Partnerzy z Żywca, czyli o tym jak trudno ruszyć z szpitalnym PPP

W Starostwie Powiatowym w Żywcu weryfikowana jest dokumentacja złożona przez kanadyjską firmę InterHealth Canada Limited w sprawie budowy i wyposażenia szpitala. Inwestycja wartości 220 mln zł to pierwszy projekt w ochronie zdrowia, który może być zrealizowany w Polsce w ramach ustawy o partnerstwie publiczno-prywatnym.

- Moim zdaniem na samo przygotowanie oferty wydali co najmniej milion euro. Zrobili wprost idealną ocenę rynku medycznego. Wszystko jest: ilość usług medycznych, rodzaje chorób, a nasz region to prześwietlili na wylot - Andrzej Kalata, wicestarosta żywiecki odpowiedzialny w powiecie za sprawy zdrowia, podziwia profesjonalizm przyszłego partnera.

Jeśli sprawdzenie obszernej dokumentacji z warunkami specyfikacji wypadnie pomyślnie, to Starostwo Powiatowe 2 lipca, w uzgodnionym z partnerem terminie, podpisze umowę. Termin można ewentualnie przesunąć o 2 miesiące, ale w starostwie mówią, że zależy im na czasie.

Potrzebny kontrakt wieloletni

Zakłada ona, że kanadyjski inwestor wybuduje i wyposaży szpital, który przez 30 lat świadczył będzie usługi w oparciu o finansowanie z NFZ. Dopuszcza się także możliwość prowadzenia działalności komercyjnej.

Jednakże w Polsce kontraktowanie obejmuje paroletnie okresy, co nie sprzyja planowaniu długoterminowych, kosztownych przedsięwzięć i zwiększa ryzyko inwestora, który musi porozumieć się z bankami w sprawie kredytu.

- Największy problem mieliśmy z tym, że NFZ daje kontrakty na 3 lata, podczas gdy oni chcą wyłożyć setki milionów. Dlatego na własne ryzyko, gdyby NFZ nie podpisał kontraktu, zagwarantowaliśmy finansowane szpitala przez 5 lat - przyznaje w rozmowie z nami wicestarosta powiatu żywieckiego.

Zaznacza, że nie są aż tak bogatym powiatem, żeby przełknąć bez problemu wartość kontraktu, którego szpital mógłby nie dostać.

Na zagrożenie związane z kontraktowaniem zwraca również uwagę Krzysztof Siwek, dyrektor Departamentu Przygotowania Projektów Indywidualnych w Ministerstwie Rozwoju Regionalnego, który pomagał starostwu w prowadzeniu projektu.

- To absurdalne, nieprzystające do ustawy o partnerstwie publiczno-prawnym zapisy. Przecież w konstytucji nie mówi się o zabezpieczaniu obywatelom opieki zdrowotnej w paroletnich okresach, tylko w sposób ciągły. Bez uregulowania tych kwestii nie uda się partnerstwo publiczno-prywatne, w ogóle nie uda się uzdrowić ochrony zdrowia - alarmuje dyrektor Siwek. Jasno stawia sprawę:

- W moim przekonaniu istnieje niebezpieczeństwo, że partner prywatny na tych warunkach nie podejmie ryzyka i nie dojdzie do realizacji umowy - zdradza swoje obawy portalowi rynekzdrowia.pl.

Samotność pioniera

Jego resort jest jedyną instytucją rządową, która udzieliła merytorycznej pomocy żywieckiemu samorządowi przecierającemu szlaki obowiązującej od 2009 r. ustawie o ppp w obszarze ochrony zdrowia. Jeszcze tylko Warszawa i Łańcut przymierzają się zdecydowanie do ppp, ale są na początkowym etapie planów o znacznie mniejszym zakresie i wartości finansowej niż Żywiec.

- Nawet listu intencyjnego Ministerstwo Zdrowia nie dało, że nas popiera, a to pierwszy projekt w Polsce - skarży się Kalata. - Prosiłem też wojewodę śląskiego o honorowy patronat, bo to ważne, żeby powiedzieć prywatnemu partnerowi, że mamy poparcie przedstawiciela rządu. Odmówił. Na szczęście marszałek województwa pozytywnie zareagował i objął patronatem przedsięwzięcie.

Gros roboty związanej z przygotowaniem projektu Żywiec wykonał samodzielnie. Krzysztof Siwek twierdzi, że zrobili to z głową, jak zawodowcy. A było tak:

• W czerwcu 2009 r. radni powiatu żywieckiego uchwalili, że podstawą prawną, w oparciu o którą realizowana ma być szpitalna inwestycja, stanie się ustawa o partnerstwie publiczno-prywatnym. Następnie zarząd powiatu powołał komisję przetargową i wybrał kancelarię prawną do przeprowadzenia procedury wyboru prywatnego podmiotu zgodnie z zasadami ppp i w trybie dialogu konkurencyjnego, czyli w ograniczonym kręgu zainteresowanych.

• W 2010 r. po zakończeniu dialogi konkurencyjnego (brało w nim udział 9 podmiotów, głównie z zagranicy), w oparciu o informacje uzyskane od oferentów, opracowano Specyfikację Istotnych Warunków Zamówienia i dostarczono ją oferentom, którzy z kolei przesłali do starostwa konkretne zapytania.

• W 2011 r., z uwagi na dużą ilość zapytań, ostateczny termin składania ofert wyznaczono na 31 marca. Wpłynęła wtedy jedna oferta firmy InterHealth Canada Limited 357 Bay Street Suite 600 Toronto, Ontario, Canada, M5H 2T7.

Żeby było jak w Kanadzie

To renomowana firma specjalizująca się w usługach medycznych. Najwięcej szpitali ma w Kanadzie, prowadzi też placówki w Stanach Zjednoczonych i Anglii.

- Z tego, co wiem - ale tu nie mam stuprocentowej pewności - brakuje im jeszcze szpitala w Europie. Przypuszczam, że chcą mieć u nas przyczółek. Liczą pewnie też na to, że w Polsce w przyszłości rozwiną się ubezpieczenia zdrowotne, więc dodatkowo zarobią - rozważa Andrzej Kalata.

Zarzucano mu, że tylko jedna firma złożyła ofertę. A on się cieszy, że ją przysłała, bo uważa, że polski rynek medyczny, przy obecnych zmieniających się przepisach i kiepskim finasowaniu ochrony zdrowia, nie jest atrakcyjny.

W powiecie żywieckim trudno znaleźć zdeklarowanych przeciwników budowy szpitala. Ludzie znają obecny Szpital Powiatowy. Już kilkadziesiąt lat temu komitet społeczny zbierał pieniądze na wykupienie działki pod budowę nowego. Dziś jest 5 hektarów. Starostwo musi doprowadzić tam drogę, pociągnąć media, a prywatny partner na oddanej mu w użyczanie na 30 lat działce zajmie się resztą.

Podczas gdy w Warszawie politycy kłócą się o zakres prywatyzacji w ochronie zdrowia, w Żywcu nikt takich zmartwień nie ma. Szpital musi być. I tyle. Dlaczego?

Zajrzyjmy do Zespołu ZOZ, Szpital Powiatowy w Żywcu.

Jak za Habsburgów

Pierwszy szpitalny budynek wzniesiono za Habsburgów w końcu XIX w., 32 lata po założeniu w 1856 r. słynnego browaru - solidna ciągnąca się wzdłuż ulicy budowla służy do dziś.

- Mamy tu izbę przyjęć - wyjaśnia dyrektor Antoni Juraszek.

Za izbą przyjęć są dwa obiekty połączone łącznikami. W pierwszym - ortopedia, chirurgia i RTG, w drugim oddział wewnętrzny. Nieco oddalony od nich jest oddział dziecięcy.

Pawilonów przybywało, bo miasto się rozrastało. Lecz każda kolejna władza miała ten sam pomysł na zaspokojenie potrzeb zdrowotnych mieszkańców. Po prostu dobudowywano następne obiekty. W XXI w. zrobił się z tego labirynt budynków, które od ul. Sienkiewicza przesłania  podniszczony jednopiętrowy zabytek.

- Najgorsze jest jednak to, że pacjentów trzeba przewozić między pawilonami, pod gołym niebem - przyznaje Juraszek.

Nie ukrywa też, że szpital pęka w szwach i trzeba na korytarzach dostawiać łóżka, na co sanepid najbardziej kręci nosem. Do tego jeszcze dochodzi perspektywa dostosowania szpitalnych standardów do unijnych wymogów… Remontować się nie opłaci, a kolejnego pawilonu nie ma gdzie już dostawić.

- Ale reżim sanitarny trzymamy - zapewnia dyrektor - bo w przeciwnym razie by szpital zamknęli.

Nawet nie pytamy, co wtedy. W promieniu kilkudziesięciu kilometrów nie ma innego. W powiecie mieszka 150 tys. ludzi, a w sezonie - licząc z turystami - 200 tysięcy. Rocznie przez izbę przyjęć przewija się 24 tys. osób, 14 tysięcy trafia do szpitala.

- Dlatego pracujemy non-stop, cały czas na dyżurze - tłumaczy Antoni Juraszek.

Podobał się artykuł? Podziel się!
comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH