Salowe uciekają ze szpitali do domów, podwyżki ich nie zatrzymają "Nie ma w tym nic dziwnego, że zamiast szpitalnej harówki salowa wybiera opiekę nad własnymi dziećmi". Fot. PTWP

Program 500 plus oraz podwyżki płacy minimalnej i stawki godzinowej mocno zamieszały w finansach szpitali. Z powodu 500 plus z pracy odchodzą słabo opłacane salowe - wolą opiekować się własnymi dziećmi, a nie pacjentami. Przyszłoroczne podwyżki wynagrodzeń nie są na tyle atrakcyjne, żeby je zatrzymać.

Zjawisko rezygnowania z pracy przez kobiety pobierające świadczenie 500 plus jest już statystycznie zauważalne. Badanie Aktywności Ekonomicznej Ludności (BAEL) autorstwa GUS wykazało, że od marca do września liczba biernych zawodowo zwiększyła się o 150 tys. Osoby te podają jako powód niepodejmowania pracy "obowiązki rodzinne związane z prowadzeniem domu".

Co ciekawe, zmiany te mają miejsce w czasie dość dynamicznego spadku bezrobocia - komentuje dziennik.pl. Dodaje, że rezygnowanie z pracy po otrzymaniu 500 plus może być zrozumiałe w przypadku kobiet wykonujących najcięższe i najsłabiej płatne prace.

I rzeczywiście tak się dzieje. Widać to choćby na przykładzie Specjalistycznego Psychiatrycznego ZOZ w Łodzi, z którego ostatnio odeszło 15 salowych. Wybrały 500 plus. Podobnie jest w innych łódzkich szpitalach. Nie mogą uzupełnić wakatów, bo dodatkowym elementem jest ogólny spadek bezrobocia.

Wybrały 500 plus
W szpitalu psychiatrycznym praca salowych jest szczególnie trudna. Oprócz obowiązków, które wykonują w każdym innym szpitalu, tutaj muszą jeszcze reagować na zachowania chorych - agresję słowną i fizyczną.

- Gdy się pacjent pobudzi, to nikt nikogo nie pyta o kwalifikacje. Trzeba natychmiast się nim zająć, bo jest niebezpieczny - zagraża sobie i innym. Salowe są narażone na agresję słowną, czynną, na hałas, pracują w warunkach szkodliwych - tłumaczy Anna Śremska, dyrektor szpital im. Babińskiego w Łodzi i dodaje, że w grupie zawodowej salowych i sanitariuszy na 100 zatrudnionych 80 ma ukończony kurs sanitariusza. Po takim kursie salowa dostaje 50 zł dodatku.

- Nie dziwię się, że rezygnują z pracy. Też bym nie miała motywacji, żeby pracować zawodowo - przyznaje dyrektor Śremska i tłumaczy, że salowa poświęca 8 godzin przez 5 dni w tygodniu na pracę zarobkową w szpitalu, za co dostaje 1450 - 1500 zł miesięcznie. Jeśli wychowuje dzieci, dostaje pieniądze z programu 500 plus. Nie ma w tym nic dziwnego, że zamiast szpitalnej harówki wybiera opiekę nad własnymi dziećmi.

Kto powinien się wstydzić?
Śremska mówi wprost, że to żenująco niskie wynagrodzenia. - Mnie jest wstyd, że muszę im płacić tak marnie.

Przyczyna jest od lat ta sama - niska wycena świadczeń psychiatrycznych. Dyrektor Śremska dodaje, że najniższe wynagrodzenia w województwie łódzkim otrzymują także takie grupy zawodowe, jak psychologowie (2 200 zł), psychoterapeuci, pracownicy administracji.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH