AK/Rynek Zdrowia | 17-02-2009 17:44

Rząd i podatnicy ratują polskie szpitale, czyli za 60 dni zostanie wdrożony w życie plan B

I stało się. Po tygodniach dywagacji na temat tego, czym ma być program

Tuż po tym, jak Rada Ministrów przyjęła uchwałę legislującą program, premier Donald Tusk oświadczył, że ten projekt, choć będzie realizowany w czasie kryzysu, ma rządowy priorytet.

– Nie zabraknie pieniędzy na ratowanie polskich szpitali – przekonywał premier, we wtorek 17 lutego, kilkuset samorządowców po raz kolejny zapewniając, że celem tego programu jest zapobieżenie „dzikiej prywatyzacji i likwidacji szpitali”. – Kiedy minister Ewa Kopacz przystępowała do tworzenia tego programu, zdawała sobie sprawę, że nie jest łatwy, wymaga współpracy z samorządami i wysiłku ze strony rządu. Zmiany wymagać będą odwagi i determinacji od wszystkich zaangażowanych w ten proces.

Starczy pieniędzy
Program realizowany będzie  latach 2009-2011. Nim machina zostanie wprawiona w ruch, program zostanie poddany społecznej konsultacji. Po sześćdziesięciu dniach wejdzie w życie.

Co miał na myśli premier mówiąc, że nie zabraknie pieniędzy na wdrażanie planu B? To, że:

– W tym zakresie, w jakim umówimy się z samorządami, środków nie zabraknie, niezbędne środki dla wdrożenia tego projektu, dla uratowania polskich szpitali znajdą się niezależnie od tego, gdzie będzie trzeba te środki znaleźć.

Minister zdrowia ma świadomość, że restrukturyzacja części polskiego szpitalnictwa nie będzie procesem łatwym. Przyznała, że przekształcanie ZOZ-ów w podmioty prawa handlowego z pomocą planu B będzie znacznie trudniejsze od zmian, które dokonywałby się, gdyby można je było przeprowadzać na mocy ustawy.

– Jeśli tylko obejmie 30 proc. placówek, to zobowiązania, które w tej chwili rosną od nowa, lawinowo, zmniejszą się o około 3 mld zł we wszystkich placówkach ochrony zdrowia – zapewniała Ewa Kopacz informując, że aktualnie udział w programie zadeklarowało już 57 szpitali.

W porozumieniu z ministrem finansów
W budżecie są zarezerwowano pieniądze na pomoc dla przekształcających się placówek, bo – jak powiedziała minister Kopacz program nie byłby wprowadzany „bez akceptacji ministra finansów”. Ministerstwo Zdrowia uzgodniło zatem z Ministerstwem Finansów, że na ten cel zaplanowano   dla wszystkich szpitali 2,7 mld zł , ponieważ w myśl ustawy, którą zawetował prezydent, przekształcenie byłoby obligatoryjne. Natomiast przystąpienie do programu ratowania szpitali jest dobrowolne. Zaznaczyła, że pomoc nie jest adresowana bezpośrednio do szpitali, ale do samorządów będących ich organami założycielskimi.

Rządowy plan przewiduje, że samorząd najpierw zlikwiduje zadłużony publiczny ZOZ, a następnie stworzy spółkę, która przejmie majątek szpitala i będzie jej 100-procentowym właścicielem. Nowo powołana spółka zacznie działać z czystym kontem, ponieważ wszystkie jej długi przejmie samorząd. Program restrukturyzacji i biznesplan muszą zatwierdzić NFZ i Bank Gospodarstwa Krajowego. Ich opinie otrzyma wojewoda i przekaże Ministerstwu Rozwoju Regionalnego. Wówczas samorząd dostanie dotację na spłacenie długów likwidowanego szpitala.

Program zakłada też, że samorządy, które zdecydują się w nim uczestniczyć, będą przygotowywały plany naprawcze lecznic. Narodowy Fundusz Zdrowia ma dokonywać ich audytu medycznego i oceny możliwych do wypracowania przychodów, natomiast Bank Gospodarstwa Krajowego - oceny ekonomicznej i finansowej. Akceptacji pozytywnie ocenionych planów restrukturyzacyjnych będzie dokonywał wojewoda, następnie będą podpisywane umowy z minister zdrowia i ministrem finansów. Kolejnym etapem ma być przekształcenie szpitali w spółki prawa handlowego oraz realizacja planów naprawczych.

Samorządy, które będą uczestniczyć w programie, mogą liczyć na rządową pomoc w spłacie długów szpitali. Ma ona polegać na umorzeniu zobowiązań bądź spłacie w formie dotacji celowej, poręczeniu (po zawarciu ugody z wierzycielami cywilnoprawnymi) oraz kredycie z BGK.

Przekonać niezdecydowanych
Reformowanie systemu ochrony zdrowia od początku wzbudza kontrowersje, stąd też opinie są podzielone. Część samorządowców patrzy na program „Ratujmy polskie szpitale” krytycznym okiem. Inni natomiast uważają, że jest – w obecnej rzeczywistości polityczno-ekonomicznej – jedynym instrumentem reformującym w jakiejś mierze system.

Tak, na przykład, uważa Rudolf Borusiewicz, sekretarz Związku Powiatów Polskich:

– Program pomoże w stabilizacji ochrony zdrowia w Polsce. Niestety na razie nie będą mogli skorzystać z niego najbardziej zadłużeni, nie są oni jak gdyby objęci programem. Nie wspomniano też o tych, którzy się przekształcili, zostali pominięci. Cieszy to, że na razie brak szczegółów, bo może po konsultacjach będą i będą mówiły o stabilizacji systemu.

Zdaniem Piotra Pośpiecha, starosty powiatu kluczborskiego, przekształcenie placówek to dobre rozwiązanie.

- Nasz szpital działa jako spółka prawa handlowego już szósty rok. Samorządy, które do tej pory przekształciły placówki w spółki wykazały się ogromną odpowiedzialnością, bo podjęły się spłaty niejednokrotnie wysokich zobowiązań same bez jakiegokolwiek wsparcia praogramu czy uchwały Rady Ministrów.

Opozycja, tradycyjnie, nie zostawia na rządowej inicjatywie suchej nitki. Zdaniem b. wiceministra zdrowia, posła PiS Bolesława Piechy program wprowadza niejasne procedury dotyczące ich przekształceń. PiS uważa, że rząd nie wyraził się jednoznacznie o kosztach realizacji planu B.

– Jakie są skutki finansowe dla budżetu państwa podobno doskonałego planu? – pytał Piecha.

Należy założyć, że w ciągu dwóch miesięcy konsultacji społecznych, znajdą się odpowiedzi na pytania nurtujące krytykujących program, a wypracowane rozwiązania przekonają do niego dziś jeszcze niezdecydowanych.

Szczegóły programu:
www.ratujemyszpitale.pl