Zapracować się na śmierć, czyli o czasie pracy lekarzy kontraktowych

Kilkudziesięciu tysiącom lekarzy w Polsce, którzy pracują w ramach kontraktów, nikt nie ogranicza czasu pracy. To ile pracują zależy od ich stanu zdrowia i możliwości fizycznych. Bywa jednak, że zdrowie zawiedzie, jak w przypadku anestezjologa z Głubczyc, który umarł podczas pracy. Ten przypadek śmierci lekarza, podczas wielodniowego dyżuru, wywołał dyskusję na temat czasu pracy lekarzy kontraktowych.

Adam Jakubowski, dyrektor SPZOZ w Głubczycach (Opolskie) wyjaśnia, że zmarły na dyżurze lekarz pracował na dwóch kontraktach: w pogotowiu ratunkowym i na bloku operacyjnym.

Lekarz nie był przemęczony?

- W dniach przed śmiercią pełnił 4-dniowy dyżur w pogotowiu ratunkowym, podczas którego miał sześć wyjazdów, w tym - w jednym dniu nie było żadnego wyjazdu. Lekarze pogotowia nie udzielają porad ambulatoryjnych, zajmują się ratowaniem, więc poza tymi sześcioma wyjazdami nie miał innych obowiązków. W budynku pogotowia miał dobre warunki do odpoczynku, nie był przemęczony - mówi portalowi rynekzdrowia.pl Jakubowski.

Zwraca też uwagę, że w przypadku zmarłego anestezjologa kumulacja dyżurów miała związek z sezonem urlopowy i tym, że lekarz rozpoczął specjalizację w dziedzinie medycyny ratunkowej.

- Musiał odbywać staże specjalizacyjne, co wpłynęło na nawarstwienie się dyżurów w tej części miesiąca. Sprawa parodniowych dyżurów w przypadku naszego szpitala dotyczy tylko stacji pogotowia ratunkowego i bloku operacyjnego. Na każdym innym oddziale: wewnętrznym, neurologii czy chirurgii, pracy jest zdecydowanie więcej, więc lekarze nie byliby w stanie pełnić tam kilkudniowych dyżurów. Nie chcą narażać na niebezpieczeństwo ani swoich pacjentów, ani siebie - zapewnia dyrektor głubczyckiej lecznicy.

Ponad 20 dyżurów miesięcznie

Dariusz Kuśmierski, przewodniczący Związku Zawodowego Anestezjologów, anestezjolog z 20-letnim doświadczeniem, pamięta jednak, że już wiele lat temu dość powszechne było dyżurowanie w kilku miejscach.

- Bywało, że koledzy brali po 20-25 dyżurów na miesiąc. Nie szanują nas, ale i nie szanujemy sami siebie. Przepracowanie, choroby nie przychodzą z dnia na dzień. Na to "pracujemy" latami, a stres, wysiłek, brak snu, praca w nietypowych godzinach to codzienność większości lekarzy - podkreśla przewodniczący związku anestezjologów.

Wskazuje, że ucichła, głośna przed kilkoma laty, sprawa niedoborów anestezjologów.

- Jest to związane z tym, że anestezjolodzy mogą teraz zarabiać więcej, biorąc na siebie więcej obowiązków w różnych miejscach pracy. Ma to jednak swoją cenę. Dyżurują ponad siły z różnych powodów: ekonomicznych i kadrowych. Jeśli jednak musimy łatać dziury systemowe, to przepracowani lekarze są i będą - zaznacza Kuśmierski.

Prof. Janusz Andres, prezes Polskiego Towarzystwa Anestezjologii i Intensywnej Terapii, zwraca uwagę, że Polacy są obecnie jedną z najciężej pracujących nacji w Europie.

- To dotyczy nie tylko lekarzy, nie tylko anestezjologów. Trzeba mieć jednak umiar, rozsądnie oceniać własne siły, bo nie można stwarzać niebezpieczeństwa dla pacjenta. Ale to, że się dużo pracuje w granicach prawa, to jest bardzo dobry objaw - uważa profesor.

Płaca zasadnicza jest zbyt niska

W dyskusji o przepracowanych lekarzach, zatrudnionych na wielu kontraktach, trudno podać dane, które zobrazowałyby zjawisko.

Państwowa Inspekcja Pracy może kontrolować przestrzeganie przepisów na gruncie jednego stosunku pracy, u jednego pracodawcy. Statystyk na temat przypadków śmierci lekarzy w czasie pracy nie ma.

Jak informuje Katarzyna Strzałkowska, rzecznik prasowy Naczelnej Izby Lekarskiej, samorząd lekarski chciał zbadać przyczyny śmierci lekarzy i lekarzy dentystów.

- Nie ma jednak takiej możliwości. Główną przeszkodą jest to, że w karcie zgonu, której wzór określony jest rozporządzeniem Ministra Zdrowia, nie podaje się zawodu zmarłej osoby. Dane statystyczne analizowane są pod kątem całej populacji, nie ma więc możliwości sprawdzenia, na co zmarła osoba wykonująca zawód lekarza. Inną sprawą jest przepracowanie lekarzy. Zdajemy sobie sprawę z tego, że w naszym kraju wielu lekarzy pracuje ponad swoje siły - mówi Strzałkowska.

W opinii samorządu lekarskiego, to przede wszystkim wynik nieodpowiednich uregulowań systemowych oraz niskich płac zasadniczych lekarzy i lekarzy dentystów.

- Samorząd od kilku lat domaga się wprowadzenia wynagrodzenia podstawowego uregulowanego aktem prawnym. Już w 2006 r. apelowaliśmy o określenie wynagrodzenia minimalnego na poziomie dwóch, trzech średnich krajowych za podstawową pracę. Podkreślaliśmy, że bez takiego uregulowania istnieje niebezpieczeństwo, że pacjent będzie leczony przez zmęczonego lekarza, który - przy niskiej płacy - będzie zmuszony szukać dodatkowych źródeł zarobkowania - zaznacza rzecznik prasowy NIL.

Wszystkiemu winni pracodawcy?

Krzysztof Bukiel, przewodniczący Zarządu Krajowego OZZL, uważa, że problem jest złożony. Wiąże się głównie ekonomią, z podejściem zarządzających lecznicami, ale i z brakiem lekarzy. Tych, którzy są, eksploatuje się często ponad miarę.

W opinii Bukiela, ułatwiają to kontrakty. Być może sytuację zmienią opracowywane przez Komisję Europejską przepisy, które mają objąć limitem czasu pracy wszystkich lekarzy.

- Prace unijnych instytucji idą w różnych kierunkach. Przy okazji chce się zmienić definicję dyżuru tak, żeby nie cały jego czas był uważany za czas pracy. To byłoby niekorzystne, bo okazałoby się, że lekarze dyżurują tyle samo, a płacone mają tylko za część wykonanej pracy -  uważa Krzysztof Bukiel.

Oszczędzanie na pracownikach

Z kontroli przeprowadzonej przez Państwową Inspekcję Pracy, w 281 placówkach ochrony zdrowia, udzielających świadczeń całodobowych, wyłania się obraz tego, w jaki sposób dyrektorzy lecznic szukają oszczędności na kosztach pracy.

Jak wyjaśnia w rozmowie z Rynkiem Zdrowia Teresa Cabała, nadinspektor pracy, ekspert ds. służby zdrowia z Okręgowego Inspektoratu Pracy w Krakowie, ustawodawca jasno zapisał jak mogą być pełnione dyżury i jak powinny być wynagradzane. Taka forma jest jednak dla pracodawcy kosztowna, więc by obniżyć koszty, stosują oni inne rozwiązania. Z własnym pracownikiem, a właściwie z jego gabinetem, zawierają umowę kontraktową, mimo że ustawodawca jasno sprecyzował w artykule 32 ustawy o ZOZ, jakie zasady należy stosować przy zapewnieniu całodobowej opieki medycznej.

- Lekarz, który pracuje od godziny 7.00 do 14.35 jako pracownik szpitala, a po godzinach, w ramach umowy kontraktowej, zawartej z jego gabinetem, pełni dyżur medyczny do rana, a rano znowu podejmuje pracę w ramach stosunku pracy - nie ma zapewnionego wypoczynku. Jednak przy okazji powstają kolosalne oszczędności - stwierdza nadinspektor.

W jednym ze szpitali pracodawca przeprowadził ich analizę. Wynikało z niej, że zatrudniając dodatkowo swoich pracowników mógł zaoszczędzić aż 3 mln zł...

Podobał się artykuł? Podziel się!
comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH