Smutny, świąteczny zwyczaj: rodziny "podrzucają" starszych krewnych do szpitala

Sędziwi, schorowani i niesamodzielni członkowie rodzin są "podrzucani" do szpitali na Święta. Problem nie jest nowy, ale ciągle nierozwiązany.

Jedno z miast, w których zjawisko to jest najbardziej widoczne, to Łódź. Przykładowo w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym im. M. Kopernika w tym mieście padł chyba rekord czasu przebywania pacjenta "hotelowego" - 271 dni...

Zapewne dlatego, że to „najstarsze” miasto w kraju, więc statystycznie schorowanych, sędziwych osób jest tu więcej niż w miastach o innej strukturze demograficznej.

Z kolei w krakowskim Szpitalu Specjalistycznym im. Dietla w tym roku jest 30 osób, które z medycznego punktu widzenia mogłyby wrócić do domu. Jak informuje Dziennik Gazeta Prawna - nie wracają, bo rodziny nie chcą ich zabrać.

Niestety, takich pacjentów przybywa 

Dyrektor krakowskiej lecznicy Andrzej Kosiniak-Kamysz szacuje, że w ostatnim czasie takich przypadków przybyło o co najmniej 20 proc. Jak tłumaczy, rodziny często mówią wprost: chcą odpocząć przez święta. Jedni biorą na litość, inni zaczepnym tonem pytają, czy pacjent jest zdrowy.

Piotr Gołaszewski z biura zarządu Mazowieckiego Szpitala Wojewódzkiego Sp. z o.o. (Szpital Bródnowski) w rozmowie z portalem rynekzdrowia.pl potwierdzał, że zbliżające się okresy takie jak wakacje, ferie, czy właśnie Święta Bożego Narodzenia, powodują wzrost liczby pacjentów charakteryzujących się tym, iż wymagają szerszego zakresu opieki.

- Szpital nie jest absolutnie instytucją powołaną do oceny sytuacji pod takim kątem. Weryfikujemy rzeczywisty stan pacjenta i na tej podstawie lekarz decyduje o dalszym postępowaniu - mówił na Gołaszewski. Jak tłumaczył, nawet jeżeli w głowie pojawia się myśl, że pacjent może być "wakacyjny", to już dla rzeczywistej oceny sytuacji nie może mieć to znaczenia.

Gołaszewski przyznaje, że problem pacjentów pozostających w szpitalu dłużej niż tego wymaga sytuacja, jest dla szpitala trudny w wielu wymiarach: - Przede wszystkim jest to przykra sytuacja dla pacjenta, ale także dla nas, ponieważ chcąc nie chcąc uczestniczymy w trudnej relacji rodzinnej.

Problem trudny do rozwiązania

Według Gołaszewskiego szpitale dysponują bardzo skromnymi możliwościami w zderzeniu z takim problemem. Starają się być w kontakcie z bliskimi pacjenta. - Bywa, że rozmowa pomaga zakończyć tego typu sytuację - mówił nam Gołaszewski.

Jak informował, większość dyskutowanych rozwiązań koncentruje się wokół restrykcji finansowych. Z tym jednak wiąże się szereg trudności.

- Pomijając wiele innych, warto wymienić dla przykładu egzekwowanie takiej "kary". Propozycje rozwiązań muszą być realne do przeprowadzenia w codziennym życiu szpitala - uważa Piotr Gołaszewski.

Niektóre szpitale wzywają policję, dzwonią do pomocy społecznej, szukają miejsc w placówkach opiekuńczo-leczniczych. Jednak, jak zauważa Andrzej Kosiniak-Kamysz, na miejsce w tego typu jednostkach czeka się tygodniami. Dodaje, że w Szpitalu Specjalistycznym im. Dietla w Krakowie takimi pacjentami zjamuje się specjalnie do tego celu zatrudniony pracownik.

Podobał się artykuł? Podziel się!
comments powered by Disqus

PARTNER DZIAŁU

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH