W Łasku zachorował lekarz, a problem ma pogotowie z Łodzi FOT. Arch. RZ; zdjęcie ilustracyjne

Lekarz z ekipy wyjazdowej nocnej i świątecznej pomocy Szpitala w Łasku zachorował, więc pacjenci dzwonią po pomoc na dyspozytornię Wojewódzkiej Stacji Ratownictwa Medycznego w Łodzi. Zdarza się symulowanie objawów, a karetki jeżdżą "do kataru".

Problem zaczął się rano, 18 lutego. Najpierw do łódzkiego pogotowia zadzwoniła pielęgniarka z łaskiego szpitala, że mają na rejonie zgon i nie ma kto pojechać go stwierdzić.

Później do dyspozytora zaczęli dzwonić chorzy pacjenci, którzy nie mogli się doczekać przyjazdu lekarza. Gdy orientowali się, że karetka nie przyjedzie, wielu zaczęło symulować, informując m.in. o bólu w klatce piersiowej.

Jan Poliński, dyspozytor z pogotowia w Łodzi tłumaczy, że zespół ratownictwa nie wyjeżdża ani do stwierdzania zgonu, ani do sytuacji niezagrażających życiu. Gd jednak pacjent kłamie, informując o niebezpiecznych objawach, karetka wyjechać musi. W Gazecie Wyborczej stwierdza, że "jak zaczniemy ratować młodzieńców z katarem, to może się okazać, że nie dojedziemy do osoby z zawałem".

Podkreśla, że od kiedy jesienią przeniesiono nocną i świąteczną pomoc medyczną do szpitali, częściej zdarzają się pacjentom kłopoty z dostępem do lekarza w wolne dni. Wnioskuje to po zdezorientowanych chorych, którzy nie mogąc uzyskać pomocy, dzwonią na pogotowie.

Więcej: www.wyborcza.pl

Podobał się artykuł? Podziel się!
comments powered by Disqus

PARTNER DZIAŁU

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH