Więźniowie obsługiwani są poza kolejnością. Pacjent nie odbywający kary poczeka na wizytę…

Każdy osadzony w więzieniu lub areszcie śledczym, pod względem opieki medycznej, jest zdecydowanie bardziej uprzywilejowany od przeciętnego Kowalskiego, który opłaca lub opłacał przez całe dorosłe życie składki zdrowotne. Na wizytę w poradni kardiologicznej przysłowiowy Kowalski musi czekać w kolejce kilka miesięcy, osadzony - zaledwie kilkanaście dni.

Za leczenie więźnia nie płaci jednak tak jak za zwykłego Kowalskiego NFZ, ale bezpośrednio budżet państwa za pośrednictwem Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, pod które podlega Służba Więzienna. Za leki dla osadzonego pacjenta płaci także minister sprawiedliwości.

Obywatel będący pod "opieką" SW ma dostępną na wyciągniecie ręki opiekę ambulatoryjną, a na wizytę u specjalisty, jeśli takiego potrzebuje, czeka nie dłużej niż kilkanaście dni.

W więzieniu łatwiej o konsultację

Głos Pomorza opisał sytuację 80-letniego mieszkańca Słupska, który na wizytę u kardiologa musi czekać do przyszłego roku, bo w bieżącym zaplanowany kontrakt z Funduszem został już zagospodarowany oczekującymi w kolejce do specjalisty pacjentami.

Gdyby osiemdziesięciolatek popełnił jakieś przestępstwo i został skazany na karę pozbawienia wolności to nie musiałby tak długo czekać. W ciągu kilkunastu dni miałby szansę stanąć "oko w oko" z kardiologiem.

Potwierdza to w rozmowie z portalem rynekzdrowia.pl major Sławomir Meler, rzecznik Aresztu Śledczego w Słupsku. Więźniowie, którzy mają jakieś problemy zdrowotne, np. kardiologiczne, są natychmiast badani przez więziennego lekarza.

- Jeśli potrzebna jest konsultacja specjalisty, możemy odwieźć takiego pacjenta do któregoś z naszych szpitali. Na konsultacje u lekarza specjalisty czeka się przeciętnie kilkanaście dni. Jeśli potrzeba konsultacji ze specjalistą, który nie jest dostępny w więziennej służbie zdrowia, to korzystamy z cywilnej służby zdrowia, też w zdecydowanie krótszym czasie niż oczekujący w normalnych kolejkach - stwierdza Meler.

Porównanie sytuacji 80-letniego słupszczanina i więźnia budzi sprzeciw, bez względu na uwarunkowania prawne obydwu z nich, bez względu na to kto jest płatnikiem za ich świadczenia medyczne.

Na wolności zapominają o chorobie

Uprzywilejowanie osadzonych pacjentów potwierdza dr Marek Pawłowski, który przez kilka lat pracował jako lekarz w Zakładzie Karnym w Zabrzu. Do dyspozycji „pensjonariuszy" ZK na Zaborzu codziennie był lekarz i pielęgniarka.

- Pacjent osadzony za kratami jest specyficzny. Poza rzeczywistymi przypadkami, kiedy pomocy trzeba mu udzielić, generalnie każda wizyta u lekarza, wyjazd do specjalisty to wyłom w codziennej więziennej rutynie. To wyrwanie się, choć na chwilę poza kraty. Czasem udają chorobę i przychodzą do lekarza po to aby... tylko porozmawiać. Ci pacjenci mają dużo czasu i dużo myślą i piszą. Przede wszystkim skargi. Pamiętam taką sytuację, kiedy taki pacjent skarżył się na to, że nie czuje się najlepiej bo jego dieta powinna zawierać... owoce cytrusowe, których nie dostaje - mówi dr Pawłowski.

- Czasem są naprawdę chorzy, ale częściej wymyślają przeróżne dolegliwości, o których natychmiast zapominają po wyjściu na wolność. Wracają do starych nawyków, zapominają o leczeniu - dodaje.

Dostęp powinien być równy dla wszystkich

Zdaniem prof. Grzegorza Raczaka, pomorskiego konsultanta wojewódzkiego w dziedzinie kardiologii, sytuacja w której więzień może być konsultowany przez specjalistę w ciągu kilkunastu dni, natomiast zwykły obywatel musi czekać na wizytę w poradni kardiologicznej kilka miesięcy, jest nie do zaakceptowania.

- Takie sytuacje są niedopuszczalne. Wszyscy obywatele powinni być traktowani jednakowo. Być może są jakieś powody, że pacjent ma czekać rok czasu na wizytę. Może chodzi o szczególny rodzaj poradni? Może to poradnia mała, mająca ograniczenia kontraktowe? Nie znam szczegółów tego przypadku. Generalnie jednak można powiedzieć, że do tych samych świadczeń nie powinno być żadną miarą różnic w oczekiwaniu na konsultacje - mówi portalowi rynekzdrowia.pl prof. Raczak.

W opinii profesora, jeśli z różnych względów rzeczywiście czas oczekiwania na konsultację w jakiejś placówce jest zbyt długi, to sama poradnia powinna wskazać pacjentowi inną, gdzie kolejka jest znacznie krótsza.

- W mojej klinice przekazałem wszystkim swoim asystentom, że jeśli pacjent może w jakiejś innej placówce zrobić badania czy zabieg szybciej, czy to w szpitalu w Chojnicach czy Kościerzynie, to powinien taką wiedzę posiadać. Choćby były to najlepiej opłacane procedury, to najważniejsze jest życie i bezpieczeństwo pacjenta a nie kolejka oczekujących. Nie wolno grać chorymi w sprawach ekonomicznych i jestem przekonany, że znakomita większość lekarzy to rozumie - stwierdza profesor.

Więzienna służba zdrowia - trudny temat

Od wielu lat mówi się o potrzebie zmian i reform w służbie więziennej, w tym w jej służbie zdrowia, która jest niezależna od tej publicznej. Mimo tych zapowiedzi na razie nic się nie zmienia. Wszystko pozostaje po staremu, bo jak przyznaje Luiza Sałapa, rzeczniczka SW, więzienna służba zdrowia to bardzo trudny temat.

- Trudno porównywać sytuację osadzonych do tych na wolności. Znacznie mniej osób przebywających w więzieniach potrzebuje porady na przykład u specjalisty kardiologa pracującego w więziennej służbie zdrowia. Inną sprawą jest to, że każdy przebywający na wolności ma prawo wyboru specjalisty, szukania miejsca gdzie może zostać przyjęty szybciej, przez konkretnego lekarza. Osadzony takiej możliwości nie ma, jest skazany na to co mu zaproponujemy - mówi portalowi rynekzdrowia.pl Sałapa.

- Wielu zabiegów nie wykonujemy w warunkach więziennych. Musimy w takich sytuacjach występować o przerwę w wykonaniu kary albo uchylenia aresztu. Tak jest na przykład w przypadku skomplikowanych operacji neurochirurgicznych, operacji kardiochirurgicznych. Czym innym jest także konsultacja u specjalisty, a czymś innym oczekiwanie na zabieg operacyjny, który wykonywany jest w cywilnej służbie zdrowia. W kolejce do takiego zabiegu osadzony czeka jak każdy inny pacjent, oczywiście poza sytuacjami krytycznymi, w procedurach bezpośrednio ratujących życie - dodaje rzeczniczka Służby Więziennej.

Kolejka teoretyczna i kolejka prawdziwa

Czy rzeczywiście wszędzie zwykły Kowalski na Pomorzu musi tak długo czekać na wizytę u kardiologa? NFZ wyjaśnia, że nie wszędzie są długie kolejki i warto poszukać poradni, w której krócej czeka się na wizytę.

Wpisując do internetowej wyszukiwarki świadczeń medycznych - poradnia kardiologiczna - niemal natychmiast uzyskujemy 9 podstron wyników. Na pierwszej uderza fakt, że z 10 poradni tylko w dwóch pacjenci (stabilni) muszą czekać na wizytę - w Niepublicznym Zakładzie Opieki Zdrowotnej „Przychodnia u źródła Marii" w Gdyni oraz w Poradni Kardiologicznej Dla Dzieci przy Szpitalu Specjalistycznym im. Łukowicza w Chojnicach. W tym pierwszym przypadku czas oczekiwania wynosi 56 dni, w drugim 8 dni.

Kiedy jednak bardziej wczytamy się w dane przedstawiane przez wyszukiwarkę NFZ, to już nie jest tak optymistycznie. Co prawda do większości poradni, z którymi Fundusz podpisał kontrakty, pacjenci powinni dostać się bez kolejki lub czekając 20 -30 dni, to zdarzają się wyjątki: przy Szpitalu Specjalistycznym im. Ceynowy w Wejherowie czas oczekiwania na wizytę to 94 dni, w Ośrodku Medycznym Mederi - 184 dni, w NZOZ Safamed w Malborku - 148 dni, w Safamed w Pruszczu Gdańskim - 188 dni. Rekordzistą jest poradnia przy Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym im. Korczaka w Słupsku - 339 dni.

- Dane w wyszukiwarce niestety pokazują jak placówki traktują „rzetelnie" przekazywanie informacji na temat czasu oczekiwania na wizytę u specjalisty. Rzeczywiście jest problem z dostaniem się do kardiologa, ale nie w każdej poradni. Informacja o roku oczekiwania na taką wizytę jest grubo przesadzona. Gdyby opisywany przez Głos Pomorza 80-letni pacjent ze Słupska zwrócił się do nas, wskazalibyśmy mu miejsca gdzie na taką wizytę czekałyby zdecydowanie krócej - mówi portalowi rynekzdrowia.pl Mariusz Szymański, rzecznik prasowy Pomorskiego Oddziału Wojewódzkiego NFZ.

Zachowawcza kuleje przez inwazyjną?

Jak wyjaśnia, problem z kardiologią zachowawczą pojawił się w momencie wysokiej wyceny procedur kardiologii inwazyjnej i pojawiających jak grzyby po deszczu nowych świadczeniodawców proponujących usługi w tym zakresie.

- Fundusz ma zabudżetowane środki na kardiologię i rozdziela je w konkursach bez podziału na inwazyjną i zachowawczą. Nowi świadczeniodawcy w kardiologii tzw. inwazyjnej, przystępując do konkursów oferują takie warunki, że wygrywają rywalizację z placówkami, które przez lata świadczyły usługi w kardiologii zachowawczej - mówi Szymański.

- Pula pieniędzy jest ograniczona, więc brakuje środków na tę ostatnią. Procedury w kardiologii inwazyjnej zaliczane są do tych ratujących życie, za które Fundusz i tak zapłaci bez względu na wysokość kontraktu. Pojawiają się więc kolejki, wydłuża się czas oczekiwania na wizyty u kardiologa, pojawiają się kłopoty z łóżkami kardiologicznymi w szpitalach - dodaje.

Rzecznik przyznaje także, że NFZ nie ma wpływu na to jak szybko do specjalisty trafiają więźniowie, bo to nie on jest płatnikiem za świadczenia, które udzielane są przez placówki takim pacjentom.

 

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH