RELACJA

Wprowadzanie pakietu onkologicznego, przekształcenia szpitali oraz coraz bardziej dostrzegalny niedostatek kadr pielęgniarskich - były dominującymi tematami dyskusji podczas Regionalnego Spotkania Menedżerów Ochrony Zdrowia w Gdańsku (11 marca 2015 r.).

W Spotkaniu udział wzięło ponad 170 osób, wśród nich dyrektorzy największych szpitali w woj. pomorskim, lekarze, przedstawiciele Narodowego Funduszu Zdrowia, władz samorządowych, Okręgowej Izby Pielęgniarek i Położnych, a także eksperci rynku medycznego.

Na Pomorzu w spółki przekształcono już 11 szpitali marszałkowskich. - Przekształcenia pokazały, że były potrzebne, bo wyniki finansowe szpitali poprawiły się - mówiła Hanna Zych-Cisoń, członek zarządu województwa pomorskiego. Potwierdziła jednocześnie, że urząd marszałkowski rozważa przekształcenie Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego im. J. Korczaka w Słupsku.

Przekształcenia i fuzje

Jak zaznaczyła wicemarszałek Hanna Zych-Cisoń, samorząd wojewódzki przygotowuje szpitale do kontraktacji świadczeń. Elementem tych przygotowań jest łączenie szpitali, a w ich ramach także oddziałów tej samej specjalności, tak aby nie konkurowały ze sobą, ale dysponowały większym potencjałem. Taki był m.in. cel połączenia Szpitala Morskiego w Gdyni-Redłowie ze śródmiejskim Szpitalem Św. Wincentego a Paulo Sp. z o.o. w Gdyni. Po fuzji obie jednostki tworzą Szpitale Wojewódzkie w Gdyni Sp. z o.o.

Wicemarszałek przyznała, że decyzja o przeniesieniu kardiologii ze Szpitala Morskiego do szpitala Św. Wincentego wzbudza kontrowersje, jednak jej zdaniem jest dobrze uzasadniona. W pierwszym ze szpitali działa oddział kardiologii nieinwazyjnej, natomiast w drugim istnieje kardiologia inwazyjna i nieinwazyjna. - Połączenie tych oddziałów zwiększy możliwości udzielania specjalistycznych świadczeń, nie doprowadzi do likwidacji ani jednego łóżka - zapewniała.

Przekonany do tej koncepcji jest też Janusz Boniecki, prezes zarządu Szpitali Wojewódzkich w Gdyni Sp. z o.o., gdyż - jak zaznacza - połączenie oddziałów przyniesie oszczędności. - W przypadku kardiologii będzie to oszczędność przynajmniej 1,5 mln zł w skali roku, przy jednoczesnym poprawieniu jakości świadczeń - mówił.

Z kolei Andrzej Sapiński, dyrektor Wojewódzkiego Szpital Specjalistycznego im. J. Korczaka w Słupsku, mówiąc o najbliższych planach wobec tej jednostki podał, że nie ma ona zobowiązań wymagalnych, ale odnotowuje ok. 60 mln zł straty. Szpital zachowuje płynność finansową i nie jest ona dzisiaj zagrożona, jednak - zdaniem dyrektora - tam formuła organizacyjno-prawna SPZOZ jest już na wyczerpaniu. Przekształcenie szpitala w spółkę ma usprawnić zarządzanie, wprowadzi też bardziej czytelny podział odpowiedzialności.

- W nas samych, w mentalności, tkwi jeszcze przekonanie, że publiczne zakłady wywodzące się ze struktury państwowej są takimi instytucjami, w których pracownicy ponoszą niewielką odpowiedzialność i nie jest tam wymagane pełne angażowanie się w wydajną pracę - zauważył dyrektor, dodając, że - jak można sądzić - nie ma odwrotu od skomercjalizowanej działalności szpitali.

Pakiet onkologiczny - czy to nadregulacja?
Podczas dyskusji dotyczącej pierwszych wniosków płynących z wdrażania pakietu onkologicznego w woj. pomorskim prof. Jacek Jassem, kierownik Katedry i Kliniki Onkologii i Radioterapii Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku przekonywał, że pakiet jest przejawem nadregulacji w prawie. Przywołał przy tym opublikowany w lutym raport Komisji Europejskiej, który bardzo dobrze ocenia postęp w wielu sferach życia uzyskany przez Polskę, sygnalizując jednak regres tempa zmian wynikający właśnie m.in. z nadmiernej regulacji prawa.

- Umieszczanie w akcie prawnym o randze ustawy zapisów jak ma wyglądać konsylium lekarskie czy jak długo chory ma czekać w kolejce jest nieporozumieniem. Takie kwestie można rozstrzygać na poziomie umowy NFZ ze świadczeniodawcą - stwierdził profesor, odnosząc się do celowości wprowadzania pakietu. Ocenił, że pakiet wymaga resetu i "powinno w nim pozostać 5 proc. zapisów".

Profesor powtórzył wcześniej wypowiadany pogląd, że w pakiecie nie ma mechanizmów kontrolujących jakość leczenia, poza czasem wykonania świadczeń diagnostycznych, określonym na 9 tygodni: - Ale to jest przykład myślenia życzeniowego, bo najpierw trzeba stworzyć warunki, żeby możliwa była realizacja procedury w takim czasie.

Jak przekonywał, pakiet nie spełni oczekiwań. Wynika to z błędnego założenia przyjętego przy wprowadzeniu leczenia bezlimitowego w onkologii. - Stworzono ogromny system dodatkowego nadzoru, kontroli, egzekwowania kar, po to żeby uzyskać efekt zwiększenia liczby świadczeń o parę procent. Stwórzmy standardy wiążące dla płatnika i świadczeniodawcy, przestrzegajmy ich i to już bardzo poprawi jakość - mówił prof. Jacek Jassem.

Dowodził, że pakiet tworzy poważne problemy biurokratyczne przede wszystkim dla klinik, a nie dla lekarzy POZ, gdyż - według szacunkowych wyliczeń profesora - jeden lekarz pierwszego kontaktu kartę DiLO będzie wypełniał raz na 2 tygodnie. Natomiast w klinice jest leczonych kilka tysięcy nowych przypadków rocznie.

- Na każde konsylium muszę delegować radioterapeutę i onkologa klinicznego, tych konsultacji jest już tyle, że specjaliści ustawicznie powinni przesiadywać na konsultacjach. Jesteśmy na początku pakietu, trudno wyobrazić sobie co się będzie działo w apogeum, pakiet stwarza gigantyczną biurokratyczną barierę dla wykonywania pracy lekarskiej - stwierdził prof. Jacek Jassem.

Ewa Książek-Bator, dyrektor naczelny Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku uznała, że w przypadku zarządzanego przez nią szpitala pakiet onkologiczny nie ułatwił, ale utrudnił leczenie pacjentów, zaburzając wypracowane w szpitalu dobre standardy postępowania z chorym onkologicznym. Zwracała też uwagę na zawirowania wokół finansowania leczenia takich pacjentów: - Kredytujemy NFZ - mówiła dyrektor.

O kartach DiLO i rozliczeniach

Andrzej Zieleniewski, dyrektor naczelny Szpitala Specjalistycznego im. Floriana Ceynowy w Wejherowie zwrócił uwagę, że pakiet był wprowadzany bardzo szybko, stąd sygnalizowane kłopoty z wypełnianiem kart diagnostyki i leczenia onkologicznego (DiLO). Mając wprawę, lekarze wypełniają kartę poświęcając na to w granicach ok. 20 minut.

- Nadal jednak nie zawsze udaje się tę kartę wypełnić, bo niepełny jest indeks miejscowości, jeśli nie ma jej w wykazie, nie możemy zrobić kolejnego kroku - tłumaczył dyr. Zieleniewski. - Wielokrotnie musimy podawać numer pesel, nip, podczas gdy nam się wydawało, że program powinien być przyjazny lekarzowi. Nie bardzo też wiadomo, gdzie jest oryginał karty DiLO - wymieniał kolejne dostrzeżone mankamenty.

Andrzej Sapiński zauważył, że szpitale nie wykorzystują pieniędzy z pakietu onkologicznego. - Żeby uzyskać te pieniądze musimy mieć ostateczne rozpoznanie, czyli zwykle rozpoznanie histopatologiczne, które najczęściej pojawi się kiedy pacjent jest już w domu. Dlatego wyczerpujemy limity onkologiczne, które nam zostały stworzone poza pakietem; stanowią w granicach 30 - 40 proc. limitów jakie mieliśmy na te zadania poprzednio - przedstawiał sytuację. Powoduje ona, że za wykonane w ten sposób nadlimity szpital pieniędzy może długo nie otrzymać. - Chyba, że ze strony NFZ dojdzie do alokacji środków i przeniesienia na typowe świadczenia onkologiczne - zaznaczył.

Janusz  Boniecki też uznał, że pakiet jest przeregulowany. - Należałoby przeanalizować jaka jest liczba chorych onkologicznie i określić czy NFZ będzie stać, żeby te procedury zostały potraktowane jako nieimitowane, tak jak jest z porodami - rozważał. Jak przyznał, jako zarządzający szpitalem, też nie miał pewności co do tego, jak zostaną rozliczone procedury poza pakietem. - Były obietnice i one zostały zrealizowane. Styczeń mamy rozliczony i mam nadzieję, że tak będzie w kolejnych miesiącach - mówił.

Małgorzata Paszkowicz, dyrektor Pomorskiego Oddziału Wojewódzkiego Narodowego Funduszu Zdrowia, omawiając wprowadzanie pakietu widziane z perspektywy płatnika, zauważyła, że Pomorze jest tym regionem w kraju, w którym lekarze podstawowej opieki zdrowotnej wydają wyjątkowo dużo kart diagnostyki i leczenia onkologicznego (DiLO).

- W tym zakresie już realizujemy pakiet onkologiczny zgodnie z zamierzeniami ustawy. Do 10 marca wydano pacjentom prawie 3 tys. kart DiLO, z czego ponad 60 proc. w POZ, podczas gdy w kraju większość kart jest wystawiania na etapie lecznictwa szpitalnego - mówiła.

Dyrektor POW NFZ podała, że w styczniu pacjentów leczonych w ramach pakietu faktycznie było znacznie mniej niż tych leczonych poza tzw. szybką ścieżką. Taka sytuacja wymagała wprowadzenia pilnych zmian w założonym wcześniej finansowaniu.

- Na sygnały płynące ze szpitali zareagowaliśmy najszybciej jak się dało, dokonując po pierwszym miesiącu przesunięć i zwiększając finansowanie świadczeń realizowanych poza pakietem - wyjaśniła Małgorzata Paszkowicz, dodając, że wprowadzanie pakietu onkologicznego jest trudnym zadaniem także dla płatnika.

Czy zabraknie pielęgniarek

Cześć dyskusji podczas konferencji dotyczyła pogłębiającego się braku pielęgniarek i położnych. Jak poinformowała Anna Wonaszek, przewodnicząca Okręgowej Rady Pielęgniarek i Położnych w Gdańsku, w 2014 r. w woj. pomorskim wpisano do rejestru 50 pielęgniarek. W tym samym jednak czasie w Okręgowej Izbie Pielęgniarek i Położnych wydano 100 zaświadczeń osobom wyjeżdżającym do pracy za granicą; na emerytury odeszło 178 pielęgniarek i położnych.

- Zatem liczba pielęgniarek trafiających do naszego systemu ochrony zdrowia jest mniejsza niż liczba odchodzących z niego - konkludowała przewodnicząca ORPiP.

Zdaniem Anny Wonaszek zasadniczym powodem widocznych już braków kadrowych w oddziałach szpitalnych jest coraz mniejsza atrakcyjność zawodu pielęgniarki i położnej wynikająca m.in. z niskich zarobków. - Ministerstwo Zdrowia nie chce zająć się systemowym uregulowaniem zasad wynagradzania pielęgniarek i przerzuca problemy z tym związane na prezesów i dyrektorów szpitali - stwierdziła przewodnicząca ORPiP w Gdańsku.

Jak tłumaczyła, pielęgniarki domagają się też określenia norm zatrudnienia i czasu pracy w taki sposób, by mogły w pełni zapewnić bezpieczeństwo pacjentom. - Faktycznie, przy rosnących obowiązkach normy są określane takie, na jakie stać prezesów czy dyrektorów szpitali - przekonywała.

Dyrektorzy szpitali widzą szanse na poprawę zarobków pielęgniarek, ale - jak podkreślali - trzeba w tym celu dokonać zmian w organizacji pracy. - Będziemy chcieli umocować pielęgniarki wyżej w strukturze, tak by miały większe kompetencje, ale wiązałoby się to z większymi oczekiwaniami - zaznaczył Janusz Boniecki. Zdaniem Andrzeja Sapińskiego jednak to normy zatrudnienia są hamulcem dla podnoszenia wynagrodzeń. Według niego potrzebny jest kompromis. - Jest pole do negocjacji, spróbujmy odstąpić od norm zatrudnienia i uzgadniajmy je w taki sposób, by były do akceptacji dla jednej i dla drugiej strony - proponował.

Z kolei Andrzej Zieleniewski uznał, że nawet ewentualne szersze proponowanie pielęgniarkom pracy na umowach cywilno-prawnych też nie zmniejszy niedostatków kadrowych, bo takie zabiegi nie będą miały wpływu na odmłodzenie kadry. Zarówno jego zdaniem, jak i Ewy Książek-Bator, konieczne są zmiany systemowe. - Nie zwalniajmy z tego obowiązku ministerstwa, ponieważ ochrona zdrowia jest sektorem publicznym - apelowała Anna Wonaszek.

Banki bardziej łaskawe
Kolejny z wątków dyskusji dotyczył możliwości racjonalizowania szpitalnych kosztów, w tym kredytowania zakupów sprzętu i inwestycji. Jak zauważył Dariusz Strojewski członek zarządu MW Trade SA wynikiem sytuacji makroekonomicznej jest spadek stóp procentowych, co spowodowało, że np. odsetki ustawowe i podatkowe są na wyjątkowo niskim poziomie. W konsekwencji szpitale ponoszą niższe koszty z tytułu opóźnień w spłacie zobowiązań. Rośnie też skłonność dostawców do udzielania dłuższych kredytów kupieckich.

Ekspert podkreślił, że widać wyraźny trend wzrastającego zainteresowania banków sektorem szpitalnym, który nie jest już uważany za obszar szczególnego ryzyka. Banki oferują coraz korzystniejsze warunki kredytowania, jeśli chodzi o koszty; finansują szpitale bez potrzeby uzyskiwania gwarancji czy poręczeń od organizacji założycielskich. - Można dostrzec, że sięganie po finansowanie bankowe też pozwala szukać oszczędności, szczególnie w zakresie kosztów wieloletniego finansowania złych długów - ocenił.

Te spostrzeżenia pośrednio potwierdzili dyrektorzy szpitali. - Jest tak doskonały czas na sięganie po kredyty, że rozważamy nawet czy zamiast negocjować z wierzycielami nie pójść do banku po stosunkowo tani kredyt i w ten sposób rozwiązać problem przeterminowanych zobowiązań - wyjawił Dariusz Kostrzewa, prezes zarządu COPERNICUS Podmiot Leczniczy Sp. z o.o. w Gdańsku. Janusz Boniecki podzielił się natomiast uwagą, że pieniądz jest aktualnie tani, ale taki nie będzie wciąż. - Zaciągając kredyt na wiele lat należy liczyć się z bardzo wyraźnym wzrostem oprocentowania - prognozował.

Mówiąc o kredytach długoterminowych Paweł Chodyniak, prezes zarządu Szpitala Specjalistycznego w Prabutach Sp. z o.o zaznaczył, że przy podejmowaniu decyzji o zaciągnięciu kredytu oczywiście najważniejszym kryterium jest koszt, ale istotne jest również ryzyko związane z zażądaniem zwrotu kredytu. - Im bank oferuje niższą cenę kredytu, tym bardziej obwarowuje go wskaźnikami, które ma dana placówka osiągać czy też innymi zapisami mogącymi powodować ryzyko postawienia kredytu w stan natychmiastowej wymagalności - poddawał pod rozwagę.

Tomasz Sławatyniec, prezes zarządu Szpitala Dziecięcego Polanki im. M. Płażyńskiego w Gdańsku Sp. z o.o. zauważył natomiast, że na rynku coraz bardziej aktywne są instytucje finansowe, które proponują rozwiązania tzw. przystąpienia do długu, co również daje korzyści dla szpitala. Wynikają one stąd, że takie usługi są rzeczywiście niżej oprocentowane niż odsetki ustawowe, których żądają wierzyciele. - Kiedyś te firmy prowadziły działalność opartą na handlu szpitalnymi długami. Dzisiaj ich propozycje dotyczące pieniądza oferowanego na rozsądnych warunkach też poddajemy poważnym rozważaniom, bo tych pieniędzy potrzebujemy - mówił prezes.

Kiedy outsourcing
Dyskusja o możliwości racjonalizacji kosztów ponoszonych przez szpitale dotyczyła też outsourcingu. Maciej Tarasiuk, dyrektor sprzedaży i usług szpitalnych CitoNet TZMO SA przekonywał, że warto poszukiwać partnerów biznesowych wśród firm, które w rygorystyczny sposób podchodzą do produkcji wyrobów medycznych czy świadczenia usług outsourcingowych.

- Jeśli usługodawca przestrzega wszystkich norm, dba np. by posiadać walidację sterylizacji czy procesów pralniczych można podnosić w szpitalu bezpieczeństwo w zakresie ograniczania ryzyka epidemiologicznego, zakażeń szpitalnych, co pozwala uniknąć niepotrzebnych kosztów - argumentował.

Jak dodawał dostarczanie niektórych wyrobów medycznych może też wymuszać przestrzeganie procedur medycznych. Tak jest np. w przypadku dostarczania szpitalom gotowych, odpowiednio ułożonych setów chirurgicznych.

- Taka usługa wspiera bezpieczeństwo prawne szpitala, gdyż doświadczona firma outsourcingowa potrafi rozmawiać z prokuraturą czy innymi instytucjami w procesach sądowych dotyczących zakażeń szpitalnych. Poza tym personel może czuć się bezpieczniej, gdyż część odpowiedzialności związanej w takim wypadku z usługami sterylizacyjnymi przechodzi na firmę - mówił Maciej Tarasiuk. Piotr Barton, ekspert TZMO SA zwrócił z kolei uwagę na cztery zasadnicze kryteria jakimi powinny kierować się szpitale: jakość i bezpieczeństwo, wiarygodność oraz innowacyjność oferowanych rozwiązań.

Mówiąc o zakresie i celowości stosowana rozwiązań outsourcingowych Ewa Książek-Bator powiedziała, że podstawową działalnością szpitala są usługi medyczne i na nich powinien się skupić: - Od realizowania innych usług są wyspecjalizowane firmy, które zrobią to o wiele lepiej z racji swojego doświadczenia i wiedzy, jak również rozwiązań jakościowych które wprowadzają.

Dla dyrektorów outsourcing usług jest przede wszystkim działaniem mającym na celu poprawę wyników finansowych szpitala. - O tym czy zdecydować się na usługi zewnętrzne rozstrzygają 3 elementy: cena, jakość i bezpieczeństwo - mówił Andrzej Zieleniewski. Dariusz Kostrzewa podzielił się spostrzeżeniem, że łatwiej jest nadzorować usługę zewnętrzną niż tę wykonywaną własnymi silami. - Personel chętniej zwróci uwagę, że firma zewnętrzna nie wywiązuje się z zadań, gdyż w grę wchodzi tu inny rodzaj relacji pomiędzy osobami, mamy większą swobodę przy kierowaniu do firmy zewnętrznej uwag i zastrzeżeń - dzielił się spostrzeżeniem.

Dariusz Sławatyniec zaznaczył, że egzekwowanie jakości jest możliwe, wtedy gdy wymagania zapisano drobiazgowo w umowie. Podał przykład: - Spotkaliśmy się z sytuacją, że firma sprzątająca wręcz zaczęła narzekać, że wymagania szpitala są zbyt duże. Odwołaliśmy się jednak do zapisów umowy, rygorystycznie egzekwowaliśmy kary i osiągnęliśmy jakość, która była zadowalająca.

Zdarzenie medyczne - czy potrzebne polisy
W czasie sesji jednym z poruszanych wątków nawiązujących do tematyki kosztów był obowiązek wykupienia przez szpitale dodatkowych polis z tytułu zdarzeń medycznych. Izabela Tatulińska, dyr. dyrektor biura ubezpieczeń klientów medycznych w EIB SA przypomniała, że przygotowywany projekt zmian ustawy o prawach pacjenta nie przewiduje rezygnacji z obligatoryjnego wprowadzenia takiego rozwiązania od stycznia 2016 r.

W oparciu o liczbę wniosków jakie trafiają do tych komisji i wypłacane kwoty odszkodowań można już ocenić jakie jest rzeczywiste ryzyko ponoszone przez szpitale. Od stycznia 2012 r. do 31 października 2014 r. w całym kraju do komisji orzekających wpłynęło 2 208 wniosków, z czego w woj. pomorskim - 151, co plasuje region na 7 miejscu. Jeśli jednak odnieść te dane w proporcji do ilości leczonych pacjentów, to okazuje się, że lokują one Pomorze na 3 miejscu w kraju (za woj. opolskim i kujawsko-pomorskim) pod względem częstości z jaką leczeni skarżą się przed komisjami ds. orzekania o zdarzeniach medycznych.

W województwie pomorskim komisje potwierdziły dotąd zaistnienie 25 zdarzeń medycznych, a 67 roszczeń uznały za niezasadne. Z tego tytułu pacjentom wypłacono odszkodowania na kwotę 306 tys. zł. - Z tej perspektywy widać, że decyzja zarządzających szpitalami, by samodzielnie zmierzyć się z ryzykiem była słuszna - oceniła Izabela Tatulińska.

Ustawodawca zawiesił na 4 lata obowiązek wykupowania dodatkowych ubezpieczeń od zdarzeń medycznych m.in. ze względu na koszty jakie miały ponosić szpitale. Cena polis przedstawiona przez jedynego ubezpieczyciela pod koniec 2011 roku ze względu na trudne do oszacowania ryzyko oscylowała wokół 300-400 tys. zł. - Nadal nie mamy takich pieniędzy i nie wiem, gdzie mielibyśmy je znaleźć skoro wartość punktu wycen procedur stoi w miejscu od 2009 roku. Płacimy już i tak wysokie składki OC i to w te polisy powinno wejść kolejne ubezpieczenie - mówił Andrzej Zieleniewski.

Zdaniem dyrektorów, sądząc po rzeczywistej liczbie zdarzeń i dotychczasowych konsekwencjach finansowych dla szpitali, ryzyko wypłat odszkodowań okazało się znacznie mniejsze. Dlatego ubezpieczenie od zdarzeń medycznych powinno być dobrowolne lub zdecydowanie tańsze. - Po co druga polisa tylko dlatego, że to samo zdarzenie medyczne może mieć teraz dwie formy dochodzenia, przed komisją lub przed sądem - rozważała Ewa Książek Bator, też przekonując, że szpitalom wystarczy jedna polisa OC.

Przekształcenia - już po?
Podczas konferencji jednym z wątków, do których goście również odnieśli się w dyskusji były przekształcenia szpitali. Dariusz Kostrzewa wyraził pogląd, że o ile do dzisiaj pozostał system rygorów ustawy o działalności leczniczej nakazujących samorządom pokrycie stratę szpitala prowadzonego w formie SPZOZ, to zniknął już system zachęt do przekształceń w postaci dotacji.

- Jeśli SPZOZ ma się dobrze, to nie zachęcałbym do komercjalizacji takiego szpitala, bo korzystne efekty ustawy już mamy za sobą. Poza tym jeśli przygotowujemy się do absorbcji środków unijnych, to działalność w formie podmiotu komercyjnego może sprawić kłopot - rozważał.

Jak wspomniał Paweł Chodyniak, z doświadczeń pomorskich i ościennych województw wynika, że najbardziej ryzykowną formułą reorganizacji jest dzierżawa operatorska szpitala, gdyż istnieje obawa, że dzierżawca nie będzie wywiązywał się ze swoich zobowiązań. - Poza tym, jeśli pieniądze z dzierżawy wpływają do organu tworzącego, to nie są wykorzystywane np. do poprawy jakości usług - zauważył.

Ciekawy przykład udanej dzierżawy operatorskiej poza Pomorzem przedstawił natomiast Cezary Gabryjączyk, starosta łaski. W Łasku (woj. łódzkie) o wyborze tej formy zarządzania szpitalem (od 2012 r.), po jego wcześniejszym przekształceniu w spółkę samorządową, zdecydowała struktura 30-milionowego zadłużenia. - Około 20 mln zł zadłużenia stanowiło zadłużenie wymagalne, przede wszystkim zobowiązania cywilno-prawne, które nie mogły być spłacone w oparciu o dotacje z ustawy o działalności leczniczej - tłumaczył starosta.

Jak wyjaśnił, starostwo uzyskało nisko oprocentowaną pożyczkę z Ministerstwa Finansów, która pozwoliła zaspokoić żądania finansowe dostawców i nie wchodziła we wskaźnik zadłużenia powiatu. Co ciekawe, wobec obaw banków, które żądały niemożliwego w takiej sytuacji poręczenia, pozostała część zadłużenia została uregulowana w oparciu o szybką pożyczkę instytucji finansowej. Ta pożyczka - by ograniczyć oprocentowanie - została spłacona uzyskanym później kredytem bankowym. Ze spływającego co miesiąc czynszu dzierżawnego powiat spłaca zarówno pożyczkę uzyskaną w MF, jak i zaciągnięty kredyt bankowy.

Starosta poinformował, że dzierżawca szpitala - Centrum Dializa Sp. z o.o. - wywiązuje się ze swoich zobowiązań: - Spółka zainwestowała w nowy aparat rtg, nowy tomograf, nowy angiograf i pracownię hemodynamiki. W ciągu 3 lat wyremontowano 6 oddziałów, izbę przyjęć, dach; poniesione nakłady to ponad 7 mln zł.

Ryzyko reputacyjne
I na Pomorzu interesująca wymiana poglądów została wywołana podjęciem przez gości dyskusji wokół tematyki compliance, czyli polityki przejrzystości w kontaktach dostawców wyrobów medycznych z podmiotami leczniczymi.

Jak zauważył Witold Włodarczyk, dyrektor generalny Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Wyrobów Medycznych POLMED, ochrona zdrowia jest obszarem gospodarki szczególnie podatnym na korupcję. Wynika to stąd, że kupujący wyroby medyczne to podmioty, które zdecydowaną część przychodów realizują w oparciu o środki publiczne pozyskanie z Narodowego Funduszu Zdrowia, podczas gdy stające do przetargów na wyroby medyczne podmioty dysponują środkami prywatnymi.

- Unikanie zagrożenia korupcją nie polega na ograniczaniu kontaktów z dostawcami sprzętu, ale na wykorzystaniu np. przejrzystej formuły takich kontaktów jaką daje dialog techniczny umożliwiający zapoznanie się przed postępowaniem przetargowym z dowolną ilością ofert - tłumaczył. Dodał, że jednak nie zawsze pracownicy szpitali kontaktujący się z biznesem są w stanie zidentyfikować pojawiające się zagrożenie, gdyż brakuje im dostatecznej wiedzy. Przypomniał, że Izba jest inicjatorem projektu MedKompas, w ramach którego podczas bezpłatnych szkoleń dla pracowników szpitali, w tym lekarzy, omawiane są reguły pozwalające unikać błędnych zachowań.

Dariusz Bąk, ekspert ds. etyki biznesu przyznał, że zetknięcie świata służby publicznej z wolnym rynkiem zmusza nierzadko do wyborów etycznych. - Problem w tym, że wszelkie sądy moralne, o które opieramy takie wybory są bardzo subiektywne i nie wystarczy odwoływanie się do tzw. poczucia przyzwoitości - mówił etyk, podkreślając rolę szkoleń w zarządzaniu przez szpital ryzykiem reputacyjnym.

Wojciech Szefke, prawnik i ekspert projektu MedKompas, prezentował pogląd, że zagrożenie korupcją w kontaktach na styku podmiotów leczniczych i dostawców sprzętu wynika też z niejasnych norm prawnych. - Zatem w polskich warunkach obok tych norm funkcjonuje także praktyka postępowania, ale i zdrowy rozsądek. Generalnie zalecałbym unikanie jakichkolwiek sytuacji, które w odbiorze społecznym uchodzą za dwuznaczne - radził mecenas. Witold Włodarczyk wymienił tu jako przykład korumpowanie przybierające bardziej wysublimowane formy, jak sponsorowanie szkolenia będącego w rzeczywistości zagraniczną wycieczką lub finansowanie studiów dzieci.

Dyrektorzy szpitali podkreślali z kolei, że działania dotyczące zarządzania ryzykiem reputacyjnym są niepopularne, ale należy je podejmować. - Przyjęliśmy założenie, że osoba na - przykład ordynator - która pomimo zaproszenia odmawia brania udziału w komisji przetargowej i złożenia oświadczenia o braku konfliktu interesów nie może mieć wpływu na proces zakupowy - mówił Dariusz Kostrzewa.

Jego zdaniem praktyką ograniczającą zagrożenie korupcją jest tworzenie grup zakupowych szpitali. - Wtedy pytania dotyczące wymagań kierowane są do różnych szpitali i tworzona jest uniwersalna odpowiedź, to znacznie utrudnia wywieranie wpływu na proces zakupowy - przekonywał.

Jak dodawał Tomasz Sławatyniec dobrym wzorcem ograniczającym możliwość pojawienia się wątpliwych prawnie sytuacji podczas przetargów jest procedura jaką wprowadzał w poprzednio przez siebie zarządzanym szpitalu w kontaktach z firmami farmaceutycznymi. - Według tych procedur wyjazdy lekarzy na sympozja czy kongresy sponsorowane przez firmy farmaceutyczne mogą odbywać się tylko w ramach urlopów bezpłatnych. Są oni również zobowiązani do złożenia oświadczenia, że koszty wyjazdu pokrywa firma. Te procedury wzbudzają niezadowolenie, ale finalnie służą dobru szpitala i także prawnemu bezpieczeństwu samych zainteresowanych - podsumował.

ZAKRES TEMATYCZNY

Agenda

PARTNERZY

  • Sponsor Główny

  • Partner Główny

  • Partner

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH