Multimedia

Systemy zarządzania

1,25 MB
typ pliku: Prezentacja programu Microsoft PowerPoint PPT

Kryteria oceny ofert

1,24 MB
typ pliku: Prezentacja programu Microsoft PowerPoint PPT

Perspektywa płatnika

2,03 MB
typ pliku: Prezentacja PDF

Wsparcie informatyczne

3,28 MB
typ pliku: Prezentacja programu Microsoft PowerPoint PPT

RELACJA

Pierwsza konferencja z cyklu pt. "Jakość świadczeń zdrowotnych - zmierzyć i premiować", zorganizowanego przez redakcję miesięcznika i portalu Rynek Zdrowia wraz z Centrum Kompetencyjnym CKL Medical, odbyła się 19 marca 2014 r. w Krakowie.

W konferencji uczestniczyło ok. 200 osób. Wśród 20 prelegentów byli m.in. przedstawiciele NFZ, Centrum Monitorowania Jakości w Ochronie Zdrowia, menedżerowie zarządzający szpitalami, lekarze, przedstawiciele podmiotów współpracujących z placówkami medycznymi.

Krakowskie spotkanie zainaugurowało cykl debat dotyczących jakości w ochronie zdrowia, które w 2014 roku zostaną zorganizowane w wybranych regionach kraju. Intencją organizatorów jest umożliwienie wszechstronnej dyskusji traktującej o jakości świadczeń zdrowotnych nie tylko w ujęciu medycznym, ale również prawnym, organizacyjnym i ekonomicznym.
Rożne aspekty

Konferencja była znakomitą okazją do reprezentatywnej dyskusji nad różnymi aspektami wdrażania rozwiązań podnoszących jakość świadczeń zdrowotnych w podmiotach leczniczych.

Marcin Pakulski, zastępca prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia ds. medycznych, omówił najważniejsze zarządzenia prezesa NFZ w sprawie określenia kryteriów oceny ofert w postępowaniu w kwestii zawarcia umowy o udzielenie świadczeń opieki zdrowotnej.

Wyjaśnił m.in., dlaczego tak duży nacisk położono w zarządzeniu na kwestię ograniczania ryzyka zakażeń wewnątrzszpitalnych, przypominając, że takie infekcje stanowią pod względem liczebności drugą (po położnictwie) grupę skarg pacjentów dotyczących funkcjonowania szpitali. Dodał, iż zmiany ustawowe pozwalają płatnikowi wyróżniać podmioty lecznicze za ciągłość udzielanych świadczeń.

- Zastanawialiśmy się, po jakie, możliwie obiektywne, poddające się weryfikacji parametry sięgnąć w ocenie jakości, by te parametry nie były fikcją, ale żeby niosły ze sobą pozytywne efekty i dla pacjentów, i dla świadczeniodawców - mówił Marcin Pakulski. - Doszliśmy do wniosku, że właśnie obszar zakażeń szpitalnych spełnia takie warunki.

Prof. Rafał Niżankowski, kierownik Oddziału Klinicznego Angiologii i Kardiologii Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie, przewodniczący Rady Akredytacyjnej, przypomniał najważniejsze propozycje Zespołu ds. Ustalania Kryteriów Oceny Jakościowej Ofert Świadczeniodawców, w którego pracach brał udział.

- Podczas prac Zespołu dyskutowaliśmy o wielu parametrach, m.in. wynikach leczenia. Niestety, poza kardiochirurgią, inne dyscypliny medyczne nie mają w naszym kraju odpowiednich rejestrów dotyczących efektów terapii - zaznaczył prof. Niżankowski.

O zakażeniach  i rejestrach
- Wskaźnik obejmujący zakażenia szpitalne wydaje się obecnie jednym z najbardziej twardych parametrów ułatwiających ocenę jakości pracy szpitala - powiedział prof. Niżankowski, dodając, że warto w przyszłości powrócić do dyskusji nad innymi kryteriami jakościowymi:

- Uważam, że powinniśmy np. odejść w tej materii od fetyszu specjalizacji lekarskich na rzecz doświadczenia zespołu medycznego - dodał przewodniczący Rady Akredytacyjnej.

Jerzy Hennig, dyrektor Centrum Monitorowania Jakości w Ochronie Zdrowia, zgodził się z opinią, że korzystanie z rejestrów jest wiarygodną i miarodajną metodą oceny wyników leczenia, ale zarazem jest to metoda bardzo kosztowna.

- Zarządzenie w sprawie określenia kryteriów oceny ofert jest krokiem w dobrym kierunku, gdyż wreszcie sankcjonuje jakość świadczeń jako bardzo ważny warunek zapewnienia pacjentom bezpieczeństwa. Pamiętajmy jednak, że jakość kosztuje, wymaga znacznych środków - podkreślał dyrektor CMJ.

- Z drugiej strony już dzisiaj wszystkich powinno stać na zmianę kultury podejścia do pacjenta, a jest to jeden z ważnych celów akredytacji - dodał Jerzy Hennig.

Dr Jerzy Gryglewicz, ekspert w Instytucie Organizacji Ochrony Zdrowia Uczelni Łazarskiego, przyznał, że jest optymistą jeśli chodzi o wdrażanie kryteriów jakościowych: - Zarządzenie płatnika z grudnia ub. roku jest przełomem w tej materii. Tych zmian chcą świadczeniodawcy, konsultanci w różnych dziedzinach medycyny, wreszcie pacjenci - powiedział.

- W wielu krajach tworzone są już programy pilotażowe, w których płatnik płaci przede wszystkim za jakość świadczeń. Także w zespole przy NFZ ds. szpitalnictwa rozpoczęliśmy prace nad takim programem, wyodrębniającym procedury medyczne, w których można określić ścisłe kryteria jakości, akceptowalne przez świadczeniodawców, a zarazem „twarde”, możliwie miarodajne. Wydaje się, że taką procedurą jest np. endoprotezoplastyka - mówił dr Gryglewicz.

Monika Jezierska-Kazberuk, zastępca dyrektora ds. medycznych Małopolskiego Oddziału Wojewódzkiego NFZ, zaznaczyła, że poszczególne kryteria oceny ofert mają odzwierciedlenie w formularzach ofertowych, które świadczeniodawcy przygotowują w wersji elektronicznej.

- Oprócz ceny są tam zawarte takie kryteria jak: jakość, kompleksowość, dostępność i ciągłość świadczeń - wymieniała dyrektor Jezierska-Kazberuk. - Z kolei jakość oceniana jest m.in. poprzez kwalifikacje personelu, wyposażenie oferenta, zewnętrzną ocenę potwierdzoną certyfikatem, ocenę kontroli zakażeń szpitalnych, a także wyniki ostatniej kontroli przeprowadzonej przez NFZ i zakończonej wystąpieniem pokontrolnym z uwzględnieniem ewentualnych zastrzeżeń wniesionych przez świadczeniodawcę do tego wystąpienia.

Krystyna Walendowicz, dyrektor Wojewódzkiego Szpital Rehabilitacyjnego w Zakopanem, zwróciła m.in. uwagę na kompleksowość świadczeń, którą NFZ bierze pod uwagę przy ocenie ofert: - Problem tkwi w tym, że ta kompleksowość, poprzez niedoprecyzowanie tego terminu przez płatnika, nie jest obecnie, niestety, zbyt czytelnym kryterium.

Dyrektor Walendowicz wskazała, że w zarządzeniu prezesa NFZ w sprawie określenia kryteriów oceny ofert pominięto szpitale rehabilitacyjne posiadające akredytację ministra zdrowia. Tym samym nie otrzymają one dodatkowej punktacji w ramach kontraktowania za wysoką jakość świadczeń. - Okazuje się, że nasza ciężka praca włożona w uzyskanie certyfikatu ministra zdrowia nie zostanie doceniona przez decydentów tworzących prawo - dodała Krystyna Walendowicz.

Prezes Marcin Pakulski odpowiadając na te zastrzeżenia, podkreślił, że to nie publiczny płatnik, a minister zdrowia - na podstawie odpowiednich rozporządzeń - określa, kto może udzielać świadczeń w określonych zakresach. - Ponieważ CMJ nie nadaje certyfikatu ministra zdrowia zakładom rehabilitacji leczniczej, zdecydowaliśmy - w imię równości podmiotów - że nie możemy tego certyfikatu wprowadzać jako kryterium także w odniesieniu do szpitali rehabilitacyjnych - wyjaśniał Marcin Pakulski.

Podobnie jak pozostali uczestnicy dyskusji, także dr Paweł Grzesiowski, przewodniczący Stowarzyszenia Higieny Lecznictwa, zaznaczył, że „jakościowe” zarządzenie prezesa NFZ jest potrzebne, ale „diabeł tkwi w szczegółach”. - Nadal brakuje systemu kontroli zakażeń szpitalnych, nie wszystkie zapisy w zarządzeniu są jasne, nie ma w nim m.in. mowy o sterylizacji, wreszcie - moim zdaniem - zarządzenie ogranicza dostęp do badań mikrobiologicznych - stwierdził dr Grzesiowski.

Dodał jednak, że zarządzenie stanowi dobry początek dyskusji nad wdrażaniem i docenianiem przez Fundusz kryteriów jakościowych w zakresie zakażeń wewnątrzszpitalnych.

W opinii dr. Grzesiowskiego, w zarządzeniu prezesa NFZ punktacja m.in. za właściwą kontrolę zakażeń jest zbyt niska, wręcz „frustrująca” dla najlepszych pod tym względem szpitali.

- Kryteria jakościowe nie mają być obowiązkowo realizowane przez wszystkich, ale są czymś, co wyróżnia. Poza tym kryteria dotyczące dotyczące zakażeń szpitalnych tworzył zespół specjalistów, a nie Fundusz - ripostował Marcin Pakulski.

Postęp i bezpieczeństwo
Część dyskusji poświęcona była bezpieczeństwu stosowania leków w szpitalu. Czy - a jeśli tak, to w jaki sposób - nowe technologie lekowe sprzyjają bezpieczeństwu pacjenta oraz podnoszą jakość leczenia i życia pacjenta?

Odpowiadając na to pytanie, dr Ida Cedrych, kierownik Kliniki Nowotworów Układowych i Uogólnionych Centrum Onkologii Instytutu im. Marii Skłodowskiej-Curie, Oddziału w Krakowie, omówiła postęp technologiczny w onkologii związany między innymi z nowymi formami podawania cytostatyków oraz przeciwciał monoklonalnych.

- Infuzja dożylna oznacza m.in. częste wielodniowe hospitalizacje, zwiększa ryzyko infekcji, wywołuje wreszcie u pacjentów silne poczucie bycia chorym, bezradności - wyliczała dr Cedrych. - Dlatego zarówno nasi pacjenci, jak i lekarze preferują leki podawane doustnie, m.in. dlatego, że umożliwiają pacjentowi przebywanie w domu, pozwalają na kontynuację pracy zawodowej, dają większe poczucie niezależności.

Wskazała też na aspekty ekonomiczne stosowania nowych postaci leków w onkologii: chemioterapia doustna zmniejsza liczbę hospitalizacji, ogranicza koszty związane z hospitalizacją wielodniową pacjenta, zwiększa dostępność leczenia w trybie ambulatoryjnym.

Rośnie świadomość pacjentów
Jerzy Gryglewicz zwrócił uwagę na coraz większą świadomość swoich praw oraz aktywność środowisk pacjentów, m.in. reumatologicznych i onkologicznych. - Są już przykłady wystąpień tych środowisk do sądów, dotyczące nieuzasadnionych hospitalizacji, w wyniku których pacjenci ponieśli określone straty związane np. z utratą możliwości zarobkowania - przypomniał Jerzy Gryglewicz.

- Stowarzyszenia m.in. pacjentów onkologicznych namawiają chorych do leczenia w warunkach ambulatoryjnych, a nie szpitalnych - dodał.  - Także środowisko medyczne jest aktywne w tym zakresie. Polskie Towarzystwo Onkologiczne przygotowuje projekt zmian w systemie ochrony zdrowia, które mają wzmocnić rolę leczenia ambulatoryjnego.

Zaopatrzenie, prawo, informatyka
Maciej Tarasiuk, dyrektor Sprzedaży Szpitalnej, TZMO SA, podkreślał znaczenie właściwej, możliwie najwyższej jakości usług i materiałów dostarczanych szpitalom przez zewnętrznych kooperantów. - Na tak oczekiwaną standaryzację procedur medycznych składa się z jednej strony minimalizowanie ryzyka błędu, a z drugiej m.in. konieczność zapewnienia kompletnego materiału oraz możliwie najlepszej koordynacji zaopatrzenia - wyliczał dyrektor Tarasiuk.

Podał przykład wysokiej jakości gazy opatrunkowej: - Gwarantuje ona nie tylko wysoką chłonność, ale i mniejsze zużycie, a przede wszystkim bezpieczeństwo pacjenta oraz personelu.

- Jakość zawsze wymaga kontroli, również pod kątem optymalizacji kosztów - dodał Maciej Tarasiuk.

Także o bezpieczeństwie szpitali, ale pod względem prawnym, mówił Jacek Kopacz, wiceprezes zarządu Supra Brokers Sp. z o.o. - W polskim systemie prawnym czas odpowiedzialności ubezpieczyciela jest w zasadzie nieograniczony. Podmioty lecznicze przenoszą koszty finansowe, służące naprawieniu wyrządzonej szkody, na ubezpieczyciela. W niektórych przypadkach koszty tych ubezpieczeń dorównują w Polsce sumie gwarancyjnej, czyli maksymalnej kwocie wypłacanej za szkodę - przypominał prezes Kopacz. - Z samą ideą ubezpieczeń ma to niewiele wspólnego.

- Dlatego obserwujemy, że na kwestię ubezpieczeń patrzy się u nas głównie przez pryzmat kosztów polisy. Tymczasem podpisanie umowy ubezpieczenia jest tylko jednym z elementów procesu zarządzania ryzykiem - dodał Jacek Kopacz.

Założenia zintegrowanego systemu zarządzania ryzykiem klinicznym przedstawił mec. Radosław Radom, adwokat, pełnomocnik Supra Brokers Sp. z o.o. - System ten jest kompleksowym programem wytyczania i osiągania celów przez podmiot leczniczy w zakresie ryzyka klinicznego, mającego zapewnić m.in. identyfikację, pomiar i monitorowanie ryzyka, oraz działania korygujące - wyliczał mec. Radom.

Kwestię wsparcia informatycznego w placówkach medycznych poruszył Konrad Kowalczyk, senior consultant information management w IBM Polska Sp. z o.o. Przypomniał m.in., że program Premier Healthcare Alliance znacznie usprawnił wymianę danych medycznych będących w różnych formatach. - Takie rozwiązanie zostało zastosowane w 157 szpitalach na świecie i pozwoliło na redukcję kosztów o 2,85 mld dol. poprzez ograniczenie nadmiarowych wizyt. System umożliwił także optymalizację procedur medycznych - mówił Konrad Kowalczyk.

Świat postawił na jakość
Uczestnicy konferencji starali się również odpowiedzieć na pytanie zadane w tytule jednej z sesji: akredytacja Ministerstwa Zdrowia i certyfikaty ISO - konkurencja czy komplementarność? Prof. Marek Bugdol, auditor wiodący w Jednostce Certyfikującej IMQ, przypomina, że system zarządzania ISO 9001 jest międzynarodowym standardem stosowanym już w 190 państwach, a dotychczas wydano ponad 1,5 mln takich certyfikatów. System ten wdrażany jest między innymi w placówkach ochrony zdrowia.

- Ma charakter globalny. Jest wdrażany m.in. w szpitalach w Turcji, Hiszpanii, Holandii, USA, Włoszech, Holandii, Niemczech, Czechach, Słowacji, Szwecji, Malezji, Chinach. To kraje, w których dysponujemy największą liczbą badań dotyczących efektywności tego systemu - mówił prof. Bugdol.

Jerzy Hennig, dyrektor Centrum Monitorowania Jakości, przypomina z kolei, że akredytacja jest sprawdzonym i uznanym na świecie systemem oceny opieki zdrowotnej, tworzonym od początku w oparciu o doświadczenia szpitalnictwa. - To usystematyzowany proces zewnętrznej oceny jednostek ochrony zdrowia, prowadzony w oparciu o powszechnie znane oraz opublikowane standardy. Przeglądowi podlega pełne spektrum działalności klinicznej, zarządzania i administracji - wymienia Jerzy Hennig.

Dodaje, że narodowe programy akredytacji placówek medycznych prowadzone są już w ponad 20 krajach Europy. Obecnie program akredytacji szpitali w Polsce obejmuje 221 standardów w 15 działach.

Wyliczając korzyści wynikające ze stosowania norm ISO, prof. Bugdol przywołał wyniki badań zaczerpnięte z bazy EBSCO, obejmującej ok. 1,5 tys. naukowych czasopism. - W USA stosowanie tych norm przyczynia się do redukcji kosztów i poprawy funkcjonowania sfery organizacyjnej. Udaje się też - wbrew obiegowym opiniom o  ISO, zmniejszyć liczbę dokumentów i biurokrację. W Holandii i innych krajach stwierdzono poprawę bezpieczeństwa pacjentów - wymienia prof. Marek Bugdol.

Zaznacza, że w obszarach typowo medycznych system zarządzania jakością (SZJ) pozwala na uporządkowanie procesów obsługi pacjenta, wzmacnia nadzór nad dokumentami. - Co szczególnie ważne, SZJ wzmacnia świadomość jakości i przyczynia się do dalszego jej doskonalenia, poprawiając kulturę organizacyjną - zaznacza prof. Bugdol.

Podkreśla, że jedną z istotnych zalet systemu zarządzania jakością jest to, że nie narzuca z zewnątrz określonych standardów: - Stanowi zbiór ogólnych reguł postępowania, a każdy szpital czy inna organizacja musi wykorzystać swoją specyfikę  w trakcie wdrażania systemu, budując go oddolnie - tłumaczy.

- Czy system zarządzania jakością według norm ISO jest idealny? Nie, bo systemy idealne nie istnieją. Jednak gdyby nie sprawdzał się w praktyce, to np. szpitale w Stanach Zjednoczonych nie przykładałyby tak dużej wagi do wdrażania SZJ. Robią to przecież nie dla samego uzyskania certyfikatu, ale z racji m.in. korzyści biznesowych - stwierdza prof. Bugdol.

Inna historia, różne cele?

Na różnice pomiędzy akredytacją w placówkach medycznych a systemami ISO wskazuje prof. Rafał Niżankowski, przewodniczący Rady Akredytacyjnej. Zwraca uwagę, że geneza akredytacji w jednostkach ochrony zdrowia sięga 1917 roku, kiedy w Stanach Zjednoczonych dr Ernest Codman zaczął oceniać jakość pracy oddziałów chirurgicznych. - Uznano z czasem, że los pacjentów nie zależy oczywiście od funkcjonowania samej chirurgii i po wojnie akredytacją objęto całe szpitale - mówi prof. Niżankowski.

Zaznaczył, że zupełnie inna jest historia obecnych systemów zarządzania według norm ISO. Prof. Niżankowski określa je jako „systemy przemysłowe”, które bardziej sprawdzają się w działalności typowo produkcyjnej niż w placówkach ochrony zdrowia.

Przypomniał, że jeden z nurtów, z którego wywodzą się obecne systemy zarządzania jakością, zakładał na początku XX w. dążenie do standaryzacji i normalizacji wyrobów elektrotechnicznych. W tym celu powstała Międzynarodowa Organizacja Elektrotechniczna. Jej sukcesy spowodowały, że w 1946 r. powstała w Genewie Międzynarodowa Organizacja Normalizacyjna ISO, zajmująca się pomocą w standaryzacji produkcji różnych dziedzinach.

- W systemie przemysłowym uznano, że producenci powinni zapewnić powtarzalność swoich wyrobów, czyli zgodność ze specyfikacją produktu, m.in. dlatego, aby uniknąć wysokich kosztów ponoszonych za sprawą kiepskich, wadliwych wyrobów. Zaczęły więc powstawać całe działy oceny jakości - przypomina prof. Niżankowski.

Uważa, że akredytacja medyczna oraz systemy ISO różnią m.in. co do głównych celów oraz sposobów i zakresu oceny jakości. - Celem akredytacji jest wskazanie kluczowych obszarów dla poprawy jakości opieki medycznej oraz jej kontrola, natomiast systemy ISO kładą nacisk na wysoką powtarzalność usługi. W akredytacji ocena obejmuje podmiot w zakresie mającym znaczenie dla bezpieczeństwa chorego, z kolei w systemach przemysłowych zakres oceny jest dowolny, często fragmentaryczny i uzgodniony z zainteresowanym - wylicza prof. Niżankowski.

Z takim podejściem nie zgadza się Dorota Kwiek, auditor wiodący w IMQ: - O „systemach przemysłowych” można było mówić jeszcze w latach 80. ubiegłego wieku. Jednak obecnie są to już normy, które regulują wymagania dla systemów zarządzania w taki sposób, aby wszystkie organizacje mogły je stosować w celu mierzenia skuteczności swoich działań -  mówi Dorota Kwiek.

- Systemy zarządzania jakością według norm ISO są komplementarne w stosunku do standardów akredytacyjnych, czego dowodzą doświadczenia wielu polskich szpitali - podkreśla prof. Marek Bugdol.

Konkurencja jest korzystna
Także zdaniem Marianny Bahr, pełnomocnik dyrektora ds. jakości w Krakowskim Szpitalu Specjalistycznym im. Jana Pawła II w Krakowie, oba systemy wzajemnie się uzupełniają. - Akredytacja niewątpliwie precyzuje standardy typowo medyczne. Standardy akredytacyjne uściślają to, co ISO nakłada jako normy oczekiwane przez naszych pacjentów - powiedziała Marianna Bahr.

Dodaje: - Uważam, że nadal dużym wyzwaniem pozostaje w naszym kraju brak świadomości personelu w zakresie przekładania na sferę praktyczną elementarnych zasad prawnych.

Maciej Andrzejewski, prezes zarządu CitoNet Bydgoszcz SA i CitoNet Pomorski Sp. z o.o., zauważył, że także w zakresie systemów oceny i sposobów wdrażania standardów jakości potrzebna jest konkurencja.

- Jeśli chodzi o ISO, bardzo ważne jest, że to my, jako klienci jednostek certyfikujących, musimy zdecydować, do kogo zwracamy się np. o certyfikowanie systemu zarządzania. Na tym rynku funkcjonują bardzo różne podmioty, także „firmy-krzaki” - przestrzegał prezes Andrzejewski. - My korzystamy ze sprawdzonych jednostek.

A co o swoich doświadczeniach związanych z uzyskiwaniem akredytacji MZ i certyfikacją ISO mówią dyrektorzy szpitali, w których wdrożono oba systemy? - Na początku wprowadzania systemu ISO oraz tuż po akredytacji wydaje się, że mamy nadmiar biurokracji, dokumentów. Potem uczymy się z tym żyć... Z czasem okazuje się, że pewne procedury można uprościć, inne wyeliminować - stwierdza dr Stefan Bednarz, zastępca dyrektora ds. medycznych Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie, w którym najpierw wdrożono system ISO, a później placówka dołączyła do grona lecznic z akredytacją ministra zdrowia.

O wyższości świąt...
Zdaniem dyrektora Bednarza, zarówno ISO, jak i akredytacja uczą porządkowania oraz organizacji pracy: - Podstawowym warunkiem udanego wdrożenia tych systemów jest przekonanie pracownika, aby ze swoich obowiązków wywiązywał się porządnie, by nie udawał, że coś robi dobrze - zastrzega.

Marcin Kuta, dyrektor Specjalistycznego Szpitala im. E. Szczeklika w Tarnowie, przyznaje, że dyskusja na temat akredytacji i certyfikacji ISO przypomina rozmowę o „wyższości Świąt Wielkiej Nocy nad Świętami Bożego Narodzenia”.

- Na początku wydawało mi się, że bardziej potrzebna jest akredytacja medyczna, ale nie było nas na nią stać, szpital był za biedny. Najpierw wykorzystałem więc ISO do wprowadzenia zmian, dzięki którym ludzie zaczęli myśleć procedurami. Mam nadzieję, że niebawem wejdziemy w czwarty rok z akredytacją - mówi dyrektor tarnowskiego szpitala.

I dodaje: - Oba systemy są potrzebne, a dana placówka - w zależności od swojej sytuacji i aktualnej świadomości kultury organizacyjnej - sięga po jedno z tych narzędzi. Pozwalają one wdrożyć zmiany, które nie byłyby możliwe np. wskutek oporu różnego rodzaju lobby.

ZAKRES TEMATYCZNY

Agenda

PARTNERZY

  • Partner Główny

  • Partner

  • Organizator

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH