RELACJA

Widać wyraźnie, że braki kadr lekarskich nie dotyczą tylko zespołów ratownictwa medycznego, ale również szpitalnych oddziałów ratunkowych. Dlatego lekarze powinni pracować na SOR, a ratownicy w pogotowiu - zgadzali się uczestnicy sesji "Ratownictwo medyczne - zdążyć przed tragedią" odbywającej się podczas IV Kongresu Wyzwań Zdrowotnych (Katowice, 7-8 marca 2019 r.).

Funkcjonowanie systemu Państwowe Ratownictwo Medyczne (PRM) reguluje znowelizowana ustawa uchwalona w czerwcu 2018 r. Dr Marek Tombarkiewicz, obecnie dyrektor Narodowego Instytutu Geriatrii, Reumatologii i Rehabilitacji w Warszawie, podsekretarz stanu w Ministerstwie Zdrowia w latach 2016-2018, przyznał, że pierwsza wersja zmian w ustawie o PRM nad którą pracował przewidywała likwidację karetek S.

Karetek S miało w ogóle nie być
- Nie bylibyśmy jedynym krajem, w którym lekarze nie jeżdżą w karetkach, bo są za drodzy i za mało jest ich na rynku. Ostatecznie pozostaliśmy przy karetkach S, jednak wyraziłem zgodę na to, aby zamieniać karetki S na P. Cóż z tego, że mieliśmy wykazywane karetki S, skoro niektóre doraźnie nie mogły jeździć, bo nie było obsad lekarskich dla tych zespołów - mówił podczas sesji.

Gdy był wiceministrem zdrowia zlikwidowano ponad 100 karetek S, ale na to miejsce otworzono ponad 130 zespołów P, czyli zwiększono liczbę ambulansów w systemie.

- Nie słyszałem o dramacie z tego powodu, że lekarza w karetce zastąpili ratownicy medyczni. Nazwijmy rzeczy po imieniu: jeśli w karetkach specjalistycznych, ze względu na braki kadrowe jeżdżą lekarze odchodzący na emeryturę i starsi, to ze względu na ich możliwości fizyczne wynikające z wieku, jest to kompletne nieporozumienie i nie powinniśmy dopuszczać do takich sytuacji - powiedział Marek Tombarkiewicz.

Prof. Jerzy Robert Ładny, konsultant krajowy w dziedzinie medycyny ratunkowej, kierownik Kliniki Medycyny Ratunkowej Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku przypomniał, że gdy tworzono system PRM mieliśmy w nim ok. 40 proc. karetek specjalistycznych, a w tej chwili jest ich 27 proc.
Sam przyznaje, że nie jest w stanie przewidzieć czy karetki S za kilka lat w ogóle nie znikną z systemu. - Zobaczymy jak rozwinie się sytuacja - mówi.

Tworząc system PRM (obejmujący karetki i SOR-y - red.) przyjęto założenie, że w kraju potrzeba 2500-2800 lekarzy specjalistów medycyny ratunkowej. - Przez 20 lat do tej pory tych specjalistów wykształciliśmy ok. 1200, ale w systemie pracuje tylko 514. To odzwierciedla trend jaki mamy - przyznał konsultant krajowy.

W pewnym momencie spadek lekarzy zainteresowanych robieniem specjalizacji z medycyny ratunkowej był tak duży, że tylko nieco ponad 20 osób otwierało tę specjalizację w ciągu roku. W tej chwili powróciliśmy do poziomu 120 - 140 lekarzy wybierających tę dziedzinę medycyny.

Jak zaznaczyła dr Małgorzata Popławska, dyrektor naczelny Krakowskiego Pogotowia Ratunkowego, prezes Związku Pracodawców Ratownictwa Medycznego SP ZOZ, jesteśmy w takim momencie, gdy powinniśmy odpowiedzieć sobie na pytanie do jakiego systemu PRM chcemy dążyć i czy dalej chcemy utrzymywać zespoły specjalistyczne.

Postawmy na ratowników
- Postawmy na wykorzystanie kadry, która celowo jest kształcona dla przedszpitalnego ratownictwa medycznego, czyli ratowników medycznych i pielęgniarki systemu - stwierdziła, dodając, że obecnie wszyscy już widzą, że braki kadrowe nie dotyczą tylko zespołów, ale również jednostek szpitalnych. Dlatego - jej zdaniem - lekarze powinni pracować na SOR, a ratownicy w pogotowiu, bo to pozwoli na optymalne wykorzystanie zasobów kadrowych.

- Lekarze odchodzą i będą odchodzić z pogotowia. My to widzimy na co dzień. Wydaje się, że ratownictwo przedszpitalne w sposób ewolucyjny mogłoby pozostać bez lekarzy - podsumowała dyr. Małgorzata Popławska.

Marek Tombarkiewicz (jest specjalistą anestezjologiem - red.) podzielał ten pogląd. Jego zdaniem, nawet jeśli będzie coraz więcej lekarzy medycyny ratunkowej, to na pewno znajdą swoje miejsce w SOR, centrach urazowych, czyli "tam gdzie są niezwykle potrzebni".

- Natomiast nie widzę żadnego problemu, żeby jeździli w karetkach tylko dobrze wykształceni ratownicy - powiedział, zaznaczając, że to rozwiązanie wymaga jednak wprowadzenia takich wymagań jak np. recertyfikacja umiejętności ratowników medycznych co 2-3 lata, która dawałaby gwarancję zapewniania jakości świadczeń przedszpitalnych i bezpieczeństwa pacjentów.

Podczas sesji "Ratownictwo medyczne - zdążyć przed tragedią" jej goście odpowiadali też na bardzo ważne pytanie o to, czy wykształcenie i kompetencje ratowników jeżdżących w karetkach są wystarczające.

- Co do kompetencji ratowników, zakresu czynności, wykazu leków, które mogą podać, to oceniamy, że w zasadzie w Polsce ratownicy medyczni mają jedne z największych uprawnień w krajach europejskich - powiedział prof. Jerzy Ładny.

Kompetencje to nie wszystko
Dr Małgorzata Popławska zaznaczyła, że kompetencje pielęgniarek systemu i ratowników medycznych są wysokie, ale bezpieczeństwo pacjenta wymaga stałej dbałości o doskonalenie zawodowe ratowników medycznych. Dyrektor odwołała się do doświadczeń innych krajów, gdzie na kartach medycznych czynności ratunkowych wykonanych u pacjenta zawarte jest też imię i nazwisko członków zespołu.

- Jak nam tłumaczono, to rozwiązanie jest wprowadzone po to, aby istniały dane pozwalające określić kto ile razy zaintubował pacjenta, ile razy się wkłuł. Teraz system wspierania dowodzenia (system informatyczny używany do dysponowania karetek - red.) daje duże możliwości jeśli chodzi o analizy, ale tego elementu w nim nie ma - mówiła.

Jak potwierdził Artur Borowicz, dyrektor Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego w Katowicach, umiejętności ratowników mają tym większe znaczenie, że dyspozytor przy dużej liczbie wezwań po prostu wysyła do zdarzenia pierwszą wolną karetkę, bez względu na to czy jest to zespół S czy P.

- Jednak analizy przeprowadzone w WPR, oparte o dziesiątki tysięcy przypadków, dowodzą, że wartość dodana działania lekarza w karetce w porównaniu z działaniem ratownika to 2 proc. To wynika właśnie z dużego zakresu uprawnień ratowników - ocenił.

Dodał, że zastępowanie karetek S przez P budziło protesty społeczne, ale trwało to do momentu, gdy okazywało się, że dla pacjentów "nic się nie zmienia". Jak podał, struktura finansowania jest taka, że pozwala na wprowadzenie do systemu 4 karetek P zamiast 3 kartek S, co poprawia dostępność karetek w systemie.

- W moim przekonaniu poziom wykształcenia i kompetencje ratowników medycznych są na tyle wysokie, że powinniśmy dążyć do tego, aby lekarze medycyny ratunkowej byli na SOR-ach, a nie w karetkach. Ratownicy wykonują procedury ratujące życie, natomiast lekarz, mając doświadczenie lekarskie i możliwości diagnostyczne, powinien być wykorzystany tam gdzie jest jego miejsce, czyli na SOR, a nie w karetce, gdzie ma do dyspozycji dokładnie taki sam sprzęt jak ratownik - stwierdził Artur Borowicz.

Ratownicy - jaka ścieżka kariery?
Dr n. o zdr. Jarosław Madowicz, prezes Polskiego Towarzystwa Ratowników Medycznych, dyrektor ds. medycznych Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Tychach powiedział, że zawód ratownika medycznego jest już zawodem ugruntowanym na rynku zawodów medycznych i posiada rosnące kompetencje. - Środowisko oczekuje natomiast rozwiązań, które by pomogły w kształceniu i rozwoju zawodowym - zaznaczył.

- Nie mamy dzisiaj ścieżki kariery ratownika medycznego. Z chwilą otrzymania dyplomu i tytułu ratownika medycznego właściwie ścieżka kariery się kończy. Ratownik nie może robić specjalizacji, nie ma możliwości certyfikowania swoich umiejętności. Chcielibyśmy, aby tę kwestię mogła uregulować ustawa nad którą pracuje ministerstwo - mówił Jarosław Madowicz.

Uczestnicząca w dyskusji wiceminister zdrowia Józefa Szczurek-Żelazko powiedziała, że praktycznie na ukończeniu jest projekt ustawy o zawodzie ratownika medycznego i o samorządzie zawodowym.

Projekt ma m.in. uregulować kształcenie przed- i podyplomowe. - W kształceniu przedyplomowym mamy dużą różnorodność, nie ma konkretnych określonych standardów kształcenia na poziomie licencjackim. Pozostawiono uczelniom dużą dowolność i to powoduje, że poziom przygotowania ratowników, absolwentów różnych szkół bywa też różny - przyznała wiceminister.

Przekazała, że ministerstwo chce zmierzać w kierunku utworzenia II poziomu studiów dla ratowników. Odnosząc się do możliwości wprowadzenia w ratownictwie medycznym specjalizacji na wzór specjalizacji lekarskich czy pielęgniarskich odpowiedziała, że ta kwestia wymaga przedyskutowania.

- Te kompetencje które miałby nabyć ratownik w toku kształcenia podyplomowego muszą być inne niż te uzyskane w ramach kształcenia przeddyplomowego. Musimy te kompetencje zróżnicować i to jest naprawdę duże pole do dyskusji - mówiła minister, zapewniając, że zaprosi do niej wkrótce zainteresowanych.

999 czy 112?
Podczas sesji jednym z wątków dyskusji była ocena funkcjonowania skoncentrowanych dyspozytorni medycznych oraz Centrów Powiadamiania Ratunkowego.

Marek Tombarkiewicz przypomniał, że nie ma terminów zakończenia przełączania numerów służb ratowniczych na numer 112 w Centrach Powiadamiania Ratunkowego (CPR). - Jeżeli sytuacja kadrowa i uwagi związane z wydłużonym czasu dostępu zgłaszającego do właściwego ostatniego ostatniego dyspozytora będą się utrzymywały, to myślę, że nikt na siłę nie będzie tego przełączenia numeru 999 wprowadzał i takie podejście wydaje się być najrozsądniejsze - powiedział Marek Tombarkiewicz. 

Były wiceminister zdrowia odniósł się w ten sposób do faktu, że funkcjonowanie CPR-ów jest przedmiotem uwag osób, które dzwoniąc po pomoc pogotowia ratunkowego po krótkim poinformowaniu o zdarzeniu dyspozytora CPR są przełączani do dyspozytora pogotowia, by doprecyzować wezwanie.

Artur Borowicz, dyrektor Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego (WPR) w Katowicach przywołał natomiast doświadczenia z konurbacji śląskiej, związane z dysponowaniem karetek wyłącznie z dwóch dużych skoncentrowanych dyspozytorni pogotowia ratunkowego - w Gliwicach i Katowicach.

WPR w Katowicach obejmuje konurbację śląska zamieszkiwaną przez 2,8 mln ludzi. - 10 lat temu mieliśmy 18 dyspozytorni, a każdy dyspozytor zarządzał maksymalnie 4 karetkami. Gdy trzeba było przy zdarzeniu masowym wysłać kilkanaście karetek, dyspozytor wydzwaniał do 5-6 innych, prosząc o karetki. Obecnie "widzi" wszystkie karetki, wysyła je szybciej, oczywiście dysponując nimi tak, żeby zostało zachowane bezpieczeństwo powiatów, z których są wysyłane - powiedział dyrektor Borowicz.

Dodał: - Dyspozytornie - co niezmiernie ważne - jeśli mają dużo wezwań mogą się wzajemnie zastępować. Na przykład przyjmujemy przekierowane wezwania z dyspozytorni we Wrocławiu, po kilka każdej doby. To samo robi np. dyspozytornia w Bielsku-Białej.

Jak poprawić opiekę na SOR
Podczas dyskusji jej uczestnicy odnieśli się też do wprowadzonych zmianą w ustawie o świadczeniach dyżurów ostrych i tępych szpitali. Prof. Jerzy Ładny przekonywał - i zgodzili się z nim inni goście sesji - że to  rozwiązanie jest zasadne.

Jak przypomniał konsultant krajowy, system naprzemiennego dyżurowania szpitali już istniał przed laty i się sprawdzał. Podkreślił, że nowe rozwiązanie ustawowe wprowadza możliwość, a nie obligatoryjny obowiązek dyżurowania szpitali w trybie tępym i ostrym. - Przyjęliśmy możliwość zorganizowania systemu dyżurowego pracy szpitali myśląc zwłaszcza o dużych miastach. Tam pracą ostrodyżurową szpitale mogłyby się podzielić wykorzystując lepiej swój potencjał infrastrukturalny i kadrowy - wyjaśniał profesor.

Prof. Jerzy Ładny wspomniał też o pilotażu rozwiązania polegającego na stosowaniu triażu pacjentów w SOR, z jednoczesnym informowaniem ich o przewidywanym czasie oczekiwania na udzielenie pomocy. - Takie postawienie sprawy jest transparentne i z naszej strony uczciwe, bo pacjent rzeczywiście oczekuje informacji w jakim czasie będzie załatwiony i trzeba mu ją podać - mówił.

Dr Czarosław Kijonka, kierownik szpitalnego oddziału ratunkowego w Górnośląskim Centrum Medycznym w Katowicach nawiązując do wątku dyskusji, dotyczącego czasu oczekiwania na SOR, zwrócił uwagę, że część pacjentów pojawiających się na SOR to pacjenci zbadani przez lekarza nocnej i świątecznej opieki zdrowotnej czy lekarza poradni specjalistycznej. - Ci pacjenci mają wydane przez tych lekarzy pilne skierowania do wskazanych oddziałów szpitalnych. Muszą jednak czekać na ostateczną decyzję lekarza SOR. Pacjent musi pojawić się na SOR, tak jak inni pacjenci bez skierowań, bo szpitale z SOR nie mają zakontraktowanej izby przyjęć - tłumaczył.

Dodał: - Zatem i pacjenci ze skierowaniami oczekują na przyjęcie przez lekarza SOR, następnie na konsultację lekarza z oddziału, do którego posiadają skierowanie, następnie znów na lekarza SOR, który przyjmuje do hospitalizacji lub wypisuje pacjenta do domu, bo nie ma wskazań do przyjęcia w trybie nagłym. Taka ścieżka pobytu pacjenta w SOR wspólnie z wykonywanym panelem diagnostycznym w SOR zajmuje często dużo czasu.

Czy tę sytuację można poprawić? - My sami z poziomu SOR nie jesteśmy w stanie tego zrobić. Sytuacja mogłaby wyglądać inaczej, gdyby lekarzem udzielającym świadczeń zdrowotnych dla pacjentów ze skierowaniem był lekarz dyżurny oddziału, do którego pacjent ma skierowanie. Jednakże lekarze oddziałów nie zgadzają się być lekarzami prowadzącymi pacjentów w SOR, tłumacząc, że nie są lekarzami SOR - odpowiadał dr Czarosław Kijonka.


BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH

Drodzy Użytkownicy!

W związku z odwiedzaniem naszych serwisów internetowych przetwarzamy Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane nt. aktywności lub urządzeń użytkownika. Jeżeli dane te pozwalają zidentyfikować Twoją tożsamość, wówczas będą traktowane jako dane osobowe zgodnie z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady 2016/679 (RODO).

Administratora tych danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności pod tym linkiem.

Jeżeli korzystasz także z innych usług dostępnych za pośrednictwem naszych serwisów, przetwarzamy też Twoje dane osobowe podane przy zakładaniu konta, rejestracji na eventy, zamawianiu prenumeraty, newslettera, alertów oraz usług online (w tym Strefy Premium, raportów, rankingów lub licencji na przedruki).

Administratorów tych danych osobowych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz również w Polityce Prywatności pod tym linkiem. Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach oraz przez różnych administratorów danych.

Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą przez nas bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z naszą oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij nam swoje zastrzeżenia pod adres odo@ptwp.pl.

Zarząd PTWP-ONLINE Sp. z o.o.