Śląskie: pacjenci lubią poniedziałki

Śląski oddział NFZ analizował statystyki nagłych przyjęć pacjentów w szpitalach w celu ratowania życia. Okazało się, że pacjentów ratuje się głównie w poniedziałki i wtorki. W weekendy nagłych przypadków jest znacznie mniej.

- To nie może być przypadek. Lekarze sterują przyjęciami chorych - mówi Gazecie Wyborczej Zygmunt Klosa, dyrektor wojewódzkiego oddziału NFZ. - Za przykładem naszego, poszły inne oddziały. Wyszło im to samo.

Niestety, nie ma ogólnopolskich danych, które sumowałyby doniesienia oddziałów wojewódzkich na temat okresowości przyjmowania pacjentów. W każdym razie ustaliliśmy, że Centrala NFZ nimi nie dysponuje.

Z dokumentu ”Porównanie hospitalizacji wg trybu przyjęcia i znacznika Ratujące Życie w latach 2009-2010” udostępnionego portalowi rynekzdrowia.pl przez Śląski Oddział NFZ wynika m.in., że w analizowanych latach dniami, w których zgłaszało się najwięcej pacjentów były poniedziałek i wtorek. Z kolei najmniej zgłoszeń rejestrowano w soboty, a następnie w niedziele. Ponadto ustalono, że na wiosnę życie ratuje się rzadziej niż jesienią.

Analizie poddano hospitalizacje na oddziałach: kariologia, chirurgia, neurochirurgia, ortopedia, urologia. Następnie porównano stosunek liczby wszystkich przyjęć do przyjęć w trybie nagłym.

Próby wytłumaczenia intrygującego zjawiska skokowych wzrostów i spadków liczby przyjęć podjął się Maciej Hamankiewicz, prezes Naczelnej Izby Lekarskiej i ordynator oddziału chorób wewnętrznych w szpitalu w Będzinie.

- Na pewno zdarza się, że lekarze odsyłają pacjentów na poniedziałek, ale temu winny jest także NFZ. Za pracę w weekendy i święta trzeba ludziom więcej zapłacić, więc ogranicza się dyżury w laboratoriach czy pracowniach - wyjaśnił w Gazecie Wyborczej.

Z pewnością nie jest to jedyne wytłumaczenie. Być może należałoby go szukać w zwyczaju realizowania ważnych postanowień życiowych - a jest nim udanie się do szpitala - w poniedziałek, od nowego tygodnia.

Innym powodem cyklicznego natężenia przyjęć pacjentów może również być przeszacowanie szpitalnego kontraktu i obawa, że placówka nie wywiąże się ze zobowiązań.

- W takiej sytuacji niektóre lecznice przyjmują pacjentów z zupełnie błahych powodów - zwrócił nam uwagę Bolesław Gębarski, dyrektor Szpitala Miejskiego w Siemianowicach Śląskich.

Podobał się artykuł? Podziel się!
comments powered by Disqus

PARTNER DZIAŁU

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH