Dziennikarz "Faktu" sprowokował, my wyjaśniamy. Po telefonie do Wojewódzkiego Szpitala nr 2 w Rzeszowie, kiedy podając się za pracownika biura poselskiego parlamentarzystki Grażyny Gęsickiej z Podkarpacia prosił o pilne badania kardiologiczne, sprawą zainteresował się dyrektor placówki, Janusz Solarz.

Jak nam powiedział, matka pani poseł niedawno rzeczywiście była pacjentką tego szpitala i miała poważne problemy kardiologiczne, więc zareagował z pełną życzliwością, jak w przypadku każdej poważnej sprawy zgłaszanej przez pacjenta.

– Ja nie jestem lekarzem, ale jeśli ktoś się do mnie zwraca z prośbą o pomoc i  sprawa jest bardzo pilna, a choroba poważna, to zawsze staram się skierować do odpowiedniego specjalisty i zareagować, niezależnie od tego kim jest dzwoniący. Nie było żadnych obietnic, że coś załatwię poza kolejką. Sugerowałem podjęcie leczenia w Warszawie, gdzie obecnie przebywa matka pani poseł.

Dziennikarz „Faktu” napisał:  „W tym samym czasie przed gabinetem szpitalnego kardiologa ustawiła się długa kolejka. Ludzie, którzy w niej stali, zapisali się na wizytę trzy tygodnie wcześniej. Ci, którzy chcieli wejść do lekarza od ręki, byli odsyłani z kwitkiem”.

Dyrektor twierdzi zaś, że wszystko zależy od stanu pacjenta. Jeżeli sprawa jest pilna, to lekarze w szpitalu zajmą się każdym pacjentem tak samo troskliwie.

Podobał się artykuł? Podziel się!
comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH