Nie wiadomo, ile w skali kraju tracą szpitale, które przyjmują nieubezpieczonych cudzoziemców. W sytuacjach zagrożenia życia nie mogą odmówić pomocy. Niestety później liczą straty.

- NFZ dba o ubezpieczonych pacjentów i pokrywa koszty ich leczenia. Nie wiemy ile kosztuje szpitale leczenie nieubezpieczonych obcokrajowców – mówi portalowi rynekzdrowia.pl Andrzej Troszyński z biura prasowego NFZ.

Tylko warszawskie lecznice wydają setki tysięcy złotych na ratowanie nieubezpieczonych cudzoziemców. Ponieważ nikt za nich nie płaci, tracą – pisze "Gazeta Wyborcza".

Artur jest wcześniakiem. Gdy urodził się w szpitalu przy Karowej, ważył 660 g. Po czterech miesiącach intensywnego leczenia waży 2 kg. Wkrótce można go wypisać, ale nikt nie chce zapłacić za jego leczenie. To ponad 100 tys. zł. Matka Artura, 28-letnia Olena z Ukrainy, jest w Polsce nielegalnie. Wiza skończyła się jej pod koniec stycznia. Wtedy też wygasło prywatne ubezpieczenie, które musiała wykupić, przyjeżdżając do naszego kraju.

- Nie chciałam rodzić w Polsce, ale popracować do ósmego miesiąca i wrócić na Ukrainę. Jednak w szóstym miesiącu dostałam skurczy - opowiada. - Nie mam skąd wziąć stu tysięcy. W życiu takich pieniędzy nie widziałam – mówi Olena.

W szpitalu, gdzie rodziła Olena, w tym roku leżały cztery nieubezpieczone cudzoziemki. Za ich leczenie, które kosztowało ok. 210 tys. zł, szpital nie odzyskał ani złotówki.

- Pacjentki podają nieprawdziwe adresy, więc faktury wracają, a reszta mówi, że ich nie stać. Nie mamy prawa zatrzymać pacjentek ani dzieci do czasu uregulowania faktury. Nie możemy też nie przyjąć chorych, zwłaszcza pacjentek zagrożonych przedwczesnym porodem – wyjaśnia GW Alina Kuźmina, rzeczniczka szpitala przy Karowej. - Szpitale mniej wyspecjalizowane odsyłają je do nas, tłumacząc, że nie są przygotowane do leczenia tak malutkich noworodków.

Szpital Praski na leczenie ponad 40 nieubezpieczonych obcokrajowców tym roku wydał już 120 tys. zł. Tyle miesięcznie kosztuje leczenie setek pacjentów w przychodni przyszpitalnej. W Praskim chętnie rodzą Wietnamki. Jeśli nie ma powikłań, płacą kilka tysięcy za poród i pobyt. Gorzej, jeśli są komplikacje i dziecko trafia na oddział intensywnej terapii. Wtedy rachunek rośnie do kilkudziesięciu tysięcy złotych, których nie sposób odzyskać.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH