Związkowcy z "Solidarności" i OPZZ znowu przejdą przez Warszawę domagając się poprawy sytuacji w ochronie zdrowia.
Pracownicy służby zdrowia zrzeszeni w NSZZ "S" oraz OPZZ będą publicznie protestować przeciwko złej sytuacji w publicznej służby zdrowia.
– Nie wszystkich Polaków stać na korzystanie z komercyjnej służby zdrowia – to jedno z haseł protestu, który odbędzie się 7 kwietnia w Warszawie.
Tego dnia obchodzony jest Światowy Dzień Zdrowia ONZ oraz Dzień Pracownika Służby Zdrowia.
– Obecna sytuacja w ochronie zdrowia dojrzała do decyzji, aby dać wyraz niezadowoleniu z dostępności obywateli do świadczeń zdrowotnych jak też trudnej sytuacji środowiska pracowniczego – stwierdzili w liście do związkowców szefowie NSZZ "S" Janusz Śniadek i OPZZ Jan Guz.
Z przedstawionej informacji wynika, że 75 proc. Polaków jest niezadowolnych z opieki zdrowotnej. Według strony związkowej pomysły kolejnych reform, restrukturyzacji, przekształceń w służbie zdrowia naruszają bezpieczeństwo zarówno pacjentów, jak i pracowników.
Zaplanowany na środę protest rozpocznie się o godz. 11.30 przed gmachem Sejmu, skąd nastąpi przemarsz przed Kancelarię Premiera. W demonstracji mają także uczestniczyć górnicy, hutnicy oraz stoczniowcy.
Udziału w środowym proteście nie weźmie Ogólnopolski Związek Zawodowy Pielęgniarek i Położnych. Zamiast tego Związek zapowiada, że w drugiej połowie maja włączy się w debatę kandydatów na prezydenta, w której mieliby oni przedstawić swój punkt widzenia i propozycje działań zmierzających do naprawy systemu ochrony zdrowia w Polsce.
Czytaj więcej: protest związkowców
PharmaExpert: rynek apteczny w lutym wraca do normy
Służbę to miał król na dworze!!!
Prawda jest taka, iż w momencie wstępowania do UE, państwo polskie wyzbyło się możliwości rozdziału wypracowanych środków tam gdzie są one ewidentnie potrzebne na rzecz podejmowanych decyzji przez brukselską biurokrację. Dlatego wpłacone przez nas do UE środki przeznaczane są np. na różne najczęściej zideologizowane programy ekologiczne, edukacyjne, szkoleniowe, propagandowe i psudogospodarcze, itd., itp., o b. wątpliwej dla nas przydatności (o ile nie są wręcz szkodliwe), a brakuje tych środków np. na służbę zdrowia, edukację i ratowanie istotnych dla Polski sektorów gospodarki. Albo trzeba bez sensu sprzedawać, prywatyzować albo niszczyć resztki strategicznie ważnych dla Polski części gospodarki. CZY TAK POSTĘPUJE np. RZĄD NIEMIECKI?
Oto cena, jaką przyszło nam zapłacić. Polska na granicy kulturowego i gospodarczego niebytu, niszczenie albo wyprzedaż resztek strategicznie ważnych dla Polski segmentów gospodarki, upadająca służba zdrowia, systemu emerytalno-rentowego i szkolnictwa, wzrost bezrobocia i zubożenia (na granicy wegetacji b. dużej części społeczeństwa), rosnące wewnętrzne i zewnętrzne zadłużenie (a przy tym złodziejstwo, korupcja, niszczenie tradycji narodowej), skrajnie kosztowny i niszczący gospodarkę kryzys narzuconych Polsce neoliberalnych dogmatów gospodarczych, wymuszone karykaturalne decyzje obecnego rządu albo ich zupełny brak, itd., itd