Daniel Kuropaś/Rynek Zdrowia | 14-02-2019 05:57

Szpital pod kreską: nie brakuje menedżerów chętnych do zarządzania długiem

Fatalny stan finansów szpitala nie odstrasza uczestników konkursów, zainteresowanych zajęciem dyrektorskiego stołka. Paradoksalnie, niewiele mają do stracenia. Często gorzej już być przecież nie może, a jeżeli uda im się uratować placówkę, to będą mogli niemal wyłącznie sobie przypisywać zasługę.

Fatalny stan finansów szpitala nie odstrasza uczestników konkursów, zainteresowanych zajęciem dyrektorskiego stołka. FOT. Fotolia

Już w 2017 roku Ministerstwo Zdrowia podawało, że Regionalny Szpital Specjalistyczny im. dr. Władysława Biegańskiego w Grudziądzu jest najbardziej zadłużoną samorządową placówką medyczną w kraju z kilkusetmilionowymi zobowiązaniami. Jak to wygląda obecnie?

- Sytuacja finansowa szpitala od dawna jest trudna. Wynika to głównie z dużego poziomu zadłużenia placówki: zarówno pożyczki, kredyty, jak i kredyty kupieckie, czyli zobowiązania wobec dostawców, wynoszą łącznie  ok. 436 mln zł - wylicza Maciej Glamowski, prezydent Grudziądza.

Dodajmy do tego to, co jest główną bolączką z punktu widzenia organu tworzącego, czyli stratę generowaną przez szpital, wynikającą przede wszystkim z wysokich kosztów obsługi zadłużenia.

- W roku 2018 placówka wygenerowała około 30 mln zł straty. To dużo mniej niż planowana strata na poziomie 47 mln zł. Czyli jest przynajmniej pewna tendencja spadkowa - wskazuje prezydent Glamowski.

Na ratunek szpitalowi
Co spowodowało, że szpital zadłużył się do takiego poziomu? Jak wyjaśnia prezydent, szpital realizował duże inwestycje, finansując to głównie z kredytów i pożyczek, de facto z własnych środków. Poprzedni dyrektor szpitala Marek Nowak również wskazywał, że zadłużenie szpitala wynika z rozmiarów zadań inwestycyjnych, na które w pewnym momencie zabrakło źródeł finansowania.

- Opracowany plan naprawczy w wielkim skrócie zakłada oddłużenie szpitala poprzez przejęcie dużej części jego zobowiązań przez spółkę celową, która będzie zasilana, dokapitalizowywana przez organ tworzący bądź przez marszałka województwa, z którym prowadzone są rozmowy - wyjaśnia Maciej Glamowski.

Ostatniego dnia 2018 roku ten plan przyjęli grudziądzcy radni. Spółka Grudziądzkie Inwestycje Medyczne ma przejąć część nieruchomości (ich wartość to ponad 180 mln zł) i zobowiązań lecznicy. Plan przewiduje też zaciągnięcie kredytu restrukturyzacyjnego z banku państwowego. Ponadto szpital ma starać się odzyskać 21 mln zł z tytułu nadwykonań za bieżący rok, a miasto pokryć stratę szpitala za 2017 rok - 49 mln zł.

Jedna z sesji podczas IV Kongresu Wyzwań Zdrowotnych (Katowice, 7-8 marca 2019 r.) będzie dotyczyła finansowania opieki zdrowotnej oraz tego, czy wydatki przełożyły się na jakość leczenia i rokowanie chorych. Program Kongresu i rejestracja: www.hccongress.pl.

Czy ten plan będzie realizowany w takim dokładnie kształcie czy innym, szpital musi przejść restrukturyzację i zostać po prostu oddłużony.

- Po pierwsze, wszyscy podkreślają, że szpital nie jest w stanie obsłużyć tak wielkiego budżetu - prawie 290 mln zł. I oczywiście nie jest w stanie obsłużyć zadłużenia na poziomie ponad 400 mln zł; dużą część tego zadłużenia i jego obsługę musi przejąć na siebie organ tworzący. A że jest to ciężar przekraczający możliwości finansowe miasta, będzie ono robiło wszystko, aby szukać wsparcia np. marszałka czy też dofinansowania z funduszy centralnych - przekonuje prezydent.

Duże zainteresowanie zarządzaniem
Mimo tak ciężkiej sytuacji zakończony niedawno (6 lutego) konkurs na nowego dyrektora szpitala cieszył się, można powiedzieć, olbrzymią popularnością.

- Należy się tylko cieszyć, że mieliśmy tak duży wybór, bo startowało 11 osób. Z tego 10 zostało dopuszczonych do drugiego etapu, jedna osoba nie spełniała warunku formalnego, więc komisja konkursowa miała dość dużą możliwość wyboru. Każdy z kandydatów miał zaprezentować koncepcję funkcjonowania szpitala. Nowym dyrektorem został Piotr Drzymalski - opisuje prezydent Grudziądza.

Skąd tylu zainteresowanych zarządzaniem szpitalem z ponad 400-milionowym długiem?

- Nie zawsze wszyscy wiedzą, co się dokładnie kryje za oferowanym stanowiskiem. Samo zadłużenie to jeszcze nic, trzeba wiedzieć z jakiego powodu powstało, na jakie można liczyć wsparcie organu założycielskiego, na jakie zrozumienie pracowników itd. - komentuje Małgorzata Majer, od kilku miesięcy p.o. dyrektora Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego im. S. Rybickiego w Skierniewicach.

Ponadto dany szpital może nie potrzebować akurat środków na modernizację czy  sprzęt, więc odpada np. konieczność szukania pieniędzy na inwestycje.

- Każdy ma jakąś koncepcję zarządzania i każdy też widzi, że jednak mówi się obecnie o zwiększeniu finansowania i zmianie wycen, co daje szansę powodzenia. Poza tym pojawiają się po prostu nowe osoby, które kończą studia ekonomiczne i dodatkowe menadżerskie i chcą się po prostu sprawdzić - zaznacza dyrektor Majer.

Jak dodaje, jest w podobnej sytuacji, bo zna sytuację szpitala w Skierniewicach, która jest nienajlepsza, więc teoretycznie powinna się już pakować, bo również zaczął się konkurs na nowego dyrektora.

- Złożyłam jednak dokumenty do postępowania konkursowego, bo też mam jakąś wizję i też wierzę w to, że przy wsparciu organu założycielskiego i dzięki poprawie wyceny uda się rozwiązać problemy. Myślę, że dotyczy to wszystkich osób, które startują w konkursach na dyrektora - mają plan, mają wizję, i chcą tę wizję zrealizować - ocenia.

Jak podkreśla, z jej strony byłoby po prostu nieuczciwym, że podjęła się pewnego zadania, a po kilku miesiącach nie złożyłaby oferty w konkursie.

W Skierniewicach zakończył się dopiero etap składania ofert (do 31 stycznia). Kandydaci czekają na ewentualne spotkanie z komisją konkursową i dokonanie przez nią wyboru.

Koszty osobowe rozsadzają budżet
- Jeszcze 2017 był dobrym rokiem, zakończył się na niewielkim plusie. Mieliśmy zapłaty za nadwykonania, nie było tych wszystkich roszczeń płacowych, jedynie ustawa o minimalnych wynagrodzeniach - wylicza dyrektor Majer.

- Natomiast mocno się posypał budżet w 2018 roku. Koszty wynagrodzeń praktycznie rok do roku wzrosły o ponad 9 mln zł. Część została zrefundowana, ale wiadomo, że nie wszystkie. Niestety nie możemy sobie z tym na dziś poradzić. Dlatego sytuacja jest naprawdę trudna i będziemy mieć kilkumilionową stratę za ubiegły rok - wskazuje.

Jak zauważa Małgorzata Majer, mamy teraz rynek pracownika i są nawet takie sytuacje, że trzeba się godzić na żądania personelu, aby  utrzymać oddział. Braki kadrowe dotyczą chyba wszystkich i to powoduje konieczność podwyżek. To ma decydujący wpływ na finanse szpitala.

- Dodatkowo w naszym szpitalu trwa remont bloku i to też wpływa na wykonanie ryczałtu. Przepisy nie przewidują takiej sytuacji, że ryczałt jest niewykonany z powodu remontu. To duży problem, bo z jednej strony powinniśmy myśleć o tym, żeby szpitale remontować, dostosowywać do jak najnowszych standardów, z drugiej strony każde takie działanie może przynieść niewykonanie ryczałtu. To błędne koło - opisuje p.o. dyrektora szpitala w Skierniewicach.

Poza tym, jak wskazuje, pojawiają się co rusz dodatkowe wymagania i koszty: chociażby idą w górę płace minimalne, a za nimi i stawki godzinowe, więc rosną koszty personelu pomocniczego i outsourcingu, jeżeli gdzieś w szpitalach się go stosuje.

Oprócz tego problemem skierniewickiego szpitala jest to, że jest niedoinwestowany. Więc nie dość, że trzeba myśleć o bieżącej działalności i środkach na nią, to wyzwaniem jest jeszcze pozyskanie funduszy na inwestycje.

Placówka w kryzysie do wzięcia
Na nowego dyrektora czeka również Szpital Powiatowy w Chrzanowie, który znajduje się w ciężkiej sytuacji finansowej. Kandydaci zainteresowani objęciem stanowiska długo zwlekali ze złożeniem aplikacji, co początkowo zrodziło obawy, że nie wpłynie żadna oferta.

Było nad czym się zastanawiać. Problemy z płynnością finansową (nieterminowa spłata zobowiązań wobec kontrahentów) rozpoczęły się w sierpniu 2017 roku. Na koniec roku 2018 poziom zobowiązań przeterminowanych wyniósł ponad 2,6 mln zł. Opóźnienia płatności dotyczą zobowiązań z tytułu dostaw towarów i usług.

- Na rok 2019, według wstępnych prognoz, zakładana jest strata netto w wysokości ponad 10,3 mln zł. Przewidywana strata będzie wyższa od kosztów amortyzacji o ponad 4,7 mln zł - wylicza starosta chrzanowski Andrzej Uryga.

Jego zdaniem plany finansowe na 2019 rok wskazują na ogromne prawdopodobieństwo pogłębienia trudności i coraz większych opóźnień w regulowaniu zobowiązań szpitala.

Ostatecznie zgłosiło się aż dziewięciu chętnych do kierowania zadłużonym szpitalem. Każdy kandydat przedstawi przed komisją konkursową swoje pomysły i wyjście z tej sytuacji.

W jakim kierunku powinien zmierzać zwycięzca zdaniem organu założycielskiego i przedstawicieli placówki? Poprawa wyniku roku 2019 może nastąpić w przypadku uzyskania przez szpital dodatkowych przychodów, wykraczających poza wartość kontraktu z NFZ. A jak to osiągnąć?

- Uzyskując przychody z rozliczenia nadwykonań, ze świadczeń nielimitowanych, ze środków uzyskanych z przebudowy kontraktu w kierunku świadczeń o wyższej rentowności, czy ewentualnego zwiększenia finansowania poszczególnych świadczeń przez NFZ w trakcie roku - wylicza starosta.

Co w ogóle spowodowało, że nowy dyrektor w Chrzanowie będzie musiał borykać się z takim zadłużeniem?

- Po pierwsze niedostateczna, oderwana od faktycznej kosztochłonności wycena usług realizowanych na rzecz NFZ, szczególnie w obszarze świadczeń oddziałów zabiegowych - mówi Andrzej Uryga.

Szpital notorycznie też boryka się w ostatnich latach z problemami w zapewnieniu odpowiedniego stanu personelu medycznego. Brakuje zarówno lekarzy specjalistów, jak i pielęgniarek. Konkurencja na rynku zmusza placówkę do kształtowania stawek płac na poziomie rynkowym.

- Następna przyczyna to wzrosty kosztów usług pozamedycznych - na przestrzeni ostatnich lat znacząco wzrosły koszty usług towarzyszących działalności medycznej - remontowych, transportowych, pralniczych, dozoru mienia, wywozu odpadów - wymienia starosta.

Do tego należy dodać wzrost kosztochłonności realizacji świadczeń medycznych - zwiększona materiałochłonność a także zwiększone zapotrzebowanie na zewnętrzne usługi medyczne.

Perspektywy chrzanowskiego szpitala w krótkim terminie nie są więc zachęcające. Nie zniechęciło to jednak kandydatów na szefa placówki, szukających być może swojej szansy tam, gdzie można naprawdę się wykazać.