Sobota, 20 września 2014 

Konferencja "Dystrybucja leków w Polsce"

01.10.2009

Podczas konferencji "Dystrybucja leków w Polsce" starły się poglądy zwolenników różnych rozwiązań dotyczących m.in. prawnych regulacji obrotu lekami, a także zasad funkcjonowania aptek i hurtowni farmaceutycznych w Polsce. W konferencji uczestniczyło ponad 300 osób.

Kto skorzysta, a kto straci na tzw. dystrybucji bezpośredniej leków? Czy należy wprowadzić sztywne marże oraz ceny farmaceutyków? Czy w Polsce jest za dużo aptek? Jak planowane zmiany w Prawie farmaceutycznym odbiją się na kieszeniach pacjentów? Takie były główne wątki dyskusji podczas Konferencji „Dystrybucja leków w Polsce”, zorganizowanej przez redakcję oraz wydawcę miesięcznika Rynek Zdrowia i portalu rynekzdrowia.pl.

Wśród 20 prelegentów byli m.in. przedstawiciele organizacji reprezentujących środowisko farmaceutyczne oraz producentów leków, eksperci firm analitycznych monitorujących rynek farmaceutyczny oraz znani prawnicy specjalizujący się w tej problematyce.

Za i przeciw dystrybucji bezpośredniej leków
Konferencja składała się z trzech sesji tematycznych: „Dystrybucja”; „Wokół cen, marż i rabarów”; „Misja farmaceuty a marketing i aktywność biznesowa w obrocie lekami”.

Warszawskie spotkanie miało charakter szerokiej, otwartej dyskusji, w której ścierały się poglądy zwolenników często skrajnie odmiennych rozwiązań dotyczących m.in. prawnych regulacji obrotu lekami oraz ich reklamy, a także zasad funkcjonowania aptek i hurtowni farmaceutycznych w Polsce.

Podczas panelu poświęconego dystrybucji bezpośredniej leków rozgorzała gorąca dyskusja pomiędzy zwolennikami a przeciwnikami tego modelu.

Andrzej Smyk prezes zarządu Organizacji Polskich Dystrybutorów Farmaceutycznych SA nie krył zastrzeżeń do modelu dystrybucji bezpośredniej wprowadzonego kilka miesięcy temu przez firmę AstraZeneca. Przypomnijmy, że producent ten dostarcza leki do aptek poprzez trzy wyłonione w przetargu hurtownie.

– Taki system funkcjonuje tylko w kliku krajach europejskich. W Polsce jedynymi dystrybutorami leków firmy AstraZeneca są hurtownie reprezentujące 50 proc. rynku. W niektórych regionach kraju mogą więc wystąpić trudności z dostępem do leków tej firmy – mówił Andrzej Smyk.

W podobnym tonie wypowiadał się m.in. Bernard Wilkosz prezes Polskiej Izby Przemysłu Farmaceutycznego i Wyrobów Medycznych Polfarmed. W jego ocenie „czystość sytemu reglamentowanego powinna być zachowana, bo w przypadku dystrybucji bezpośredniej zostają naruszone dwie dyrektywy o konkurencyjności wyrobu i swobodnego przepływu wyrobu”. Wilkosz podzielał pogląd o konieczności zapewnienia w branży swobodnego przepływ leków.

Grzegorz Kucharewicz prezes Naczelnej Rady Aptekarskiej, który jest przeciwny systemowi bezpośredniej sprzedaży, zwrócił uwagę na czas oczekiwania na leki. Jak podkreślił, średnie oczekiwanie na leki to kilka godzin, a w przypadku dostawy w sposób bezpośredni trzeba czekać przynajmniej do następnego dnia. Prezes NRA podkreślił, że powyżej pewnego limitu aptekarz musi płacić gotówką za leki AstraZeneca, a nieraz leki dowożone są przesyłkami kurierskimi.

Prezes Kucharewicz nie omieszkał nie wspomnieć o stratach aptekarzy: – Jeden z kolegów aptekarzy skarżył mi się, że przez takie rozwiązania traci z tytułu upustów od 3 do 4 tysięcy złotych miesięcznie.

Zarzuty odpierała Ewa Strzelczyk, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu AstraZeneca Pharma. Przekonywała do swoich racji i wyjaśniała zasady dystrybucji produktów tej firmy: – W sierpniu lub wrześniu 2007 roku ogłosiliśmy przetarg dla podmiotów, które stały się naszymi partnerami. Pierwotnie zainteresowanych było ponad 160, z czego tylko 11 odpowiedziało na naszą ofertę. Z czterema z tych firm negocjowaliśmy przez rok.

Dyrektor Strzelczyk zapewniała, że z chęcią współpracowałaby z każdą lokalną spółką, która świadczyłaby usługi w obszarach trudniej dostępnych jak np. "ściana wschodnia". Dodała jednak, że nie widzi na razie szans na powrót do dawnego systemu. Według niej w obecnym modelu firma ma większą kontrolę nad swoimi lekami, co wpływa na zwiększenie bezpieczeństwa.

Opinie prawników
– Model dystrybucji bezpośredniej jest lepszym niż obecnie obowiązujący, zarówno jeśli chodzi o hurt, jak i o detal – przekonywała mecenas Paulina Kieszkowska-Knapik z kancelarii Baker & McKenzie Gruszczyński i Wspólnicy, zwracając uwagę, że dotychczasowe relacje handlowe uczestników rynku są oparte na tej samej zasadzie, a główna różnica jest taka, że AstraZeneca pozostaje od początku do końca właścicielem produktu.

Odnosząc się do wypowiedzi tych dystrybutorów, którzy nie zostali wybrani w przetargu jako partnerzy do dostarczania produktów leczniczych koncernu, mecenas przypomniała, że to, w jaki sposób został wybrany partner, podlega przepisom prawa konkurencji, a nie Prawa farmaceutycznego, które ma na celu ochronę pacjenta, a nie poszczególnych uczestników rynku.

– Dystrybucja bezpośrednia to model, który zbliża nas do systemu, za którym opowiadają się aptekarze, czyli do wprowadzenia systemu sztywnych cen – dodała mecenas i podała argumenty: – Każda apteka kupuje lek za tę samą cenę, na tych samych zasadach. Nie ma tutaj tak krytykowanego systemu rabatowania.

Poza tym, jak zauważyła mec. Kieszkowska-Knapik, w tradycyjnym modelu dystrybucji zdarza się, że w aptece brakuje leków, bo te „wypłynęły“ za granicę w ramach handlu równoległego.

– Dla mnie jako dla prawnika, trudno jest przyjąć ten argument, bo zgodnie z prawem wspólnotowym, leki wypływają i mają wypływać, bo to decyduje o tym, że mamy do czynienia z rzeczywistą konkurencyjnością – odniósł się do tej kwestii mecenas Marcin Matczak z kancelarii Domański Zakrzewski Palinka. – Jeżeli celem funkcjowania modelu dystrybucji bezpośredniej jest zahamowanie przepływu leków poza granice, to ten system jest nielegalny.
 
Co z tymi marżami i cenami
W drugiej części konferencji poruszono tematykę sztywnych marż i cen leków.

– Dążymy do tego, żeby ceny na leki refundowane były jednakowe we wszystkich aptekach. Obecnie mamy do czynienia z patologiami, takimi jaki sprzedaż leku za jeden grosz, za złotówkę, czy wręcz z dopłatą do leku. My wszyscy płacimy za nieprawidłowości na rynku. Wśród krajów Unii Europejskiej tylko Polka i Litwa nie mają sztywnych cen leków refundowanych – stwierdził Grzegorz Kucharewicz.

Z kolei Piotr Kula, prezes zarządu PharmaExpert Sp. z o.o. wskazywał zagrożenia, jakie mogą wyniknąć z wprowadzenia sztywnych cen leków. Jak powiedział „30 proc. aptek w kraju jest zadłużonych. To są te apteki, które żyją z rabatowania”.

Paweł Sztwiertnia, dyrektor Związku Pracodawców Innowacyjnych Firm Farmaceutycznych Infarma dodał, że Ministerstwo Zdrowia nie jest w stanie nowelizować list leków refundowanych tak często, jak przewidują to obowiązujące przepisy (co trzy miesiące). – Być może dlatego nie powinniśmy zamrażać mechanizmów konkurencji w zakresie marż i cen leków – rozważał dyrektor Sztwiertnia.

Zalecenia Komisji Europejskiej
– Już w 26 państwach Unii Europejskiej obowiązują jednolite ceny w aptekach. W Europie jest stosowany skuteczny model konkurencji cenowej, która toczy się między producentami leków – mówił Wojciech Kuźmierkiewicz, wiceprezes Polskiego Związku Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego.

Prezes Kuźmierkiewicz przytoczył także raport Komisji Europejskiej na temat konkurencyjności, przypominając stosowaną w Polsce, jego zdaniem, niekorzystną dla producentów leków generycznych zasadę wpisywania na listy leków refundowanych kolejnych generyków w danych grupach terapeutycznych: musi być tańszy lub równy cenie najtańszego na rynku.

– Ta praktyka ogranicza konkurencję w Polsce. W wielu europejskich krajach stosowana jest zasada, że ceny leków generycznych nie powinny być wyższe niż cena leku oryginalnego minus określony procent – stwierdził Wojciech Kuźmierkiewicz, przypominając zalecenia Komisji Europejskiej, by państwa członkowskie stwarzały warunki do wzrostu konkurencji na rynku leków.

Między misją farmaceuty a biznesem
Zdaniem osób biorących udział w trzeciej dyskusji panelowej pt. „Misja farmaceuty a marketing i aktywność biznesowa w obrocie lekami” prawna regulacja liczby (rozmieszczenia aptek) uzdrowiłaby sytuację na rynku oraz mogłaby poprawić dostęp pacjentów do usług farmaceutycznych na najwyższym poziomie.

– Taka ustawa była już gotowa kilka lat temu. Przeszła nawet przez Senat, ale ostatecznie nie została uchwalona przez parlament – przypomniał Wojciech Kuźmierkiewicz.

Ponieważ w wielu regionach i miastach aptek jest za dużo, borykają się one z problemami finansowymi. Dlatego zmniejszają koszty funkcjonowania, także osobowe. Zaczyna w nich brakować farmaceutów przygotowanych do udzielania pacjentom kompetentnych porad.

– Apteka ma przede wszystkim pełnić funkcję placówki ochrony zdrowia. Dopiero potem jest sklepem. Dlatego musi być wpisana w politykę zdrowotną państwa i podlegać odpowiednim regulacjom. Przepisy dotyczące geografii aptek są stosowane np. we Francji, Hiszpanii, Austrii, Włoszech – wymieniał Michał Pietrzykowski, prezes Gdańskiej Okręgowej Rady Aptekarskiej.

Prezes Pietrzykowski podkreślał, że na początku lat 90. na jedną aptekę przypadało średnio ponad 2 farmaceutów, natomiast obecnie tylko 1,3. Między innymi dlatego, że liczba aptek zwiększyła się w ostanich kilkunastu latach 5-krotnie.

– Sytuacja finansowa wielu aptek jest zła. Ograniczają koszty swojego funkcjonowania ze szkodą dla pacjentów – dodał Michał Pietrzykowski.

Andrzej Smyk stwierdził, że rynek aptek został w naszym kraju nadmiernie uwolniony: – Proszę zwrócić uwagę, że obecnie obowiązujące regulacje prawne, np. dotyczące reklamy leków, odnoszą się przede wszystkim do producentów, a nie aptek – mówił prezes Smyk.

Dodał jednak, że apteka jest także sklepem: – Podejmowane przez hurtownie działania, mające m.in. pomóc  w zarządzaniu aptekami, budzą często sprzeciw aptekarzy, którzy uważają, że tego rodzaju działalność nie powinna być nastawiona głównie na zysk – powiedział Andrzej Smyk.

Można się obronić
Jaka więc przyszłość czeka polskie apteki? Jak powinny funkcjonować, aby przetrwać na rynku? W opinii Andrzeja Tarasiewicza, prezesa Związku Pracodawców Hurtowni Farmaceutycznych zyski aptek, szczególne w zakresie leków refundowanych, będą spadać.

– Rozwijać się będzie telemedycyna oraz opieka domowa, szczególnie nad starszymi pacjentami, którzy przestaną być tak częstymi gośćmi w aptece – przewiduje prezes Tarasiewicz. – Dlatego apteki powinny rozszerzać swój asortyment, np. o dermokosmetyki. Poza tym należy prawnie ograniczać wypływ sprzedaży leków poza aptekami. Takie regulacje już na szczęście się pojawiły.

Prof. Henryk Mruk z Katedry Handlu Międzynarodowego Akademii Ekonomicznej w Poznaniu prognozuje z kolei, że coraz więcej aptek będzie funkcjonowało w sieciach: – Cały świat zmierza ku sieci... W Polsce na drodze rozwoju tej tendencji stają jeszcze bariery mentalne. Np. polskie sklepy nie potrafiły się skonsolidować, dlatego największe sieci marketów w naszym kraju należą do Francuzów i Niemców.

– Właściciele aptek, aby przetrwać na rynku, muszą dobrze poznać zasady prowadzenia biznesu w ogóle – podkreślał profesor.

Pełna, obszerna relacja z konferencji – w listopadowym wydaniu miesięcznika Rynek Zdrowia.

SUBSKRYBUJ WIADOMOŚCI RYNKU ZDROWIA

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl
prosto do Twojej skrzynki pocztowej

Rynek Zdrowia: polub nas na Facebooku


Rynek Zdrowia: dołącz do nas na Google+


Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze


RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

NAPISZ DO NAS

Na nadejście Eboli technicznie jesteśmy przygotowani

Szerzenie się zachorowań na gorączkę krwotoczną Ebola w Afryce Zachodniej jest potężnym problemem epidemiologicznym, który może dotyczyć mieszkańców innych kontynentów. W przypadku Polski ryzyko przywleczenia wirusa wywołującego Ebolę jest niewielkie, ale jednak możliwe - mówi nam dr Iwona Paradowska-Stankiewicz, konsultant krajowy w dziedzinie epidemiologii, pytana o praktyczne przygotowanie szpitali na wypadek tego zagrożenia.

POLECAMY W SERWISACH