie składki zdrowotnej albo przesunięcie pieniędzy z budżetu. - Premier Wielkiej Brytanii Tony Blair nie zawahał się przesunąć z budżetu państwa miliardy funtów, żeby wzmocnić system opieki zdrowotnej - przekonywał.

Stwierdził ponadto, że w budżecie państwa zawsze były środki na leczenie - nie tylko na uniwersytety medyczne, rezydentury i budowę szpitali. - Ta część budżetu stale się zmniejszała. Czas wrócić do tego, że na pewne programy środki musi zapewniać budżet, np. na procedury onkologiczne - powiedział.

Podobny pogląd co do roli budżetu zaprezentował poseł Tomasz Latos, przewodniczący Sejmowej Komisji Zdrowia. Zwrócił również uwagę na potrzebę koordynacji polityki zdrowotnej, szczególnie na szczeblu lokalnym i regionalnym.

Koordynacja przeciw trwonieniu
- Rozwija się pewne dziedziny medycyny i tworzy w powiatach szpitalne oddziały według własnego uznania i lokalnych ambicji, a potem zwraca się do płatnika o pieniądze - mówił poseł i apelował o uwzględnienie w planowaniu realnych potrzeb i skoordynowanie wydatków inwestycyjnych na szczeblu regionalnym.

Innym przykładem nieracjonalnego podejścia do kwestii wydatków jest jego zdaniem patrzenie na problemy ochrony zdrowia z punktu widzenia jednego resortu. - Mamy do czynienia w Polską resortową - stwierdził. Skrytykował również branżowe podejście do problemów ochrony zdrowia.

- Urzędnik zainteresowany jest jedynie tym, by nie wydać trochę więcej. Nie dostrzega, że wzrost wydatków np. na nowe technologie może spowodować ich ograniczenie w innej sferze - powiedział.

Zdaniem przewodniczącego Sejmowej Komisji Zdrowia, jeden punkt widzenia, stricte ekonomiczny, widoczny jest np. w ustawie o działalności leczniczej - nieprzypadkowo wprowadziła ona takie pojęcia, jak przedsiębiorstwo podmiotu leczniczego, świadczeniobiorca, świadczeniodawca.

Do jednostronnego spojrzenia na ochronę zdrowia odniósł się też prof. Jan Duława, który stwierdził, że w polskich szpitalach przebywają pacjenci, którymi powinna zaopiekować się opieka społeczna. - Leżą w szpitalu, bo nie wiadomo co z nimi zrobić - powiedział prorektor.

- Samorząd lekarski ma świadomość, że w systemie brakuje środków finansowych. Tego nikt nie kwestionuje. Pytanie tylko, skąd je wziąć? - zauważył Andrzej Włodarczyk, reprezentujący Naczelną Radę Lekarską, były wiceminister zdrowia.

Zwrócił uwagę, że poza brakiem pieniędzy brakuje też pomysłów i koncepcji: - Przynajmniej od dwóch lat nie ma pomysłu na to, co robić w ochronie zdrowia. Były np. zapowiedzi likwidacji NFZ. Tymczasem do konsultacji społecznych przekazano projekt zakładający totalną centralizację NFZ. Zmiany proponowane przez Ministerstwo Zdrowia prowadzą do upolitycznienia Funduszu i centralizacji, bo o wszystkim będzie decydował minister zdrowia - ocenił.

Powiedział również, że dodatkowe ubezpieczenia zdrowotne byłyby ważnym uzupełnieniem finansowania w systemie.

Dodatkowe ubezpieczenia - większe pieniądze, większy kłopot?

Adam Pustelnik, ekspert rynku ubezpieczeniowego, rozwinął ten wątek dyskusji. Jego zdaniem, obecnie nie ma woli wpisania dodatkowych ubezpieczeń zdrowotnych w system.

- Nie mogą funkcjonować obok systemu i być dodatkowym źródłem wprowadzania środków. Jeśli miałyby działać równolegle, to byłoby to ściganie się o te same pieniądze - mówił o tym, jakie powinno być miejsce dodatkowych ubezpieczeń w systemie, jeśli zostałyby wprowadzone.

- Ponadto byłoby tak, że im gorzej w systemie publicznym, tym lepiej dla prywatnych ubezpieczycieli - ocenił. Przypomniał również, że 2,5 mln ludzi kupiło abonamenty medyczne, a 600 tys. prywatne polisy ubezpieczeniowe, co stanowi ponad 15 proc. ogółu pracujących. Jego zdaniem, to maksymalny wskaźnik do osiągnięcia w przypadku dodatkowych ubezpieczeń.

- Mówimy, że w systemie jest za mało pieniędzy. Padają różne, absurdalne kwoty - 30 mld, 50 mld zł. Żeby wiedzieć, ile potrzeba, należy określić potrzeby zdrowotne, a ich też nie znamy. Nie mamy również realnych wycen procedur - powiedział Adam Pustelnik.

W jego ocenie brak ustawy o dodatkowych ubezpieczeniach zdrowotnych powoduje to, że ubezpieczyciele biorą sprawy w swoje ręce, czego przykładem jest fakt, że największa sieć medyczna należy do ubezpieczyciela.

- Tak jak w Polsce zrodziły się abonamenty medyczne, choć nie było odpowiednich przepisów, tak samo ubezpieczyciele integrują się i rozwijają infrastrukturę, stając się ważnym partnerem dla NFZ - zauważył.

Dziesięcioletnie kontraktowanie - plusy i minusy
Adam Aleksandrowicz, wiceprezes zarządu American Heart of Poland SA, odniósł się do koncepcji MZ dot. wydłużenia okresu kontraktowania do 10 lat. Powiedział, że pomysł, choć wydaje się atrakcyjny, może być ryzykowny.

- Podmiot posiadający taki kontrakt może być zadowolony, ale trzeba pamiętać, że jednocześnie wzrastają bariery dla konkurencji i nowym podmiotom będzie trudniej wejść na rynek - zauważył i dodał, że promesy do kontraktów oraz mapy potrzeb zdrowotnych powinny być integralną częścią koncepcji wydłużającej kontraktowanie.

Stanisław Dąbkowski z Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego we Wrocławiu wskazał na niewykorzystane możliwości finansowania ochrony zdrowia. Zaliczył do nich umożliwienie szpitalom publicznym świadczenia usług komercyjnych. - Mamy koszty, a nie mamy sprzedaży. Należy zezwolić na świadczenia komercyjne po zrealizowaniu przez szpital kontraktu z NFZ.

Opowiedział się również, za "pozbawieniem finansowania nierentownych placówek, utrzymywanych z powodu ambicji".



***
Zagrożenia cywilizacyjne

W rozmowach ekspertów o chorobach cywilizacyjnych i starzeniu się społeczeństwa nieustannie przewijają się pojęcia: odpowiedzialność i edukacja. Podkreślają oni, że zdrowie nie jest prywatną sprawą obywatela. Żeby to zrozumiał, potrzebna jest edukacja zdrowotna - ale taka, która nie jest sprawą tylko resortu zdrowia.

Prof. Mirosław J. Wysocki, dyrektor Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego - Państwowego Zakładu Higieny podał w trakcie panelu pt. ''Choroby cywilizacyjne - jak można z nimi wygrać'', że od 1989 r. nieprzerwanie wzrastają wskaźniki długości życia w Polsce.

- Dziewczynka, która urodzi się dzisiaj, będzie żyć 82 lata, chłopiec - ponad 70 lat. Jednocześnie dzisiaj umrze 1050 osób. W 2012 r. odnotowano 385 tys. zgonów. Ich główne przyczyny to choroby układu krążenia (45 proc.), nowotwory (25 proc.), przyczyny zewnętrzne (6 proc.) Do tego dochodzą choroby psychiczne i uzależnienia, choroby reumatyczne, a pomiędzy jednymi a drugimi są otyłość i cukrzyca - zaznaczył dyrektor Instytutu.

Jakub Gierczyński, ekspert Fundacji na rzecz Zdrowego Starzenia się, zwrócił natomiast uwagę, że w 2010 r. w Polsce żyło 5 mln osób powyżej 65. roku życia, w 2035 r. będzie ich 8,3 mln, czyli 23 proc. społeczeństwa.

- Nałożymy na te liczby dane o chorobowości. Tylko 20 proc. osób powyżej 65. roku deklaruje w Diagnozie Społecznej optymalny stan zdrowia, a 80 proc. osób uznaje swój stan zdrowia za niezadowalający lub zły. Dołączmy do tego wyniki badań PolSenior, które wykazały, że wśród osób powyżej 65. roku życia aż 36 proc. wymaga opieki w warunkach domowych lub szpitalnych, a statystyczny 70-latek w Polsce ma 3-4 choroby cywilizacyjne razem - wymieniał Gierczyński.

Statystyczny senior
Podał, że obraz klasycznego 70-latka to osoba ze schorzeniem sercowo-naczyniowym (nadciśnienie, miażdżyca), chorobą metaboliczną (najczęściej cukrzyca), nadwagą lub otyłością, często uzależniona od tytoniu, również od alkoholu.

- Do tego dochodzą czasem schorzenia upośledzające narząd słuchu i wzroku. Niedosłuch/głuchota, które istnieją razem z chorobami degeneracyjnymi, np. siatkówki oka, i które prowadzą do nieuchronnej ślepoty, powodują, że te osoby znikają z przestrzeni publicznej. Biorąc pod uwagę, że choroby cywilizacyjne są przyczyną 80 proc. zgonów w Polsce i to, jaki jest stan zdrowia 65-latków, możemy powiedzieć, że choroby cywilizacyjne są w naszym kraju głównym problemem - mówił Gierczyński.

Prof. Leszek Czupryniak, prezes Polskiego Towarzystwa Diabetologicznego, wskazał z kolei na to, że w Polsce bagatelizowane są choroby przewlekłe, w tym cukrzyca.

- Obecnie, szczególnie w dużym mieście, trudno umrzeć na zawał serca lub niewydolność nerek. Medycyna w Polsce jest medycyną stanów nagłych. Należy jednak przenieść nacisk na rzecz chorób przewlekłych - wskazał prof. Czupryniak.

Dr Janusz Prokopczuk, ordynator IV Oddziału Kardiologii Inwazyjnej, Elektrostymulacji i Angiologii w Polsko-Amerykańskiej Klinice Serca w Kędzierzynie-Koźlu, przyznał, że jesteśmy świadkami niesamowitego rozwoju inwazyjnych metod leczenia.

- Ok. 90 proc. pacjentów z zawałem i stabilną chorobą wieńcową, które kiedyś były leczone zachowawczo, jest leczone inwazyjnie. Dzięki temu osiągnęliśmy śmiertelność w ostrej fazie zawałów w granicach 4 proc., co absolutnie lokuje nas na czołowych miejscach w krajach OECD - chwalił dr Prokopczuk.

Inwazyjnie leczymy znakomicie, ale potem...
Zaznaczył jednak, że po roku od wypisu ze szpitala ta śmiertelność wzrasta do 15 proc., a do 4 lat ilość zgonów w tej grupie chorych sięga nawet 33 proc.

- Mamy ok. 450 tys. pacjentów, którzy powinni być pod specjalnym nadzorem, w sposób bardzo profesjonalny rehabilitowani, a według danych zawartych w programie optymalnej terapii rehabilitacyjnej w Polsce w ośrodkach rehabilitacji stacjonarnej rocznie rehabilituje się tylko 24 tys. ludzi - mówił specjalista.

Jak wyjaśnił, pacjenci, którzy zostali skierowani na rehabilitację kardiologiczną do ośrodków stacjonarnych powinni być nauczeni odpowiedniego zachowania, odżywiania, stosowania leków. W rzeczywistości chory wraca do codziennego życia i pojawia się pustka. Według Krakowskiego Programu Wtórnej Prewencji Choroby Niedokrwiennej Serca tylko 9 proc. pacjentów po roku przestrzega zaleceń, które ma wypisane w karcie wypisowej ze szpitala.

Jak (nie) funkcjonuje profilaktyka
Poseł Lidię Gądek z sejmowej Komisji Zdrowia cieszy fakt, że profilaktyka w POZ funkcjonuje sprawnie. Jak podała, dane MZ i NFZ, dotyczące tego, jak POZ realizuje profilaktykę wśród dzieci i młodzieży do 18 lat, wykazały, że bilanse zdrowia wykonywane są w 97 proc., a poziom szczepień jest jednym z najwyższych w Europie - w granicach 90 proc.

- Jest to ogromnie ważne dla zdrowia populacyjnego Polaków, bo tak jak wychowamy sobie następne pokolenie, jak nauczymy żyć nasze dzieci - takie będziemy mieć społeczeństwo w jesieni ich życia. Nie lubię określenia ''starzejemy się''. Mamy po prostu przejść płynnie w zdrową jesień życia - mówiła poseł Lidia Gądek.

Z drugiej strony, w wieku dorosłym rolę lekarza rodzinnego przejmuje medycyna pracy - przejmuje też opiekę profilaktyczną, ale tylko nad częścią życia obejmującą pracę zawodową.

- Część naszego społeczeństwa w wieku od 24 do 65 lat praktycznie nie podlega obligatoryjnym badaniom profilaktycznym. Fundusz oferuje produkty profilaktyczne, które są wykonywane częściowo w POZ, częściowo przez specjalistykę, ale to są tylko produkty wybrane. Na część z nich POZ kieruje, część to informacja różnych instytucji o możliwości ich wykonania, ale to nie jest uporządkowane w sposób systemowy - zwróciła uwagę poseł.

Maria Libura z Instytutu Studiów Interdyscyplinarnych nad Chorobami Rzadkimi na Uczelni Łazarskiego, członek Komitetu Sterującego projektu "Konstruktywni” Fundacji na rzecz Zdrowego Starzenia się, wskazała, że dane pokazują, iż choroby przewlekłe niezakaźne stają się obciążeniem dla społeczeństw, a obciążenia te będą rosły.

- Dlaczego to ciągle nie przekłada się na politykę i nie dociera do społeczeństwa? W Polsce dominuje sposób myślenia o zdrowiu i chorobie jako zasobie prywatnym - mówiła Libura.

W jej opinii, konieczne jest przejście od widzenia tego, że zdrowie to sprawa prywatna do tego, że jest to kwestia publiczna, wpływająca na gospodarkę i los społeczeństwa.

O odpowiedzialności mówił również Marcin Pakulski, zastępca prezesa ds. medycznych NFZ. W jego opinii, w Polsce mamy do czynienia z deficytem odpowiedzialności społeczeństwa i pewnego rodzaju kryzysem zaufania. Wskazał, że Polacy uważają, że ich tryb życia i decyzje, jakie podejmują w kwestii swojego zdrowia, to ich sprawa, natomiast choroba jest już problemem państwa.


***

Sektor prywatny
Jak argumentowali uczestnicy sesji "Mapa zdrowia prywatnego", sektor prywatnej ochrony zdrowia, mimo wielu barier rozwoju, jest postrzegany pozytywnie przez inwestorów.

Świadczą o tym duże transakcje kapitałowe na rynku, jak chociażby ta związana z wejściem Grupy Lux Med w skład międzynarodowej grupy Bupa, działającej na rynku opieki zdrowotnej i obsługującej 14 mln klientów, zatrudniającej 62 tys. osób, obecnej m.in. w Wielkiej Brytanii, Australii, Hiszpanii, Nowej Zelandii oraz USA.

Prywatny sektor ochrony zdrowia powiększa się z roku na rok niezwykle dynamicznie. Jak mówił Andrzej Mądrala, wiceprezydent Pracodawców Rzeczypospolitej Polskiej, dzisiaj na rynku funkcjonuje 130 szpitali prywatnych i 110 podmiotów sprywatyzowanych. W sumie więc 240 podmiotów niepaństwowych - prywatnych lub skomercjalizowanych - świadczy usługi przynajmniej w jednym zakresie dla pacjentów w trybie ostrym.

Dodatkowe ubezpieczenia
- Rynek prywatnej opieki medycznej jest bardzo dynamiczny i ciągle jeszcze niedojrzały. Jednak w kraju prawie 40-milionowym - bardzo perspektywiczny z punktu widzenia inwestora. Świadczą o tym transakcje kapitałowe. Oczywiście jest tutaj wiele barier - głównie to niedojrzałość regulacji prawnych. Są one poprawiane, zmieniają się albo... w ogóle ich nie ma - mówiła Anna Rulkiewicz, prezes zarządu Lux Med Sp. Z o.o.

W jej opinii z biegiem czasu sektor prywatny ochrony zdrowia będzie coraz silniejszy. Bardzo ważne jest jednak, aby miał dodatkowe źródło finansowania.

- Konieczna jest ustawa o dodatkowych ubezpieczeniach zdrowotnych. Polaków nie stać na płacenie za wiele usług medycznych z własnej kieszeni. Mimo że stajemy się krajem coraz bogatszym, to regulacje powinny stworzyć możliwość dostępności takich ubezpieczeń dla szerokiej populacji Polaków - dodała prezes Rulkiewicz.

Zdaniem prof. Pawła Buszmana, prezesa zarządu American Heart of Poland, jeszcze kilka lat temu wydawało się, że piętrzące się bariery przed prywatnym sektorem medycznym będą z czasem coraz mniejsze. Jednak w ostatnim okresie nastąpił odwrót od liberalizacji w tym zakresie.

Ważne stabilne prawo
- W przyszłości ograniczeniem dla prywatnych szpitali i usług medycznych będą przede wszystkim nierówności w traktowaniu państwowej i prywatnej opieki zdrowotnej. To co udało się uzyskać prywatnemu sektorowi to przede wszystkim pokazanie innej jakości w opiece zdrowotnej. Konkurencyjność spowodowała, że dzisiaj usługi także w placówkach publicznych zyskały bardzo wiele na jakości - mówił prof. Buszman.

- Pokazaliśmy, że można wykorzystując kapitał prywatny budować równoległą, uzupełniającą strukturę - dostarczającą nowoczesne usługi medyczne, nie wykorzystując do tego celu pieniędzy budżetowych. To bardzo ważne. Z moich wyliczeń wynika, że nasze usługi są dla przeciętnego obywatela o 33 proc. tańsze, niż te same, świadczone przez szpital publiczny - dodał prezes AHP.

Jak wskazywali uczestnicy sesji, aby zagwarantować rozwój prywatnego sektora ochrony zdrowia, istotna jest przede wszystkim stabilność otoczenia prawnego. Czytelne regulacje prawne to możliwość i gwarancja racjonalnego planowania oraz rozwoju działalności.

***

Onkologia - wyzwania nie tylko finansowe
- Nie mamy w Polsce danych mówiących o wynikach leczenia versus stopień zaawansowania nowotworów. Nie wiemy, ile czasu mija od podejrzenia, że pacjent ma raka do rozpoczęcia leczenia - mówił prof. Sergiusz Nawrocki, kierownik Kliniki Radioterapii Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach, onkolog pracujący nad stworzeniem tzw. cancer planu, podczas panelu ''Mapa wyzwań, nowe możliwości - czy pieniądze to jedyne czego potrzeba polskiej onkologii?''.

Prof. Nawrocki przypomniał, że pakiet antykolejkowy był wynikiem ultimatum premiera dla ministra zdrowia.

- W sposób zupełnie przypadkowy zbiegł się on z tym, że od kilku miesięcy Polskie Towarzystwo Onkologiczne wspólnie z innymi towarzystwami zajmującymi się onkologią pracowały nad cancer planem - dokumentem, który ma stanowić kompleksową strategię dotyczącą leczenia nowotworów na najbliższe 10 lat - przypomniał prof. Nawrocki.

Cancer plan w pakiecie onkologicznym

Zwrócił uwagę, że na potrzeby pilnego rozwiązania problemu kolejek minister zdrowia wykorzystał rozwiązania, które pojawiły się w szkielecie cancer planu i przedstawił je jako pakiet onkologiczny, dodając do tego kilka pomysłów resortu zdrowia i koalicji pacjentów.

- Generalnie można poprzeć ministra, bo wydaje się, że większość pomysłów w pakiecie kolejkowym jest racjonalna, aczkolwiek wprowadzenie ich wiąże się z ogromnymi zmianami w systemie i wątpliwe jest, czy da się je wprowadzić za kadencji tego rządu - mówił prof. Sergiusz Nawrocki.

Wskazał też, że w Polsce brakuje m.in. szczegółowych danych dotyczących chorób nowotworowych oraz ich analiz. Nie wiadomo np. czy gorsza względna przeżywalność jest związana z późnym wykryciem nowotworów, ze złą edukacją czy z pionem leczniczym.

Szybsza diagnostyka
To co proponują eksperci pracujący na cancer planem to skrócenie i skoordynowanie diagnostyki poprzez stworzenie modelu, w którym będą działały certyfikowane ośrodki diagnostyki onkologicznej, które będą współpracowały z ośrodkami onkologicznymi.

- Chodzi o to, żeby diagnostyka została przeprowadzona szybko i skutecznie, co też znalazło odzwierciedlenie w pakiecie, ale wymaga szczegółowych rozporządzeń - wskazał prof. Nawrocki.

Zwrócił też uwagę, że w Polsce dostęp do chemioterapii i radioterapii jest nierównomierny. Są województwa stosunkowo dobrze wyposażone w ośrodki onkologiczne, ale i są regiony, gdzie sytuacja jest zła.

Brak limitów nie jest panaceum
dla leczenia onkologicznego. Preferencyjny dostęp do zasobów publicznych, wiąże się z tym, że finansowanie musi być precyzyjnie monitorowane a następnie przeprowadzana ocena efektów leczenia - mówił Marcin Pakulski, zastępca prezesa ds. medycznych NFZ.

Jak wskazał Marcin Pakulski, bez mechanizmów, które będą precyzyjnie określały sposób, w jaki to leczenie ma być prowadzone, a potem będą rozliczały z jego efektów, dojdzie do sytuacji, którą nazwał paradoksem ''szeroko otwartych drzwi i wąskich korytarzy''.

- Trzeba wzięć pod uwagę, że jeśli chcemy zwiększyć dostępność do świadczenia, które jest w pewien sposób ograniczone - choćby dostępnością lekarzy -  i nie będziemy precyzyjnie określać jaki pacjent, w jakim stadium choroby, w jakim ośrodku i co powinien mieć zapewnione, to kolejka i tak nam się utworzy. Znajdą się w niej i pacjenci, którzy natychmiast powinni mieć podjęte leczenie, i tacy, którzy nie powinni mieć podjętego leczenia, bo nie mają nowotworów - argumentował.

Są rezerwy
Marcin Pakulski wskazał też, że obecnie w systemie ochronie zdrowia są olbrzymie rezerwy do wykorzystania. - W Polsce mamy odwróconą proporcję leczenia onkologicznego. Na świecie jest 20 proc. hospitalizacji, 80 proc. leczenia ambulatoryjnego - u nas odwrotnie. To musimy zmienić. To jest ta rezerwa - wyjaśniał.

Jako przykład działań w tym kierunku wskazał projekt zarządzenia NFZ ws. kompleksowego leczenia raka piersi.

- Jest to nowatorskie rozwiązanie, które standaryzuje postępowanie, określa precyzyjnie drogę pacjentki w trakcie leczenia, zakłada prowadzenie pacjentki przez wszystkie etapy, preferowanie leczenia oszczędzającego, co nie wyklucza leczenia radykalnego, zakłada elementy związane z korektą onkoplastyczną i finansuje nie poszczególne etapy, ale całość leczenia - wymieniał wiceprezes NFZ.

Przyznał, że inspiracją do pracy nad projektem był fakt, że nakłady na leczenie raka piersi wzrosły w ostatnich latach 3,5-krotnie a zmiany w przeżyciach 5-letnich są mierne.

Jak to robią inni
Podczas panelu zaprezentowano także raport przygotowany przez firmę analityczną EY na zlecenie Fundacji Onkologia 2025; przedstawiono w nim zasady funkcjonowania systemów opieki onkologicznej w wybranych krajach, w tym mechanizmy, które wspierają dostępność i efektywność leczenia.

Zleceniodawcy i twórcy raportu "System opieki onkologicznej w wybranych krajach'' uważają, że wyniki analizy oraz wnioski z tego dokumentu mogą stanowić merytoryczne wsparcie dla toczącej się obecnie debaty na temat przyszłości opieki onkologicznej w Polsce, a także dla prac nad nowym Narodowym Planem Zwalczania Chorób Nowotworowych.

Więcej o raporcie: www.rynekzdrowia.pl/Serwis-Onkologia

Pełna relacje z poszczególnych sesji, z wypowiedziami wszystkich panelistów - już wkrótce w portalu rynekzdrowia.pl i czerwcowym wydaniu miesięcznika Rynek Zdrowia (nr 6/2014).




 

 

 

 

 

ZAKRES TEMATYCZNY

Agenda

 

PARTNERZY

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH