Z niedowierzaniem i zdumieniem na portalu rynekzdrowia.pl przeczytałem tekst pod tytułem: Zamość: tam mali grają o dużą stawkę. Szczególnie uderzające i zaskakujące jest w tym tekście wyznanie Krzysztofa Tuczapskiego, prezesa zarządu Zamojskiego Szpitala Niepublicznego: „Mój szpital pomału „dogorywa”...
Ten pogarszający się stan szpitala, zdaniem prezesa wynika „jak zwykle” z braku pieniędzy. Nie mówi tego pierwszy lepszy z listy dyrektor niepublicznego szpitala, lecz bardzo mocno utytułowany i usytuowany społecznie lekarz, znany menadżer, pełniący wiele funkcji w różnych ciałach kolegialnych związanych ze szpitalami, ekspert pracodawców RP i członek komisji trójstronnej...
Pomijam wątki „Asów” prezesa Tuczapskiego wspierających jego zabiegi o zwiększenie strumienia środków pieniężnych płynących z NFZ do szpitala, którym zarządza. Są one, moim zdaniem, mało istotne dla szpitala, który jako jeden z pierwszych przekształcił się z publicznego zoz w niepubliczny zoz, spółkę prawa handlowego. Miał być wzorem do naśladowania dla szpitali. Mogę natomiast zgodzić się z autorem tekstu R. Rotaubem, że podobne kwestie mogą dotyczyć wszystkich innych szpitali, które przekształciły się w ramach planu B rządu D.Tuska i że jest to sygnał, którego lekceważyć nie można.
Dlaczego jednak ten tekst mnie zainteresował? Jest on dla mnie przykładem tak bardzo ostro ujawniającym sedno wymuszonych przez minister zdrowia Ewę Kopacz i rząd Donalda Tuska, zmian przekształceń szpitali z publicznych ZOZ w niepubliczne ZOZ Z drugiej strony prezes K. Tuczapski był wcześniej moim adwersarzem, bez mojej poenty.
Nie tak dawno, bo w połowie lutego 2009 r., w „Gazecie Prawnej”, w dziale biznes i zdrowie ukazał się artykuł prezesa Krzysztofa Tuczapskiego pt. „Samorządy powinny przekształcać publiczne zakłady opieki zdrowotnej w spółki”. Tekst ten ukazał się w dniu poprzedzającym ogłoszenie przez minister Kopacz planu B.
Główne myśli przewodnie prezesa Tuczapskiego polegały na stwierdzeniu, że „funkcjonowanie szpitali w formie SP ZOZ powoduje w większości jednostek ich zadłużanie się, słabą efektywność zarządzania i utrudnienia w dostępie do usług medycznych. Ponadto działa antymotywacyjnie na personel medyczny” oraz, że „rozwój niepublicznego lecznictwa szpitalnego w ochronie zdrowia będzie sprzyjać tworzeniu nowych miejsc pracy, zwiększy budżet kraju oraz podatki, zmniejszy kolejki oczekujących pacjentów”.
Tezy te autor rozwinął wokół krytyki publicznych szpitali jako działających w przestarzałej formule organizacyjnej i bardziej kosztownych od niepublicznych ZOZ. Podjął się również próby określenia czynników zadłużania się SP ZOZ i uznał, że właśnie wtedy był najlepszy czas na przekształcenia szpitali z publicznych ZOZ na niepubliczne spółki prawa handlowego.
Poruszona w tym tekście przez K. Tuczapskiego problematyka była dla mnie bardziej propagandowa niż merytoryczna. Dlatego w polemice „W ogólnopolskich rankingach zwyciężają zazwyczaj samodzielne publiczne szpitale” opublikowanej w Gazecie Prawnej, w dziale biznes i zdrowie w połowie marca 2009 roku starałem się zwrócić uwagę K.Tuczapskiego i czytelników na problemy merytoryczne. Odniosłem się w szczególności do niezasłużonej oceny przez autora SP ZOZ. Nie zgodziłem się z tezą K. Tuczapskiego, że szpital jest przedsiębiorstwem, które musi działać zgodnie z prawami gospodarki rynkowej. Nie podzieliłem poglądu autora co do przyczyn zadłużenia publicznych ZOZ oraz jego twierdzenia, że błędne są opinie dyrektorów szpitali publicznych o tym, iż niskie kontrakty z NFZ mogą powodować zadłużenie szpitali.
Nie wnikając w szczegóły, polemikę zamknąłem stwierdzeniem, że K. Tuczapski dokonał błędnej diagnozy funkcjonowania i finansowania szpitali działających w formie publicznych ZOZ. Nawoływanie przez autora do szybkiego przekształcania publicznych ZOZ w niepubliczne ZOZ – spółki prawa handlowego – uznałem za chęć uwiarygodnienia rządowego planu B, od samego początku o wątpliwych podstawach do reformowania systemu ochrony zdrowia w Polsce.
Prezes Tuczapski pewnie jeszcze wtedy nie rozumiał tego, co było treścią merytoryczną w mojej polemice. W dwa tygodnie później bowiem kontynuował polemikę ze mną. W „Gazecie Prawnej” odpowiada mi w tekście „ Nie ma zgody na bezkarne zadłużanie szpitali”. Nie odpowiedziałem autorowi tego tekstu, bo uznałem, że upływ czasu będzie najlepszą odpowiedzią dla szanownego adwersarza.
Nie musiałem długo czekać. Piszę to oczywiście ze smutkiem, a nie z radością, że jednak to ja miałem rację. Bo nie o rację przecież tu tylko chodzi.
Nasuwa się jednak pytanie, czy teraz prezes Tuczapski prezentuje te same poglądy dotyczące przyczyn zadłużenia szpitala publicznego ZOZ i szpitala niepublicznego ZOZ? Czy najważniejsze wcześniej, jego zdaniem, przyczyny zadłużenia publicznego szpitala ZOZ a nie szpitala spółki, to:
• złe zarządzanie;
• sam fakt, że na danym terenie działa placówka w tej formie prawnej;
• nieefektywne wykorzystanie prowadzonej działalności medycznej, która powinna być zmodyfikowana?
Czytaj więcej: finansowane świadczeń | plan B | Ireneusz Kwiatkowski | budżet NFZ
Świdnica: prowizje zróżnicowały zarobki i poróżniły personel