PW/Rynek Zdrowia | 19-04-2018 05:50

Są przetargi, trudno o wykonawców. Skąd te kłopoty na rynku szpitalnych inwestycji?

Szpitalom coraz trudniej znaleźć wykonawców robót budowlanych. Cześć przetargów nie dochodzi do skutków, a ceny przedstawiane przez oferentów przekraczają kosztorysy nawet o 30 proc. Firmy wolą budować dla prywatnych inwestorów, bo nie ograniczają ich wtedy ramy zamówień publicznych. Część szpitalnych inwestycji może się opóźnić.

Na rynku robót budowlanych realizowanych jest tak dużo inwestycji, że firmy inaczej niż dotąd kalkulują ich opłacalność. Fot. PTWP

Tak dobrej koniunktury na rynku budowlanym nie było od lat. Firmy mogą przebierać ofertach. Skutek jest taki, że przestały się interesować zamówieniami publicznymi. A to oznacza, że prowadzące modernizacje szpitale muszą liczyć się z wydłużeniem czasu trwania inwestycji oraz wzrostem ich kosztów.

Jak zauważa Sabina Bigos-Jaworowska, dyrektor Zespołu Zakładów Opieki Zdrowotnej w Oświęcimiu, sytuacja na rynku budownictwa szpitalnego staje się dla inwestorów tak trudna, że nawet mając pieniądze nie mogą znaleźć wykonawców.

Pełne portfele firm
W szpitalu rozpoczyna się modernizacja oddziału ginekologiczno-położniczego. Wykonawcę wyłoniono w drugim przetargu. - Kiedy przygotowywaliśmy ten przetarg obdzwoniliśmy wykonawców, którzy kiedyś u nas wykonywali roboty i z których byliśmy zadowoleni. Zapytaliśmy czy będą brać udział w postępowaniu. Większość firm odpowiedziała, że ich to nie interesuje, bo portfel zamówień mają wypełniony do końca roku - mówi nam dyrektor.

Jeszcze 5-6 lat temu firmy konkurując o zamówienia na rynku budownictwa szpitalnego obniżały koszty nawet o 20 proc. poniżej tych, które przewidywał kosztorys. Dzisiaj taka sytuacja jest już tylko wspomnieniem. To wykonawcy dyktują ceny. - W tej chwili przetarg, w którym uzyskujemy cenę na poziomie kosztorysu inwestorskiego jest bardzo dobrym przetargiem. Najczęściej oferta jest droższa niż zakłada kosztorys i trzeba znaleźć dodatkowe środki - zaznacza dyrektor Bigos-Jaworowska.

W pierwszym przetargu na modernizację oddziału ginekologiczno-położniczego w oświęcimskim szpitalu firma złożyła ofertę przekraczającą założenia kosztorysu o 28 proc. W powtórnym przetargu wystartowały dwie firmy. Ta, która wygrała zaproponowała, że zmodernizuje oddział, ale za cenę ok. 12-13 proc. większą niż zakładana przez inwestora. Trzeba było znaleźć dodatkowe pieniądze. Niewielką kwotę znalazł szpital, a resztę - ok. 600 tys. zł - dołożył organ prowadzący, czyli starostwo.

Tak reaguje rynek
Wojciech Szrajber, dyrektor Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego i Wojewódzkiego Wielospecjalistycznego Centrum Onkologii i Traumatologii im. M. Kopernika w Łodzi przyznaje, że na trudnym dzisiaj rynku budownictwa i remontów szpitale zaczynają mieć problemy ze znalezieniem wykonawców.

Jak przypomina, projekty budowlane wymagane do organizowania przetargów wykonuje się wcześniej. Ich kosztorysy oparte są zwykle o ceny sprzed ok. półtora roku, dwóch lat. Potwierdza - gdy dochodzi do przetargów budowlanych, nagle okazuje się, że najtańsze oferty składane przez wykonawców są wyższe o 20-30 proc od pierwotnie zakładanych. Zdarzają się i takie, które zawierają cenę wyższą nawet o 100 proc

Co można zrobić w takiej sytuacji, tym bardziej gdy w grę chodzi wydatkowanie przyznanych unijnych środków?

- Aby zmniejszyć przekroczenia kosztorysów, tam gdzie to możliwe odchudzamy finansowo projekt - zmniejszając kubaturę lub stosując mniej efektowne rozwiązania architektoniczne. Np. w miejsce przewidzianych połaci ze szkła uzgodniliśmy z wykonawcą użycie innych materiałów. Oczywiście to nie może ograniczyć funkcjonalności i walorów użytkowych, ale projektu szkoda, bo bardzo byśmy chcieli, żeby oprócz realizacji zasadniczego celu budynki także w pełni cieszyły oko - mówi nam dyr. Wojciech Szrajber.

Zdaniem dyrektora na rynku budowlanym zadziałała oczywista zasada: Rynek dąży do równowagi. Jeśli jest duży popyt na usługi, to ceny rosną.

 Koszty rosną dynamicznie
- Faktycznie można zaobserwować, że niektóre z przetargów publicznych w zakresie realizacji inwestycji szpitalnych nie dochodzą do skutku lub są wielokrotnie ogłaszane - potwierdza Anna Szymczak, prezes zarządu Iławskiego Przedsiębiorstwa Budowlanego "IPB" Sp. z o.o. w Iławie, specjalizującego się m.in. w budownictwie obiektów ochrony zdrowia.

W ocenie prezes taka sytuacja wynika z "zabezpieczenia przez inwestorów zbyt niskich środków w stosunku do rosnących kosztów". A te rosną dynamicznie.

- Na rynku pracy występuje niedobór pracowników w sektorze budowlanym oraz nastąpiła podwyżka płacy minimalnej, co ma przełożenie na wysokość pensji, jak również na wycenę robót budowlanych. Ceny materiałów i wyrobów budowlanych również mają tendencję wzrostową - tłumaczy punkt widzenia wykonawców, zaznaczając, że taka sytuacja dotyczy nie tylko inwestycji szpitalnych.

Poza tym, na co też zwraca uwagę prezes Anna Szymczak, na rynku robót budowlanych realizowanych jest tak dużo inwestycji, że firmy inaczej niż dotąd kalkulują ich opłacalność. - Nie zakładają ryzyka, czy też - jak to bywało w latach poprzednich - nie oferują realizacji poniżej kosztów wytworzenia. Takie postępowanie doprowadziło do upadku wielu firm w branży budowlanej - stwierdza prezes iławskiej firmy.

Podobnie o innym niż dotąd kalkulowaniu ryzyka przez wykonawców inwestycji szpitalnych mówi nam architekt Michał Grzymała-Kazłowski, prezes Archimed Sp. z o.o.

Tam, gdzie mniejsze ryzyko
Przekonuje, że w zamówieniach publicznych, w dokumentach przetargowych, są przedstawiane umowy, których praktycznie nie można zmieniać. - Przerzucają zdecydowaną część ryzyka na oferentów. A to nie jest partnerstwo. Kiedy nie było pracy na rynku, firmy przyjmowały te ryzyka, które w przypadku budownictwa szpitalnego są szczególni duże, co wynika ze skomplikowania prac. Niektóre firmy bankrutowały, bo część inwestycji szpitalnych była źle prowadzona, wstrzymywana - twierdzi, zaznaczając, że mówi o czasach sprzed ok. 5 lat.

Dodaje: - Zamawiający - powiem tak kolokwialnie - trochę się rozpuścili, bo uważali, że niemal wszystkie ryzyka można zrzucić na wykonawcę i on je przyjmie wraz z jak najniższą ceną.

Uważa też, że projekty wyłonione przy zastosowaniu kryterium najniższej ceny były często słabej jakości. Wykonywane przez firmy, które nie mając doświadczenia w projektowaniu szpitali realizowały projekty na podstawie tzw. użyczania doświadczenia, co komplikowało prace.

- Dzisiaj firmy wolą realizować łatwiejsze wykonawstwo u zamawiających prywatnych podmiotów, z którymi mogą negocjować warunki umów. Brak elastyczności między wykonawcą a zamawiającym w przypadku zamówień publicznych powoduje, że firmy, które mają inne propozycje wybierają łatwiejszy rynek - tak samo intratne, ale mniej wymagające projekty i to bez ponoszenia tak znacznego ryzyka, jak w przypadku budownictwa szpitalnego - tłumaczy.

Koniunkturę na rynku budownictwa napędza cała seria przetargów z unijnym dofinansowaniem. Janusz Kazimierczak, prezes zarządu Inwestycje Medyczne Łódzkiego, spółki prowadzącej inwestycje w szpitalach samorządowych woj. łódzkiego, nie ukrywa, że sytuacja na rynku budowlanym nie przypomina już tej sprzed paru lat.

Tanio już było?
Jak zauważa, po uruchomieniu funduszy unijnych rozpędzają się też inwestycje w ochronie zdrowia. - Obserwujemy wzrost cen na rynku w odniesieniu do wszystkich prowadzonych postępowań. Fakt ten wymusza korygowanie dokumentów projektowych i kosztorysów poprzez ich aktualizacje. Niemniej jednak niekiedy nawet po aktualizacji kosztorysów otrzymujemy oferty znacząco je przekraczające - potwierdza spostrzeżenia dyrektorów szpitali.

Ocenia, że głównym czynnikiem determinującym wzrosty cen w robotach budowlanych są nowe regulacje prawne, np. przepisy o minimalnej stawce godzinowej. Dodaje: - Duże znaczenie ma tutaj także znowelizowana ustawa o zamówieniach publicznych, która zarówno na zamawiających jak i wykonawców nakłada szereg nowych obowiązków, których wypełnienie powoduje jednoczesny wzrost kosztów.

Wygląda na to, że inwestorzy po latach taniego budowania będą musieli głębiej sięgnąć do kieszeni. - Nieoficjalnie wykonawcy mówią, że wreszcie, mogąc przebierać w zleceniach, nie muszą schodzić poniżej opłacalnej ceny i mają godziwy zysk - słyszymy od jednego z dyrektorów szpitali.

Jak szpitalni inwestorzy mogą odnaleźć się na takim rynku?

Dyr. Wojciech Szrajber prognozuje, że w wielu szpitalach, ze względu na długotrwałe procedury przetargowe, ale i wzrost kosztów, może pojawić się problem z terminowym wykonaniem inwestycji. - Stosujemy dialogi techniczne, żeby wspólnie z wykonawcami znaleźć oszczędności wykonawcze - podpowiada.

- Wychodzę z założenia, że im wcześniej ogłosimy postępowanie przetargowe, najlepiej na początku roku, gdy firmy nie mają jeszcze pełnego portfela zamówień, tym lepiej. Wtedy jest większa szansa szybsze pozyskanie wykonawcy - podsumowuje dotychczasowe doświadczenia dyr. Sabina Bigos-Jaworowska.