Polanickie Specjalistyczne Centrum Medyczne przeprowadzające m.in. skomplikowane operacji z dziedziny chirurgii plastycznej nie może ich wykonywać, bo brakuje anestezjologów.

- Maluchami, które ważą czasami mniej niż cztery kilo, musi opiekować się doświadczony anestezjolog z praktyką na oddziale intensywnej terapii dziecięcej. Konieczny jest też sprzęt przeznaczony wyłącznie do znieczulania niemowląt. Stawką jest ich życie - tłumaczy Władysław Wojtkiewicz, ordynator intensywnej terapii dla dorosłych w SCM.

Dlatego kilka dni temu Wojtkiewicz zapowiedział: - Bez dodatkowego sprzętu i lekarza, który podjąłby się opieki nad operowanymi niemowlętami, nie przystąpię do zabiegów.

Szpital w Polanicy jednym z trzech szpitali w Polsce, w których operuje się tzw. kraniostenozę - wadę polegającą na przedwczesnym zarastaniu szwów czaszkowych jeszcze przed narodzinami dziecka lub w pierwszych miesiącach życia. Nieleczona powoduje nieprawidłowy rozwój mózgu, zniekształcenia czaszki i twarzy, a w konsekwencji upośledzenie. Zabiegi powinno robić się jak najszybciej, dlatego chirurdzy operują nawet kilkumiesięczne niemowlaki.

Od maja polanicki szpital takich operacji nie wykonuje. Wstrzymane są też te zaplanowane na wrzesień.

Szpital nie jest bowiem w stanie zapewnić małym pacjentom odpowiedniej opieki anestezjologicznej. Nowe przepisy unijne oraz wymogi konsultanta krajowego zaostrzyły przepisy dotyczące opieki nad małymi pacjentami.

Prof. Kazimierz Kobus, ordynator oddziału chirurgii plastycznej w SCM tłumaczy: - Najpierw brakowało nam sprzętu, bo stary się po prostu zużył. Kiedy dzięki pomocy Fundacji TVN kupiliśmy nowy, nie możemy dzieciom zapewnić opieki anestezjologicznej.

Powody tego są dwa: brak w szpitalu oddziału intensywnej terapii dziecięcej (OITD) i anestezjologów dziecięcych.

Dotąd dzieci po operacjach trafiały na oddział dla dorosłych. Ale teraz lekarze boją się je tam kłaść. Niedawno w jednej ze szczecińskich klinik chłopca po prostej operacji stulejki zamiast w pooperacyjnej sali monitorowanej przez pielęgniarkę umieszczono w zwykłej - pod opieką rodziców. Doszło do komplikacji, a pomoc nadeszła zbyt późno. Chłopiec nie odzyskał świadomości, sprawą zajęła się prokuratura.

Po tym wypadku lekarze nie chcą ryzykować i łamać przepisów.

Jeszcze większy problem jest ze znalezieniem anestezjologa dziecięcego, a bez niego operacji po prostu nie będzie.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH