PAP, Dziennik Bałtycki, Polska/Rynek Zdrowia | 26-09-2008 17:02

W Pomorskim Centrum lampami UV niszczą bakterie

W Gdańsku zacznie działać pierwsza w Polsce nowoczesna stacja do dezynfekcji szpitalnych ścieków. Dyrekcja Pomorskiego Centrum Chorób Zakaźnych i Gruźlicy (PCChZiG) zapewnia, że dzięki naświetlaniu lampami UV zostanie zniszczonych prawie 100 proc. obecnych w ściekach bakterii

- Badanie ścieków na zawartość bakterii chorobotwórczych przed uruchomieniem  stacji wykazało obecność m.in. bakterii coli, paciorkowca kałowego eneterokoki i bakterii beztlenowej Clostridia – mówił PAP zastępca dyrektora PCChZiG, Jarosław Głowacki.

Budowa stacji kosztowała prawie milion zł. Pieniądze na inwestycję przekazali Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej oraz Urząd Marszałkowski w Gdańsku. W Pomorskim Centrum Gruźlicy i Chorób Zakaźnych w Gdańsku wytwarza się ok. 7 metrów sześciennych ścieków dziennie. W ich składzie są dziesiątki niebezpiecznych wirusów i bakterii.

- Także takie, które mogą wywołać zagrażającą życiu posocznicę – mówił Dziennikowi Bałtyckiemu dr Bogdan Lamparski, dyrektor szpitala.

- Część oczywiście ginie bardzo szybko, jednak są też takie, które mogą przetrwać dłużej. Prątki gruźlicy w sprzyjających warunkach żyją nawet tydzień, chociaż ze ścieków raczej trudno się nimi zarazić, bo roznoszą się drogą kropelkową. Gorzej jest z żółtaczkami. Wiadomo też, że niektóre bakterie bardzo „lubią“ wilgoć i chłód, czyli środowisko, jakie znajdą w sieci kanalizacyjnej – tłumaczy gazecie dyrektor.

Przez ostatnie lata ścieki z gdańskiego szpitala zakaźnego trafiały do cuchnącego z dala odstojnika.

- Traktowaliśmy je podchlorynem sodu B - mówi dziennikowi Jarosław Głowacki, wicedyrektor szpitala. - Środek ten nie niszczył wszystkich zarazków, w dodatku kosztował bardzo dużo. Przed trzema laty podjęliśmy starania o zbudowanie stacji oczyszczającej z prawdziwego zdarzenia. Nie mieliśmy już czasu - ustawa sprzed siedmiu lat zobowiązuje nas do skutecznej dezynfekcji ścieków.

„Moc przerobowa“ nowowybudowanej stacji pozwala na dezynfekcję nawet 14 m sześc. ścieków dziennie.

 Wczoraj (25 września) dziennik „Polska“ podał, że wirusy HIV oraz wirusowego zapalenia wątroby, prątki gruźlicy, bakterie coli oraz dziesiątki innych wirusów i bakterii odkryto w ściekach wypływających z Pomorskiego Centrum Gruźlicy i Chorób Zakaźnych w Gdańsku. Szpitali, które nie mają skutecznych oczyszczalni ścieków, są w Polsce dziesiątki. Epidemiolodzy nie mają wątpliwości: to tykająca bomba biologiczna - donosi "Polska".

Od początku roku nie było miesiąca, aby przynajmniej w jednej sieci wodociągowej w Polsce nie wykryto bakterii coli. Wody nie wolno było pić w Pleszewie w Wielkopolsce, Baranowie Sandomierskim, Nisku czy w Korczynie na Podkarpaciu. Ale niebezpieczeństwo, że bakterie zatrują wodę w dużych miastach - jak Warszawa, Gdańsk czy Kraków. Bo drobnoustroje opuszczają szpitale w ściekach i niezabite trafiają do rzek.

W Polsce nikt nie bada tego, co szpitale wypuszczają do kanalizacji. Nikt nawet nie pilnuje, czy przepisy w tej sprawie są przestrzegane.

Jak wcześniej podawaliśmy, w 1997 r. Ministerstwo Zdrowia nakazało, aby wszystkie szpitale oczyszczały swoje ścieki. Prawo jednak - ze względu na szpitalną biedę - złagodzono. Obowiązująca w Polsce od czerwca 2001 r. ustawa ograniczyła wymagania do placówek mających oddziały zakaźne lub leczące pacjentów z chorobami zakaźnymi. Ale nikt nawet tego zliberalizowanego nakazu nie wyegzekwował.

Bakterie szpitalne są mutacjami odpornymi na antybiotyki i dlatego są śmiertelnie niebezpieczne. Według Światowej Organizacji Zdrowia zdarzały się już przypadki zakażenia żółtaczką spowodowane wirusami ze ścieków. O kłopotach z przyszpitalnymi oczyszczalniami było w Polsce cicho, bo to niewygodny temat.

Epidemiolodzy twierdzą, że nie jest możliwe przeprowadzenie badań pokazujących prostą zależność liczby zachorowań, np. na żółtaczkę, od skuteczności oczyszczania ścieków przez szpitale. Trudno ustalić, w jaki sposób pacjent się zaraził.

W Polsce na wirusowe zapalenie wątroby typu B choruje ponad 75 tys. osób. Skala bakteryjnych zatruć pokarmowych, jako że nie ma obowiązku ich rejestracji, nawet nie jest znana.