RELACJA

- System opieki zdrowotnej powinien zmierzać do tego, aby chory nie wychodził ze szpitala bez zaopatrzenia rehabilitacyjnego. Prawidłowość ta powinna dotyczyć każdej specjalności medycznej, w której ten chory był leczony - podkreśliła prof. Krystyna Księżopolska - Orłowska, konsultant krajowy w dziedzinie rehabilitacji medycznej.

Podczas II Kongresu Wyzwań Zdrowotnych (Health Challenges Congress, Katowice, 9-11 marca), w czasie sesji "Życie po wypisie ze szpitala - sesja interdyscyplinarna" ekspertka wyjaśniła, że chory, któremu nie udzielono pomocy rehabilitacyjnej ma zdecydowanie gorsze rokowania, niż ten, który z takiej opieki skorzystał.

Zbyt rzadko rehabilitujemy
Konsultantka krajowa podkreśliła, że dostęp do rehabilitacji dla pacjentów poszpitalnych jest zdecydowanie za rzadki. Jak wyjaśniła, kolejki oczekujących do tej formy opieki medycznej są zróżnicowane i zależą od tego po leczeniu jakiego schorzenia pacjent wyszedł ze szpitala.

- Mamy wiele rodzajów rehabilitacji: kardiologiczną, pulmonologiczną, neurologiczną, ogólnoustrojową, rehabilitację po amputacji piersi i inne. Czas oczekiwania na rehabilitację poszpitalną zależy od formy wymaganej przez chorego rehabilitacji. Na szczęście ostatnio sporo się zmieniło. Rehabilitacja ogólnoustrojowa weszła do jednorodnych grup pacjentów. Dzięki temu obecnie pacjenci po wypisie ze szpitala mają pierwszeństwo w przyjęciu na rehabilitację ogólnoustrojową - wyjaśniła prof. Księżopolska - Orłowska.

I dodała: - To bardzo dobre rozwiązanie, którego dotychczas nie było. Jest bowiem bardzo duża grupa chorych, cierpiących z powodu wielochorobowości. Ci pacjenci, oprócz zasadniczej choroby jaką jest np. zapalenie stawów, wymagają wsparcia całościowego. Ten problem dotyczy zwłaszcza osób po 60. roku życia, których będzie coraz więcej. Dlatego też rehabilitacja powinna dotyczyć większości chorych wychodzących z oddziałów leczących zasadniczą chorobę.

- Biorąc pod uwagę fakt starzenia się społeczeństwa trzeba koniecznie myśleć o takiej właśnie wielokierunkowej rehabilitacji, która powinna być prowadzona przez oddziały rehabilitacyjne. Natomiast tam gdzie pacjentami są w dużej mierze ludzie młodzi, jak np. kardiologia czy pulmonologia, w proces rehabilitacji powinni być również zaangażowani inni specjaliści, nie tylko fizjoterapeuci - zaznaczyła prof. Księżopolska - Orłowska.

Rehabilitacja to nie fizjoterapia
Z kolei Zbigniew Eysymontt, dyrektor Śląskiego Centrum Rehabilitacji i Prewencji oraz przewodniczący Sekcji Rehabilitacji Kardiologicznej i Fizjologii Wysiłku PTK zaznaczył, że chociaż on sam, jako specjalista od rehabilitacji kardiologicznej, najwięcej do powiedzenia ma w tej właśnie kwestii, to jednak są takie uniwersalne zasady, które powinny znaleźć zastosowanie w rehabilitacji pacjentów z różnymi schorzeniami.

- Ważne jest abyśmy pamiętali, żeby pacjentów, którzy przeżyli zawał, czy inny ostry incydent odpowiednio zaopatrzyć po szpitalu. W trakcie rehabilitacji należy koniecznie nauczyć chorego odpowiednio żyć, gdyż chory ten jest wciąż zagrożony kolejnym ostrym incydentem - wyjaśnił dyr. Eysymontt.

Zaznaczył też, że w tej chwili śmiertelność po zawale jest wciąż zbyt wysoka. Dlatego też szuka się sposobu, żeby to zmienić.

- Rocznie na rehabilitację kardiologiczną wydaje się 125 mln zł, a na opiekę koordynowaną ma trafić od 50 do 100 mln zł więcej. Dzięki temu możemy osiągnąć dodatkowe korzyści. Metaanalizy pokazują, że w erze nowej kardiologii, kiedy kładzie się nacisk na rehabilitację, uzyskuje się do kilkudziesięciu procent mniejszą odległą śmiertelność u osób po zawale. Pacjenci po rehabilitacji po zawale nie dość, że przeżywają, to jednocześnie zmniejsza się u nich o ok. 60 proc. ryzyko udaru mózgu, co nie było do tej pory badane. Stąd ten pomysł na opiekę kompleksową - zaznaczył Eysymontt.

Krystyna Walendowicz, dyrektor Wojewódzkiego Szpitala Rehabilitacyjnego w Zakopanym, dodała, że dziś bardzo ważne jest jasne wytłumaczenie, że rehabilitacja to nie to samo co fizjoterapia.

- Fizjoterapia jest jedynie usprawnieniem pacjenta, a rehabilitacja to cały proces, w trakcie którego chorego uczymy jak się odżywiać, jak zdrowo żyć, jak motywować go do zmiany przyzwyczajeń, czy wreszcie jak przywrócić do aktywnego życia w społeczeństwie.

Liczy się opieka zespołowa
Dyrektor Eysymontt wyjaśnił też, że nie jest obojętne jak i kto tę rehabilitację prowadzi.

- Obecnie każdy szpital chce prowadzić rehabilitację. Kardiolodzy, którzy wiedzą, że wejdą w system opieki koordynowanej często mówią, że postawią dwa rowerki i będą też mieć oddział rehabilitacji. Tymczasem nie o taką rehabilitację nam chodzi. Trzeba pamiętać, że rehabilitacja to nie tylko usprawnianie, ale to cały cykl zdarzeń, który polega na diagnostyce, na korekcie farmakoterapii, na edukacji zdrowotnej. Często też na rozpoznawaniu nowych schorzeń w trakcie rehabilitacji - wyjaśnił Eysymontt.

Dodał, że dziś rehabilitację prowadzi zespół ekspertów, który jest sercem tego procesu. - To jest jedyne miejsce w systemie, gdzie tak dobrze współpracują ze sobą lekarze, pielęgniarki, fizjoterapeuci, psycholog, dietetyk - powiedział i zaznaczył, że ten zespół musi mieć doświadczenie.

Eysymontta poparła dyr. Walendowicz, która wskazała, że szpital, którym kieruje pracuje w oparciu o zespoły multidyscyplinarne, złożone z lekarza, fizjoterapeuty, psychologa, dietetyka, neurologopedy i jeżeli trzeba to specjalisty medycznego z innej, potrzebnej w danym przypadku dziedziny.

- Ten zespół nie tylko usprawnia chorego, ale też przygotowuje pacjenta do aktywnego życia i dalszej rehabilitacji po wyjściu ze szpitala - podkreśliła Walendowicz.

Także prof. Jerzy Kozielski z Katedry i Kliniki Chorób Płuc i Gruźlicy Samodzielnego Publicznego Szpitala Klinicznego nr 1 SUM w Katowicach zgodził się z tym, że rehabilitacja to całościowe podejście do chorego.

- Chorzy cierpiący na choroby opłucnej po zabiegach powinni podlegać fizjoterapii. Niestety, z tej formy opieki korzysta jedynie 4 proc. wszystkich pacjentów. Jest to efekt ograniczonego dostępu do rehabilitacji. Dlatego chciałbym wiedzieć, co należy zrobić, żeby to zmienić. W jakim kierunku pójść, żeby ta rehabilitacja stała się powszechna? - pytał prof. Kozielski.

Ważny compliance
Dyrektor Walendowicz zwróciła też uwagę na fakt, iż szeroko pojęta rehabilitacja to także compliance.

- W tej chwili nasz szpital wygrał konkurs ogłoszony przez Ministerstwo Zdrowia na realizację programu w ramach Narodowego Programu Zdrowia. Program ten dotyczy przestrzegania zaleceń terapeutycznych przez pacjentów powyżej 60. roku życia. Realizujemy go od grudnia 2016 r - wyjaśniła dyr. Walendowicz.

Podkreśliła też, że w tym programie można pokazać efekty pracy zespołu multidyscyplinarnego pracującego z pacjentem w ramach oddziału stacjonarnej rehabilitacji, gdzie pacjent przebywa 2, 4, 6 tygodni, bądź dłużej.

- To jest fantastyczny czas na to, żeby pacjenta przekonać do farmakoterapii. W tym czasie uczymy pacjentów systematyczności w przyjmowaniu leków, pokazujemy, że chwilowa poprawa nie powinna skłaniać go do zaprzestania przyjmowania leków - wyjaśniała.

- Uczymy też tego, jak ćwiczenia, które nauczył się wykonywać na oddziale, ma wykonywać sam w domu. Takie osoby wyjeżdżają od nas z oddziału do domu ze specjalnym dzienniczkiem, w którym stawiają sobie cele, jakie w domu chcą osiągnąć. Dzienniczki zawierają też wskazówki dla lekarza POZ. Po sześciu miesiącach zamierzamy do tych 40 pacjentów, których otaczamy opieką poszpitalną w ramach programu, rozsyłać ankiety z pytaniami dotyczącymi samopoczucia, compliance. Tak rozumiem zakończenie procesu rehabilitacji - podkreśliła dyr. Walendowicz.

Nadzór nad pacjentem poonkologicznym
Z kolei prof. Tomasz Szczepański, prorektor ds. nauki, kierownik Katedry i Kliniki Pediatrii, Hematologii i Onkologii Dziecięcej Wydziału Lekarskiego z Oddziałem Lekarsko-Dentystycznym SUM, zwrócił uwagę na konieczność nadzoru lekarskiego nad pacjentami, którzy w dzieciństwie przeżyli chorobę onkologiczną.

Jak zaznaczył prof. Szczepański, każdego roku w Polsce rozpoznaje się ok. 1200 nowotworów u dzieci, z czego dzięki wysiłkom lekarzy udaje się uratować ponad 80 proc. chorych. To sprawia, że każdego roku mamy w Polsce 900 dzieci, które przebyły leczenie nowotworowe i które wracają do społeczeństwa.

- Problem jest taki, że m.in. dzięki istniejącemu systemowi, wraz z cezurą 18. roku życia ci pacjenci znikają z horyzontu lekarzy onkologów dziecięcych. Tymczasem leczenie onkologiczne jest obciążające do tego stopnia, że w niektórych grupach powikłania zaczynają się pojawiać po 10-20-30 latach - podkreślił prof. Szczepański.

Dlatego, jak zaznaczył, odpowiednia opieka poszpitalna dla tych pacjentów jest bardzo ważna. Z jednej strony dla zdrowia ich samych, a z drugiej - dla zdrowia przyszłych pokoleń.

- W zależności od tego, na co pacjenci chorowali, teraz potrzebują czasami opieki onkologicznej, kardiologicznej czy pulmonologicznej. Natomiast nie ma takiego koordynatora, który by całościowo zajął się tymi chorymi. Tymczasem takie rozwiązania funkcjonują w innych krajach europejskich, np. w Holandii, która powinna być dla nas wzorcem - podsumował prof. Szczepański.

Relację z sesji zamieścimy także w majowym wydaniu miesięcznika Rynek Zdrowia.

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH