Turystyka medyczna: polski szpitalu, reklamuj się sam. Dyrektywa nadchodzi

Polskie lecznice same mają zadbać o rozreklamowanie oferty kierowanej do zagranicznych pacjentów. Ministerstwo Zdrowia i Narodowy Fundusz Zdrowia w niczym im nie pomogą. Nasze szpitale muszą wziąć przykład z niemieckich klinik, które zdopingowane zbliżającym się terminem wejścia w życie dyrektywy transgranicznej coraz intensywniej zachęcają Polaków, żeby u nich się leczyli.

Kiedy zacznie obowiązywać w Polsce unijna dyrektywa ws. stosowania praw pacjentów w transgranicznej opiece zdrowotnej? Nie ma szans, żeby stało się to 25 października. - Biorąc pod uwagę konieczność przeprowadzenia konsultacji społecznych i sejmowy kalendarz, przypuszczam, że stanie się to pod koniec grudnia - zapowiedział 1 października w Gazecie Prawnej wiceminister zdrowia Sławomir Neumann.

Przy okazji poradził menedżerom z polskich placówek, żeby sami zadbali o odpowiednią ofertę na swoich stronach internetowych, zaangażowali pracownika, który będzie w stanie porozumieć się z pacjentem z innego kraju i zapewnili personel, który skomunikuje się z chorym w obcym języku.

Zadanie decydentów, którzy nie byli w stanie dotrzymać terminu implementacji unijnej dyrektywy, polega teraz na stworzeniu odpowiedniego systemu informacji o własnych i zagranicznych świadczeniach. Punkty informacyjne będą podawały zainteresowanym tylko listę placówek wykonujących konkretne świadczenia. NFZ zweryfikuje ją w oparciu o wpisy zakładów do odpowiedniego rejestru wojewody.

Konieczne będzie również sporządzenie wyceny świadczeń. Przy czym cennik za usługi w każdej placówce medycznej musi być dla obcokrajowca i dla chorego z własnego kraju taki sam.

- To umożliwi zarówno płatnikowi, jak i pacjentowi podejmowanie świadomych decyzji finansowych. Niezbędna jest także racjonalizacja wyceny świadczeń w taki sposób, aby była ona porównywalna z innymi krajami, bez tak dużych różnic, jak obecnie - wyjaśniała w czasie dyskusji na temat dyrektywy w Radiu TOK FM Agnieszka Pachciarz, prezes NFZ.

Czytaj: Co dyrektywa transgraniczna przyniesie polskim szpitalom: zyskają, a może stracą?

Jest resortowy projekt, nie ma rządowej strategii

Politycy i urzędnicy, od których zależy funkcjonowanie ochrony zdrowia, są ponaglani w tych sprawach m.in. przez Pracodawców RP. Eksperci tej organizacji zarzucają Ministerstwu Zdrowia, że pomimo przedstawienia założeń do projektu ustawy wdrażającej dyrektywę, nie przygotowało punktu kontaktowego, informującego pacjentów z zagranicy o kosztach leczenia w Polsce.

Uważają, że dyrektywa transgraniczna daje polskim szpitalom szansę na pozyskanie zagranicznych pacjentów, ale konieczne jest stworzenie strategii rozwoju turystki medycznej. Według Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Szpitali Prywatnych, przykładem dla Polski powinna być Turcja, która odnosi sukcesy w rozwoju tej branży.

W opinii Pracodawców RP, polskie szpitale są na tle Europy bardzo konkurencyjne. Jak podkreślają eksperci, ich zaletami są: wysoka jakość obsługi, niskie ceny oraz dobrze wyszkolony personel.

Nie byłoby jednak prawdziwe twierdzenie, że oprócz legislacyjno-organizacyjnych przygotowań (nb. opóźnionych) państwowe agendy nic nie robią, by zachęcać obcokrajowców do korzystania w Polsce z usług medycznych. Ministerstwo Gospodarki umieściło turystykę medyczną w resortowym programie promocji 15 branż będących naszymi specjalnościami eksportowymi. Nie jest to jednak równoważne z tym, że 50 krajów potraktowało turystykę medyczną jako element strategii rozwoju gospodarczego swojego kraju. Do tej grupy nie należymy.

Świadczy o tym choćby fakt, że na realizację projektu Promocja Branży Turystyki Medycznej finansowanego z funduszy UE przeznaczono skromne 4 mln złotych. Specjaliści twierdzą, że za takie pieniądze świata nie zawojujemy - nie da się konkurować z liderami rynku, a taką pozycję w ostatnich latach zyskały np. Tajlandia, Indie oraz Turcja. W krajach tych przybyło wiele placówek medycznych z wykwalifikowanym personelem i dobrym sprzętem. W połączeniu z atrakcyjną ceną usług stworzyło to produkt przyciągający rzesze pacjentów.

Brakuje nam też centrów informacyjnych, w których zagraniczni pacjenci mogliby uzyskać informacje w rodzimym języku.

Skromnie o atutach

Wspomniany program będzie realizowany do marca 2015 r. Na początku października tego roku podsumowano dotychczasowe wyniki.

Obecnie bierze w nim udział 40 polskich podmiotów: szpitale, specjalistyczne kliniki, sanatoria, ośrodki wellness i spa oraz pośrednicy w turystyce medycznej. Reklamują się placówki z Warszawy i okolic (11), Krakowa i okolic (5), Śląska (5), Łodzi (4), a także znane miejscowości uzdrowiskowe i wypoczynkowe: Ciechocinek, Iwonicz Zdrój, Nałęczów, Konstancin Zdrój, Kamień Pomorski, Ustroń oraz miasta (m.in. Szczecin, Olsztyn, Białystok, Lublin, Jelenia Góra).

Jeśli chodzi o specjalizacje dziesięciu klinik uczestniczących w projekcie, to zajmują się one głównie: ortopedią lub ortopedią sportową, kardiologią i kardiochirurgią, nieinwazyjnym leczeniem nowotworów, mikrochirurgią oka, ginekologią i położnictwem, chirurgią plastyczną i medycyną estetyczną. W projekcie bierze też udział 8 szpitali wielospecjalistycznych, 7 sanatoriów, 6 klinik stomatologicznych, 6 ośrodków rehabilitacyjnych i trzech pośredników w turystyce medycznej.

Działania promocyjne (imprezy targowo-wystawiennicze, szkolenia, misje gospodarcze, materiały promocyjno-informacyjne) docelowo mają nakłonić mieszkańców Danii, Szwecji, Norwegii, Niemiec, Rosji, Wielkiej Brytanii i USA do leczenia w Polsce.

Kierownik projektu Promocji Branży Turystyki Medycznej Ada Kostrz-Kostecka podkreśliła, że rynek turystyki medycznej w Polsce rozwija się bardzo szybko, ale zaraz dodała: "Podobnie jak w wielu innych krajach". Zwracając uwagę na silną konkurencję, przyznała, że dużym problemem jest to, żeby placówki same dostrzegły, że trzeba się wypromować, bo jest duża rywalizacja.

Wymieniła kilka atutów Polski. Jej zdaniem są to: innowacyjne technologie lecznicze, profesjonalna kadra medyczna, nowoczesne placówki, znakomite położenie w centralnej Europie, długie tradycje lecznictwa sanatoryjnego, niskie ceny (nawet od 80 proc. w porównaniu z niektórymi procedurami medycznymi na Zachodzie), atrakcje turystyczne.

Niemcy chwalą, ale żądają wysokiej jakości

To wszystko prawda. Ale trzeba też zauważyć, że obcokrajowcy, także Polonusi , np. z USA i z Niemiec coraz większą wagę przywiązują do jakości usług.

Interesujących informacji na ten temat dostarczają badania przeprowadzone w 2012 r., a opublikowane w 2013 r. przez The Wineg-Institute (ośrodek naukowy jednej z największych niemieckich kas chorych - Techniker Krankenkasse). Wynika z nich, że jakość usług w planowaniu leczenia w krajach UE jest jednym z głównych kryteriów wyjazdów leczniczych. Przy podejmowaniu decyzji o wyborze kraju niemieccy turyści medyczni kierują się także: dobrym doświadczeniem z wcześniejszego leczenia, możliwością połączenia terapii z wypoczynkiem, a także oszczędnością.

Na pytanie, w jakim kraju planowali ostatnio leczenie, badane osoby (członkowie kasy TK), odpowiedziały: Włochy - 16 proc., Polska - 15, Czechy - 14, Węgry - 12, Australia - 10 proc. (na tej liście znalazło się w sumie 14 krajów UE). Trzeba też podkreślić, że wśród państw z najlepszą opieką medyczną respondenci wymienili (w kolejności): Włochy, Czechy i Węgry oraz Polskę.

Można zatem powtórzyć, że Polska ma olbrzymi potencjał, co potwierdzają nie tylko nasi eksperci, ale również zagraniczne badania. Brakuje nam natomiast rozwiązań organizacyjno-prawnych i strategii rozwoju turystki medycznej z prawdziwego zdarzenia.

Podobał się artykuł? Podziel się!
comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH