Prezydent Słowacji Ivan Gaszparovicz zagroził w środę (23 listopada) wprowadzeniem stanu wyjątkowego, jeśli słowaccy lekarze nie zrezygnują z protestu polegającego na masowym składaniu wypowiedzeń umów o pracę.
Słowacki przywódca oświadczył, że jeśli do soboty (26 listopada) lekarze nie osiągną porozumienia z rządem, zaleci gabinetowi Ivety Radiczovej wprowadzenie stanu wyjątkowego, co zmusi ich do pracy.
- Sytuacja jest bardzo poważna. To stan, w którym rząd nie może zagwarantować wynikającej z konstytucji ochrony życia i zdrowia obywateli - wyjaśnił Gaszparovicz. Do obu stron zaapelował o wypracowanie kompromisu.
Poprzez masowe składanie wypowiedzeń słowaccy lekarze protestują przeciw niskim zarobkom i warunkom pracy w publicznej służbie zdrowia. Do akcji, która planowo ma się zakończyć za tydzień, przyłączyło się około 2 tys. osób. Jeśli tylu lekarzy 1 grudnia opuści swe miejsca pracy, opiece zdrowotnej grozi załamanie.
W przypadku ogłoszenia stanu wyjątkowego wszyscy lekarze na Słowacji będą musieli wykonywać swe obowiązki za około 70 proc. dotychczasowych zarobków. Zgodnie z prawem, stan wyjątkowy może trwać od 30 do 90 dni i może zostać ogłoszony na wypadek zagrożenia zdrowia obywateli.
- Chcę jednak wierzyć, że do porozumienia dojdzie - powiedział Gaszparovicz.
W publicznej służbie zdrowia na Słowacji zatrudnionych jest około 7,5 tys. lekarzy. Protestujący oprócz podwyżek uposażenia i poprawy warunków pracy żądają wstrzymania transformacji szpitali w spółki.
Czytaj więcej: strajk lekarzy | protest płacowy | Słowacja
Białystok: finał akcji na rzecz hospicjum