Piątek, 1 sierpnia 2014 

Rzeczpospolita, AK/Rynek Zdrowia | 27-08-2008 08:56

Zawrzało wokół minimalnych norm zatrudnienia pielęgniarek

Pielęgniarki i związkowcy obawiają się wejścia w życie projektowanych przepisów dotyczących przekształcenia szpitali w spółki prawa handlowego. Poszło o minimalne normy zatrudnienia.

Może się okazać, że w przekształconych w spółki lecznicach minister zdrowia nie będzie już określał, ile pielęgniarek musi zatrudnić szpital.

- Obawiam się, że placówki mogą zredukować obsady pielęgniarskie, ponieważ najważniejsza stanie się ekonomia. Są to złe tendencje - mówi portalowi rynekzdrowia.pl Dorota Kilańska, przewodnicząca Polskiego Towarzystwa Pielęgniarskiego.

Jej zdaniem normy dotyczące obsady pielęgniarskiej powinny być ustalane indywidualnie dla każdego szpitala, a nawet oddziału, zgodnie z jego specyfiką.

- Tak jest na Zachodzie, ale tam szpitale dbają o zapewnienie bezpieczeństwa swoim pacjentom, ponieważ ubezpieczyciele nie podpisywaliby z nimi kontraktów gdyby mieli w tej sprawie wątpliwości - mówi przewodnicząca.

Dodaje, że badania prowadzone w Stanach Zjednoczonych wykazały np. że przy zwiększeniu liczby pacjentów przypadających na pielęgniarkę wzrasta ilość niepowodzeń akcji reanimacyjnych. Jak mówi, obecnie obowiązują normy zatrudnienia pielęgniarek, które już dawno zostały wprowadzone i nie były weryfikowane, dlatego zapewne nie są adekwatne do dzisiejszych potrzeb.

Jak powiedział Rzeczpospolitej Zdzisław Bujas, wiceszef Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych, brak wystarczającej liczby pielęgniarek zagraża bezpieczeństwu pacjentów .

Związki zawodowe obliczają, że już w tej chwili w szpitalach brakuje około 50 tysięcy pielęgniarek. Wszystkich zatrudnionych jest ok. 200 tysięcy. Zdarza się, że na jedną pielęgniarkę przypada 40 pacjentów.

- Na bloku operacyjnym neurochirurgii pracuje 12 pielęgniarek, a powinno dwa razy tyle. W czasie operacji muszą nas wspierać salowi! Na chirurgii plastycznej, gdzie leżą pacjenci np. po przeszczepie skóry, dyżuruje jedna pielęgniarka. Nie jest zdolna podnieść pacjenta, któremu trzeba zmienić opatrunek - opowiada Rzeczpospolitej Małgorzata Hirzewska ze Szpitala im. Barlickiego w Łodzi.

- Przepisy o minimalnych normach zatrudnienia są permanentnie łamane - zaznacza Urszula Michalska z OPZZ. - Powinno się je wzmocnić, a nie z nich rezygnować, bo nic nie będzie zmuszało dyrektora szpitala przekształconego w spółkę do poszukiwania pracowników, oferowania im lepszych płac. Pielęgniarki nadal będą odchodzić z zawodu.

  • Alternatywa istnieje
    Jeśli ktoś zna historię powstawania zawodu pielęgniarki to wie,że przy chorych pracowały nie tylko zakonnice,które ślubują pokorę i ubóstwo, ale też....Prostytutki!Za wikt i opierunek!

    Wrócimy do tamtych standardów- i panowie dyrektorzy oraz politycy będą zadowoleni!

    I tylko ześlij wtedy na mnie Panie szybką litościwą śmierć, abym nie musiała dogorywać w szpitalu z takim personelem....

    ~Ja, 2009-05-22

  • re
    Ciekawe kto będzie odpowiadał kiedy przy nawet nie minimalnym zatrudnieniu zdaży się wypadek . Pewnie pielęgniarka , bo dyrektor wymiga się nieznajomością specyfiki oddziału i brakiem udokumentowanych monitów o zatrudnienie personelu pielągniarskiego . A tak swoją drogą czy P. minister ma zamiar dyrektorować w przyszłości szpitalem i nie chce mieć zbyt dużo obostrzeń. KTO ZAPEWNI BEZPIECZENSTWO PACJENTOM !!!!!

    ~Jeszcze pracująca pielęgniarka, 2008-08-29

  • zatrudnienie pielęgniarek
    Jeżeli rząd i zarządzający szpitalami nie otrząsną się i nie zauważą roli pielęgniarek i położnych, to niedługo dojdzie do "zagłady" zawodowej. Kto wówczas będzie sprawował opiekę przy chorym, może nawet nad tym dyrektorem, który aktualnie "nie potrzebuje" pielęgniarek w swoim szpitalu. Dyrektorzy wielu placówek w dalszym ciągu "oszczędzają" na stanowiskach pielęgniarskich i zwalniają pielęgniarki lub nie zatrudniają nowych, ponieważ nie widzą takiej potrzeby; dla których pacjent np. na OIOM jest pacjentem mało wymagającym, "bo śpi i nic nie potrzebuje", a z kolei 4 pielęgniarki na dużym oddziale zabiegowym, w których jest kilku pacjentów po ciężkich operacjach jest zbytkiem - wychodzą z założenia, że 2 pielęgniarki wystarczą. Czy pielęgniarka ma na oddziale pełnić funkcję wartownika, czy ma pomóc potrzebującym, czy ma pacjenta pielęgnować, rozmawiać z nim, pomóc w zaspokajaniu podstawowych "być może przyziemnych" potrzeb, wykonywać ogromne ilości zleceń lekarskich i być członkiem zespołu terapeutycznego, czy chodzi o coś innego? Czy nasi pacjenci (a może my kiedyś) mają umierać w placówkach medycznych tylko dlatego, że nie ma pielęgniarek lub kwalifikacje pielęgniarek nie są adekwatne do zadań wykonywanych przez pielęgniarki. Bez pielęgniarek i położnych z całą pewnością nie można mówić o zapewnieniu pacjentowi bezpieczeństwa, profilaktyce zakażeń szpitalnych przestrzeganiu praw pacjenta, jakości usług, realizacji podstawowych zasad, standardów i procedur. Aktualnie strach jest być chorym w wielu szpitalach, a co będzie za kilka lat, kiedy stare pielęgniarki odejdą na emeryturę, umrą lub wyjadą za granicę i w szpitalu nie będzia miał kto nawet "pełnić wart?"
    Na wydziałach pielęgniarstwa obserwuje się brak zainteresowania studiami pielęgniarskimi - jeszcze są wolne miejsca. Te, które teraz studiują nie są zainteresowane podjęciem ciężkiej i odpowiedzialnej pracy przy tak niskich wynagrodzeniach. Średni wiek pielęniarek i położnych jest dość zaawansowany i należy się liczyć z kolejnymi odejściami pielęgniarek i położnych.
    Pielęgniarki, czy położnej nie da się wykształcić i przygotować do pracy w pięć minut, 1 miesiąc, jeden rok. Jeżeli zarzędzający uważa, że "za drzwiami szpitala" stoją chętne, to się bardzo myli.

    Pragnę zwrócić uwagę na fakt,że sami lekarze nie poprowadzą działaności medycznej i nie wyleczą pacjentów, jeżeli nie bądą współpracować z pielęgniarkami i położnymi. NFZ w ofertach na usługi medyczne również nie jest zainteresowany usługami pielęgniarskimi- nie pyta w dokumentach o liczbę i kwalifikacje pielęgniarek zatrudnionych w danej placówce medycznej; pyta tylko o liczbę lekarzy. Czy NFZ uważa, że bezpieczeństwo pacjentowi i odpowiednią jakość usług zapewnią tylko lekarze. Taka sytuacja jest korzystna dla dyrektorów, którzy chcą prywatyzować szpitale i którzy nia dbają o kadry pielęgniarskie/ położnicze (oczywiście nie dotyczy to szpitali zarządzanych przez kierowników z prawdziwego zdarzenia, którzy identyfikują się ze swoją placówką, którzy są dyrektorem czy prezesem przez cały dzień/całą dobę, a nie kilka godzin dziennie, ponieważ mają wiele innych miejsc pracy, równie owocnych jak stanowisko dyrektora w publicznym ZOZ). W szpitalach, któe mają dobrego dyrektora pielęgniarek i położnych nie brakuje a i pielęgniarki na zarobki nie narzekają. Szpitali dobrze zarządzanych mamy niestety niewiele. Z szkoda.
    Jeżeli chodzi o normy zatrudnienia, to trudno jest wymagać od Ministra zdrowia aby ustalał normy. Każdy szpital powinien według obiektywnych kryteriów ustalić zapotrzebowanie na kadrę medyczną we własnym szpitalu,tak aby zapewnić faktycznie wysoki poziom usług. Instancje nadzorujące i kontraktujące świadczenia medyczne powinny rygorystycznie egzekwować przestrzeganie zatrudnienia odpowiedniej liczby personelu. Ponadto uważam, że NFZ powinien obowiązkowo wymagać od świadczeniodawców posiadania certyfikatów jakośći(a szczególnie akredytacji w ochronie zdrowia), które do czegoś obliguję i w pewien sposób wymuszają mechanizmy mające zapewnić dobrą jakość opieki, z czym ściśle powiązana jest liczba i kwalifikacje osób świadczących usługi medyczne, w tym lekarzy, pielęgniarek i położnych.

    ~pielęgniarka, 2008-08-28

DODAJ KOMENTARZ

SUBSKRYBUJ WIADOMOŚCI RYNKU ZDROWIA

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl
prosto do Twojej skrzynki pocztowej

Rynek Zdrowia: polub nas na Facebooku


Rynek Zdrowia: dołącz do nas na Google+


Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze


RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

NAPISZ DO NAS

Polscy pacjenci z POChP mają utrudniony dostęp do nowoczesnego leczenia

Największy paradoks polityki lekowej w chorobach płuc polega na tym, że pacjenci, którzy chorują na POChP o umiarkowanym lub lekkim stopniu ciężkości, a nie na najcięższą postać tej choroby, nie mogą otrzymać leków za opłatą ryczałtową - mówi prof. Adam Antczak, kierownik Kliniki Pulmonologii Ogólnej i Onkologicznej I Katedry Chorób Wewnętrznych UM w Łodzi. - To tacy pacjenci mieliby największy zysk ze stosowania nowoczesnych leków.

POLECAMY W SERWISACH