Toruń: będzie porozumienie w sprawie "ostrych dyżurów"?

Jest szansa, że w poniedziałek (30 grudnia) Wojewódzki Szpital Zespolony oraz Specjalistyczny Szpital Miejski w Toruniu dojdą do porozumienia w sprawie pełnienia "ostrych dyżurów". Dyskusja o tym kto powinien je pełnić toczy się w ostatnim czasie już nie tylko pomiędzy lecznicami, ale również na łamach mediów.

Dyrekcja Szpitala Miejskiego w piątek (20 grudnia) ogłosiła, że od 1 stycznia, ze względu na brak odpowiednich warunków nie będzie przyjmowała chorych w stanach nagłych przywożonych przez ratownictwo medyczne.

Z kolei w niedzielę (22 grudnia) dyrekcja Szpitala Wojewódzkiego wysłała do mediów oświadczenie, w którym Sylwia Sobczak, pełniąca obowiązki dyrektora WSZ zarzuca miejskiej lecznicy, że ta ucieka od odpowiedzialności za zdrowie i życie mieszkańców Torunia, kierując się własnym wygodnictwem.

Do tej pory szpitale obowiązywała niepisana umowa - w dni nieparzyste karetki woziły pacjentów do szpitala miejskiego, natomiast w parzyste do lecznicy wojewódzkiej. Tyle tylko, że szpital miejski nie ma kontraktu na szpitalny oddział ratunkowy i nigdy go nie miał. Funkcjonuje w nim (jeszcze przez dwa miesiące) jedynie izba przyjęć.

Kontrakt kontraktowi nie równy

Szpital Wojewódzki ma w pełni wyposażony SOR, co wiąże się z kontraktem z NFZ, który płaci za jego całodobowe funkcjonowanie 17,5 tys. dziennie. I to niezależnie czy szpital, w ramach dotychczasowej umowy miedzy placówkami pełnił dyżur, czy też nie.

Szpital Miejski, który nie spełnia warunków określonych przez NFZ do zakontraktowania SOR-u, ma zakontraktowaną izbę przyjęć, która wyceniana jest przez płatnika na poziomie 2,1 tys. zł dziennie.

Dlatego od przyszłego roku miejska lecznica chce przyjmować pacjentów, zgodnie z zasadami działania izby przyjęć (do czego zobowiązana jest kontraktem) tylko ze skierowaniami od lekarza na wskazany oddział, a karetki mają wozić pacjentów z nagłymi zachorowaniami lub z wypadków na SOR lecznicy wojewódzkiej.

Takiej argumentacji nie przyjmuje jednak dyrekcja Szpitala Wojewódzkiego i w swoim oświadczeniu napisała: "(...)wprowadzenie "nowych zasad" (braku uzgodnienia podziału dyżurów - red.) w znacznym stopniu zaburzyłoby opiekę zdrowotną nad pacjentami z Torunia i okolic, stwarzając zagrożenie dla ich zdrowia i życia".

Z kolei Andrzej Przybysz, wicedyrektor ds. lecznictwa Szpitala Miejskiego uważa, że dyrekcja Szpitala Wojewódzkiego straszy pacjentów. Przekonuje, że to lecznica wojewódzka ma nowoczesny SOR przystosowany do ratowania życia i wstępnej diagnostyki. Jego zdaniem jest on zdecydowanie lepiej przygotowany do przyjmowania pacjentów przywożonych przez karetki niż izba przyjęć w Szpitalu Miejskim. Także Szpital Wojewódzki ma, co nie jest bez znaczenia, całodobowe ambulatorium chirurgiczno-urazowe.

NFZ obserwuje sytuację

Na informację o tym, że miejska lecznica od 1 stycznia 2014 r. nie będzie przyjmowała pacjentów przywożonych przez karetki, a także nie będzie realizowała świadczeń zdrowotnych w ramach całodobowego ambulatorium chirurgiczno-urazowego zareagował Kujawsko-Pomorski Oddział Wojewódzki NFZ.

Przypomniał, że wszystkie zakresy objęte wieloletnią umową zawartą pomiędzy szpitalem a OW NFZ udzielane są w ramach hospitalizacji, która zgodnie z obowiązującymi przepisami oznacza całodobowe udzielanie świadczeń gwarantowanych w trybie planowym albo nagłym, we wszystkie dni tygodnia, obejmujące proces diagnostyczno-terapeutyczny oraz proces pielęgnowania i rehabilitacji, od chwili przyjęcia świadczeniobiorcy, do chwili jego wypisu.

- Obowiązujące uregulowania prawne stanowią jasno, bez względu na jakikolwiek kontrakt, że szpital nie ma prawa do odmowy udzielenia pomocy osobie, która ze względu na zagrożenie życia lub zdrowia, wymaga takiej pomocy natychmiast. Odmowa przyjęcia osoby w stanie nagłego zagrożenia życia przez SOR lub szpital, może skutkować zastosowaniem kary umownej określonej w umowie o udzielanie świadczeń opieki zdrowotnej lub niezwłocznym rozwiązaniem tej umowy - tłumaczy Jan Raszeja, rzecznik prasowy Oddziału NFZ.

Dodaje jednocześnie, że NFZ obserwuje uważnie konflikt pomiędzy tymi szpitalami.

- W naszej opinii na razie nie ma zagrożenia dla pacjentów ponieważ SOR w szpitalu wojewódzkim bardzo dobrze wypełnia swoje zadania i zabezpiecza w pełni obszar toruński. Oczywiście, jeśli pojawią się sygnały, że dzieje się coś niepokojącego natychmiast będziemy, na miarę swoich możliwości, interweniować. Wierzymy w rozsądek lekarzy i dyrekcji obydwu szpitali - twierdzi Jan Raszeja.

Rozmowy, ale nie na łamach mediów

Zdaniem Ludwika Szuby, wiceprezydenta Torunia problem związany z tzw. ostrymi dyżurami wymknął się spod kontroli: - Niepotrzebnie rozmowy na ten temat toczą się nie bezpośrednio między zainteresowanymi stronami a za pośrednictwem mediów, bo to ani nie rozwiązuje sytuacji, ani nie poprawia wizerunku żadnego ze szpitali.

Prezydent uważa, że szpitale nie są odpowiednio opłacane przez NFZ i to jest źródłem konfliktu.

- Chodzi o pieniądze, o nic więcej. Każdy ze szpitali próbuje wypracować sobie taka pozycję, aby jak najmniej stracić. A w tym przypadku najwięcej traci Szpital Miejski. Sam kilka miesięcy temu leżałem w tym szpitalu na izbie przyjęć. Miałem zakładaną kroplówkę, a obok mnie rozbierano kobietę... Dopóki warunki na tej izbie przyjęć się nie zmienią, nie ma o czym mówić. Dziwię się, że lekarze tam ludzi przyjmują, chyba tylko dlatego, że muszą - mówi w rozmowie z portalem rynekzdrowia.pl prezydent Szuba.

Według niego Szpital Wojewódzki rozmawia z pozycji większej, lepszej jednostki, a powinien być partnerem dla Szpitala Miejskiego.

- Będę rozmawiał na ten temat zarówno z panią dyrektor Zaleską jak i z dyrektorem Przybyszem - zapowiada. - Dobrze byłoby, gdyby dogadali się ze sobą dyrektorzy szpitali. Jeżeli jednak nie dojdzie do jakiegoś konsensusu, to trzeba będzie szukać porozumienia pomiędzy marszałkiem województwa i prezydentem miasta - podsumowuje Ludwik Szuba, wiceprezydent miasta Torunia.

Pieniądze rozwiążą problem

Jeszcze w poniedziałek (23 grudnia) w Urzędzie Marszałkowskim zorganizowano konferencję prasową przewodniczącego zarządu województwa Piotra Całbeckiego, której część była poświęcona konfliktowi pomiędzy toruńskimi szpitalami. Rzeczniczka urzędu, Marzena Krzemińska, w rozmowie z portalem rynekzdrowia.pl nie ukrywała, że wszyscy zostali zaskoczeni tak ostrym sporem.

- Stanowisko marszałka w tej sprawie jest takie, że organy założycielskie lecznic mają się spotkać wspólnie z Narodowym Funduszem Zdrowia i rozmawiać jak ten problem rozwiązać, bo Toruń nie może pozostać z jednym SOR-em - poinformowała nas Krzemińska.

Dodała, że pierwsze spotkanie pomiędzy dyrekcjami szpitali już się odbyło. - Rozwiązaniem, które przyniosłoby najszybsze rozstrzygnięcie, byłoby zwiększenia kontraktu dla Szpitala Miejskiego - zaznaczyła.

Będzie porozumienie?

- Jesteśmy dla pacjentów. Cały czas będziemy wykonywać obowiązki, które nakłada na nas prawo. Na pewno nigdy nie będziemy ryzykować życiem i zdrowiem ludzi, żeby coś dla siebie wywalczyć, bo byłoby to nieetyczne - mówił toruńskiej Gazecie Wyborczej Andrzej Przybysz, wicedyrektor ds. lecznictwa Szpitala Miejskiego.

Przybysz dodał też, że do końca roku zostało jeszcze kilka dni i liczy na porozumienie. - Następne rozmowy zaplanowaliśmy na 30 grudnia i wtedy będą znane nasze uzgodnienia - tłumaczy dziennikowi Przybysz. - Jeżeli dojdzie do porozumienia, to tak aby była pełnia bezpieczeństwa dla pacjentów.

Czytaj też. Toruń: "ostre dyżury" na razie po staremu

Podobał się artykuł? Podziel się!

CZYTAJ TAKŻE

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH