FINANSE SZPITALI

Finanse polskiego szpitala: długi, cięcia kosztów i protest gotowy

Przynajmniej w kilkunastu szpitalach doszło w ostatnich miesiącach do protestów płacowych. Część ekspertów uważa, że ich przyczyną są drakońskie oszczędności wynikające z konieczności osiągnięcia przez lecznice rentowności, żeby samorządy, które planują przekształcenie swoich publicznych ZOZ-ów w spółki, nie musiały ich dofinansowywać, na co zresztą nie mają pieniędzy.

Przykładem tego zjawiska może być województwo mazowieckie i sytuacja w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym w Radomiu.

Z perspektywy samorządu województwa sprawa wygląda tak, jak przedstawiono to w komunikacie po obradach sejmiku mazowieckiego. Czytamy w nim, że „odłożony zostanie proces przekształcenia szpitali. Kwota zobowiązań, które Mazowsze miało spłacić po zrestrukturyzowanych placówkach to aż 225 mln zł, z czego 164 mln zł przesunięto na kolejne lata”.

- Zarząd województwa widzi konieczność rozłożenia w czasie procesu wynikającego z ustawy o działalności leczniczej, gdyż nakłada ona na samorządy obowiązek pokrywania ujemnego wyniku SP ZOZ-ów - poinformowała nas Marta Milewska, rzecznik prasowy Urzędu Marszałkowskiego.

Dodała, że zarząd zapoznał się z sytuacją szpitali (liczebność kadry, wysokość kontraktów oraz finanse szpitali). - Obecnie trwają analizy dotyczące przekształcenia szpitali. Żadne decyzje dotyczące konkretnych jednostek nie zostały podjęte - wyjaśniła i stwierdziła, że środki, które pozostały w budżecie, przeznaczone zostaną na pokrycie zobowiązań polikwidacyjnych szpitali, które zostały wcześniej przekształcone.

Cięcia prowadzą do kolejnych cięć

Budżetowe cięcia wymusiło m.in. zmniejszenie przez Ministerstwo Finansów prognozowanego na ten rok wzrostu podatku CIT z 19 proc. do 4,5 proc. i wyższe niż przed rokiem ”janosikowe”.

Z tego powodu radni musieli ponownie przeanalizować budżet Mazowsza. Będzie on aż o jedna piątą mniejszy. Planowane pod koniec 2011 r. w uchwale budżetowej na 2012 rok wydatki - 3,6 mld zł - zostały ograniczone do 2,9 mld zł.

Ale to nie wszystko. Osobną sprawą jest dług mazowieckich placówek. W pierwszym kwartale 2012 r. osiągnął rekordowy poziom ok. 1,6 mld zł, co plasuje ten region na pierwszym miejscu w Polsce pod względem wysokości ogólnego zadłużenia w ochronie zdrowia.

Urzędnicy unikają tego tematu jak ognia. Ewa Łagońska, dyrektor departament zdrowia Urzędu Marszałkowskiego Województwa Mazowieckiego odmówiła komentarza w sprawie związku protestów płacowych w szpitalach z planowanymi przekształceniami i wdrażanymi działaniami restrukturyzującymi, gdyż - jak przekazała nam jej sekretarka - „pani dyrektor uznała, że ten problem wykracza poza jej kompetencje”.

Siła złego na jednego
Sytuacja jest poważna i dotyczy całej Polski. Dość powiedzieć, że Ministerstwo Zdrowia opublikowało dane na temat dynamiki zadłużenia SP ZOZ-ów, z których wynika, że zobowiązania wymagalne szpitali wzrosły w pierwszym kwartale 2012 r. o blisko 7 proc. w porównaniu z IV kwartałem ubiegłego roku.

Ogólne zadłużenie szpitali osiągnęło poziom najwyższy od 2003 r., czyli od momentu, kiedy resort w ogóle prowadzi takie statystyki. Długi polskich szpitali wynoszą obecnie łącznie około 10,4 mld zł.

Czytaj: Zobowiązania SPZOZ-ów pod lupą resortu - długi większe niż kiedykolwiek

- Zadłużenie utrudnia pracę szpitalom - przyznał w czerwcu minister zdrowia Bartosz Arłukowicz i na pocieszenie dodał, że samorządy, które przekształcą lecznice w spółki, mogą skorzystać z pomocy finansowej.

Marna to jednak zachęta. Ustawa o działalności leczniczej przewiduje co prawda wsparcie z budżetu państwa dla samorządów, które nie spłacą długów szpitali i będą musiały lecznice przekształcić, ale dotacje obejmą tylko zobowiązania wobec ZUS oraz fiskusa. Z analiz resortu wynika jednak, że akurat tego typu zadłużenie SPZOZ-ów nie jest duże.

- Liczba podmiotów, które będą miały ujemny wynik finansowy jest większa niż spodziewaliśmy jeszcze rok temu, kiedy ustawa o działalności leczniczej wchodziła w życie - podsumował Marek Wójcik, ekspert ds. ochrony zdrowia Związku Powiatów Polskich (ZPP).

Oba czynniki - wzrost zadłużenia szpitali i zapaść finansowa samorządów - rzutują na plany przekształceń w spółki i nastroje szpitalnego personelu zagrożonego zwolnieniami i cięciami pensji. Wydaje się, że nadchodzi moment praktycznego testowania ustawy o działalności leczniczej, która zakłada, że jeśli samorządy nie pokryją ujemnego wyniku finansowego swoich szpitali i nie zmienią formy organizacyjno-prawnej placówek, to będą musiały je zlikwidować.

W tym kontekście wyjątkowo uważnie obserwowany będzie przypadek Szpitala Wojewódzkiego w Gorzowie Wielkopolskim. Zadłużoną na 230 mln zł placówkę (jej dług zagraża sytuacji finansowej województwa lubuskiego) przekształcał będzie b. wiceminister zdrowia Marek Twardowski, od maja br. dyrektor tej lecznicy.

Czekają go rozmowy ze związkowcami, którzy liczą na pakt socjalny i zachowanie miejsc pracy, ale bez bolesnej redukcji etatów się nie obejdzie.

W przeciwieństwie do samorządu województwa mazowieckiego, radni woj. lubuskiego chcą w błyskawicznym tempie załatwić sprawę przekształcenia Szpitala Wojewódzkiego w spółkę, aby już na początku 2013 r. została wpisana do Krajowego Rejestru Sądowego.

Czytaj: Gorzów Wielkopolski: były wiceminister sprawdzi jak w praktyce przekształcić szpital

Oszczędzają i zwalniają - też niedobrze
Wróćmy jednak na Mazowsze. Luiza Staszewska, dyrektor Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Radomiu, jest przekonana, że w styczniu lub lutym 2013 r. jej SP ZOZ też stanie się spółką prawa handlowego ze stuprocentowym udziałem samorządu województwa mazowieckiego. Długi placówki sięgają 30 mln zł.

- Już w grudniu ubiegłego roku, kiedy jeszcze nie było wiadomo, że szpital ma być przekształcony, podjęłam działania zmierzające do zmniejszenia kosztów pracy, bo w przeciwnym razie utonęlibyśmy w długach - powiedziała nam Luiza Staszewska i zapewniła, że forma prawna nie ma w tym przypadku żadnego znaczenia.

O skutkach podjętych wtedy decyzji stało się głośno, kiedy w ubiegłym miesiącu formalnie zgłosiła do urzędu pracy zamiar przeprowadzenia zwolnienia grupowego 190 lekarzy po to, żeby do połowy września tego roku zaproponować im nowe umowy o pracę.

Po co ten manewr? Chodzi o to, żeby zmienić obowiązujący obecnie jednozmianowy system pracy (efekt porozumienia postrajkowego z 2007 r.) na tzw. równoważny, czyli 12 godzin pracy, 12 godzin dyżuru i w inny dzień, np. sześć godzin pracy. Dzięki temu lekarze pracowaliby krócej, ale też mniej by zarabiali, na czym szpital zaoszczędziłby mniej więcej 2 mln zł rocznie.

Lekarze na razie nie kwapią się z podpisywaniem nowych umów. Julian Wróbel z Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy powiedział w Polskim Radiu, że nie ma zgody na taką reorganizację, ale strajku nie będzie. Każdy lekarz sam będzie musiał zdecydować o pozostaniu w szpitalu bądź rezygnacji z pracy w lecznicy. Związek rekomenduje wejście na drogę sądową.

- Jeżeli nie będzie lekarzy, to nie będzie szpitala. Zostanie wykreślony z rejestru wojewody - postawiła jasno sprawę Staszewska i wyjaśniła, że w takiej sytuacji zarząd województwa będzie mógł powołać spółkę. Nowy podmiot nie będzie musiał już jednak zatrudniać wszystkich pracowników.

- Realizowałam porozumienia strajkowe dopóki się dało. Dłużej nie da się tego ciągnąć - przyznała.

Tychy działają na wyobraźnię
Podobne procesy obserwować można w województwie śląskim, które pod względem zadłużenia placówek ochrony zdrowia jest na drugim miejscu po Mazowszu (ogólne zobowiązania szpitali śląskich to ponad 1,3 mld zł).

Śląski samorząd zamierza zredukować zatrudnienie w szpitalach o tysiąc pracowników (w jednostkach opieki zdrowotnej pracuje tu ok. 20 tys. osób). Asumptem do redukcji była sytuacja w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym w Tychach, który z racji olbrzymiego zadłużenia w krótkim czasie musiał zmienić formułę działania.

Obecnie leczenie prowadzi należąca do samorządu spółka, a związana z tym redukcja zatrudnienia docelowo sięgnie ok. 300 pracowników.

- Stopniowe zmniejszanie zatrudnienia w pozostałych szpitalach służy m.in. temu, by nie doszło tam do sytuacji, jaka miała miejsce w Tychach - wyjaśnił marszałek województwa Adam Matusiewicz. W jego ocenie, w większości przypadków redukcje prowadzone są stopniowo i bez ostrych konfliktów społecznych.

Podobał się artykuł? Podziel się!
comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH