PW/Rynek Zdrowia | 15-04-2019 05:57

Transporty międzyszpitalne: czy ich kontraktowanie przez NFZ poprawi sytuację pacjentów?

Ministerstwo Zdrowia uznało, że transport międzyszpitalny będzie świadczeniem kontraktowanym przez NFZ. Jest nadzieja, że ta decyzja pozwoli sprawniej ratować życie pacjentom wymagającym szybkiego przewiezienia z jednego szpitala do drugiego - o wyższym poziomie referencyjności.

Fot. Archiwum (zdjęcie ilustracyjne)

Nowe przepisy w zakresie transportu między szpitalami wprowadza rozporządzenie ministra zdrowia z 15 lutego 2019 r. zmieniające rozporządzenie w sprawie świadczeń gwarantowanych z zakresu leczenia szpitalnego. - Zmiana ta miała na celu zapewnienie właściwej jakości udzielanych świadczeń oraz bezpieczeństwa pacjentów - informuje Sylwia Wądrzyk, dyrektor Biura Komunikacji Ministerstwa Zdrowia.

O tym, że planuje się wydzielenie medycznych transportów międzyszpitalnych jako oddzielnego świadczenia minister zdrowia Łukasz Szumowski mówił już w czerwcu 2018 r. na jednym z posiedzeń Rady Dialogu Społecznego. Zwrócił uwagę, że obecnie zdarza się, iż szpitale nie mogą dojść do porozumienia, kto powinien ponieść koszty przewiezienia chorego.

Czas, czas...
- Wydzielenie tej usługi,  po pierwsze unormuje sytuację w transporcie pacjenta, żeby był on komfortowo i szybko transportowany - bo często dyskusje trwały godzinami i pacjent nie mógł być przewieziony, a po drugie - otwiera pewien rynek dla prywatnych firm, które świadczyły usługi w zakresie ratownictwa, do tego, żeby tutaj startowały w konkursach na odrębne świadczenie - mówił minister.

NFZ przy podpisywaniu kontraktów wymaga od szpitali posiadania umowy z podwykonawcą na transport medyczny w przypadku, gdy sam szpital go nie zapewnia. Środki na ten cel placówka musi znaleźć w ryczałcie. Szpitale podkreślały, iż dochodzi do sytuacji, że firmy nie są w stanie zrealizować usługi w czasie gwarantującym bezpieczeństwo pacjenta.

- Zamiast rozpoczęcia transportu np. po upływie wymaganych 30 minut, proponują przyjazd ambulansu za dwie, trzy a nawet i sześć godzin - mówił podczas niedawnego IV Kongresu Wyzwań Zdrowotnych (Katowice, 7-8 marca 2019 r.), opierając się na własnym doświadczeniu, dr Czarosław Kijonka, kierownik szpitalnego oddziału ratunkowego w Górnośląskim Centrum Medycznym w Katowicach, pracujący również na stanowisku wojewódzkiego koordynatora ratownictwa medycznego.

Lekarz zlecający pilny transport pacjenta w stanie ciężkim, postawiony w sytuacji bez wyjścia, dzwoni zwykle do wojewódzkiego koordynatora ratownictwa medycznego, domagając się zgody na zadysponowanie zespołu systemu Państwowego Ratownictwa Medycznego.

- Zgodnie z aktualnie obowiązującym prawem zespoły ratownictwa medycznego nie realizują transportów międzyszpitalnych. Co więcej, wojewódzki koordynator nie ma w swoich kompetencjach organizowania transportu międzyszpitalnego - przypominał dr Czarosław Kijonka.

Opisywana sytuacja trwa od lat. Wcześniej problem próbowano rozwiązać m.in. w ramach procedowania w 2017 r. tzw. dużej nowelizacji ustawy o PRM. Urzędujący wówczas wiceminister Marek Tombarkiewicz przyznawał, że są liczne sygnały, co do braku faktycznych możliwości udzielenia właściwej pomocy medycznej osobom w stanie zagrożenia życia.

Karetka systemowa do szpitala nie przyjedzie
Przewidywano wprowadzenie możliwości użycia karetki systemowej, "jeżeli nie jest dostępny inny, odpowiedni środek transportu sanitarnego, a stan zdrowia pacjenta wymaga niezwłocznego transportu sanitarnego". Jednak propozycja została oceniona krytyczne przez opiniujące podmioty, głównie ze względu na obawy związane z przerzucaniem kosztów przewozów międzyszpitalnych na zespoły ratownictwa medycznego.

Zdaniem dr. Marka Tombarkiewicza "w krytycznej sytuacji karetka systemowa mogłaby być użyta, nie czekając na dojazd prywatnej firmy, która chce zarabiać, a nie ratować ludzi". - Nie ma prostego rozwiązania, a cwaniactwo, jakie pojawia się po stronie zarządzających szpitalami, spowodowało właśnie, że system transportu na ratunek karetkami systemowymi się nie sprawdził - podsumował ostro sytuację podczas niedawnego IV Kongresu Wyzwań Zdrowotnych.

I obecnie Ministerstwo Zdrowia stawia sprawę jasno. - Ustawa o PRM nie dopuszcza wykonywania medycznych czynności ratunkowych przez zespoły ratownictwa medycznego wobec osób będących pacjentami szpitala - wyjaśnia Sylwia Wądrzyk.

Przyznaje natomiast, że zdarzały się przypadki, w których w drodze wyjątku, ze wskazań życiowych, za zgodą wojewódzkiego koordynatora ratownictwa medycznego (wcześniej lekarza koordynatora ratownictwa medycznego) zespoły ratownictwa medycznego były wysyłane do przewiezienia między szpitalami pacjenta w stanie ciężkim.

- Takie sytuacje wiązały się zwykle z brakiem natychmiastowej dostępności do zespołu transportu sanitarnego w składzie i z wyposażeniem odpowiadającym standardowi specjalistycznego lub podstawowego zespołu ratownictwa medycznego. Decyzje te były podejmowane wyłącznie w stanie wyższej konieczności - informuje MZ.

Także Artur Borowicz, dyrektor Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego w Katowicach odrzucał pomysł, by transporty szpitalne mogły być realizowane przez karetki systemowe. - Są obciążone pracą, a ich zespoły mają swoje zadania wynikające z ustawy o PRM. Pogotowie nie może przecież przyjeżdżać do szpitala i ratować pacjenta, bo od tego szpital ma lekarzy, pielęgniarki i sprzęt - przekonywał.

Będą określone warunki i standard transportu
Józefa Szczurek-Żelazko, sekretarz stanu w Ministerstwie Zdrowia, jeszcze w marcu zapewniała, że trudne sytuacje związane z realizowaniem transportów medycznych są znane ministerstwu.

- Znowelizowaliśmy rozporządzenie ministra zdrowia w sprawie świadczeń gwarantowanych z zakresu lecznictwa szpitalnego, w którym wyodrębniono warunki realizacji świadczeń udzielanych przez zespół transportu medycznego. Dotąd były one realizowane w różnym standardzie. Teraz będzie to świadczenie oddzielnie finansowane przez NFZ - określiliśmy warunki realizacji, standard, zakres. Po stronie NFZ leży doprecyzowanie w formie zarządzenia w jaki sposób to świadczenie ma być kontraktowane - mówiła wiceminister podczas IV Kongresu Wyzwań Zdrowotnych.

Faktycznie, zapowiedź minister sprzed miesiąca jest realizowana. Jak informuje Ministerstwo Zdrowia, do ogłoszenia po podpisaniu zostało skierowane rozporządzenie Ministra Zdrowia zmieniające rozporządzenie w sprawie szczegółowych kryteriów wyboru ofert w postępowaniu w sprawie zawarcia umów o udzielanie świadczeń opieki zdrowotnej.

- Po ukazaniu się rozporządzenia, prezes NFZ wyda zarządzenie, w którym określi warunki  zawierania i realizacji umów, w tym warunki rozliczania świadczenia zespołu transportu medycznego - przekazała Sylwia Wądrzyk, dyrektor Biura Informacji Ministerstwa Zdrowia.

Wspomniane rozporządzenie precyzuje m.in. kwestie dotyczące dostępności, jakości i kompleksowości świadczenia transportu medycznego. Mediana czasu dotarcia zespołu transportu medycznego na miejsce wezwania, w przypadku konieczności natychmiastowego udzielania świadczeń, nie może być większa niż 20 minut. 

W rozporządzeniu Ministra Zdrowia zmieniającym rozporządzenie w sprawie świadczeń gwarantowanych z zakresu leczenia szpitalnego podano natomiast, że kwalifikacja pacjenta do świadczenia transportu sanitarnego jest możliwa w przypadku: niewydolności oddechowej wymagającej sztucznej wentylacji, niewydolności układu krążenia, stanach wymagających interwencji chirurgicznej i po zabiegach oraz innych (np. drgawki). Wymagania dotyczące wyposażenia karetki są podobne, jak dla karetek systemowych.

Pomysł dobry co do zasady...
Jak potwierdza Roman Badach-Rogowski, przewodniczący Krajowego Związku Zawodowego Pracowników Ratownictwa Medycznego, segment transportów szpitalnych nie był dotąd uregulowany. - Nie istniały kryteria określające jak wyposażona ma być karetka transportowa i jakie wymagania powinien spełniać jej zespół. Jeśli je wprowadzimy, to tylko z korzyścią dla pacjenta - mówi.

Artur Borowicz zwraca uwagę, że osobne kontraktowanie transportów międzyszpitalnych okaże się korzystne pod warunkiem zakontraktowania odpowiedniej ilości zespołów transportowych oraz opisania szczegółowo, do jakich przypadków mają być dysponowane.

- Co do zasady jest to dobry pomysł. Jednak o sukcesie zmian zadecydują: cena "dobokaretki" i planowana liczba zespołów transportowych - podkreśla.

Według Artura Borowicza, ryczałt dobowy dla zespołu transportu medycznego powinien być wyższy od obecnego ryczałtu dobowego dla zespołu podstawowego w systemie PRM.

Jak uważa Janusz Atłachowicz, dyrektor SPZOZ w Wieluniu, wprowadzenie odrębnie kontraktowanego świadczenia transportu międzyszpitalnego może okazać się dla szpitali źródłem dodatkowego przychodu, jeśli będą realizowały taką usługę; wpłynie też na jakość świadczenia.

- Dotąd dużo zależało od warunków umowy, jaką szpital zawarł z wykonawcą usługi oraz czy po jej podpisaniu egzekwował realizację jej zapisów. Biorąc pod uwagę, że NFZ tworzy centralny korpus kontrolerski, który w jednolity sposób będzie dokonywał kontroli w całym kraju, to jest szansa na właściwy standard usług transportu medycznego. Znacznie trudniej będzie spełnić kryterium czasu dojazdu. Widać to już teraz w zespołach ratownictwa medycznego i zapewne podobnie będzie w transporcie medycznym - przewiduje Janusz Atłachowicz.