JJ/Rynek Zdrowia | 30-12-2010 13:20

Śląsk: tym razem, to system komputerowy dzielił kontraktami

Siedzibę śląskiego oddziału Narodowego Funduszu Zdrowia zasypały protesty od przychodni, które straciły kontrakt na opiekę specjalistyczną na trzy kolejne lata. "Odrzuconych" jest w sumie prawie tysiąc.

Czas na przyjmowanie protestów minął w poniedziałek (27 grudnia) o północy. Do 7 stycznia NFZ czeka na pisma odwoławcze, które nadejdą pocztą. Wówczas poznamy dokładną liczbę, ale już przewidują w Funduszu, że będzie ich około tysiąca.

Na ponad 4841 ofert złożonych w całym województwie NFZ wybrał 4110, odrzucając 694. Jeszcze na pierwszym etapie weryfikacji konkursowych wymogom formalnym nie sprostało około 400 ofert.

Wśród poradni specjalistycznych, których oferty odrzucił bezduszny komputer są i te posiadające kontrakty już wcześniej, i to od dawna. Niektóre z nich przeszły nawet negocjacje i podpisały dokument, że zgadzają się na kontrakt w wysokości proponowanej przez Fundusz.

Co się stało? Usprawiedliwienie, a właściwie tłumaczenie tej sytuacji jest jedno – wszystkiemu winny program komputerowy, który w tym roku rozdzielał kontrakty.

Oprogramowanie do wyłonienia zwycięzców konkursów stosują oddziały NFZ w całym kraju. Program analizował i porównywał wszystkie dane dostarczane przez świadczeniodawców, zamieniał na punkty, podliczał je i ogłaszał werdykt, z którym nie sposóbdyskutować. Uprawomocniają go podpisy kilkunastu członków komisji konkursowej, które poświadczają, że wszystko odbyło się zgodnie z przepisami.

Tegoroczne doświadczenia są jednak na tyle zaskakujące, że już teraz padają sugestie, iż działanie tego typu mechanizmu rozstrzygania konkursów powinno zostać bardzo uważnie i dokładnie przeanalizowane.

– Trzeba szukać dodatkowych rozwiązań, bo obecna formuła nie do końca się sprawdza. Wszystko jest bardzo precyzyjnie przygotowane i trudno mówić o jakichś pozamerytoryczych rozstrzygnięciach, ale jest kilka elementów w tym mechanizmie niosących duże zagrożenie. Wystarczy, że świadczeniodawca zrobi najmniejszy błąd i wypada z rankingu – mówi portalowi rynek zdrowia.pl Jacek Kopocz rzecznik Śląskiego OW Funduszu.

To powoduje, podkreśla Kopocz, że w wielu przypadkach doświadczeni, rzetelni świadczeniodawcy, którzy od kilku, a nawet kilkunastu lat z powodzeniem funkcjonowali na rynku, nagle znaleźli się poza nim. Kontrakt dostał natomiast podmiot, co prawda bez doświadczenia, ale który świetnie przygotował ofertę.

– Czasami te błędy są błahe, mamy tego świadomość, ale to jest konkurs i nie ma możliwości ich poprawienia – stwierdza Kopocz.

Na mapie świadczeniodawców pojawiły się też „białe plamy". Jak informuje rzecznik Funduszu na przykład w zakresie stomatologii jest ich kilkanaście. W takiej sytuacji Fundusz organizuje dodatkowe konkursy. Trwa także rozpoznanie „białych plam" z zakresu specjalistyki.

Tegoroczne doświadczenia każą też zastanowić się czy rozpisywanie co trzy lata konkursów nie stwarza zbyt małej perspektywy czasowej dla potencjalnych oferentów. Świadczeniodawcy muszą spełnić standardy – i bardzo dobrze, ale stawanie do konkursu oznacza wcześniejsze zainwestowanie przez nich pieniędzy w środki trwałe. Tymczasem nie mają żadnej gwarancji, że po tym okresie ponownie otrzymają kontrakt z Funduszem.