Sąd Okręgowy w Warszawie zadecydował, że Ministerstwo Zdrowia ma zwrócić Wojewódzkiemu Podkarpackiemu Szpitalowi Psychiatrycznemu w Żurawicy 307 tys. zł za leczenie pacjentów bez ubezpieczenia w 2007 r.

To już drugie zwycięstwo podkarpackiej lecznicy. Pierwsze, precedensowe, miało miejsce w lipcu 2008 r. Placówka w Żurawicy wygrała wówczas, jako pierwsza w Polsce, sprawę z resortem zdrowia o zwrot 111 tys. zł z tego samego tytułu. Poszła wówczas za ciosem i złożyła kolejny pozew. Jak widać, z dobrym skutkiem.

– Pierwszy pozew dotyczył kosztów leczenia nieubezpieczonych jedynie w ostatnim kwartale 2006 r.: nie było nas stać na złożenie w sądzie większego wadium – mówił latem ub.r. portalowi rynekzdrowia.pl Janusz Kołakowski, dyrektor szpitala. – Obecnie, po wygranej, będziemy walczyć o zwrot kosztów leczenia chorych bez ubezpieczenia za rok 2007. Należy nam z tego tytułu ponad 300 tys. zł. – dodał dyrektor.

Kilka dni temu Sąd Okręgowy w Warszawie zasądził do zwrotu 307 tys. zł. Z odsetkami uzbiera się ponad 400 tys. zł. Tymczasem dyrektor Kołakowski zapowiada, że ten pozew nie był bynajmniej ostatni.

– Składanie pozwu w tej samej sprawie, przeciwko komuś, kto przegrał i nie pomogło mu odwołanie, może wydawać się dziwne, ale skoro mimo to ministerstwo zdrowia nie chce płacić za kolejne kwartały, to nie ma wyjścia – oceniał po pierwszej wygranej dyrektor szpitala w Żurawicy. – Może system finansowania szpitali dojrzał już do zmian? Trudno przecież wyobrazić sobie, że z każdym razem dyrektorzy będą chodzić do sądu – komentował Kołakowski.

Bo należne środki odzyskiwać jakoś trzeba: dla szpitala zajmującego się leczeniem w zakresie psychiatrii i uzależnień od alkoholu, brak pieniędzy z resortu zdrowia jest barierą nie do pokonania. Leczenie pacjentów bez ubezpieczenia kosztuje lecznicę w Żurawicy ponad 2 mln zł rocznie, podczas gdy kontrakt opiewa na 12 mln.

Janusz Kołakowski radzi sobie nie tylko z odzyskiwaniem pieniędzy. Drugie zadanie, przed którym stanął, było bodajże trudniejsze. Gdy wiosną 2007 r. przyjechał do szpitala, by objąć stanowisko dyrektora (jego poprzednik został odwołany) załoga stojąca w obronie poprzedniego szefa nie chciała go wpuścić do placówki.

Później zaczęły się roszczenia płacowe. Kilkunastu lekarzy złożyło wypowiedzenia, ponieważ dyrektor nie zgodził się na kwotę 1,6 tys. zł za dobowy dyżur. Następnie strajk głodowy rozpoczęły pielęgniarki. Janusz Kołakowski zrobił to samo: głodował w swoim gabinecie. A pieniądze z pierwszego wygranego procesu z Ministerstwem Zdrowia w całości przeznaczył na podwyżki dla pielęgniarek.

Pracownicy oceniają dwa i pół roku urzędowania Janusza Kołakowskiego krótko: powitanie miał fatalne, ale oni lepiej trafić nie mogli. Niechciany dyrektor okazał się człowiekiem, który potrafi rozmawiać z załogą i skutecznie rozwiązywać problemy. Teraz już go nie puszczą.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH