Daniel Kuropaś/Rynek Zdrowia | 16-02-2017 05:23

Sieć szpitali na horyzoncie. Instrukcja, jak uciec spod gilotyny finansowej

Niektóre samorządy w obawie przed wejściem w życie ustawy o sieci szpitali łączą podległe sobie placówki w jeden podmiot. - Żaden wzgląd - ani ekonomiczny, ani funkcjonalny - nie uzasadnia tych połączeń. Jedyną motywacją jest chęć ratowania się przed skutkami ustawy - ocenia były prezes NFZ Andrzej Sośnierz.

Jak przekonuje Andrzej Sośnierz, Jedyną motywacją łączenia szpitali jest chęć ratowania się przed skutkami ustawy Fot. Archiwum

Przypomnijmy: Ministerstwo Zdrowia przedstawiło rządowi projekt ustawy wprowadzający od 1 lipca br. system podstawowego szpitalnego zabezpieczenia świadczeń opieki zdrowotnej (PSZ), czyli tzw. sieć szpitali, w ramach której placówki miałyby zagwarantowaną umowę z NFZ.

Gwarancja finansowania
Ustawa wprowadza rewolucyjną zmianę - odstąpienie od finansowania pojedynczych przypadków i procedur na rzecz finansowania w formie ryczałtu obejmującego całość opieki w danym okresie. Wprowadzony ma być też mechanizm gwarantujący powiązanie kwoty ryczałtu na dany rok z poziomem realizacji świadczeń w roku poprzednim.

- Na funkcjonowanie tzw. sieci szpitali trafi 91 proc. środków, z których obecnie finansowane jest leczenie szpitalne - poinformował 13 lutego minister Konstanty Radziwiłł. Pozostała, niewielka część środków będzie kontraktowana w postępowaniu konkursowym na starych zasadach.

Resort zdrowia przekonuje, że regulacja poprawi dostęp do leczenia specjalistycznego, umożliwi lepszą koordynację świadczeń szpitalnych i ambulatoryjnych, ułatwi długofalową politykę kadrową oraz ograniczy marnotrawstwo zasobów.

Co najważniejsze zmiany mają zapewnić stabilność finansowania dla dużych jednostek, które zapewniają pełnoprofilową opiekę, co poprawi dostęp do kompleksowego leczenia.

Zmiana systemu - pacjent obciążeniem
Zdaniem oponentów skutki wejścia w życie ustawy będą jednak opłakane. - Obecnie za pacjentem idą pieniądze. Czyli, jeśli do szpitala trafia pacjent, to razem z nim placówka otrzymuje tytuł do uzyskania pieniędzy z NFZ - mówi Andrzej Sośnierz z klubu parlamentarnego PiS.

- Po zmianach będzie odwrotnie: pieniądz przyjdzie przed pacjentem. Pieniądze będą z góry w szpitalu, będzie już budżet, będą miliony, a następnie przyjdą pacjenci i będą generowali koszty - tłumaczy .

- To odrzucenie aktualnej logiki ze szkodą dla pacjenta. Pacjent staje się obciążeniem, a nie przychodem - podsumowuje.

Poziomy zabezpieczeń
Po tej fundamentalnej krytyce czas na obiekcje menedżerów szpitali. Zasadnicze są takie: jakie są zasady kwalifikacji do sieci i czy moja placówka się w niej znajdzie? A jeśli nie, jak temu przeciwdziałać?

W sieci szpitali (PSZ) znajdą się trzy podstawowe poziomy zabezpieczenia zdrowotnego: szpitale stopnia I (małe powiatowe), II (duże powiatowe) i III (wojewódzkie) oraz cztery specjalistyczne poziomy zabezpieczenia: szpital pediatryczny, onkologiczny, pulmonologiczny i ogólnopolski. W skład szpitali ogólnopolskich wejdą szpitale kliniczne, resortowe i instytutowe.

W ramach PSZ będą mogły znaleźć się placówki, które udzielają świadczeń w trybie hospitalizacji oraz w których funkcjonuje izba przyjęć albo SOR (drugiego warunku nie będzie musiała spełniać jedynie część placówek, np. szpitale kliniczne oraz szpitale onkologiczne i pulmonologiczne). Szpitale te muszą także posiadać przez co najmniej dwa lata oraz w momencie kwalifikacji umowę z NFZ w zakresie dotyczącym świadczeń, których dany szpital może udzielać w ramach PSZ.

W praktyce oznacza to, że więcej pieniędzy z ryczałtu dostaną po pierwsze jednostki z kontraktem na izbę przyjęć lub SOR, a po drugie ryczałt na wszystkie oddziały dostaną najwięksi: instytuty, szpitale kliniczne i te, które mają wiele specjalistycznych oddziałów.

Metoda na konsolidację
Samorządy w całej Polsce szybko reagują na nowe warunki finansowania. Np. na Pomorzu marszałek chce połączyć aż cztery szpitale: Szpitale Wojewódzkie Sp. z o.o. w Gdyni (czyli Szpital Morski im. PCK oraz Szpital Wincentego a Paulo) z Pomorskim Centrum Chorób Zakaźnych i Gruźlicy Sp. z o.o. w Gdańsku oraz Szpitalem Specjalistycznym im. F. Ceynowy Sp. z o.o. w Wejherowie (oddalonym od nich o ok. 50 km).

Szpitale w Gdyni i Wejherowie otrzymają dzięki temu ryczałt na większą liczbę oddziałów, a szpital zakaźny dostanie się do sieci.

Z kolei zarząd województwa śląskiego planuje połączenie Katowickiego Centrum Onkologii z Okręgowym Szpitalem Kolejowym w Katowicach oraz Szpitala Kolejowego w Wilkowicach-Bystrej ze Szpitalem Wojewódzkim w Bielsku-Białej. Bez połączenia KCO w przyszłej sieci nie miałoby finansowanych świadczeń m.in. z zakresu: geriatrii, dermatologii, chirurgii jednego dnia. Natomiast szpital kolejowy straciłby finansowanie w zakresie ginekologii onkologicznej i okulistyki.

Struktura szpitali do poprawki
W niektórych przypadkach rozważane są nawet fuzje jednostek z różnych województw. Co na to Ministerstwo Zdrowia? Być może łączenie placówek szpitalnych (nawet kilku), często odległych od siebie, a co za tym idzie zmniejszenie ich liczby i restrukturyzacja, jest zamierzonym i pożądanym celem?

Resort odpowiada, że projekt ustawy dot. sieci szpitali nie został opracowany w celu doprowadzenia do łączenia szpitali.

- Niemniej jednak wśród celów regulacji wymienionych w uzasadnieniu projektu wskazano zoptymalizowanie liczby oddziałów specjalistycznych oraz uporządkowanie struktury szpitali - wskazuje Milena Kruszewska z Ministerstwa Zdrowia.

Przypomina poza tym, że podmiot leczniczy, aby został zakwalifikowany do sieci szpitali w danym województwie, będzie musiał spełnić wymagane kryteria kwalifikacji w odniesieniu do zakładu leczniczego działającego na terenie danego województwa. Projekt nie zachęca więc do łączenia się podmiotów leczniczych z różnych województw.   

Sieć generuje problem, fuzja rozwiązuje
Przyjrzyjmy się bliżej casusowi chorzowskiemu, gdzie radni przegłosowali połączenie dwóch jednostek - Chorzowskiego Centrum Pediatrii i Onkologii im. dr. Edwarda Hankego z Zespołem Szpitali Miejskich.

Anna Knsyok, dyrektor ZSM w Chorzowie, nie ukrywa, że podstawową przyczyną takiej decyzji jest projekt ustawy o sieci szpitali, w którym w sposób arbitralny ustalono, że szpitale, które mają określone oddziały, będą na takim, a nie innym poziomie zabezpieczenia. A za tym idzie przecież wysokość finansowania.

- Pomimo że mamy wiele specjalistycznych oddziałów, wychodzi, że znajdziemy się na pierwszym poziomie zabezpieczenia, z gorszym finansowaniem, a szpital dziecięcy na trzecim. Po połączeniu cała placówka będzie na poziomie trzecim - wyjaśnia była wiceminister zdrowia.

To oznacza, że ryczałtowane będą wszystkie usługi udzielane do tej pory w obu szpitalach. Dzięki temu Zespół Szpitali Miejskich uratuje dofinansowanie w wysokości 14 mln zł na oddziały takie jak np. hematologia i geriatria.

Anna Knysok ocenia, że fuzja szpitali to właściwa reakcja organu założycielskiego na to, co się dzieje w ochronie zdrowia. - Trzeba aktywnie reagować, ponieważ nie można pozwolić na to by szpital znalazł się na pierwszym poziomie zabezpieczenia, gdzie wiele oddziałów nie dostałoby ryczałtu.

- Generalnie będziemy działać w tym samym miejscu, w tym samym zakresie, przez tych samych ludzi, na tym samym sprzęcie - podsumowuje Anna Knysok.

Powrót do przeszłości?
- W takim razie co się zmienia dla pacjenta? - dopytuje Andrzej Sośnierz. - Jaki jest cel ustawy o sieci szpitali? Miałby się poprawić dostęp do świadczeń zdrowotnych? Jak będzie mniej placówek - bo nie wszyscy zakwalifikują się do sieci - to nie ma siły, żeby  było lepiej.

Nawet jeśli z jakiegoś względu należy z rynku usunąć część placówek, to skąd pewność, że będą to te, które świadczą usługi złej jakości?

- Wygląda na to, że nie zmieszczą się raczej nowoczesne placówki, oferujące usługi dobrej jakości. To postawienie na głowie celów funkcjonowania służby zdrowia - ocenia b. prezes NFZ.

Najważniejszą korzyścią z sieci szpitali ma być jednak zagwarantowanie finansowania dla wybranych placówek i zapewnienie im stabilności.  - Gwarancja finansowania nie jest dobrym rozwiązaniem. To już było za czasów PRL i nic dobrego z tego nie wyniknie - przede wszystkim dla pacjenta - odpowiada Andrzej Sośnierz.

Ucieczka spod gilotyny. Nic więcej
Być może na konkretne korzyści przyjdzie jeszcze czas, ale już przed wdrożeniem ustawy widać skutki uboczne: konsolidacje, które objawiają się nawet przypadkami, że cztery powiaty tworzą jeden szpital.

- Po prostu dzięki tym różnym pokracznym łączeniom niektóre placówki unikną jedynie tej gilotyny finansowej, która miała je z rynku świadczeń zdrowotnych usunąć. Dzięki temu nic nie będzie bardziej funkcjonalne, nic nie będzie lepiej działało  - ocenia Sośnierz.

Może jednak związane z wdrożeniem sieci szpitali fuzje będą sprzyjać przynajmniej lepszej koordynacji świadczeń szpitalnych i ambulatoryjnych oraz zapewnieniu kompleksowej opieki?

- Co to za kompleksowa opieka, jeśli jedna część szpitala będzie miała siedzibę np. w Krakowie, a druga w Myślenicach? W takim razie idźmy dalej. Stwórzmy jeden ogólnopolski szpital, w którym będą wszystkie oddziały. Będzie najbardziej kompleksowy ze wszystkich możliwych. Zarejestrujemy jedną placówkę i wtedy NFZ nie będzie miał żadnej możliwości wyrzucenia kogokolwiek - ironizuje Andrzej Sośnierz.