Jacek Wykowski/Rynek Zdrowia | 10-06-2019 05:57

Zawrzało w sprawie "dostawek" i omijania norm zatrudnienia pielęgniarek

Ogólnopolski Związek Zawodowy Pielęgniarek i Położnych (OZZPiP) alarmuje, że niektórzy dyrektorzy szpitali obchodzą przepisy dotyczące spełniania norm zatrudnienia pielęgniarek. Chodzi o likwidowanie łóżek i zwiększanie liczby tzw. dostawek. Ministerstwo Zdrowia ma zweryfikować problem, łóżka mają też liczyć same pielęgniarki. Jest jednak problem - w prawie nie ma definicji łóżka szpitalnego.

FOT. Shutterstock; zdjęcie ilustracyjne

Pielęgniarki podają, że łóżka ponadlimitowe dyrektorzy ustawiają najczęściej na internie, oddziałach zabiegowych, oddziałach dziecięcych i ortopedii. Dostawek nie uwzględnia się przy wyliczaniu norm, a te same pielęgniarki muszą opiekować się większą liczbą pacjentów. De facto więc - według OZZPiP - nowe normy stają się iluzoryczne. Związek sygnalizuje, że kolejnym sposobem na ominięcie norm są fotele. To na nich - zamiast na łóżkach - mają być kładzeni pacjenci, u których wykonywane są procedury w trybie jednego dnia.

Czy pielęgniarki mają rację? - Niech nie przesadzają. Życie jest sztuką kompromisów. Oczywiście, można z miłości do wynagrodzenia utopić swój zakład pracy, ale pielęgniarki chyba by tego nie chciały - mówi Rynkowi Zdrowia Marek Wójcik ze Związku Miast Polskich. Tłumaczy, że w polskim prawie nie ma definicji łóżka szpitalnego.

MZ: dostawki powyżej 14 dni trzeba zgłaszać
- Zgłaszany przez OZZPiP problem zastępowania szpitalnych łóżek dostawkami lub fotelami zostanie szczegółowo zweryfikowany i poddany analizie - informuje Ministerstwo Zdrowia.

Według resortu jako łóżko szpitalne należy rozumieć łóżko umieszczone na stałe na sali chorych, zaopatrzone w pościel, zajęte przez chorego, względnie przygotowane na jego przyjęcie. MZ zaznacza, że do liczby łóżek w szpitalu nie wlicza się łóżek (leżanek) wchodzących w skład wyposażenia stanowiska diagnostycznego, porodowego, dializacyjnego itp. oraz łóżek pomocniczych, na których pacjent przebywa chwilowo, np. wybudzeniowych.

"W myśl zał. 3 do rozporządzenia Ministra Zdrowia z dnia 29 marca 2019 r. ws. szczegółowych wymagań, jakim powinny odpowiadać pomieszczenia i urządzenia podmiotu wykonującego działalność leczniczą, w skład szpitala jednodniowego wchodzą pokoje pobytu wyposażone, w zależności od udzielanych świadczeń, w łóżka lub fotele wypoczynkowe. Z kolei dostawki w szpitalach są, co do zasady, nadzwyczajnym rozwiązaniem, stosowanym w sytuacji zwiększonej liczby hospitalizacji" - informuje MZ.

Resort podkreśla, że art. 107 ustawy o działalności leczniczej mówi, iż podmiot wykonujący działalność leczniczą i wpisany do rejestru jest zobowiązany zgłaszać organowi prowadzącemu rejestr wszelkie zmiany danych objętych rejestrem w terminie 14 dni od dnia ich powstania. Informacje te obejmują m.in. zmiany liczby łóżek, na których przebywają pacjenci. Te - jak zaznacza MZ - powinny być na bieżąco wykorzystywane przez kadrę kierowniczą podmiotu do zaplanowania zwiększonej lub zmniejszonej obsady pielęgniarskiej w oddziale, zależnie od obłożenia.

"Dostawki, które funkcjonują w danym podmiocie leczniczym (oddziale szpitalnym) powyżej 14 dni, wymagają zgłoszenia do stosownego organu rejestrowego. W przypadku niezgłoszenia w terminie organ prowadzący rejestr może, w drodze decyzji administracyjnej, nałożyć na podmiot wykonujący działalność leczniczą karę pieniężną w wysokości do 10-krotnego minimalnego wynagrodzenia za pracę" - ostrzega resort.

Krystyna Ptok: łóżka to nie szpilki, można je policzyć
Jak informuje nas Krystyna Ptok, przewodnicząca OZZPiP, trwają już kontrole Ministerstwa Zdrowia w szpitalach dotyczące liczby i przeznaczenia łóżek. Ostrzega też, że Związek będzie opisywał i zgłaszał skrajne sytuacje do Rzecznika Praw Pacjenta. - RPP również może skontrolować szpital, na dodatek wcześniej o tym nie zawiadamiając. Liczba pielęgniarek wpływa przecież na bezpieczeństwo chorego - podkreśla.

- Jeśli ktoś myśli, że łóżek nie można zliczyć, a dyrektorzy mogą w tym obszarze balansować tak, że nikt się nie dowie o nadużyciach, to jest w błędzie. Są rejestry wojewodów z podaną liczbą łóżek, poza tym pielęgniarki w szpitalu też potrafią liczyć - mówi Ptok.

OZZPiP, nie czekając na działania resortu zdrowia, sam rozpoczął rachowanie od ankiet kierowanych do szpitali, w których prosi dyrektorów o podanie liczby łóżek statutowych i tych faktycznych. - Niektórzy dyrektorzy są oburzeni takimi działaniami, z ankietami mamy pod górkę. Pracodawcy nie chcą ich wypełniać, czujemy niechęć. Ale takie szpitale będziemy mieć pod lupą, wydałam już polecenia. Łóżka to nie szpilki, możemy same je policzyć na miejscu. Jeśli wszystko jest w porządku, nie ma się nic do ukrycia, dane się podaje, a nie np. tłumaczy, że nie ma komu się tym zająć - mówi szefowa OZZPiP.

Również dr Halina Kalandyk, przewodnicząca Zarządu Regionu Podkarpackiego OZZPiP potwierdza, że Związek będzie rejestrował w szpitalach łóżka rzeczywiste - a więc również dostawki. To właśnie z Podkarpacia dotarły pierwsze sygnały o problemie omijania norm. - Skrupulatnie to notujemy i będziemy przekazywać dane do MZ. Zdarza się to wszędzie w Polsce, nie tylko na Podkarpaciu - mówi.

Krystyna Ptok, pytana o przykłady nieprawidłowości, podaje ich bardzo dużo, z różnych regionów kraju. Wskazuje nie tylko na kłopoty z dostawkami, ale także z pielęgniarkami, które z oddziałów są „wysysane” do pracy w innych miejscach w szpitalu - do pracowni, poradni - często bez odpowiedniego przeszkolenia.

- W jednym ze szpitali na Podkarpaciu na hasło „kontrola” wywozi się łóżka z oddziałów, które stoją tam jako dostawki. Chorzy leżą też na dostawkach na korytarzach, przy łóżkach jest aparatura wspomagająca. Dotyczy to m.in. oddziałów hematologii. Z kolei innych łóżek mamy za dużo. Absurd - mówi.

- Kolejna sytuacja: oddział onkologiczny, 24 chorych, normy policzone według wskaźnika 0,6. O godz. 8 rano do oddziału wchodzi 10 pacjentów z zewnątrz, do dziennej chemioterapii. Przebywają tam często do godz. 20.00 lub 21.00. Siedzą na krzesłach, w fotelach lub w fotelach do podań. To ilu mamy tych pacjentów? - pyta Ptok.

Dyrektorzy: dostawki są konieczne, nie obchodzimy norm
Marek Wójcik podkreśla, że w polskim prawie pojęcie łóżka szpitalnego nie istnieje, a dyrektorzy mają problem, co wykazywać, a czego nie. - Jedyne określenie, które i tak z punktu prawnego nie ma żadnego znaczenia, to definicja, która znajduje się w słowniczku pojęć GUS. Według niej dostawka na korytarzu to nie łóżko - zauważa.

Wójcik powołuje się konkretnie na gusowski słownik pojęć stosowanych w statystyce publicznej. Według tego słownika łóżko szpitalne jest umieszczone na stałe w sali chorych wraz z pełnym wyposażeniem, zaopatrzone w pościel, zajęte przez chorego lub przygotowane na jego przyjęcie. Dokładnie na tę samą definicję powołuje się resort zdrowia.

Marek Wójcik zaznacza, że pojęcie łóżka szpitalnego trzeba prawnie uregulować. - Szczególnie nabierze to znaczenia w kontekście uchwalonej przez Sejm 16 maja ustawy o prawach pacjenta. Wprowadza ona łóżka dla rodziców dzieci i opiekunów osób niepełnosprawnych w stopniu znaczącym bez żadnej odpłatności. Pytanie, czy to jest łóżko szpitalne? Liczenie ich do norm pielęgniarskich byłoby absurdem - mówi.

Z kolei dr Józef Kurek, dyrektor Szpitala Wielospecjalistycznego w Jaworznie i prezes Związku Szpitali Powiatowych Województwa Śląskiego podkreśla, że nie słyszał od kolegów ze szpitali powiatowych na Śląsku o obchodzeniu norm zatrudnienia pielęgniarek za pomocą dostawek.

- Dostawki pojawiają się wtedy, kiedy jest to konieczne, bo bezpieczeństwo pacjentów tego wymaga. Trudno odmówić komuś hospitalizacji w sytuacji zagrożenia zdrowia lub życia. Szpitale, które pracują w sieci i mają 365 dni ostrego dyżuru, nie są w stanie zaplanować „na sztywno” przyjęć. Równocześnie byłoby marnotrawstwem trzymanie pustych łóżek tylko po to, by raz w miesiącu obsłużyć większą liczbę pacjentów - tłumaczy.

- Jako dyrektor szpitala nie wyobrażam sobie sytuacji, bym likwidowała łóżka zapisane w rejestrze wojewody, aby spełnić wymogi zatrudnienia pielęgniarek, a fizycznie liczba łóżek byłaby bez zmian, bo lukę wypełniłyby dostawki - podsumowuje dr Krystyna Piskorz-Ogórek, dyrektor Wojewódzkiego Specjalistycznego Szpitala Dziecięcego w Olsztynie.

Szpitale straszą zamykaniem oddziałów, ale może o to chodzi?
- Dla mnie to larum OZZPiP jest dziwne. Mam wrażenie, że to jedyny związek zawodowy, który chce likwidować swoje stanowiska pracy. Przecież jeżeli przekroczymy pewne krytyczne ograniczenia, oddziały będą zamykane - nie będą miały żadnego uzasadnienia ekonomicznego - zauważa dr Kurek.

Szefowa OZZPiP przypomina jednak opinię prezesa NFZ Andrzeja Jacyny, który "sam wypowiadał się na Radzie Dialogu Społecznego, że powinna być ograniczona liczba łóżek w szpitalach". - Szpitali było w Polsce 700, teraz mamy ich 1100. I wszystkie wyciągają ręce do płatnika - mówi Ptok. Tłumaczy, że w ochronie zdrowia cały czas jest polityka". - Przykład? Szpitale powiatowe. Podczas każdych wyborów samorządowych padają obietnice, że szpital w danym powiecie nie zostanie zamknięty. Nawet gdy porodówka w takim szpitalu przyjmuje rocznie 200 porodów - dodaje.

Krystyna Piskorz-Ogórek ocenia - na przykładzie oddziałów pediatrycznych - że likwidowanie łóżek to racjonalizacja, bo są oddziały dla dzieci, które mają obłożenie 40-50 proc., a nawet niższe.