Jeżeli dyrektywa wejdzie w życie, to pacjent będzie mógł liczyć na refundację kosztów leczenia – do wysokości kwoty, jakiej zażądałyby za nie krajowe placówki.
Wprowadzenie zapowiadanej unijnej dyrektywa dająca pacjentom prawo wyboru miejsce i kraju leczenia nie będzie oznaczać istotnych zmian w systemie ochrony zdrowia - stwierdza Adam Kozierkiewicz, ekspert rynku zdrowia. Dyrektywa dotyczyć ma bowiem transgranicznej ochrony zdrowia.
W Komisji Środowiska i Zdrowia Publicznego Parlamentu Europejskiego zakończono prace nad dyrektywą w sprawie swobodnego wyboru przez pacjentów miejsca i kraju, w którym chcą się leczyć. Parlament Europejski ma nad nią głosować już na początku 2011r.
Jeżeli prawo wejdzie w życie, to pacjent będzie mógł liczyć na refundację kosztów leczenia – do wysokości kwoty, jakiej zażądałyby za nie krajowe placówki. Różnicę w cenie chory pokryje z własnej kieszeni.
– Prawo unijne ma przewagę nad regulacjami krajowymi, wobec czego dyrektywa będzie dla nas wiążąca – mówi dr Adam Kozierkiewicz, ekspert rynku zdrowia. – By faktycznie zaczęła w Polsce obowiązywać potrzebne będzie jednak wprowadzenie odpowiednich zapisów do prawa krajowego.
Jak zaznacza nasz rozmówca należy pamiętać, że ta dyrektywa mówi o opiece transgranicznej.
– W jej zapisach są zastrzeżenia mówiące, że kraje członkowskie mają pełne kompetencje do kształtowania swoich systemów ochrony zdrowia. Dyrektywa dotyka tylko tych obszarów, które są na styku państw – podkreśla Kozierkiewicz.
Zdaniem naszego rozmówcy jednak, jeżeli się zestawi dyrektywę z polskim prawem to rzeczywiście pewne kłopoty mogą się pojawić. Jakie?
– To czego obawia się Ministerstwo Zdrowia, to zestawienia dyrektywy z konstytucyjną zasadą równości podmiotów – przyznaje Adam Kozierkiewicz.
Jak tłumaczy, w sytuacji gdy rachunek od czeskiego dentysty np. z Cieszyna musiałby zostać uznany przez NFZ i przez niego w części pokrywany, może się okazać, że nasi dentyści z tego samego Cieszyna będą czuć się dyskryminowani na rynku. W takiej sytuacji mogą oni wystąpić do krajowego sądu skąrżąc się na nierówne traktowanie.
– Teoretycznie istnieje możliwość, że NFZ musiałby w rejonach transgraniczych refundować koszty poniesione u polskich świadczeniodawców do poziomu stawek krajowych – wyjaśnia ekspert. Jak dodaje, to jednak jest konsekwencja nie samej dyrektywy a jej zestawienia z polskim prawem. Jeśli polscy legislatorzy znajdą sposób, żeby uciec od tej konsekwencji to tego zjawiska nie będzie.
Dyrektywa powstała w oparciu o orzeczenie Europejskiego Trybunały Sprawiedliwości w sprawie holenderskiej pacjentki.
Jak wyjaśnia dr Adam Kozierkiewicz, Holendrzy, którzy byli podmiotem tego postępowania, też bronili się przed swobodnym przepływem usług w systemie ochrony zdrowia. Trybunał stwierdził, że interes ekonomiczny instytucji nie może hamować swobodnego przepływu usług. Skutek jest taki, że w Holandii część rozliczeń kas chorych jest obecnie realizowanych w oparciu o refundację kosztów poniesionych. Jednak jest to część przekraczająca nie więcej niż 10 proc. całości rozliczeń.
Zdaniem Kozierkiewicza w naszym kraju może ewentualnie dojść do na małą skalę do podobnej sytuacji.
Wprowadzenie dyrektywy nie zagrozi też w Polsce rynkowi usług medycznych masowymi wyjazdami pacjentów poza granice kraju. Ceny usług w Europie są generalnie wyższe niż w Polsce, a zgodnie z zapisami przygotowywanego przez Parlament Europejski prawa pacjent będzie uzyskiwał refundację tylko na poziomie kwoty krajowej płaconej przez NFZ.
Czytaj więcej: Parlament Europejski | limity | dyrektywa unijna | kontraktowanie świadczeń | Adam Kozierkiewicz
Białystok: finał akcji na rzecz hospicjum