Multimedia

Szpital jako spółka

0,95 MB
typ pliku: Prezentacja PDF

RELACJA

Konferencja w Lublinie (6 marca 2013 r.) była kolejną z cyklu regionalnych spotkań menedżerów ochrony zdrowia, organizowanych przez wydawcę oraz redakcję miesięcznika i portalu Rynek Zdrowia.

 Zgromadziła około 200 gości. Wśród osób, które wzięły udział w dyskusji pojawili się m.in. przedstawiciele Narodowego Funduszu Zdrowia, władz Uniwersytetu Medycznego, dyrektorzy szpitali, lekarze, eksperci rynku medycznego, przedstawiciele środowisk samorządowych.

Prof. Mirosław Jabłoński, prorektor ds. klinicznych Uniwersytetu Medycznego w Lublinie, mówiąc o kształceniu przyszłych lekarzy, stwierdził, że w województwie lubelskim w niektórych specjalnościach występują poważne niedobory kadrowe, np. uczelnia odnotowuje brak kandydatów na specjalistów w zakresie rehabilitacji medycznej.

Wyraził pogląd, że pochodną niewielkiego zainteresowania niektórymi kierunkami studiów jest obniżenie poziomu wykształcenia. - Deficytowe specjalizacje zawsze były, ale brak specjalistów szczególnie pogłębił swobodny przepływ ludzi - młodych, odważnych jednostek. Nie będziemy mieć wpływu na to zjawisko, możemy jedynie uatrakcyjniać warunki pracy lekarzy w Polsce - zauważył.

Profesor wyraził pogląd, że NFZ nie docenia profilaktyki zdrowotnej, a ma ona pierwszorzędne znaczenie. Zilustrował to przykładem z Niemiec, gdzie po wprowadzeniu zakazu palenia w miejscach publicznych nastąpił spadek zawałów w grupie mężczyzn w wieku 30-45 lat o 15 proc. (Zobacz też wypowiedź prof. Mirosława Jabłońskiego dla Rynku Zdrowia: kliknij).

Z uwagą o niedocenianiu przez NFZ roli działań prozdrowotnych nie zgodził się Krzysztof Tuczapski, dyrektor Lubelskiego Oddziału Wojewódzkiego NFZ.
- Fundusz nie jest kreatorem polityki zdrowotnej, tym zajmuje się Ministerstwo Zdrowia i samorządy terytorialne różnego szczebla. To na organach samorządu leży zadanie ochrony zdrowia w regionach. Jest wiele samorządów np. miasta Zamość i Chełm, czy powiat hrubieszowski, które prowadzą aktywną politykę w tym zakresie - podkreślił. Zaznaczył, że jednak Fundusz prowadzi działania prozdrowotne, ale nie są one popularne wśród społeczeństwa.


Dyrektor NFZ w Lublinie odniósł się też m.in. do projektów związanych z decentralizacją Funduszu. Powiedział, ze decentralizacja jest lepsza od centralizacji, bo regionalne struktury Funduszu zyskują większą decyzyjność i odpowiedzialność. - Pacjent odnosi wtedy większą korzyść, gdyż to płatnik ma dużą wiedzę o epidemiologii w regionie i wie na co powinny być przeznaczane pieniądze z kontraktów - zauważył. Dodał, iż nie bez znaczenie jest także to, że politykę zdrowotną będzie kreował wojewoda przy współudziale samorządów.

Krzysztof Tuczapski omawiając finansowanie świadczeń opieki zdrowotnej w regionie zwrócił uwagę, że ostatnie kontraktowanie, w przeciwieństwie do konkursów w ubiegłych latach, miało spokojny przebieg i szybko zostało zakończone.
 (Zobacz też wypowiedź dyrektora Krzysztofa Tuczapskiego dla Rynku Zdrowia: kliknij).

Kontraktowanie i wyceny świadczeń
Do wyników kontraktowania odnieśli się m.in. dyrektorzy szpitali klinicznych - dr Marian Przylepa z Samodzielnego Publicznego Szpitala Klinicznego nr 4 w Lublinie, a także dr Jerzy Szarecki z Dziecięcego Szpitala Klinicznego w Lublinie. Podkreślili, że szpitale kliniczne, którymi kierują nie należą do grupy zadłużonych placówek. Dyr. Jerzy Szarecki wskazał, że z niecierpliwością oczekuje na podniesienie wyceny świadczeń w szpitalach dziecięcych, co zapowiadał minister Bartosz Arłukowicz.

Jerzy Szarecki przedstawił historię wycen w pediatrii, by dowieść, że niedoszacowanie procedur wysokospecjalistycznych w tej dziedzinie nie jest sprawą nową i nie wypłynęła ona nagle w ubiegłym roku w związku z ujawnieniem olbrzymiego zadłużenia CZD.

- Od 2006 roku wysokospecjalistyczna pediatria uzyskiwała niższe wartości wycen świadczeń. W 2008 roku wprowadzono jednorodne grupy pacjentów, w wyniku czego straciła kolejne 15 procent na wycenach. Od tamtego czasu decydenci wiedzą, że mamy niedoszacowanie świadczeń wysokospecjalistycznych - stwierdził dyrektor Szarecki i przypomniał, że już w październiku 2008 r. dyrektorzy polskich szpitali pediatrycznych powołali ogólnopolski zespół negocjacyjny, który obradował w CZD z udziałem konsultantów z dziedzin związanych z pediatrią - w sumie było to ok. 30 osób.

Wspomniany zespół pracował przez kilka miesięcy nad propozycjami zmiany wycen ponad 90 procedur w wysokospecjalistycznej pediatrii, w propozycjach uwzględnił zalecenia Ministerstwa Zdrowia i NFZ. - Efekt tej pracy był żaden, no może poza niewielkimi zmianami w zakresie onkologii i hematologii dziecięcej - ocenił dyrektor Szarecki. - W grudniu ubiegłego roku zostaliśmy zaproszeni do centrali NFZ, by omówić sprawę niedoszacowania - kontynuował. - Przyjechali ci sami dyrektorzy, którzy wcześniej pracowali w zespole negocjacyjnym. Tym razem jednak inicjatywa wyszła od MZ i NFZ. Czekamy na efekt tych rozmów - podsumował.

Szpitale kliniczne - kiedy ustawa?
W dyskusji przewinął się też wątek oczekiwanej ustawy o szpitalach klinicznych. Dyrektor Marian Przylepa zwrócił uwagę, iż w ustawie o działalności leczniczej z 15 kwietnia 2011 roku poświęcono znacznie mniej miejsca szpitalom klinicznym niż w ustawie o ZOZ-ach, która obowiązywała do tej pory. Wskazał na konieczność wprowadzenia odrębnej regulacji spraw związanych z funkcjonowaniem tego typu placówek i zapewnienia im odpowiedniego finansowania. Statystycznie stanowią one niewielki procent wśród wszystkich szpitali (43 kliniczne na pond 800 lecznic). Jednakże ich rola jest inna.

- Są to placówki, na które nałożono dodatkowe obowiązki wynikające z tego, że uczelnie medyczne wykonują swoje zadania na bazie tych szpitali - stwierdził. To nie jest działalność służby zdrowia, którą powinien finansować NFZ - ocenił. Jego zdaniem środki na ten cel powinno zapewnić Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

Odnosząc się do pomysłów dotyczących formy prawnej, w jakiej mają funkcjonować, zauważył, że ostatnio pojawiają się koncepcje, by te szpitale stawały się tzw. spółkami strategicznymi, w których rozdzielona byłaby działalność lecznica (finansowana przez NFZ) od działalności naukowej, dydaktycznej i badawczej (finansowanych z dodatkowych, wydzielonych środków). - Właśnie trwa dyskusja, co ile kosztuje. - W zarządzanym przeze mnie szpitalu 20 proc. budżetu przeznaczamy na kilka tysięcy studentów, którzy codziennie uczą się w szpitalu i na 218 rezydentów oraz specjalizujących się u nas lekarzy. Tych kosztów biedna uczelnia nie jest w stanie wziąć na siebie, a to obciąża to budżet szpitala.

W przekonaniu dyrektora Mariana Przylepy ustawa o szpitalach klinicznych raczej nie powstanie. A jeśli będzie, to istnieje obawa, że sprowadzi się do zmiany szyldu i określenia szpitala klinicznego jako spółki strategicznej. - Musi być zagwarantowane prawnie zabezpieczenie finansowe dla szpitali klinicznych. Chcemy wiedzieć jaki są fundamenty, na których działamy - apelował.

Podatki i ubezpieczenia
Podczas sesji poświęconej finansowaniu lecznictwa w regionie, zwrócono uwagę, że co prawda w woj. lubelskim tylko pojedyncze szpitale są prowadzone w formie spółek, niemniej rygory narzucane przez ustawę o działalności leczniczej powodują, że część samorządów musi brać pod uwagę ewentualne przekształcenie w przyszłości.

Jak zauważył Dariusz Strojewski, członek zarządu M.W. Trade SA, kierowanie jednostką ochrony zdrowia po przekształceniu ma swoje plusy i minusy, które muszą brać pod uwagę zarządzający.

- Istotnie jest tak, że prawo sytuuje spółkę, jako podmiot działający w celach komercyjnych, nawet w sytuacji, gdy jest ona powoływana dla realizacji innych zadań, w tym związanych z ochroną zdrowia. Są wyroki NSA, które podkreślają, że spółka powinna przynosić zysk - mówił wskazując na założenia trudne czasami do pogodzenia z realizowaniem misji leczenia obywateli. Wśród plusów prowadzenia szpitala w formie spółki wymienił natomiast m.in. możliwości decyzyjne zarządu oraz faktycznie ograniczoną możliwość wpływania innych organów spółki na jej zarząd. Spółce też łatwiej uzyskać kredyt, gdyż banki widzą w niej zdecydowanie bardziej wiarygodnego partnera niż w SPZOZ.

Z ze szczególnym zainteresowaniem spotkała się ta część  wystąpienia, w której Dariusz Strojewski sygnalizował, iż w miarę upływu czasu rozstrzygania wymagają kwestie sporne lub wątpliwe dotyczące podatków w spółkach prowadzących szpitale. Szpital jako spółka podlega reżimowi PIT, CIT, VAT. - W związku z nowym statusem jednostki medycznej pojawiają się wątpliwości między innymi co do opodatkowania nadwykonań, bo czy nierefundowane przez NFZ koszty stanowią tzw. KUP? Czy dotacja podlega podatkowi od przychodu? - stawiał pytania ekspert.

Fragment dyskusji dotyczył ubezpieczeń  dodatkowych szpitali. Lecznice od 1 stycznia 2014 r. będą objęte obowiązkiem posiadania polis ubezpieczenia na rzecz pacjentów z tytułu zdarzeń medycznych. Pewien obraz skali roszczeń  dają statystyki przedstawiane przez komisje wojewódzkie ds. orzekania o zdarzeniach medycznych. Jak podała Izabela Tatulińska, menedżer Biura Ubezpieczeń, kierownik Zespołu Zdrowie EIB SA z tych danych wynika, że w całym 2012 roku do komisji wojewódzkich wpłynęły 404 wnioski pacjentów. Na Lubelszczyźnie było ich tylko 11, czyli zaledwie ok. 3 proc. wszystkich zgłoszonych w kraju.

W woj. lubelskim pacjenci najczęściej składali wnioski zawierające roszczenia z tytułu uszkodzenia ciała i rozstroju zdrowia - jeden wniosek na kwotę 50 tys. zł., trzy na kwotę 100 tys. zł. Zakażenia lub zakażenia wraz z rozstrojem zdrowia dotyczyły 3 wnioski na kwoty od 20 do 100 tys. zł.

Jak przypomniała Izabela Tatulińska, od stycznia 2014 suma ubezpieczenia szpitala będzie uzależniona od liczby łóżek. Jednemu łóżku przypisano tu kwotę 1 tys. zł, wymóg minimalny jest taki, że suma ubezpieczenia nie może być niższa niż 300 tys. zł. co oznacza, iż taką kwotę zapłacą nawet te szpitale, które mają mniej niż 300 łóżek. - W przypadku szpitala posiadającego certyfikat akredytacyjny suma ubezpieczenia może być pomniejszona o 10 procent. Wprowadzono też inne mechanizmy różnicowania składki np. zagregowaną franszyzę integralną i określenie udziału własnego - tłumaczyła ekspert.

Jarosław Fedorowski, prezes Polskiej Federacji Szpitali i członek prezydium Europejskiej Federacji Szpitali HOPE opowiadał o przygotowaniach do rozpoczęcia działalności nowej grupy ubezpieczeniowej. Mogłaby ona zaoferować szpitalom tańsze ubezpieczenia OC i od zdarzeń niepożądanych niż te, które oferuje obecnie PZU. W jej skład wejdą m.in. brytyjskie i amerykańskie konsorcja brokersko-ubezpieczeniowe.

- Od 2010 do 2011 szpitale członkowskie zgłosiły nam, że nowe stawki ubezpieczenia wzrosły nieproporcjonalnie w stosunku do szkodowości, a także wskaźnika inflacji. Po zakończeniu okresu ubezpieczeniowego 2007-2010 szpitale otrzymały nowe propozycje w trybie przetargowym, te polisy OC były od 5 do 9 razy wyższe - mówił Jarosław Fedorowski odwołując się do raportów Polskiej Federacji Szpitali. Jak tłumaczył zaproponowanie lecznicom atrakcyjnego ubezpieczenia byłoby możliwe dzięki dostępowi do międzynarodowego rynku ubezpieczeniowego, a także dzięki gwarancji likwidacji szkód poprzez zarządzanie ryzykiem według europejskich i amerykańskich standardów.

Farmaceuta? Najlepiej kliniczny
Kolejna z sesji dotyczyła gospodarowania lekami w szpitalu. Jak podkreślił Mariusz Miszczuk, zasiadający w komisji ds. aptek szpitalnych Okręgowej Rady Aptekarskiej w Lublinie, apteka powinna być traktowana jako jedna z podstawowych komórek organizacyjnych szpitala ze m.in. ze względu na bezpieczeństwo leczenia. - Wiele w tej materii zależy od dyrektorów lecznic - zaznaczył, odnosząc się krytycznie do pojawiających się opinii, iż usługi apteki można kupić, zamiast utrzymywać taką komórkę w szpitalu. Jak dodał, w żadnym szpitalu w kraju do tej pory tak nie postąpiono, ale pojawianie się i takich pytań dowodzi, że farmaceuci szpitalni wciąż muszą walczyć o swoją pozycję.

Marian Przylepa, dyrektor naczelny Szpitala Klinicznego nr 4 w Lublinie, przekonywał, że zarządzający jednostkami leczenia stacjonarnego nie mogą nie doceniać roli farmaceutów w szpitalu. Na leki szpitale wydają od 8 do 12 proc. swoich środków, a farmaceutom dołożono jeszcze gospodarkę sprzętem jednorazowego użytku, endoprotezami, płynami. - W ich rękach jest nawet 30 proc. środków, jakie przepływają w szpitalnym budżecie - zaznaczał dyrektor.

Dodał: - Chyba mamy kłopot z należytą oceną roli farmaceuty szpitalnego i zarazem duże kompleksy, bo kiedyś apteka szpitalna była postrzegana, jako komórka funkcjonująca eksterytorialnie, dział zaopatrzenia. Mnie też się marzy model organizacji pracy, w którym do oddziałów przypisany byłby farmaceuta, najlepiej kliniczny, doradzający lekarzom w stosowaniu leków. Ale my, dyrektorzy, cały czas jesteśmy pod presją restrukturyzacji i oszczędności, w tym w zatrudnieniu.

Jak podkreślił, prawidłowo funkcjonujący komitet terapeutyczny, w którym farmaceuta powinien pełnić rolę podstawową, jest tym elementem w strukturze szpitala, który pozwala w pełni docenić rolę farmaceutów i znacznie wiedzy jaką dysponują.

O tym, jak cenna może się okazać dla szpitala taka wiedza przypomniał ekspert prawa medycznego Rafał Janiszewski zwracając uwagę, iż lekarze stosują leki out off label nierzadko o tym nie wiedząc.

Szpital nie może nabywać leków refundowanych drożej niż cena wyznaczona na liście przedstawionej przez ministra zdrowia. Pojawiają się na niej najtańsze generyki. - Dokument rejestracyjny takiego leku może być znacznie zubożony, co oznacza, że ten generyk nie posiada wskazań do stosowania takich jak lek oryginalny - tłumaczył ekspert, jako jeden z przykładów podając antybiotyk amoksycylinę z kwasem klawulanowym; wskazania dla najtańszego leku zawierającego te substancje wyraźnie różnią się  od tych dla produktu oryginalnego.

Współpraca ze szpitalnym farmaceutą posiadającym narzędzie przekazania informacji jakim jest receptariusz pozwala podać uwagi dotyczące braku wskazania. - Farmaceuta może nawet przygotować specyfikacje, w których przewidzi skalę rozpoznań, w jakich jednak trzeba zastosować inny lek. Pozwala nam na to ustęp drugi artykułu 9 ustawy refundacyjnej, kiedy cena leku nie jest ceną bezwzględną dla substancji międzynarodowej, lecz uwzględniającą dawkę DDD - wskazywał mec. Janiszewski.

Nadchodzą biosymilary
Interesującym wątkiem poruszanym podczas dyskusji dotyczącej gospodarki lekami były też m.in. wypowiedzi koncentrujące się wokół stosowania tzw. biosymilarów będących następcami oryginalnych leków biologicznych. Jak zaznaczyła prof. Irena Frydecka, kierownik Laboratorium Immunopatologii Instytutu Immunologii i Terapii Doświadczalnej PAN, leki biopodobne nie mogą być traktowane jak generyki i stosowane jako zamienniki referencyjnych leków biologicznych.

Leki biologiczne, w przeciwieństwie do leków uzyskiwanych w drodze syntezy chemicznej, są białkami produkowanymi przez żywe organizmy. Mają ogromnie skomplikowaną budowę. Syntetyczna aspiryna ma masę cząsteczkową wynoszącą 180 daltonów, interferony - 19 tys. daltonów, a przeciwciała monoklonalne - 150 tys. daltonów. Najdrobniejsza zmiana technologii może doprowadzić do powstania produktu o innej charakterystyce. Z tego m.in. powodu brak jest dzisiaj jasnych kryteriów pozwalających na substytucję leków biopodobnych do referencyjnych leków biologicznych.

Prof. Irena Frydecka zwróciła uwagę, że w przypadku innowacyjnych leków biologicznych badanie na ludziach jest prowadzone we wszystkich wskazaniach w jakich ten lek będzie stosowany. - Dla leku biopodobnego są również wymagane badania na materiale ludzkim, ale są one znacznie skrócone i przeprowadzane na mniejszej liczbie pacjentów i w zasadzie w jednym wskazaniu -  wyjaśniała profesor.

Dodała: - Ponieważ lek pierwotny był zarejestrowany w różnych wskazaniach, a badanie kliniczne leku biopodobnego mamy tylko w jednym, pojawia się pytanie czy będzie on również tak samo aktywny w innych wskazaniach i czy nie pojawią się działania niepożądane, głównie powikłania spowodowane immunogennością tego leku. Pytanie wynika stąd, że nie mamy doświadczenia w stosowaniu leków biopodobnych, takich jak w przypadku leków referencyjnych.

Bezpieczeństwo przede wszystkim
Uczestnicy dyskusji zwrócili uwagę, że Europejska Agencja Leków (EMA) nie bez powodu wymaga dokładnego monitorowania działań niepożądanych przy stosowaniu leków biopodobnych. - EMA daje wytyczne nacechowane ostrożnością, uczulające kraje na sposób podejmowania decyzji prawnych dotyczących wprowadzania biosymilarów - mówił Rafał Janiszewski. W krajach Ameryki Południowej i np. w Indiach są już produkowane pierwsze leki biopodobne stosowane w reumatologii. - Te leki nie przeszły procedur rejestracyjnych EMA i u nas ze względów bezpieczeństwa nie mogą być stosowane - podkreśliła prof. Frydecka.

Jak potwierdził dr Marcin Mazurek z Kliniki Reumatologii i Układowych Chorób Tkanki Łącznej Uniwersytetu Medycznego w Lublinie, nawet niewielkie zmiany w strukturze leku biodpodobnego mogą mieć kolosalne znaczenie, stąd uzasadnione obawy co do bezpieczeństwa stosowania biosymilarów oraz pytanie o skuteczność działania. - Dlatego mając do wyboru lek referencyjny i lek biopodobny wybrałbym lek oryginalny - przyznał. Wskazał też jednak, że wprowadzaniu biosymilarów towarzyszą obostrzenia pewnych procedur. - W przeciwieństwie do leku generycznego muszą one przejść wszystkie fazy badania klinicznego od pierwszej do czwartej - mówił specjalista. Jak podał, ze wstępnych szacunków wynika, że biosymilary mogą się okazać od 10 do 20 proc. tańsze niż leki referencyjne.

Pieniądze na inwestycje
Kolejna sesja poświęcona była inwestycjom w placówkach medycznych województwa lubelskiego i źródłom ich finansowania. W tym zakresie regionalnym liderem jest Samodzielny Publiczny Szpital Kliniczny nr 4 w Lublinie. Jako szpital kliniczny nie korzysta on jednak ze środków regionalnych, ma natomiast dostęp do programów centralnych. - Udało nam się w ostatnich latach podpisać umowy na blisko 100 mln zł - mówił Krzysztof Skubis, zastępca dyrektora ds. ekonomicznych szpitala i wyliczał najważniejsze inwestycje zrealizowane z tych pieniędzy (m.in. modernizacja bloku operacyjnego neurochirurgii, przebudowa oddanego niedawno do użytku SOR).

- Dostaliśmy pieniądze na centrum urazowe i na centrum inwazyjnej diagnostyki i chirurgicznego leczenia raka płuca, a ostatnio w ramach projektu indywidualnego otrzymaliśmy z środków unijnych ponad 34 mln zł na ponadregionalne centrum zabiegowe z uwzględnieniem leczenia operacyjnego schorzeń onkologicznych - opowiadał. Dodał, że poważnym wyzwaniem było zgromadzenie środków własnych, ale udało się zabezpieczyć 22 mln zł.
Szpital Kliniczny nr 4 w Lublinie korzysta z usług zewnętrznej firmy, która przygotowuje wnioski. Płaci jej w dwóch transzach - gdy projekt zostanie formalnie przyjęty i wtedy, gdy lecznica dostanie już dofinansowanie. - Dzięki temu firma jest bardziej zainteresowana końcowym sukcesem szpitala - zauważył Skubis.

Outsourcing - kiedy przydatny?
Przekazywanie różnych zadań zewnętrznym firmom to powszechna praktyka. W czasie dyskusji zastanawiano się, jakie powinny być granice outsourcingu, to znaczy, co można oddać zewnętrznej firmie, a co należy bezwzględnie zachować dla siebie. Wskazywano, że zewnętrznym podmiotom powierza się prowadzenie nawet całych oddziałów szpitalnych.

- Przesadą jest outsourcingowanie działalności medycznej, czyli tego, do czego jesteśmy powołani - stwierdził Jarosław Fedorowski, prezes Polskiej Federacji Szpitali, który wspomniał również, że pracując w kilku szpitalach amerykańskich nie spotkał się z tym, by outsourcingowały cokolwiek. Podobnie było w brytyjskich szpitalach, w których pracował jako lekarz.

- Szpital nie powinien zajmować się działalnością pozamedyczną - uznał natomiast Rafał Wójcik, prezes zarządu DGP Laundry Partner, spółki która od ponad 20 lat świadczy usługi outsourcingowe. - Moim zdaniem należy iść w tym kierunku, żeby sprzątanie, ochronę, żywienie wydzielać na zewnątrz - powiedział. Zwrócił uwagę, że dzięki temu, że jego firma działa w całej Polsce, może korzystać z efektu skali i oferować konkurencyjne ceny.

Zgodził się z poglądem Marii Gadomskiej, zastępcy dyrektora ds. administracyjnych i technicznych z Samodzielnego Publicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej w Parczewie (szpital od 12 lat korzysta z usług zewnętrznych firm), że kryterium wyboru firmy outsourcingowej powinna być nie tylko cena, ale także jakość oferowanych usług. - Podejście zamawiającego, że ocenia firmę pod względem stabilności, jakości, referencji, sposobu organizacji pracy, przygotowania planu higieny jest bardzo dobrym kierunkiem, bo daje szpitalowi szansę wyboru najpewniejszej oferty - stwierdził Wójcik.

Dylemat jakość czy cena powrócił też w kontekście dyskusji o zamówieniach publicznych. Dyrektorzy szpitali zgodnie przyznawali, że przy wyborze ofert wciąż najważniejsza jest niska cena. Dzieje się tak m.in. za sprawą instytucji kontrolnych, które szczególną uwagę przywiązują właśnie do tego elementu. - Jeżeli ma się w porządku procedurę przetargową i cenę, to o resztę nie trzeba się martwić - zacytowała wypowiedź jednej z osób kontrolujących szpital w Parczewie Maria Gadomska.

Szczegółowa relacja z konferencji z wypowiedziami wszystkich uczestników sesji - już wkrótce w kwietniowym wydaniu magazynu Rynek Zdrowia.

ZAKRES TEMATYCZNY

Agenda konferencji

PARTNERZY

  • Sponsor Główny

  • Partner

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH