Przychodnia działającą przy szpitalu w Sejnach przynosi rocznie 500 tys. złotych dochodu. Mimo to radni powiatu sejneńskiego wpadli na pomysł, aby ją sprywatyzować. Argumentem za, jest fakt, że to w regionie jedyna działającą przy szpitalu poradnia rodzinna. Dyrektor placówki jest oburzony.

,,Zarząd powiatu 18 września postanowił o konieczności wyłączenia ze struktur szpitala przychodni rodzinnej" - cytuje pismo ze starostwa dyrektor szpitala Waldemar Kwaterski. - Dalej piszą o tym, że przychodnia powstała w 2003 roku musi zostać sprywatyzowana. I żeby tego było mało, nie dość, że mam oddać im przychodnię z pacjentami, to jeszcze mam im ją przygotować do prywatyzacji. Niedoczekanie.

- Najpierw musi wypowiedzieć się rada społeczna szpitala, dopiero ta opinia powinna trafić do radnych powiatu. Dopiero wtedy może dojść do jakiegokolwiek głosowania, by podjąć uchwałę w tej sprawie. I to też jeszcze nie koniec. Ostateczną decyzję musi podjąć wojewoda. Więc pismo, które dostałem nie ma najmniejszej mocy prawnej - uważa Kwaterski.

Inaczej pismo rady interpretuje wicestarosta sejneński Romuald Witkowski.

- Nie wiem, o co to całe zamieszanie. Uważamy, że prywatyzacja powinna nastąpić, ale jeszcze nic nie zostało przesądzone. Powód? Nigdzie w województwie podlaskim nie działa poradnia rodzinna w szpitalu. To na razie jedyny powód, innych będziemy jeszcze szukać. Czeka nas burzliwa dyskusja na temat tej poradni. Być może zachowa ona taki kształt, jaki ma teraz, może jedyną rozsądna formą będzie właśnie jej prywatyzacja.

Zdaniem pacjentów dyrektor Kwaterski to przykład menedżera, który upadający szpital wyprowadził z długów i doprowadził do tego, że o pracę u niego starają się wybitni specjaliści z całego województwa. Zarządza czterooddziałowym szpitalem. Zatrudnia 180 osób. Nie ma tam kolejek do specjalistów.

Kiedy przez Polskę przetoczyła się fala strajków i protestów, w sejneńskim szpitalu nikt nie odważył się wywiesić flagi. Pięć lat temu wszyscy zatrudnieni lekarze przeszli na umowy kontraktowe, więc na początku roku nie było tam problemu z dyżurami po zmianie przepisów, dotyczących ograniczenia godzin pracy do 48 tygodniowo.

- Jak do tego wszystkiego doszliśmy? Wiele lat wysiłku i wyrzeczeń. Zaciskaliśmy pas jak tylko się dało. Z poparciem całej załogi zrezygnowaliśmy z funduszu socjalnego, dwa razy były grupowe zwolnienia - opowiada Kwaterski.

W 2001 roku Podlaska Kasa Chorych postanowiła zlikwidować szpital w Sejnach. Kontrakt, który wynosił 4,5 miliona złotych zredukowała do 2 milionów.

- Taka decyzja oznaczała wtedy jedno - zamykamy i wieszamy kłódki - mówi Kwaterski. - Ale postawiliśmy wszystko na jedną kartę.

Dyrektor i niemal wszyscy pracownicy szpitala postanowili przekonać mieszkańców powiatu, aby zapisali się do istniejącej wówczas Branżowej Kasy Chorych. Płaciła zdecydowanie więcej szpitalom  i należeć do niej mógł każdy. Wyzwanie było trudne. Lekarze, pielęgniarki i sam dyrektor pukali do wszystkich drzwi i namawiali mieszkańców powiatu na zmianę. Udało się. 90 procent społeczeństwa zgodziło się na przejście i bardzo szybko na konta szpitala zaczęły wpływać pieniądze. Dziś nie ma żadnego zadłużenia. Przynosi zyski.

Podobał się artykuł? Podziel się!
comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH