Multimedia

CMJ - akredytacja

1,94 MB
typ pliku: Prezentacja programu Microsoft PowerPoint PPT

CMJ - kryteria oceny ofert

0,78 MB
typ pliku: Prezentacja programu Microsoft PowerPoint PPT

CMJ - wymogi standardów

0,93 MB
typ pliku: Prezentacja programu Microsoft PowerPoint PPT

A. Hermann 1

0,72 MB
typ pliku: Prezentacja programu Microsoft PowerPoint PPT

A. Hermann 2

0,72 MB
typ pliku: Prezentacja programu Microsoft PowerPoint PPT

RELACJA

Finałowe spotkanie wieńczące cykl konferencji pt. "Jakość świadczeń zdrowotnych - zmierzyć i premiować", zorganizowanych przez redakcję Rynku Zdrowia wraz z CKL Medical, odbyło się 16 czerwca 2014 r. w Bydgoszczy.

W cyklu czterech konferencji (Kraków, Warszawa, Gdańsk, Bydgoszcz) uczestniczyło łącznie 70 prelegentów oraz ponad 500 gości. W reprezentatywnej dyskusji nad różnymi aspektami wdrażania rozwiązań podnoszących jakość świadczeń zdrowotnych w podmiotach leczniczych uczestniczyli m.in.: przedstawiciele Centrum Monitorowania Jakości w Ochronie Zdrowia, Narodowego Funduszu Zdrowia, menedżerowie zarządzający szpitalami, lekarze, prawnicy, eksperci rynku medycznego, dostawcy wyrobów i usług współpracujący z jednostkami ochrony zdrowia.

Zagadnienia, które zostały poruszone w poszczególnych sesjach bydgoskiego spotkania dotyczyły m.in.: kryteriów oceny jakościowej ofert świadczeniodawców w postępowaniach dotyczących zawarcia umów z płatnikiem (zarządzenie „jakościowe" prezesa NFZ), zasad oceniania wyników procesu leczenia, a także jakości świadczeń w kontekście bezpieczeństwa pacjentów.

Stosujmy standardy
Marcin Kalinowski z działu akredytacji Centrum Monitorowania Jakości w Ochronie Zdrowia przytoczył międzynarodowe dane, z których wynika, że 30-40% pacjentów nie otrzymuje rekomendowanej (evidence-based) opieki, a 20-25% zabiegów operacyjnych, zleconych badań czy leków jest zbędne (nie oparte na dowodach naukowcy) i potencjalnie szkodliwe. 8-12% pacjentów hospitalizowanych w UE cierpi z powodu zdarzeń niepożądanych - np. zakażeń związanych z opieką zdrowotną, błędów w farmakoterapii; błędów chirurgicznych; błędów w diagnostyce.

- Części zdarzeń niepożądanych można uniknąć stosując standardy akredytacyjne oraz analizując własną działalność kliniczną, m.in. przyczyny reoperacji, powtórnych hospitalizacji, zgonów okołooperacyjnych. Standardy te koncentrują się właśnie na krytycznych obszarach funkcjonowania jednostek ochrony zdrowia - dodał Marcin Kalinowski.

Odnosząc się do zarządzenia „jakościowego" prezesa NFZ, które weszło w życie 1 stycznia 2014 r., wskazał m.in. iż w Polsce na 33 szpitale rehabilitacyjne (monospecjalistyczne) 22 posiada w tym zakresie akredytację Ministra Zdrowia. - Większość szpitali ogólnych posiada oddziały rehabilitacyjne, z których ponad 100 ma akredytację Ministra Zdrowia - przypomniał Marcin Kalinowski. - Niestety, w zarządzeniu akredytacja w tym zakresie nie została uwzględniona (dodatkowo punktowana w ocenie oferty - red.).

NFZ będzie analizował
Anna Renard, p.o. zastępcy dyrektora departamentu świadczeń opieki zdrowotnej w Centrali NFZ wyjaśniała, dlaczego dlaczego tak duży nacisk w zarządzeniu prezesa NFZ w sprawie określenia kryteriów oceny ofert położono na kwestię zakażeń wewnątrzszpitalnych.

- Nad tymi kryteriami pracował specjalny zespół specjalistów z różnych dziedzin. Zaczął swoją pracę od analizy skarg pacjentów. Okazało się, że 24% tych skarg dotyczy właśnie przypadków zakażeń szpitalnych - informowała Anna Renard.

- Przyjęto, że w zarządzeniu należy uwzględnić mierzalne i poddające się weryfikacji parametry oceny jakości i za takie zespół uznał m.in. zakażenia wewnątrzszpitalne - dodała. - Waga tego kryterium to obecnie 5 punktów.
Dyrektor Renard zaznaczyła, że Fundusz będzie dokładnie analizował efekty stosowania zarządzenia, a także konsultował ewentualne zmiany jego zapisów ze środowiskiem medycznym.

Jakie jeszcze - poza zakażeniami wewnątrzszpitalnymi - kryteria i w jakich obszarach świadczeń, mogą być stosowane w celu możliwie miarodajnej oceny jakości usług medycznych? Na to pytanie odpowiadał dr Jerzy Gryglewicz, ekspert w Instytucie Organizacji Ochrony Zdrowia Uczelni Łazarskiego w Warszawie.

Zwrócił uwagę, że ostatnia wersja zarządzenia uwzględnia także m.in. porody, przyznając może niewielką, ale jednak dodatkową punktację jednostkom, w których przyjmowanych jest więcej niż 400 porodów rocznie. - To pozytywny element, wskazujący, że liczba realizowanych świadczeń ewidentnie wpływa na ich jakość; jeśli określone procedury są wykonywane rzadziej, należy założyć, że ryzyko błędów jest większe. Taką zależność wykazują jednoznacznie wyniki wielu badań - mówi dr Gryglewicz.

Wskazał, że w bazie NFZ jest sporo parametrów, które są bardzo pomocne w mierzeniu jakości świadczeń: - Takim wskaźnikiem może być np. czas hospitalizacji - im jest dłuższy, tym ryzyko wystąpienia działań niepożądanych jest wyższe.

- Zarządzenie dotyczące kryteriów oceny jakościowej ofert jest krokiem we właściwym kierunku. Od wejścia w życie wprowadzono już w nim kilka zmian, myślę, że korzystnych. To sygnał dla świadczeniodawców, że oprócz dotychczasowych kryteriów, takich jak cena, kompleksowość, dostępność i ciągłość, coraz bardziej płatnik zwraca uwagę na jakość świadczeń - stwierdza ekspert.

Jak mamy się porównywać
Również dr Adam Hermann, przewodniczący zespołu kontroli zakażeń szpitalnych w Specjalistycznym Szpitalu w Wejherowie, reprezentujący także Stowarzyszenie Higieny Lecznictwa, przyznał, że kierunek obrany przez Fundusz jest korzystny, jednak zaznaczył, że w zarządzeniu niezbędne są m.in. zmiany dotyczące szczegółowych kryteriów kontroli zakażeń szpitalnych, zwiększenia liczby punktów za kontrolę tych zakażeń oraz eliminacja podwójnej punktacji (akredytacja oraz ISO).

- W ocenie Stowarzyszenie Higieny Lecznictwa, w zarządzeniu promuje się działania akcyjne, a nie wyniki i działania ciągłe. Występuje także niezgodność z niektórymi obowiązującymi przepisami. Brakuje też parametrycznej oceny efektywności systemów kontroli zakażeń, powielane są wymagania akredytacyjne - wylicza dr Hermann.

Dodaje, że pominięto wiele elementów kontroli zakażeń szpitalnych (zespół kontroli zakażeń szpitalnych, pielęgniarki epidemiologiczne, dekontaminacja, diagnostyka mikrobiologiczna).

Płk dr Krzysztof Kasprzak, komendant 10 Wojskowego Szpitala Klinicznego z Polikliniką SP ZOZ w Bydgoszczy zaznaczył, że odpowiednia kontrola i prewencja zakażeń szpitalnych jest istotnym czynnikiem, który powinien być brany pod uwagę w ocenie oferty świadczeniodawców ubiegających się o kontrakt z publicznym płatnikiem.

- Dobrze się więc stało, że zarządzenie prezesa NFZ w sprawie określenia kryteriów oceny ofert w postępowaniu w sprawie zawarcia umowy o udzielanie świadczeń, wśród różnych kryteriów - jako bardzo ważne - wymienia właściwą kontrolę zakażeń wewnątrzszpitalnych - stwierdził.

Są wskaźniki, brakuje rejestrów
- Jest też jednak i druga strona tego medalu - kiedy spotykamy się na różnych konferencjach i porównujemy swoje wyniki leczenia, omawiamy także wskaźniki zakażeń szpitalnych. Niestety, takie dane nie są w naszym kraju miarodajne dla porównań, gdyż brakuje wspólnych dla wszystkich placówek kryteriów stosowanych w monitorowaniu tego typu zdarzeń. Dzisiaj każdy robi to trochę „po swojemu" - mówił Krzysztof Kasprzak.

Dr Zbigniew Pawłowicz, dyrektor Centrum Onkologii w Bydgoszczy, podkreślał, że w zakresie leczenia chorób nowotworowych istnieją wskaźniki, pozwalające możliwie miarodajnie oceniać, porównywać i analizować wyniki terapii w poszczególnych ośrodkach.

- Jednak musimy też uderzyć się w piersi - przez 25 lat nowego ustroju wprawdzie funkcjonuje w Polsce rejestr nowotworów, ale nie bardzo wiadomo, na jakich zasadach. Nie działa dobrze m.in. dlatego, że jest niedoszacowany i pracują w nim osoby zatrudnione w Centrum Onkologii, a powinni to być pracownicy wojewody, jako przedstawiciela rządu - wskazywał dyrektor Pawłowicz. - Z drugiej strony to od nas, pracowników ochrony zdrowia zależy, czy zgłaszamy nowotwory do rejestru, a z tym raportowaniem jest źle.

Zaznaczył: - Jeśli każdy ośrodek nie zacznie rzetelnie analizować swoich wyników leczenia oraz porównywać ich z innymi placówkami, nie osiągniemy w tej dziedzinie istotnej poprawy. W ostatnich 10 latach wpompowano w onkologię dodatkowe prawie 2,5 mld zł, tymczasem przeżycia 5-letnie w skali kraju nie drgnęły.

- Innym, prostym i porównywalnym wskaźnikiem jest czas oczekiwania na operację od momentu przyjęcia do szpitala. W naszym ośrodku w 2000 r. ten czas sięgał w oddziałach zabiegowych 4-5 dni. Obecnie nie przekracza jednej doby - mówił dr Zbigniew Pawłowicz. - Są więc narzędzia do mierzenia jakości, ale na tworzenie kosztownych rejestrów potrzebne są także dodatkowe środki.

Ciągłość i kompleksowość
Podobnie jak podczas poprzednich konferencji, także w Bydgoszczy jedna z sesji traktowała o jakości świadczeń zdrowotnych nie tylko w ujęciu medycznym, ale również prawnym, organizacyjnym i ekonomicznym.

- Anna Renard, p.o. z-cy dyrektora departamentu świadczeń opieki zdrowotnej w Centrali NFZ odniosła się m.in. do opinii, iż preferowanie przez płatnika wspomnianego wcześniej kryterium ciągłości świadczeń jest krzywdzące dla nowo powstających podmiotów, które - z oczywistych przyczyn - nie mają szans spełnić tego wymogu.

- Musimy z drugiej strony brać pod uwagę także fakt, że przy coraz większej liczbie pojawiających się na rynku nowych podmiotów mamy do czynienia ze zjawiskiem „schodzenia z ceny", co nie zawsze odbywa się z korzyścią dla jakości - mówiła Anna Renard, przypominając, że za ciągłość świadczeń można w postępowaniu konkursowym otrzymać 5 punktów, podczas gdy za spełnienie kryterium kompleksowości znacznie więcej, bo maksymalnie 35 punktów.

Status opieki pielęgniarskiej
Pacjenci w znacznym stopniu oceniają placówki medyczne pod kątem jakości opieki pielęgniarskiej. Czy rola tej grupy zawodowej jest właściwie dostrzegana przez decydentów oraz osoby zarządzające lecznicami?

Ewa Kowalska, przewodnicząca Okręgowej Rady Pielęgniarek i Położnych w Bydgoszczy, zwróciła uwagę, iż w Polsce pielęgniarki i położne nadal są postrzegane jako osoby o niższym statusie zawodowym: - Wciąż np. stereotypowo używa się dawnej nomenklatury, określającej nas jako „średni personel medyczny". A przecież obecnie pielęgniarki muszą ukończyć studia. Nadal też występuje zbyt duża dysproporcja pomiędzy zarobkami pielęgniarek i lekarzy.

Przewodnicząca bydgoskiej ORPiP przypomniała, że pielęgniarki i położne ustawowo mają zagwarantowaną samodzielność zawodową, stając się w procesie terapii równorzędnymi partnerami lekarzy.

- Aby godnie żyć, wiele pielęgniarek pracuje w więcej niż jednym miejscu. Są przemęczone, co sprzyja występowaniu zdarzeń niepożądanych - mówi Ewa Kowalska.

Nowe technologie, nowe wyzwania
Czy nowe postacie technologii lekowych, w tym leki do podawania podskórnego i chemioterapia doustna, sprzyjają bezpieczeństwu pacjenta oraz podnoszą jakość świadczeń? Tak, ale - jak stwierdziła dr Ewa Chmielowska, koordynator oddziału klinicznego onkologii w Centrum Onkologii w Bydgoszczy - należy do tych nowych możliwości podchodzić ostrożnie.

- Jeżeli chodzi o dostępność polskich pacjentów do wielu nowoczesnych farmakoterapii, możemy mieć pewne kompleksy. Chciałabym doczekać czasów, kiedy będziemy leczyć zgodnie z charakterystyką produktu zarejestrowanego w Unii Europejskiej. Obecnie jednak onkolodzy w naszym kraju często muszą się kierować opisem programu lekowego, stworzonym kiedyś przez konsultantów wspólnie z płatnikiem - mówiła dr Chmielowska.

Dodała, że jeśli chodzi o stosowanie w onkologii leków w nowych postaciach wygodnych dla pacjenta - np. do podawania przezskórnego - warto pamiętać, że ich wartość praktyczną i miejsce w terapii zweryfikuje czas.

Ewa Chmielowska wskazała, że leki doustne dotyczą głównie terapii celowanych, a więc nie klasycznej chemioterapii. - Z jednej strony przesunięcie dzięki tym lekom terapii do ambulatorium jest tańsze i bardziej komfortowe dla pacjenta. Z drugiej jednak strony sukces terapeutyczny zależy od tego, jak skonfigurujemy całe leczenie, a wskazania do hospitalizacji lub trybu ambulatoryjnego powinny uwzględniać indywidualną sytuację pacjenta. Np. starszej, samotnej osobie nie mogę podać leku w ambulatorium i odesłać do domu - zaznacza dr Chmielowska.

W opinii Jerzego Gryglewicza kierunek leczenia ambulatoryjnego jest jednak nieunikniony. - Środowisko onkologów, tworząc tzw. cancer plan, wskazało na niebagatelne oszczędności możliwe dzięki unikaniu nieuzasadnionych hospitalizacji - mówił ekspert Uczelni Łazarskiego.

Jakość wyrobów
Trudno kwestionować - w kontekście bezpieczeństwa pacjentów - znaczenie wysokiej jakości materiałów i wyrobów medycznych dostarczanych do szpitali. Agnieszka Łąkowska, koordynator sprzedaży usług TZMO SA zwróciła w tym kontekście uwagę na niektóre elementy zarządzania, mające bezpośredni wpływ na jakość produktu.

- Aby sprawnie zarządzać jakością, musimy na nią patrzeć zarówno z perspektywy pacjenta, personelu, świadczeniodawcy, jak i płatnika - wyliczała.

Podkreślała, że standaryzacja procedur medycznych obejmuje m.in. tak istotne kwestie jak minimalizację ryzyka błędu, kompletność materiału, lepszą koordynację zaopatrzenia.
O tym, jak istotna jest jakość surowców, świadczyć może prosty przykład gazy opatrunkowej; jej wysoka jakość zapewnia bardzo dobrą chłonność, mniejsze zużycie, a zarazem większe bezpieczeństwo.

Zdarzenia niepożądane
Lekarze w Polsce obawiają się ujawniać zdarzenia niepożądane. Widmo odpowiedzialności karnej i finansowej, a także utraty prawa wykonywania zawodu sprawia, że zamiast analizować i wyciągać wnioski m.in. z powikłań w trakcie leczenia, są one często zamiatane pod dywan. Jak można to zmienić?

- Na razie mamy w naszym kraju poważny problem z rzetelnym raportowaniem zdarzeń niepożądanych. W zasadzie ten mechanizm nie funkcjonuje. Nie ma żadnych sankcji za niezgłaszanie takich przypadków do Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych - przypomniał dr Gryglewicz.

Dodał, że zmienić ten rzeczy będzie bardzo trudno, ponieważ już teraz lekarze są obciążeni pracą biurokratyczną, koniecznością wypełniania rozmaitych formularzy. - Oczywiście są pewne nadzieje związane z informatyzacją, ale na razie te narzędzia nie są powszechnie i właściwie wykorzystywane - stwierdził.

Bezpieczeństwo prawne
O bezpieczeństwie prawnym - zarówno podmiotów leczniczych, jak i pacjentów, mówił Jacek Kopacz, wiceprezes zarządu Supra Brokers sp. z o.o.

- Cieszy fakt, że bezpieczeństwo pacjenta nie jest jedynie hasłem wieszanym w placówkach medycznych, ale staje się coraz bardziej rozumiane przez zarządzających tymi podmiotami jako rzeczywisty cel ich działalności. To także element niezbędny w strategii rozwoju szpitala - mówi Jacek Kopacz.

Zwracał uwagę, że w procesie zarządzania ryzykiem klinicznym powinni brać wszyscy pracownicy szpitala. - W naszym kraju zarządzanie ryzykiem wciąż jest pewną nowością. Współpracując z ok. 200 szpitalami widzimy, że w tym zakresie są podejmowane różne działania, jednak często brakuje ich skoordynowania i powiązania wewnątrz danej organizacji - ocenia.

- Opracowaliśmy system zarządzania ryzykiem klinicznym, którego celem jest scalenie wszystkich elementów związanych z poprawą jakości, czyli m.in. zredukowanie liczby zdarzeń niepożądanych oraz minimalizowanie skutków roszczeń pacjentów - wymieniał prezes Kopacz. - Istotną częścią tego systemu jest właściwe zarządzanie sporem.

Mec. Radosław Radom, adwokat, pełnomocnik Supra Brokers Sp. z o.o mówił o tym, jak skutecznie wdrożyć program zarządzania ryzykiem. Przypomniał, że wytyczne w tej materii zawarte zostały w komunikatach ministra finansów. Są one jednak bardzo ogólne i nie odnoszą się do sektora medycznego.

- W tym stanie rzeczy czerpiemy wiedzę z przebiegu dotychczasowych postępowań sądowych, w których braliśmy udział jako przedstawiciele szpitali, a także z najbardziej aktualnych norm jakościowych (PN-ISO 31000 oraz norma międzynarodowa EN 15224:2012) dedykowanych także sektorowi ochrony zdrowia, a pozwalających nam zdefiniować ryzyko kliniczne, czyli to, z czym chcemy walczyć - tłumaczył mec. Radom. - Służy temu między innymi budowanie odpowiednich interakcji pomiędzy personelem medycznym a pacjentem oraz kompleksowy system szkoleń personelu.

Rola dyrektora
Krystyna Zaleska, dyrektor Specjalistycznego Szpitala Miejskiego w Toruniu, podkreślała, że w zarządzaniu jakością szczególna rola przypada dyrektorowi lecznicy, któremu ustawowo podlega komitet kontroli zakażeń szpitalnych.

- Ważna jest świadomość zarządzających placówkami, że zapobieganie i zwalczanie zakażeń szpitalnych to działania projakościowe, decydujące o wizerunku szpitala. To dyrektor jednostki decyduje m.in. o znaczeniu pielęgniarek epidemiologicznych. Właśnie z nimi w naszym 250-łóżkowym szpitalu rozpoczęliśmy kiedyś drogę do jakości - wspomina dyrektor Zaleska.

Dodaje, że kolejnym etapem było utworzenie zakładu mikrobiologii oraz włączenie pielęgniarek do zgłaszania zakażeń. - Pacjent przychodzi do szpitala za doktorem, ale wraca tam, jeśli doświadczył dobrej opieki pielęgniarskiej. To, że nasz szpital otrzymał akredytację, do której przygotowywaliśmy się 10 lat, jest w znacznej mierze zasługą pielęgniarek - Krystyna Zaleska nawiązała do wcześniejszej wypowiedzi przewodniczącej bydgoskiej Okręgowej Rady Pielęgniarek i Położnych.

To sporo kosztuje
Z kolei Marek Nowak, dyrektor Regionalnego Szpitala Specjalistycznego w Grudziądzu, przyznał, że bardzo zaangażował się w kwestie związane z bezpieczeństwem pacjentów, ale zaczyna płacić za to „frycowe".

- Być może niebawem będę przekonywać, że to się w Polsce nie opłaca. Pokrywamy koszty zewnętrznej obsługi prawnej określającej ryzyko, przestrzegamy norm zatrudnienia pielęgniarek, wdrożyliśmy pełną elektroniczną dokumentację medyczną, mamy bardzo dobry zespół epidemiologiczny, prowadzimy racjonalną antybiotykoterapię - wymienia dyrektor Nowak. - To wszystko kosztuje i teraz notujemy deficyt.

Dodaje, że NFZ bardziej budżetuje szpitale, niż płaci za bezpieczeństwo leczonych w tych szpitalach pacjentów. - Nie chcę jednak narzekać. Broni nie składam i nadal będę promował bezpieczeństwo pacjenta, który ma dla nas być partnerem, a nie wrogiem - podkreślał dyrektor grudziądzkiego szpitala.

Zapewnił też, że w jego lecznicy lekarze nie obawiają się zgłaszać zdarzeń niepożądanych. Co więcej, wkrótce takie przypadki będą publikowane na internetowych stronach szpitala.

- Pacjenci świetnie wiedzą, że w każdym szpitalu dochodzi do zakażeń. Ujawniając je, pokazujemy, że mierzymy się z tym problemem i niczego nie ukrywamy - tłumaczy Marek Nowak.

Dwa systemy wymagań
Uczestnicy konferencji starali się również odpowiedzieć na pytanie: akredytacja Ministerstwa Zdrowia i certyfikacja według norm ISO - konkurencja czy komplementarność? Biorący udział w dyskusji szefowie szpitali byli zgodni co do tego, że oba systemy wymagań się uzupełniają.

- Oblicze naszego szpitala zmieniło się w 2000 roku po uzyskaniu akredytacji - powiedział dr Zbigniew Pawłowicz, dyrektor Centrum Onkologii w Bydgoszczy. - Można powiedzieć, że akredytacja oraz ISO to odrębne, ale zarazem kompatybilne systemy. Pierwszy z nich m.in. poprawił jakość działalności klinicznej i bezpieczeństwo pacjentów. Natomiast normy ISO związane są z samą organizacją procesu leczenia od strony menedżerskiej.

Z kolei Specjalistyczny Szpital Miejski w Toruniu zaczynał od ISO, a następnie uzyskał akredytację. - ISO porządkowało zarządzanie szpitalem. Znacznie trudniej było jednak otrzymać akredytację - przyznała dyrektor Krystyna Zaleska.

Andrzej Warunek z działu standaryzacji Centrum Monitorowania Jakości w Ochronie Zdrowia, omówił m.in. wybrane średnie wyniki osiągane przez szpitale, które uzyskały akredytację (obecnie jest ich 152). Akredytowane placówki najlepiej wypadły m.in. pod względem jakości badań laboratoryjnych, ciągłości opieki oraz ogólnego zarządzania. Gorzej wizytatorzy ocenili zarządzanie informacją oraz zabiegi i znieczulenia.

ISO: ważne, kto certyfikuje
- Dostarczając szpitalom nie tylko produkty, ale i usługi, uczestniczymy w procesie leczenia pacjentów. Dlatego przestrzeganie wymogów jakościowych opartych na międzynarodowych normach ISO jest dla nas i naszych partnerów tak ważne - zaznaczył Maciej Andrzejewski, prezes zarządu CitoNet Bydgoszcz SA i CitoNet Pomorski Sp. z o.o.

Dodał, że równie istotny jest wybór jednostki certyfikującej, gdyż i na tym rynku zdarzają się np. jednoosobowe firmy, którym nie warto powierzać takiego zadania.

- Bardzo ważne jest to, aby rzetelny certyfikat był poświadczony przez podmiot figurujący na stronach Polskiego Centrum Akredytacji (PCA - jest upoważnione do akredytacji jednostek certyfikujących - red.) - zastrzega prezes Andrzejewski. - W tym zakresie współpracujemy z uznanymi na świecie jednostkami certyfikującymi, które rzetelnie sprawdzają nasze wyroby i usługi.

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH