W Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym nr 1 w Tychach zamknięto oddział intensywnej opieki niemowlęcej i dziecięcej, bo nie udało się zatrudnić w nim drugiego anestezjologa. Zgodnie z wymogami NFZ, na tym oddziale powinno pracować dwóch lekarzy tej specjalności.
Na oddziale było sześc stanowisk do intensywnej terapii. - Oddział przestał funkcjonować od sierpnia, ponieważ została rozwiązana umowa przez NFZ bez zachowania okresu wypowiedzenia na świadczenie opieki zdrowotnej w zakresie anestezjologia i intensywna terapia - powiedział rzecznik szpitala Jerzy Wiśniewski.
Dodał, że jedną z przyczyn zamknięcia oddziału jest brak drugiego anestezjologa. - Zgodnie z wymogami powinniśmy mieć dwóch anestezjologów, a mieliśmy jednego. Dlatego rozpisaliśmy konkurs. Anestezjolog, który wygrał, postawił zbyt wygórowane żądania płacowe, których nie możemy zrealizować - wyjaśnił Wiśniewski.
Drugą przyczyną zamknięcia oddziału było niewielkie wykorzystanie stanowisk przystosowanych do intensywnej opieki nad dziećmi. Od stycznia tego roku na oddziale leczonych było 15 dzieci.
W szpitalu nadal funkcjonuje oddział neonatologii z ośmioma nowymi stanowiskami dla noworodków. Placówka ma również karetkę neonatologiczną, która może szybko dowieźć małych pacjentów do wysokospecjalistycznych klinik w Katowicach- Ligocie i Zabrzu.
W zamkniętym oddziale intensywnej opieki niemowlęcej i dziecięcej pracowało 3 lekarzy i 12 pielęgniarek. Zostali przeniesieni na inne oddziały.
W sprawie zamknięcie oddziału intensywnej opieki niemowlęcej i dziecięcej tyskiego szpitala wypowiedział się Zarząd Regionu Śląskiego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy (OZZL). Według niego oddelegowanie załogi do pracy w innych oddziałach to "marnowanie" umiejętności personelu.
Szpital ma 53 mln zł długu, z czego 23 mln zł zobowiązań kwalifikuje się do natychmiastowej spłaty. Spośród kilkunastu oddziałów rentowane są tylko oddziały: udarowy, okulistyczny i noworodkowy.
Czytaj więcej: zamknięcie oddziału
Lubelskie: ile kosztuje leczenie chorych na raka?