Od ponad miesiąca Wojewódzki Specjalistyczny Szpital im. M. Madurowicza w Łodzi nie przyjmuje pacjentek. Tamtejszą porodówkę zamknięto pod koniec listopada 2008 r. z powodu pożaru, a kiedy Sanepid pozwolił na jej otwarcie, zbuntowali się lekarze. Żądają odwołania dyrektora placówki. Zapowiadają, że nie wrócą do pracy z dotychczasowym szefem.

W szpitalu jest pełna obsada lekarska, wszystkie pielęgniarki, położne, salowe, a nawet sprzątaczki, które kilka razy dziennie myją szpitalne korytarze

- Problem w tym, że szpital jest zamknięty, a władze województwa zupełnie nie reagują na patową sytuację. Dwa inne łódzkie szpitale - „Matka Polka" i Rydygier są już tak przepełnione, że to naprawdę grozi niebezpieczeństwem. Dostajemy od naszych pacjentek SMS-y, że leżą na korytarzach. Tymczasem w Urzędzie Marszałkowskim nie słuchają tego, co mówi kilkudziesięciu specjalistów i nadal nie odwołują dyrektora - mówią ginekolodzy.

Dlaczego ginekologom, położnikom i neonatologom tak bardzo zależy na tym, żeby dyrektor zrezygnował ze stanowiska. Według nich, dyrektor Jackiem Marynowski nie potrafi zarządzać specjalistyczną placówką. Postulat lekarzy mógłby spełnić zarząd województwa, któremu podlega szpital. Ale marszałek uważa, że lekarze powinni się dogadać z dyrektorem Marynowskim.

W dodatku temperatura konfliktu z dnia na dzień rośnie. Zbuntowani lekarze uważają, że sprawy zaszły tak daleko, że nie ma odwrotu i trzeba jak najszybciej ogłosić konkurs na nowego dyrektora. Bo, ich zdaniem, obecny będzie próbował karać buntowników za oskarżenia o nieudolność.

Dyrektor mówi, że nie zamierza nikogo karać. Chce tylko jak najszybciej uruchomić szpital.

- Jak? Metodami administracyjnymi. Można wprowadzić taki system pracy, że lekarski bunt nie będzie przeszkadzał w uruchomieniu porodówki - odpowiada Jacek Marynowski.

Od ponad pół roku w szpitalu wyłączonych z użycia jest 18 łóżek izolacyjno-obserwacyjnych z oddziału patologii ciąży.

- Chodziliśmy przez 5 miesięcy prosić dyrektora, żeby uruchomił oddział, bo nie mamy gdzie kłaść pacjentek. W ciągu miesiąca szpital średnio 9 razy zgłasza brak wolnych miejsc - pokazują grubą księgę odmów.

Ale nie tylko to denerwuje lekarzy. Według nich dyrektor nie rozumie, że oprócz etatu szpitalnego są też pracownikami naukowo-dydaktycznymi Uniwersytetu Medycznego, mają zajęcia ze studentami, a oprócz tego pod ich opieką pozostają młodzi lekarze, którzy w szpitalu otworzyli specjalizację. Im samym zaś dyrektor uniemożliwia szkolenia.

comments powered by Disqus

PARTNER DZIAŁU

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH