W Wojskowym Instytucie Medycznym w Warszawie niszczeje część Szpitalnego Oddziału Ratunkowego. Ani NFZ, ani miasto nie chce dopłacać do jego działania mimo, że leczą się tam nim również warszawiacy - alarmuje

Tymczasem każdy z siedmiu stołecznych Szpitalnych Oddziałów Ratunkowych pęka w szwach. Cały oddział w Wojskowym Instytucie Medycznym można otworzyć w ciągu maksymalnie dwóch miesięcy. W nieczynnej części stoi dziesięć łóżek. Jest też specjalistyczny sprzęt, niezbędny do rozpoczęcia działalności. Na Szaserów trafialiby pacjenci z urazami wielonarządowymi.

– Część oddziału nie jest wykorzystywana, ponieważ SOR otrzymuje finansowanie za tzw. dobogotowość, a nie za wykonane procedury. To finansowanie na poziomie 40 proc. kosztów, jakie realnie szpital ponosi z tytułu funkcjonowania SOR – wyjaśnia płk Wojciech Lubiński, rzecznik WIM. – Paradoks polega na tym, że im bardziej specjalistyczne procedury są wykonywane, tym większe straty przynosi oddział.

WIM proponuje wprowadzenie finansowania z NFZ za dobogotowość oraz za wykonane procedury. Wtedy SOR będzie opłacany jak oddziały szpitalne. NFZ nie przewiduje jednak wprowadzenia takiego finansowania.

Problem niedofinansowania SOR–ów dotyczy całego kraju i jest jednym z powodów, dla którego w części wytypowanych szpitali nie otwarto do dzisiaj takich oddziałów.

Inne warszawskie placówki też narzekają na zbyt niskie stawki, ale swoich oddziałów ratunkowych nie zamykają.

– Nasz szpital dopłaca do SOR i straty są spore, bo w rzeczywistości świadczenie kosztuje dwa razy tyle, co zakontraktowana stawka – ocenia prof. Andrzej Zawadzki, kierownik oddziału medycyny ratunkowej stołecznego Szpitala Klinicznego Dzieciątka Jezus. – Dlatego też wiele szpitali pozbywa się SOR-u, ale z drugiej strony, jak szpital wieloprofilowy może fukncjonować bez niego? – pyta profesor Zawadzki.

Jego zdaniem, z dwojga złego, lepiej dopłacać do SOR-u, ale mieć go na miejscu.

- Od lat apelujemy, jako Polskie Towarzystwo Medycyny Ratunkowej, by SOR-y były rozliczane z dwóch źródeł finansowania: ze stałego ryczałtu, finansowanego przez NFZ i za procedury z funduszu centralnego – dodaje profesor Andrzej Zawadzki, zwracając uwagę, że jednakowe stawki otrzymują zarówno małe placówki, jak i specjalistyczne szpitale, oferujące pełną, ale kosztowną do utrzymania diagnostykę.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH