Dyrektorzy toruńskich szpitali nie zgadzają się z planami podziału pieniędzy z NFZ pomiędzy szpitale i podstawową opiekę zdrowotną.

Z planów NFZ wynika, że w 2010 r. na leczenie pójdzie mniej więcej tyle samo pieniędzy, co w tym roku, czyli około 54 mld zł. NFZ zamierza jednak po nowemu podzielić całą pulę – pisze Gazeta Wyborcza.

Najwyższy wzrost będzie w podstawowej opiece zdrowotnej, która ma dostać aż 14,7 proc. więcej pieniędzy. Mniejsze o 8 proc. fundusze mają za to trafić do szpitali. Plan wywołał burzę wśród dyrektorów lecznic, którzy i tak od lat walczą z niedofinansowaniem procedur medycznych. Projekt przyszłorocznego budżetu nie podoba się też w Toruniu.

– Jeśli za zwiększonymi nakładami pójdzie rzetelniejsze wywiązywanie się podstawowej opieki zdrowotnej ze swoich obowiązków i będzie ona z nich należycie rozliczana, to nie mam nic przeciwko wpompowaniu większych kwot – tłumaczy Krystyna Zaleska, dyrektor Szpitala Miejskiego w Toruniu. – Wtedy nasze koszty by spadły, więc obcięcie funduszy nie zrobiłoby nam krzywdy. Problem z POZ jest jednak taki, że wchłania coraz więcej pieniędzy, a coraz mniej robi.

Zdaniem dyrektor Zaleskiej większość pracy za lekarzy pierwszego kontaktu wykonują medycy w szpitalach. Ponieważ ci z przychodni niechętnie kierują pacjentów na badania.

– Skierowanie do szpitala powinno być ostatecznością. Tymczasem wielu lekarzy od razu wysyła chorego do nas. Najczęściej mówią pacjentowi: „W szpitalu to panu od razu zrobią cały komplet badań”. I w ten sposób cała diagnostyka idzie na nasz koszt.

Zjawisko to potwierdza dr Bożena Hildebrandt, szefowa oddziału hepatologicznego Szpitala Zakaźnego w Toruniu.

– Czasami trafiają do nas osoby, które nigdy w ogóle nie powinny znaleźć się w tego typu szpitalu. A bierze się to z niechęci lekarzy POZ do diagnozowania. Często pacjent ląduje u nas tylko z mocno naciąganym rozpoznaniem, niepopartym żadnym badaniem, nawet morfologią.

– Tylko sprawny system POZ jest naprawdę bezpieczny dla pacjenta, bo tylko dobry lekarz rodzinny może skontrolować sytuację, kiedy jedna osoba leczy się np. u trzech różnych specjalistów – tłumaczy dyrektor Zaleska. – Tylko on może sprawdzić, czy leki brane przez chorego nie wchodzą ze sobą w jakieś niepożądane reakcje.

Podobał się artykuł? Podziel się!
comments powered by Disqus

PARTNER DZIAŁU

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH